W najbliższą niedzielę, 2 sierpnia, zaczyna obowiązywać ta część unijnego AI Act, która dotyczy przeciętnego użytkownika najbardziej bezpośrednio: obowiązek oznaczania treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Maciej Broniarz z Centrum Nauk Sądowych Uniwersytetu Warszawskiego nazwał nowe przepisy krokiem w dobrą stronę, ale w rozmowie z TOK FM wskazał miejsce, w którym cała konstrukcja może się posypać.
Kluczowe fakty:
- 2 sierpnia 2026 roku wchodzi w fazę stosowania artykuł 50 unijnego AI Act, który nakłada obowiązek oznaczania treści wygenerowanych lub zmanipulowanych przez sztuczną inteligencję – zarówno na dostawców systemów generatywnych, jak i na podmioty publikujące takie treści.
- Komisja Europejska jednoznacznie stwierdziła, że informacja o AI ukryta w regulaminie lub wyłącznie w metadanych (znak wodny) nie spełnia wymogów nowego prawa – odbiorca musi być poinformowany najpóźniej przy pierwszym kontakcie z treścią.
- Za naruszenie przepisów grozi kara do 15 milionów euro lub 3 procent światowego rocznego obrotu, w zależności od tego, która kwota jest wyższa.
Rozmowa poszła w stronę, która rzadko pojawia się w komunikatach ministerstw. Nie o tym, co przepis nakazuje, tylko o tym, czy ktokolwiek będzie w stanie ten nakaz wyegzekwować.
Co konkretnie zmienia się 2 sierpnia
Artykuł 50 rozporządzenia 2024/1689 wchodzi w fazę stosowania dokładnie dwa lata po tym, jak AI Act formalnie wszedł w życie. Nakłada obowiązki na dwie grupy jednocześnie.
- Dostawcy systemów generatywnych muszą oznaczać wytwory swoich modeli w sposób czytelny maszynowo, tak by dało się je wykryć automatycznie
- Podmioty publikujące treści muszą poinformować odbiorcę, że obraz, nagranie audio albo wideo zostały wygenerowane lub zmanipulowane przez AI, najpóźniej przy pierwszym kontakcie
- Chatboty i asystenci mają jasno komunikować, że po drugiej stronie nie ma człowieka, przy czym Komisja Europejska wprost stwierdziła, że informacja schowana w regulaminie albo sam znak wodny w metadanych tego obowiązku nie wypełniają
- Teksty dotyczące spraw publicznych wygenerowane przez AI wymagają oznaczenia, chyba że przeszły kontrolę redakcyjną i konkretna osoba wzięła za nie odpowiedzialność
- Treści powstałe przed 2 sierpnia 2026 roku nie muszą być oznaczane wstecznie, choć Komisja zachęca, żeby to robić
Za złamanie tych obowiązków grozi do 15 milionów euro albo 3 procent światowego rocznego obrotu, zależnie od tego, która kwota jest wyższa.
Wyjątek, który da się rozciągnąć
Broniarz zatrzymał się przy zapisie mówiącym o treściach oczywiście fikcyjnych. I podał przykład, który zapada w pamięć.
„Jeżeli na przykład pan redaktor wygeneruje sobie zdjęcie, jak we dwóch jedziemy na smoku, to wiadomo, smoki nie istnieją. Ale pojawia się problem. Bo na przykład wszyscy wiemy, że Ziemia nie jest płaska, a jednak jest całkiem spora grupa ludzi, którzy uważają inaczej”
Sprawdziłem, jak ten fragment wygląda w samym rozporządzeniu, bo tu diabeł siedzi w szczegółach. Artykuł 50 ustęp 4 nie zwalnia z oznaczania treści fikcyjnych. Łagodzi wymóg dla materiałów stanowiących część dzieł oczywiście artystycznych, twórczych, satyrycznych lub fikcyjnych: informacja o sztucznym pochodzeniu nadal musi się pojawić, tyle że w formie, która nie psuje odbioru dzieła, na przykład w materiałach towarzyszących zamiast na samym obrazie. W wytycznych przyjętych przez Komisję Europejską ta kategoria jest interpretowana wąsko. Treść o charakterze wyłącznie informacyjnym albo komercyjnym z łagodniejszego reżimu nie skorzysta, a jakakolwiek dwuznaczność co do charakteru materiału wyklucza go z wyjątku.
Ale obawa Broniarza pozostaje w mocy. Bo kto ocenia oczywistość? Prawnik czytający wytyczne w Brukseli ma inną intuicję niż użytkownik przewijający Facebooka o pierwszej w nocy. Grafika przedstawiająca polityka na spotkaniu, do którego nigdy nie doszło, jest dla jednych ewidentną satyrą, a dla drugich dowodem.
Mam wrażenie, że przez ostatnie dwa lata dyskusja o AI Act toczyła się głównie wokół tego, kto będzie karał i za ile. A najtrudniejsza część zaczyna się teraz, kiedy trzeba rozstrzygać pojedyncze przypadki. Sam przepis o oznaczaniu jest sensowny i uważam, że lepiej mieć go niż nie mieć. Tylko że skuteczność takiej regulacji mierzy się nie liczbą artykułów, a tym, czy babcia, która zobaczy film z Igą Świątek polecającą platformę inwestycyjną, dostanie sygnał, że coś jest nie tak. Jeżeli oznaczenie będzie małą szarą plakietką w rogu kadru, to niczego nie zmieni. Jeżeli będzie widoczne i konsekwentne na wszystkich platformach, sytuacja może wyglądać inaczej. Pytanie, które sobie zadaję: czy KRiBSI, dopiero powoływana i bez skompletowanego składu, będzie miała siłę wymusić to na Meta czy TikToku? Chciałbym się mylić, ale pierwsze miesiące zapowiadają się raczej na naukę chodzenia niż na bieg.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Egzekwowanie kontra to, na co pozwalają platformy
Drugi zarzut Broniarza dotyczy zderzenia unijnych przepisów z regulaminami największych serwisów społecznościowych. Nowe obowiązki i to, co platformy realnie dopuszczają wobec swoich użytkowników, nie zawsze idą w tę samą stronę.
„To, czego się boję, to kwestia egzekwowania tych przepisów i tego, czy one realnie będą w stanie doprowadzić do zmiany”
Trudno się z tym spierać, patrząc na liczby. Z badania KPMG „Sztuczna inteligencja w Polsce. Krajobraz pełen paradoksów”, przeprowadzonego wspólnie z zespołem University of Melbourne na próbie ponad 48 tysięcy respondentów z 47 krajów, w tym 1082 osób z Polski, wynika, że 70 procent Polaków uważa, że rozpozna treść wygenerowaną przez AI. Jakiekolwiek szkolenie w tym zakresie przeszło 29 procent, czyli o 10 punktów procentowych mniej niż średnia światowa. Zaufanie do sztucznej inteligencji deklaruje 41 procent badanych Polaków wobec 46 procent globalnie.
Rozjazd między poczuciem kompetencji a rzeczywistą wiedzą to dokładnie to środowisko, w którym oszustwa deepfake działają najlepiej. Raport roczny CSIRT KNF pokazuje, że fałszywe inwestycje odpowiadały za ponad 96 procent zgłoszonych do zablokowania oszukańczych domen w 2025 roku, a materiały z wizerunkiem znanych osób pozostają jednym z głównych narzędzi tej branży. CERT Orange Polska opisywał w czerwcu kampanię pod mistrzostwa świata w piłce nożnej, w której wykorzystano sklonowany głos i wizerunek Igi Świątek oraz Julii Wieniawy do promowania fałszywej platformy bukmacherskiej.
Co to oznacza dla polskich firm i użytkowników
Polska wchodzi w 2 sierpnia w niepełnej gotowości instytucjonalnej. Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę o systemach sztucznej inteligencji dopiero w piątek 24 lipca, w ostatnim możliwym terminie. Ustawa powołuje Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji jako krajowy organ nadzoru rynku i pojedynczy punkt kontaktowy.
Problem w tym, że tego organu jeszcze nie ma. Sejm ma dwa miesiące na wybór przewodniczącego za zgodą Senatu, więc stanowisko zostanie obsadzone najpewniej w październiku, a pierwsze posiedzenie komisji może odbyć się w listopadzie. W składzie znajdą się dwaj zastępcy przewodniczącego oraz przedstawiciele UOKiK, KNF, KRRiT i UKE. Termin na wyznaczenie krajowego organu nadzoru upłynął dla państw członkowskich 2 sierpnia 2025 roku, czyli rok temu.
Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski zapowiedział, że komisja zacznie pracować jeszcze w tym roku, a w ciągu czterech miesięcy powstanie piaskownica regulacyjna dla firm rozwijających systemy AI. Ustawa zakłada, że co najmniej jedna piaskownica ma zostać utworzona do 2 sierpnia 2026 roku. Małe i średnie firmy będą z opłat zwolnione, duże zapłacą jednorazowo równowartość trzykrotności minimalnego wynagrodzenia.
Dla firm publikujących treści w Polsce układ jest więc taki: obowiązki z artykułu 50 zaczynają wiązać w niedzielę, a organ, który ma je kontrolować, ruszy najwcześniej jesienią. To nie zwalnia nikogo z przygotowań, bo przepisy będą stosowane od 2 sierpnia niezależnie od tego, kiedy KRiBSI odbędzie pierwsze posiedzenie. Warto przejrzeć własne kanały: materiały marketingowe generowane przez AI, chatboty na stronach, treści na profilach społecznościowych. Prezydent Nawrocki uzasadniając podpis wskazywał na kradzież tożsamości, fałszowanie wizerunku i deepfake’i jako zagrożenia, których nie da się dłużej ignorować.
Broniarz pytał w TOK FM również o to, czy AI Act może dać Europie przewagę nad Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Odpowiedź poznamy raczej w perspektywie lat niż tygodni. Na razie mamy przepis, który wchodzi w życie w weekend, i regulatora, który dopiero powstaje.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału TOK FM z rozmowy Szymona Kępki z Maciejem Broniarzem w „Pierwszym Programie”, opracowanego przez Katarzynę Rogowską (TOK FM, 28.07.2026). Treść artykułu 50 AI Act i zakres wyjątków zweryfikowano z materiałem Komisji Europejskiej oraz analizą przyjętych wytycznych opublikowaną przez Bird & Bird. Dane rynkowe pochodzą z raportu KPMG „Sztuczna inteligencja w Polsce. Krajobraz pełen paradoksów”, raportu rocznego CSIRT KNF oraz ostrzeżeń CERT Orange Polska. Kontekst legislacyjny ustalono na podstawie komunikatów Kancelarii Prezydenta RP, Ministerstwa Cyfryzacji oraz relacji Rzeczpospolitej, CyberDefence24 i Prawo.pl. Cytaty Macieja Broniarza podano w oryginalnym brzmieniu polskim. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o stosowaniu obowiązku oznaczania treści AI i pracach KRiBSI.
