Rafał Brzoska twierdzi, że jego żółty pies padł ofiarą skoordynowanego, sponsorowanego ataku w sieci. Raport, na który się powołuje, faktycznie opisuje podejrzaną aktywność, ale mówi też coś, czego w komunikacji InPostu nie słychać wcale.
Kluczowe fakty:
- InPost uruchomił asystenta zakupowego Von Halsky w aplikacji InPost Mobile na przełomie czerwca i lipca 2026 roku, dysponując bazą od 14 do 17 milionów użytkowników – największą w polskim e-commerce poza Allegro.
- Wejście InPost w handel bezpośredni oznacza rywalizację z Allegro, które odpowiada za około 42 procent wartości polskiego rynku e-commerce, podczas gdy InPost po raz pierwszy zszedł poniżej 50 procent udziału w rynku dostaw.
- InPost nie udostępnił konkretnych danych o liczbie użytkowników modułu zakupowego ani liczbie transakcji, podając jedynie, że średnia konwersja ponad trzykrotnie przekroczyła założenia dla początkowej fazy projektu.
Sprawa jest ciekawsza, niż wygląda z obu stron sporu. Bo równocześnie prawdziwe mogą być dwa zdania: że wokół aplikacji InPost Mobile ktoś testował mechanikę wpływu, i że asystent zakupowy ma realne, konsumenckie wady, których żaden bot nie musiał wymyślać.
Od wirtualnego psa do modułu zakupowego
Von Halsky trafił do aplikacji InPost Mobile na przełomie czerwca i lipca 2026 roku. W drugiej połowie czerwca ruszyły testy z bezpłatną dostawą w ramach InPost Plus, na początku lipca odbyła się premiera wsparta kampanią z udziałem twórców internetowych. Firma przy starcie mówiła o 17 milionach użytkowników aplikacji, Business Insider Polska pisze o bazie przekraczającej 14 milionów. Niezależnie od tego, którą liczbę przyjmiemy, to punkt startowy, jakiego w polskim handlu internetowym nie ma nikt poza Allegro.
I o to w tej grze chodzi. Wejście operatora logistycznego w handel z pominięciem platform handlowych oznacza, że InPost przestał być dostawcą dla cudzych transakcji i zaczął walczyć o sam moment wyboru produktu. Allegro odpowiadało w 2025 roku za około 42 procent wartości polskiego rynku handlu internetowego. InPost po raz pierwszy od dawna zszedł poniżej 50 procent udziału w rynku dostaw, a Allegro Delivery obsługiwało w czwartym kwartale 2025 roku już 41 procent przesyłek platformy. Obie firmy wchodzą sobie na teren jednocześnie.
Liczb InPost nie pokazał
Business Insider Polska poprosił InPost o twarde dane: ilu użytkowników uruchomiło moduł zakupowy, ilu wróciło, ile transakcji się odbyło. Konkretnych liczb nie dostał. Zamiast nich przyszło oświadczenie, w którym firma podaje, że średnia konwersja ponad trzykrotnie przewyższyła założenia dla początkowej fazy projektu, a znacząca część testujących wraca do asystenta przy kolejnych zakupach.
Trzykrotnie powyżej założeń brzmi imponująco dokładnie tak długo, jak długo nie znamy założeń. Bez bazy odniesienia to zdanie nie znaczy nic mierzalnego i tak je traktuję.
Twarde są za to oceny w sklepach z aplikacjami. Średnia pozostaje bardzo wysoka, 4,8 lub 4,9 na 5 w zależności od platformy, ale w ostatnim miesiącu na około 100 recenzji aż 60 miało poniżej trzech gwiazdek. Zarzuty powtarzają się w jednym rytmie: „Może zróbcie oddzielną aplikację do obsługi paczek, a tutaj sobie róbcie sklep z czatbotem?”, „Aplikacja do obsługi paczek stała się sprzedażówką z wciśniętym na siłę AI, którego nie da się używać”.
Co dokładnie mówi raport „Komu przeszkadza żółty pies?”
Analiza Res Futury obejmuje okres od 21 czerwca do 20 lipca 2026 roku i 1798 wzmianek o aplikacji oraz asystencie, w tym 1047 wypowiedzi użytkowników. Autorzy sami podkreślają, że mówimy o wolumenach niskich: 434 wypowiedzi dotyczące bezpośrednio Von Halskiego, z czego 66 krytycznych lub mieszanych, 273 tweety, 53 recenzje w App Store.
Przedmiotem analizy nie jest jednak zasięg, tylko struktura. I ta struktura wygląda nietypowo:
- 53 wpisy, czyli 19,4 procent próby, powielają jedną sekwencję argumentacyjną, opublikowaną z 22 kont
- 29 tweetów krytycznych ukazało się 12 lipca w jednym trzygodzinnym oknie wieczornym, 11 kolejnych następnego dnia między 21:00 a 22:00
- 36 procent profili dyskutujących o asystencie na platformie X ma nazwy zakończone ciągami cyfr, typowe dla kont rejestrowanych masowo
- 40 profili występuje naprzemiennie po obu stronach sporu, raz chwaląc, raz atakując
- 31 z 53 recenzji w App Store przyznaje ocenę minimalną, przy czym część powiela zarzuty archiwalne, niedotyczące nowej funkcji
Ten czwarty punkt jest w całym raporcie najciekawszy. Res Futura nazywa to dialogiem pozorowanym: wspólna pula kont obsługuje obie strony konfliktu, bo produktem nie jest przekaz, tylko sama kontrowersja. W takiej konfiguracji standardowe narzędzia monitoringu pokazują przewagę wpisów pozytywnych i nie wykrywają komponentu skoordynowanego.
Autorzy stawiają hipotezę roboczą o testowej operacji wpływu, fazie kalibracji poprzedzającej ewentualną eskalację. I wyraźnie zaznaczają jej granice: w materiale nie ma markerów twardej atrybucji, brak kalek językowych, artefaktów tłumaczenia maszynowego czy pokrycia ze skatalogowanymi sieciami botów. Sprawstwa raport nie rozstrzyga.
Brzoska w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych ujął to inaczej:
„Moi drodzy, właśnie pojawił się raport Res Futury pokazujący, że mamy do czynienia w sieci ze skoordynowanym, sponsorowanym atakiem na InPost, który ma podważyć zaufanie do marki, do naszych nowych usług, do naszego żółtego pieska, do Von Halskiego. Pytanie: kto za tym stoi? Obstawiajcie.”
Odległość między „hipotezą roboczą, która nie rozstrzyga sprawstwa” a „wiemy, że jesteśmy atakowani, zgadujcie przez kogo” jest spora. Prezes InPostu przeszedł ją w jednym zdaniu.
Nie mam wątpliwości, że w polskim internecie działają dziś podmioty wynajmowane do psucia opinii o markach. Widzę to od lat i uważam, że firmy mają pełne prawo o tym mówić głośno. Ale jest granica, za którą obrona przed manipulacją zamienia się w narzędzie zarządzania krytyką. InPost stoi bardzo blisko tej granicy. Kiedy prezes spółki giełdowej sugeruje, że za niezadowoleniem użytkowników stoi zagraniczna konkurencja albo rywalizująca platforma handlowa, to każdy kolejny człowiek, który napisze, że nowa aplikacja mu przeszkadza, dostaje z góry przyklejoną etykietę. To skuteczne. To także niebezpieczne dla samej firmy, bo odcina ją od informacji zwrotnej, której najbardziej potrzebuje przy produkcie liczącym kilka tygodni. Pytanie, które zadałbym zarządowi InPostu, brzmi: co dokładnie musiałoby się stać, żebyście uznali falę krytyki za autentyczną?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Res Futura sama bywa przedmiotem sporu
Trzeba to powiedzieć wprost, bo bez tego obraz jest niepełny. Na przełomie 2025 i 2026 roku Instytut Monitorowania Mediów zarzucił twórcom analiz Res Futury dezinformację, twierdząc w kontekście innego raportu, że opiera się ona w całości na sztucznej inteligencji bez weryfikacji przez człowieka. IMM w oświadczeniu cytowanym przez „Press” mówił o uzasadnionych podejrzeniach, że publikowane treści są obarczone poważnymi błędami statystycznymi i merytorycznymi. Podobne zastrzeżenia zgłaszał Demagog.
Res Futura odpiera zarzuty, wskazując na wieloetapowy, ręcznie nadzorowany proces analityczny. Michał Fedorowicz, przewodniczący fundacji, odpowiadał publicznie, że krytycy nie mają dostępu do danych ani narzędzi kolektywu. Spór nie został rozstrzygnięty i nie rozstrzygam go tutaj. Odnotowuję tylko, że firma powołuje się na analizę podmiotu, którego metodologia jest przedmiotem otwartej dyskusji w branży.
Chwalące boty to też boty
Business Insider Polska zwraca uwagę na rzecz, którą InPost w swojej komunikacji pomija: konta wychwalające Von Halskiego często wyglądają równie sztucznie jak te atakujące. Generowane zdjęcia profilowe, znikoma aktywność poza jednym tematem, struktura wypowiedzi typowa dla prostych modeli językowych, sformułowania nienaturalne w polszczyźnie, cyfra na końcu nazwy. Niektóre konta udają osobowości: gracz, fan seriali, kibic piłkarski. Obserwują się nawzajem i odpowiadają sobie.
To dokładnie ten sam wzorzec, który opisuje Res Futura, tylko odwrócony. InPost w oświadczeniu przesłanym redakcji zapewnia, że nie promuje asystenta za pomocą kont botów, i przenosi ciężar na aktywność wymierzoną w firmę. Wskazuje przy tym na klaster kont o niepolskich nazwach, publikujących treści antyukraińskie z identyczną zbitką hasztagów zawierającą #InPost.
Zarzuty, których nikt nie musiał zamawiać
I tu dochodzimy do sedna. Test przeprowadzony przez Business Insider Polska pokazał, że na 10 sprawdzanych produktów aż 8 dało się znaleźć wyraźnie taniej samodzielnie, przez Ceneo, Allegro albo zwykłą wyszukiwarkę zakupową Google. Darmowa dostawa do Paczkomatu rekompensuje kilka złotych, nie kilkaset przy droższym sprzęcie. Cashless po własnych testach doszedł do podobnych wniosków.
Drugi problem jest poważniejszy. W aplikacji brakuje rozróżnienia na produkty nowe i używane. W elektronice część ofert to sprzęt powystawowy albo z drugiej ręki, w opakowaniu zastępczym, o czym dowiemy się dopiero na stronie sklepu partnera. W karcie produktu u Von Halskiego nie ma o tym słowa. To nie jest kwestia gustu ani przyzwyczajenia. To brak informacji, która w normalnym handlu decyduje o ważności transakcji.
Do tego dochodzi interfejs. Ponad połowę ekranu startowego aplikacji zajmują dziś usługi niezwiązane z Paczkomatami. Filtrowania wyników nie ma, a prośba skierowana do asystenta, żeby pominął konkretnego sprzedawcę, w praktyce nie działa. Porównywarka istnieje, ale przy brakach w bazie danych partnerów niewiele z niej wynika. Decyzję zakupową podejmuje się na podstawie zdjęcia i ceny.
Czy człowiek, który napisze o tym w recenzji, jest botem?
Co to oznacza dla polskich firm
Ta historia jest podręcznikowym przykładem problemu, z którym w najbliższych latach zmierzy się każda większa polska marka wdrażająca sztuczną inteligencję w produkcie masowym. Wygląda on tak: sztuczna aktywność w sieci jest realna i tania, wykrywanie jej wymaga narzędzi, których firmy nie mają wewnętrznie, a raporty zewnętrznych analityków bywają jedynym dostępnym dowodem. Kiedy taki raport przychodzi, pokusa, żeby wyciągnąć z niego wygodne zdanie i pominąć zastrzeżenia, jest ogromna.
Dla działów komunikacji wniosek jest prosty. Powoływanie się na analizę, której autorzy sami nazywają swoje ustalenia hipotezą roboczą, i przedstawianie jej jako dowodu ataku to ryzyko, które wraca. Wystarczy jeden dziennikarz, który przeczyta raport do końca.
Dla zespołów produktowych wniosek jest jeszcze prostszy. Jeżeli 8 na 10 produktów jest gdzie indziej tańszych, a używany sprzęt sprzedawany jest bez oznaczenia, to żadna analiza sieci botów tego nie naprawi. Rynek polskiego handlu internetowego przekroczył 165 miliardów złotych, a klienci porównują ceny w kilkanaście sekund. Von Halsky obiecuje, że skróci ten proces. Na razie w wielu przypadkach wydłuża go, bo po rozmowie z asystentem i tak trzeba otworzyć przeglądarkę.
Kibicuję temu projektowi, naprawdę. Polska firma budująca własnego asystenta zakupowego na 14 milionach użytkowników to jedno z najciekawszych wdrożeń w tej części Europy. Właśnie dlatego uważam, że najgorsze, co InPost może teraz zrobić, to uznać krytykę za dowód, że robi wszystko dobrze.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym raportu Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura „Komu przeszkadza żółty pies?” obejmującego okres 21.06–20.07.2026, materiału Business Insider Polska z dnia 04.08.2026 oraz publikacji Press.pl na temat sporu Instytutu Monitorowania Mediów z Res Futurą. Dane rynkowe pochodzą z raportów branżowych publikowanych przez Bankier.pl, ITwiz i dlahandlu.pl oraz z komunikatów wynikowych grup InPost i Allegro. Wypowiedzi Rafała Brzoski, oświadczenia InPostu i cytaty z recenzji użytkowników zostały zweryfikowane z oryginalnymi materiałami źródłowymi. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji na temat rozwoju asystenta Von Halsky i wyników modułu zakupowego InPost.
