Policja w Bengaluru przesłuchuje nie tylko podejrzanych, ale też chatbota. Śledczy twierdzą, że 25-letni inżynier przez pół roku konsultował z AI kolejne etapy planowanego potrójnego morderstwa i teraz żądają od dostawcy narzędzia pełnych logów tej rozmowy.
Kluczowe fakty:
- 22 czerwca w Bengaluru zamordowano troje członków jednej rodziny – Somasundara, jego żonę Muthulakshmi oraz ich młodszą córkę Supriyę. Zatrzymano starszą córkę ofiar, Shwethę, oraz jej partnera Kennetha.
- Według policji Kenneth przez blisko pół roku konsultował z chatbotem AI kolejne etapy planowanego morderstwa, pytając m.in. o metody zabójstwa, usuwanie śladów krwi i pozbywanie się ciał.
- Śledczy zażądali od dostawcy chatbota pełnych logów rozmów, co stawia pytanie o to, czy zapis konwersacji z AI może zostać dopuszczony jako dowód w procesie karnym.
Sprawa toczy się w indyjskim stanie Karnataka, ale pytanie, które za sobą ciągnie, jest uniwersalne. Czy zapis rozmowy z chatbotem może stać się dowodem w procesie o zabójstwo? I co to oznacza dla firm, które te chatboty budują?
Co się wydarzyło 22 czerwca
Do zbrodni doszło w mieszkaniu w dzielnicy Seegehalli w Bengaluru. Ofiarami byli Somasundar (52 lub 54 lata, źródła podają różne wartości), jego żona Muthulakshmi (48 lat) oraz ich młodsza córka Supriya (19 lub 20 lat). Wszyscy troje zginęli od ran kłutych.
Policja zatrzymała starszą córkę Somasundara, Shwethę (24 lub 25 lat), oraz jej partnera, 25-letniego inżyniera Kennetha. Para uciekła po zbrodni do Puducherry, gdzie kilka dni wcześniej spędzała wakacje. Zatrzymano ich osobno, w odstępie doby.
Według indyjskich mediów, w tym The Indian Express i The News Minute, motywem miały być spory finansowe i napięte relacje rodzinne. Shwetha miała pożyczyć od matki około 50 lakh rupii (ekwiwalent kilkuset tysięcy złotych) na uruchomienie tak zwanej cloud kitchen, czyli kuchni działającej wyłącznie na dostawy, bez sali dla gości. Kiedy para nie była w stanie oddać długu, miała zacząć planować zbrodnię.
Przełomem w śledztwie okazał się fakt, że ciężko ranny ojciec rodziny zdołał opuścić mieszkanie i trafić do sąsiadów, zanim zmarł. To jego relacja naprowadziła policję na sprawców.
Sześć miesięcy rozmów z chatbotem
To właśnie ten wątek uczynił sprawę głośną daleko poza Indiami. Według policji Kenneth miał przez blisko pół roku konsultować z chatbotem AI kolejne etapy planowanej zbrodni. Pytał o metody zabójstwa, sposoby usunięcia śladów krwi oraz możliwości pozbycia się ciał.
Z relacji cytowanych przez lokalne media wynika, że inżynier miał wcześniej zbudować metalowy piec na potrzeby planowanej działalności gastronomicznej. Po tym, jak plany biznesowe upadły, miał zastanawiać się z chatbotem, czy urządzenie nadaje się do spalenia zwłok.
Portal OdishaBytes, powołując się na India Today oraz Hindustan Times, twierdzi, że Kenneth nie zadawał pytań wprost. Zamiast tego formułował je pośrednio, w stylu „co powinienem zrobić, gdyby coś takiego się wydarzyło”. Media te wskazują też konkretne narzędzie, z którym miał rozmawiać: Gemini od Google. Miał między innymi pytać, jak zaatakować włamywaczy i jakiej broni użyć, a także szukać sposobów na obezwładnienie osoby przed zadaniem ciosu nożem. Ta informacja nie została oficjalnie potwierdzona przez policję w cytowanych przeze mnie źródłach, warto więc traktować ją z ostrożnością właściwą dla ustaleń opartych na źródłach pośrednich.
Śledczy wystąpili już do firmy będącej właścicielem chatbota o udostępnienie pełnych logów rozmów prowadzonych przez podejrzanego. Jeden z oficerów miał określić rolę AI jako coś na kształt wspólnika w przestępstwie, choć to sformułowanie o charakterze śledczym, nie prawnym ustalenie odpowiedzialności należy bowiem do sądu.
Ta sprawa pokazuje coś, co obserwuję od miesięcy: policja na całym świecie uczy się traktować historię rozmów z AI jak nowy rodzaj dowodu cyfrowego, porównywalny z historią przeglądarki czy billingiem telefonu. Różnica jest jednak fundamentalna. Z chatbotem prowadzi się dialog, a nie wpisuje hasło do wyszukiwarki. Ludzie tłumaczą mu kontekst, wracają do tematu, dopytują. To zostawia znacznie bogatszy ślad niż zapytanie w Google. Zarazem powstrzymałbym się od prostego wniosku, że model AI stał się „wspólnikiem morderstwa”. Nawet jeśli odpowiedzi chatbota faktycznie ułatwiły planowanie zbrodni, nie zmienia to faktu, że decyzję o zabiciu trzech osób podjął człowiek. Pytanie, przed którym stoją teraz sądy i regulatorzy, brzmi inaczej: gdzie kończy się odpowiedzialność użytkownika, a zaczyna odpowiedzialność twórcy narzędzia, które w teorii miało odmawiać takich odpowiedzi.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
To nie pierwszy taki przypadek na świecie
Sprawa z Bengaluru wpisuje się w rosnącą listę spraw karnych, w których chatboty AI stają się elementem materiału dowodowego. Amerykańscy śledczy wykorzystali już zapisy rozmów z ChatGPT jako dowód w sprawie o podpalenie podczas pożarów w Los Angeles, a zapis rozmowy z asystentem AI w aplikacji Snapchat odegrał kluczową rolę w procesie o morderstwo w Wirginii w 2024 roku.
Prawnik i ekspert od cyberbezpieczeństwa Ilia Kolochenko zwracał uwagę w rozmowie z CNN, że podejrzani wierzą, że ich rozmowy z AI pozostaną poufne lub przynajmniej nieujawnione, dlatego formułują wobec chatbotów bardzo bezpośrednie i szczere pytania. To sprawia, że logi takich rozmów bywają dla śledczych bardziej wartościowe niż tradycyjna historia wyszukiwania.
Równolegle toczy się coraz więcej postępowań cywilnych przeciwko twórcom chatbotów. W maju 2026 roku rodzina ofiary strzelaniny na Florida State University domagała się od władz stanowych zbadania, czy ChatGPT mógł zostać uznany za pomocnika w zabójstwie, po tym jak sprawca pytał model o reakcje społeczne na atak jeszcze przed jego popełnieniem. Do końca 2025 roku przeciwko OpenAI i Character Technologies toczyło się już co najmniej dziesięć postępowań obejmujących zarzuty od bezprawnego spowodowania śmierci po zabójstwo nieumyślne, dotyczących sześciu dorosłych i czworga nieletnich użytkowników.
Prawniczka i wykładowczyni prawa karnego Laura Sheppard zwracała jednak uwagę na fundamentalną barierę prawną. Jak pisała w komentarzu dla Daily Journal, obecna koncepcja odpowiedzialności karnej nie obejmuje chatbota, który nie jest w stanie uformować moralnie nagannego zamiaru, tak samo jak nie obejmuje zwierzęcia czy małego dziecka. Innymi słowy: nawet jeśli narzędzie AI funkcjonalnie ułatwiło przestępstwo, prawo karne w obecnym kształcie nie ma sposobu, by przypisać mu winę.
Co to oznacza dla polskich firm i regulacji
Dla polskiego czytelnika ta historia nie jest wyłącznie egzotycznym newsem z Indii. Unijny AI Act, który obowiązuje już częściowo w Polsce, wprost zakłada, że to człowiek, a nie system, ponosi odpowiedzialność za skutki działania AI. Jak zwracają uwagę eksperci cytowani przez Prawo.pl, rozporządzenie nie przyznaje systemom AI podmiotowości prawnej i opiera się na założeniu, że odpowiedzialność ponosi producent, dostawca lub użytkownik. Sam AI Act nie reguluje jednak wprost kwestii odpowiedzialności karnej, koncentrując się na zgodności, bezpieczeństwie i sankcjach administracyjnych.
To pozostawia otwartą lukę, o której pisze też polska doktryna prawa karnego: gdy AI działa formalnie autonomicznie, bez bieżącego udziału człowieka, przypisanie odpowiedzialności konkretnemu podmiotowi w złożonym łańcuchu twórców, dostawców danych i operatorów systemu staje się jednym z najtrudniejszych problemów prawnych najbliższych lat.
Kilka faktów, które warto mieć w pamięci, patrząc na tę sprawę z polskiej perspektywy:
- AI Act przewiduje kary do 35 milionów euro lub 7 procent globalnego rocznego obrotu firmy za najpoważniejsze naruszenia, ale dotyczą one zgodności systemu z regulacją, nie odpowiedzialności za konkretne przestępstwo popełnione przy jego użyciu.
- Polskie prawo karne rozróżnia sytuacje, w których AI jest jedynie narzędziem w rękach sprawcy, od tych, w których błąd systemu wynika z zaniedbania nadzoru, na przykład błędnej klasyfikacji pacjenta przez algorytm medyczny.
- W obu przypadkach odpowiedzialność karną przypisuje się człowiekowi, nigdy samemu systemowi.
Polskie firmy wdrażające chatboty do obsługi klienta czy procesów decyzyjnych powinny traktować tę sprawę jako przypomnienie, że logi rozmów z ich systemami mogą w przyszłości stać się przedmiotem żądań ze strony organów ścigania, nie tylko regulatorów ochrony danych.
Rozmowy, których nikt nie planował ujawniać
Współczesne chatboty są projektowane tak, aby odmawiać udzielania instrukcji dotyczących przestępstw. Sprawa z Bengaluru, podobnie jak amerykańskie precedensy, pokazuje jednak, że użytkownicy potrafią obchodzić te zabezpieczenia, formułując pytania pośrednio lub hipotetycznie, tak jak miał to robić Kenneth.
Ostateczna ocena, jaką wagę dowodową będą miały jego rozmowy z chatbotem, należy teraz do indyjskiego sądu. Ale kierunek jest jasny. Logi rozmów z AI stają się nowym rodzajem cyfrowego śladu, obok billingów, lokalizacji GPS i historii przeglądarki. Firmy budujące te narzędzia będą musiały się z tym faktem zmierzyć, prędzej niż później.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów prasowych, w tym relacji The News Minute i Telangana Today z lipca 2026 roku, powołujących się na ustalenia policji w Bengaluru i doniesienia The Indian Express, a także komentarzy prawnych opublikowanych przez CNN i Prawo.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę rozwoju śledztwa i ewentualnego potwierdzenia nazwy wykorzystywanego narzędzia AI przez policję w Bengaluru.
