Przez weekend 25 i 26 lipca jedno zapytanie w Google otwierało dostęp do cudzych rozmów z Claude’em, wraz z kluczami API, życiorysami i notatkami prawników. Anthropic domknął sprawę w poniedziałek, tyle że wcześniej udostępnione adresy nadal prowadzą do pełnych transkrypcji.
Kluczowe fakty:
- Przez weekend 25–26 lipca 2025 r. pojedyncze zapytanie w Google ujawniało publicznie udostępnione rozmowy z Claude'em – w tym klucze API, życiorysy z danymi osobowymi oraz poufne notatki prawników – bez żadnego włamania ani wycieku z serwerów Anthropic.
- Przyczyną był mechanizm udostępniania rozmów przez przycisk „Share", który tworzy migawki pod adresami z prefiksem /share w domenie claude.ai; Google zaindeksował setki, a według szacunków nawet tysiące takich stron.
- Anthropic zablokował dostęp do rozmów w poniedziałek, jednak artefakty generowane wewnątrz Claude'a (aplikacje, tabele, dokumenty) były nadal widoczne w indeksie wyszukiwarki jeszcze tego samego dnia po południu.
Nikt się nigdzie nie włamał. Żadne konto nie zostało przejęte, żadna prywatna historia czatów nie wyciekła z serwerów Anthropic. Sprawę uruchomił wpis użytkownika opublikowany w sobotę na forum r/ClaudeAI, a zrzuty ekranu rozeszły się w ciągu kilku godzin, między innymi przez X.
UPDATE, ITS WORSE THAN THE CHATS
the same thing is happening with shared artifacts. every app, doc, dashboard and tool people published from claude is also sitting indexed and searchable
people have already pulled up internal company dashboards, full project plans with client… https://t.co/ZzezhlDbom pic.twitter.com/Ljk3zzXL4N
— Om Patel (@om_patel5) July 26, 2026
Jak to wyszło na jaw
Mechanizm był banalny. Claude ma przycisk „Share”, który tworzy migawkę rozmowy pod osobnym adresem w domenie claude.ai. Wszystkie takie adresy mają wspólny prefiks /share, więc wystarczyło poprosić Google o listę stron z tej ścieżki. Wyszukiwarka posłusznie wypluła setki wyników, a część forumowiczów szacowała, że w indeksie siedziały tysiące pozycji.
Do wyników trafiły też artefakty, czyli aplikacje, tabele, wykresy i dokumenty budowane wewnątrz Claude’a. Axios sprawdzał indeks jeszcze w poniedziałek po południu i wtedy same rozmowy już zniknęły, ale artefakty nadal się wyświetlały. Dziennikarze serwisu znaleźli tam między innymi plan sprzeciwu wobec likwidacji miejskiej agencji zarządzającej parkami w Miami, dokument o zmianach w kalendarzu akademickim pewnego uniwersytetu, biznesplany oraz schematy infrastruktury wielochmurowej.
Co dokładnie było w środku
Zestawienie treści opisanych przez dziennikarzy i użytkowników Reddita brzmi jak lista koszmarów działu compliance:
- klucze do portfeli kryptowalutowych i klucze API
- życiorysy z pełnym imieniem, nazwiskiem, numerem telefonu, adresem e-mail i historią zatrudnienia
- pytanie prawnika o to, czy ma obowiązek sam zgłosić naruszenie zasad etyki zawodowej
- wewnętrzne dyskusje biznesowe, sesje debugowania kodu, notatki służbowe
- dokument opisujący sposób przeprowadzenia badania klinicznego
- treści erotyczne, w tym jedna rozmowa oznaczona jako udostępniona przez samo Anthropic, w której model wygenerował materiał niezgodny z polityką firmy
Fortune, który jako pierwszy z dużych tytułów biznesowych opisał sprawę w poniedziałek, zwrócił uwagę na rzecz najbardziej niewygodną. Udostępniony czat jest zwykle bardziej intymny niż udostępniony dokument, bo ludzie traktują chatboty jak miejsce do głośnego myślenia o pracy, zdrowiu i kłopotach prawnych.
Anthropic mówi, że system zadziałał zgodnie z projektem
Stanowisko firmy jest konsekwentne i formalnie trudne do podważenia. Rzecznik Anthropic przekazał redakcji Fortune, że firma daje ludziom kontrolę nad publicznym udostępnianiem rozmów oraz „nie udostępniamy katalogów czatów ani map witryny wyszukiwarkom takim jak Google” / „we do not share chat directories or sitemaps with search engines like Google”. Dalej pada argument, że linki są niemożliwe do odgadnięcia, a udostępniając rozmowę użytkownik świadomie wystawia jej treść do publicznej sieci, gdzie może zostać zarchiwizowana przez podmioty trzecie.
Dokumentacja firmy mówi to samo, tylko bardziej wprost: „każdy, kto ma link, może zobaczyć migawkę rozmowy” / „anyone with the link can view the chat snapshot”. Rozmowy w Claude są prywatne domyślnie i nikt tego nie kwestionuje. Problemem jest przepaść między tym, co napisano w dokumentacji, a tym, co użytkownik czuje w momencie klikania przycisku.
Anthropic ma rację formalną i jednocześnie przegrywa spór o zaufanie. Kiedy klikam „udostępnij” w dokumencie Google, wiem, że tworzę stronę w internecie. Kiedy klikam „udostępnij” pod rozmową, w której pół godziny wcześniej wkleiłem fragment umowy albo wynik badania, mój mózg podpowiada mi, że wysyłam coś jednej osobie. To nie jest głupota użytkownika. To różnica między modelem mentalnym a modelem technicznym, a odpowiedzialność za jej zasypanie spoczywa na projektancie interfejsu, nie na kliencie.
Doceniam, że firma zareagowała w kilkanaście godzin i że wyniki zniknęły z Google sprawnie. Ale mam dwa pytania, na które nie widziałem jeszcze odpowiedzi. Dlaczego strony udostępnionych rozmów nie miały znacznika noindex od pierwszego dnia istnienia tej funkcji, skoro identyczny wypadek przydarzył się OpenAI i xAI w 2025 roku? I co z linkami, które wciąż działają, oraz z kopiami, które zdążyły osiąść w archiwach zewnętrznych, bo tych żaden noindex już nie cofnie?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Techniczny szczegół, którego brakuje w większości relacji
Analizy opublikowane po fakcie wskazują na paradoks konfiguracyjny, który tłumaczy, dlaczego firma mogła być przekonana, że jest zabezpieczona. Robot Google był blokowany na poziomie pliku robots.txt, więc nie czytał zawartości stron. Skoro ich nie czytał, nie mógł też zobaczyć żadnej instrukcji zakazującej indeksowania. A kiedy adresy trafiały gdzie indziej w otwartej sieci, na fora, do mediów społecznościowych, do katalogów artefaktów, wyszukiwarka nadal mogła wystawić sam link.
Stąd charakterystyczny wygląd tych wyników: często bez zajawki, z adnotacją o braku dostępnych informacji o stronie. Treść nie była w podglądzie. Drzwi do niej były. Jedno kliknięcie i otwierała się cała transkrypcja. Od 26 lipca strony udostępnionych rozmów niosą już znaczniki noindex i nofollow.
Czwarta wpadka tego typu w ciągu roku
To nie jest odosobniony przypadek, tylko powtarzalna właściwość całej kategorii produktów. We wrześniu 2025 roku Forbes opisał setki transkrypcji Claude’a w wyszukiwarce. Wcześniej, latem 2025, niemal identyczny problem wystawił na widok publiczny konwersacje z ChatGPT, a Fortune podaje, że mowa była o liczbie zbliżonej do stu tysięcy. W sierpniu 2025 to samo spotkało Groka od xAI, co prof. Luc Rocher z Oxford Internet Institute nazwał wtedy katastrofą prywatności. W czerwcu 2025 użytkownicy Meta AI ze zdumieniem odkryli, że ich rozmowy lądują na publicznym kanale w aplikacji.
Cztery incydenty, cztery firmy, kilkanaście miesięcy. Wnioski za każdym razem wyciągano po fakcie.
Co to oznacza dla polskich firm?
Skala ekspozycji rośnie u nas szybciej niż świadomość ryzyka. Z lipcowego „Szybkiego Monitoringu” Narodowego Banku Polskiego wynika, że w drugim kwartale 2026 roku po narzędzia sztucznej inteligencji sięgało już 42 procent przedsiębiorstw wobec 14 procent pod koniec 2024 roku. W usługach to 46 procent, wśród dużych firm 59 procent. Jednocześnie 35 procent ankietowanych w ogóle nie zaczęło analizować, jak i gdzie AI mogłaby być u nich używana, a wśród mikro i małych firm ten odsetek sięga 46 procent. Narzędzia już są w organizacjach. Polityki ich używania w wielu miejscach jeszcze nie ma.
To ma bezpośrednie skutki prawne. Jeżeli pracownik udostępnił rozmowę zawierającą dane osobowe klientów, a strona została zaindeksowana, mamy do czynienia z potencjalnym naruszeniem ochrony danych w rozumieniu RODO. Administrator musi je ocenić, udokumentować i przy realnym ryzyku dla osób, których dane dotyczą, zgłosić do Prezesa UODO w ciągu 72 godzin. Do tego dochodzi warstwa, o której zapomina się jeszcze częściej: wyciek strategii cenowej czy dokumentacji technicznej to nie RODO, tylko tajemnica przedsiębiorstwa i ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Jak sprawdzić własne udostępnione rozmowy
Zajmuje to minutę. W Claude wchodzisz w Ustawienia, potem Prywatność, potem Udostępnione czaty i klikasz Zarządzaj. Zobaczysz każdy link, jaki kiedykolwiek utworzyłeś, i możesz go dezaktywować. Zrób to nawet wtedy, gdy dana rozmowa zniknęła już z Google, bo osoba, która ma adres, zachowuje dostęp aż do cofnięcia udostępnienia.
A po stronie organizacji? Zablokowanie przycisku „udostępnij” nic nie da, bo ludzie po prostu przekleją treść gdzie indziej. Skuteczniejsze jest coś znacznie nudniejszego: jasna reguła, jakie kategorie danych w ogóle nie wchodzą do publicznego czatu, plany firmowe z wyłączoną retencją i podpisaną umową powierzenia oraz jeden przegląd aktywnych linków na kwartał. Nudne. I działa.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów źródłowych, w tym pierwotnego wpisu użytkownika na forum r/ClaudeAI z 25.07.2026, relacji Fortune z 27.07.2026 oraz ustaleń Axios z tego samego dnia. Korzystałem także z relacji VentureBeat, ZDNET, Tom’s Guide, Android Authority, Cybernews, The Decoder i Hackread, dokumentacji pomocy technicznej Anthropic dotyczącej udostępniania czatów oraz wcześniejszych publikacji Forbes i 404 Media o analogicznych incydentach z 2025 roku. Dane o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w polskich przedsiębiorstwach pochodzą z badania NBP „Szybki Monitoring analiza sytuacji sektora przedsiębiorstw”, cytowanego przez wnp.pl, pulshr.pl i wGospodarce.pl. Cytat rzecznika Anthropic został zweryfikowany z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o indeksowaniu udostępnionych rozmów z chatbotami.
