Waymo, należąca do Alphabetu firma obsługująca autonomiczne taksówki, zatrzymała jeden ze swoich pojazdów w San Francisco i powiadomiła służby po wykryciu broni na pokładzie. Policja przyjechała pod wskazany adres około 3:52 nad ranem 3 września 2026 roku, przeprowadziła „zatrzymanie wysokiego ryzyka” i wyciągnęła z auta dwoje nieletnich pasażerów.
- 3 września 2026 roku o godz. 3:52 Waymo zatrzymało swoją autonomiczną taksówkę w San Francisco i powiadomiło policję, po czym funkcjonariusze wyciągnęli z pojazdu dwoje nieletnich pasażerów, znajdując na pokładzie nabity karabin w stylu AR bez numeru seryjnego (tzw. ghost gun), podejrzany susz marihuany oraz gaz pieprzowy.
- Waymo montuje w każdej robotaksówce 29 kamer uzupełnionych pięcioma lidarami i sześcioma radarami, jednak firma nie ujawniła publicznie, czy broń w kabinie wykrył automatyczny algorytm, czy człowiek zdalnie monitorujący wnętrze pojazdu.
- To drugi podobny incydent w 2026 roku – w lipcu pracownik Waymo zdalnie monitorujący pojazd w San Mateo udał awarię auta, by zatrzymać dwoje 15-latków strzelających z zabawkowego pistoletu, i równolegle zawiadomił policję.
W pojeździe funkcjonariusze znaleźli nabity karabin w stylu AR, opisany przez policję jako „ghost gun”, a przy zatrzymanych podejrzany o bycie marihuaną susz oraz gaz pieprzowy. Oboje, chłopak i dziewczyna, zostali zatrzymani pod zarzutem nielegalnego posiadania broni i osadzeni w Juvenile Justice Center w San Francisco.
Policja zatrzymała pojazd o 3:52 nad ranem, w aucie był nabity karabin bez numeru seryjnego
Departament Policji San Francisco (SFPD) podał, że funkcjonariusze zostali wezwani na 800. blok 40th Avenue w dzielnicy Richmond po zgłoszeniu, że dwoje pasażerów pojazdu autonomicznego ma przy sobie broń. Sprawa wydarzyła się 3 września, ale policja ujawniła ją dopiero po tygodniu.
Rzeczniczka SFPD Allison Maxie powiedziała portalowi SFGATE, że w przeszukanym aucie znaleziono „karabin szturmowy w stylu AR, znany też jako ghost gun” / „AR-styled assault rifle also known as a ghost gun”. Określenie „ghost gun” oznacza broń bez numeru seryjnego, zwykle składaną z osobno kupowanych części albo drukowaną w 3D, co praktycznie uniemożliwia jej wytropienie przez organy ścigania.
Policja nie ujawniła nazwisk zatrzymanych ze względu na ich wiek, nie podała też dokładnych roczników.
Waymo mówi o „naruszeniu regulaminu z udziałem broni”, ale nie wyjaśnia, kto ją wykrył
SFPD w swoim komunikacie w ogóle nie wskazała operatora pojazdu autonomicznego. Dopiero rzecznik Waymo potwierdził „Los Angeles Times”, że chodziło o jeden z samochodów tej firmy. Powodem interwencji było, jak ujął to rzecznik, „naruszenie naszego regulaminu z udziałem broni palnej” / „violation of our terms of service involving a firearm”. Firma zawiadomiła służby ratunkowe i, według własnego oświadczenia, w pełni współpracowała z policją w San Francisco.
I tu zaczyna się najciekawsza część tej historii, bo Waymo nie powiedziało publicznie, co właściwie wykryło broń. Firma potwierdziła samą interwencję, ale nie opisała etapu detekcji: czy zaalarmował system automatyczny, czy broń zobaczył pracownik zdalnego wsparcia przeglądający obraz z kamer, czy interwencja wynikła z zewnętrznego zgłoszenia. W relacji SFGATE mowa jest o tym, że pracownicy Waymo dowiedzieli się o obecności broni w aucie i zatrzymali pojazd, co sugeruje udział człowieka, a nie wyłącznie algorytmu. Waymo tego nie doprecyzowało.
Różnica nie jest akademicka. Automatyczna detekcja broni w kabinie to zupełnie inna obietnica produktowa niż człowiek oglądający na żywo wnętrze auta, w którym siedzę.
To już drugi taki przypadek w tym roku. W lipcu Waymo udało awarię, żeby zatrzymać nastolatków
W lipcu 2026 roku w San Mateo pod San Francisco doszło do bardzo podobnego zdarzenia, tylko z zabawką zamiast prawdziwej broni. Dwoje 15-latków piło alkohol w robotaksówce i strzelało kulkami Orbeez z zabawkowego pistoletu w stronę innych pojazdów. Pracownik Waymo, który zdalnie monitorował auto, powiedział pasażerom, że samochód ma awarię i musi się zatrzymać, a równolegle zawiadomił policję, że z pojazdu padają strzały.Auto zatrzymało się na parkingu centrum handlowego, gdzie czekało pięciu funkcjonariuszy.
Rzeczniczka policji w San Mateo Jeanine Luna wyjaśniła, że Waymo zdalnie unieruchomiło pojazd w miejscu, w którym służby mogły bezpiecznie zareagować, a drzwi przez cały czas pozostawały otwarte, więc pasażerowie mogli wysiąść. Nastolatków przekazano rodzicom, a sprawę skierowano do prokuratury.
Wspólny mianownik obu zdarzeń: to nie kierowca zareagował, bo kierowcy nie było. Zareagowała firma, mając wgląd w kabinę w czasie rzeczywistym.
Autonomiczna taksówka, która zjeżdża na pobocze i dzwoni po policję, kiedy w środku leży nabity karabin, robi dokładnie to, czego oczekiwałbym po odpowiedzialnym operatorze. Nie mam z tym problemu i nie kupuję narracji o Wielkim Bracie w tym konkretnym przypadku.
Mam natomiast problem z tym, czego nie wiemy. Waymo do dziś nie powiedziało, czy broń wykrył algorytm, czy człowiek. To nie jest szczegół techniczny, tylko podstawa, na której pasażer może ocenić, na co się pisze, wsiadając do auta bez kierowcy. Jeśli w kabinie działa automatyczna klasyfikacja przedmiotów i zachowań, chcę wiedzieć, jakie ma progi, kto weryfikuje jej wskazania i co się dzieje przy fałszywym alarmie. Zatrzymanie wysokiego ryzyka to sytuacja, w której funkcjonariusz podchodzi do auta z bronią gotową do użycia. Pomyłka w takich okolicznościach kosztuje znacznie więcej niż zablokowane konto.
Drugie pytanie dotyczy proporcji. Dziś powodem interwencji jest broń palna. Regulamin obejmuje jednak znacznie szerszy katalog naruszeń i to operator decyduje, gdzie przebiega granica między „zwrócimy uwagę” a „dzwonimy po policję”. Nikt tej granicy publicznie nie narysował.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
29 kamer w aucie i deklaracja Waymo, że nie służą do inwigilacji
Skala tego wglądu wynika wprost z konstrukcji pojazdu. Waymo montuje w każdej robotaksówce 29 kamer, a zestaw czujników uzupełnia pięć lidarów i sześć radarów.
W opublikowanym 24 sierpnia 2026 roku wpisie o podejściu do prywatności firma deklaruje, że kamery i czujniki służą mapowaniu tras, bezpiecznej realizacji przejazdów i rozwojowi technologii, a nie „inwigilowaniu ludzi ani identyfikowaniu osób” / „to surveil people or to identify individuals” za pomocą rozpoznawania twarzy lub innych technik biometrycznych. W tym samym wpisie Waymo zapowiada, że spełnia żądania organów ścigania oparte na ważnej podstawie prawnej, ale może je kwestionować, jeśli uzna je za zbyt szerokie lub niemożliwe do wyegzekwowania.
Warto zestawić te deklaracje z twardymi liczbami. Google w raporcie przejrzystości podał, że w pierwszym półroczu 2025 roku otrzymał od rządów na całym świecie blisko 290 tys. wniosków o ujawnienie informacji o użytkownikach wszystkich swoich platform, w tym Waymo, i w ponad 80 proc. przypadków jakieś dane zostały przekazane.
Wszystko to dzieje się w trakcie najszybszej fazy wzrostu firmy w jej historii. W marcu 2026 roku Waymo obsługiwało 500 tys. płatnych przejazdów tygodniowo w 10 miastach w USA, a 1 września 2026 roku uruchomiło usługę w Denver, San Diego i Tampie. Celem na koniec 2026 roku jest milion płatnych przejazdów tygodniowo, a pierwszymi rynkami zagranicznymi mają być Londyn i Tokio.
Polskie przepisy o pojazdach autonomicznych też nakazują nagrywanie wnętrza auta
Waymo nie działa w Polsce i nie zapowiedziało takich planów, więc bezpośrednio nas ta sprawa nie dotyczy. Dotyczy nas natomiast mechanizm, bo polski ustawodawca wybrał tu rozwiązanie nawet bardziej kategoryczne niż amerykańska firma.
Od 24 czerwca 2026 roku obowiązuje nowelizacja Prawa o ruchu drogowym, która wprowadza do polskiego porządku prawnego pojęcia pojazdu zautomatyzowanego i w pełni zautomatyzowanego oraz dopuszcza prace badawcze nad nimi na drogach publicznych. Zezwolenia wydaje Krajowy Koordynator Prac Badawczych, czyli dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego wskazany przez ministra infrastruktury.
Obowiązki organizatora testów obejmują między innymi:
- wyposażenie każdego pojazdu badawczego w elektroniczny rejestrator nagrywający obraz z przodu, z tyłu i z wnętrza pojazdu oraz dźwięk z kabiny,
- rejestrowanie obecności kierowcy nadzorującego, gotowego przejąć kontrolę nad autem,
- przekazanie nagrań Krajowemu Koordynatorowi wraz z opisem okoliczności, czasem i miejscem zdarzenia po każdej kolizji lub wypadku,
- zawarcie umowy OC dla każdego testowanego pojazdu oraz przeprowadzenie analizy zagrożeń i oceny ryzyka.Zakres nagrywania to jeden z punktów, które sama branża wskazuje jako obciążenie: nagrywanie obrazu i dźwięku z kabiny oznacza dla firm poważne wyzwania, w tym te dotyczące ochrony danych.
W polskim modelu nagrywanie wnętrza nie jest więc decyzją operatora, tylko warunkiem wydania zezwolenia. Różnica względem San Francisco polega na tym, że w Polsce mówimy dziś o testach z kierowcą bezpieczeństwa na pokładzie, a nie o komercyjnych przejazdach bez człowieka za kierownicą.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym komunikatu San Francisco Police Department, wpisu Waymo o podejściu do prywatności z dnia 24.08.2026 oraz Los Angeles Times i The Verge. Do weryfikacji wykorzystano także materiały SFGATE, San Francisco Chronicle, KRON4 i NPR.
Kontekst polskich przepisów o testach pojazdów zautomatyzowanych opracowano na podstawie materiałów OTOMOTO News oraz informacji Ministerstwa Infrastruktury i Instytutu Transportu Samochodowego.
Cytaty rzecznika Waymo, rzeczniczki SFPD Allison Maxie i rzeczniczki policji w San Mateo Jeanine Luna zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym.
Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl.
Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o zasadach monitorowania pasażerów w robotaksówkach Waymo i o wynikach postępowania prowadzonego przez SFPD.
