OpenAI po raz pierwszy zorganizowało wyjazd prasowy dla twórców internetowych i trafiło prosto w środek nastrojów, których najwyraźniej nie zmierzyło. Dwa dni w luksusowym ośrodku w dolinie Hudsona zamieniły się w publiczny proces nad tym, kto i za ile promuje dziś sztuczną inteligencję.
Kluczowe fakty:
- OpenAI zorganizowało dwudniowy wyjazd prasowy dla twórców internetowych (1–2 sierpnia) w luksusowym ośrodku Wildflower Farms w Gardiner w stanie Nowy Jork, gdzie uczestnicy mieli do dyspozycji pokoje kosztujące od kilkuset do kilku tysięcy dolarów za noc.
- Program wydarzenia, nazwanego „Summer Club", łączył wypoczynek z zajęciami produktowymi – twórcy uczyli się obsługi narzędzia ChatGPT Work służącego do przygotowywania dokumentów i prezentacji.
- Relacje z wyjazdu wywołały falę krytycznych komentarzy w mediach społecznościowych, w których internauci podnosili m.in. kwestię zużycia energii przez centra danych OpenAI oraz kontrakt firmy z Departamentem Obrony USA o wartości 200 milionów dolarów.
Weekend 1 i 2 sierpnia grupa twórców spędziła w Wildflower Farms w Gardiner w stanie Nowy Jork. OpenAI nazwało to wydarzenie „Summer Club”, część uczestników mówiła o nim po prostu jak o obozie letnim dla dorosłych. Filmy z wyjazdu wyglądały dokładnie tak, jak wyglądają wszystkie tego typu materiały: prywatne domki, poranne mgły nad łąkami, kolacje z produktów z okolicznych gospodarstw. Jeden z filmów, który zebrał najostrzejsze komentarze, nadal jest dostępny na TikToku.
Dwa dni w dolinie Hudsona
Program wyjazdu łączył wypoczynek z zajęciami produktowymi. Twórcy uczyli się obsługi ChatGPT Work, narzędzia do przygotowywania dokumentów i prezentacji, które OpenAI udostępniło niedawno. Poza tym była pszczelarska warsztatowa atrakcja, warsztaty malarskie i sesje z przedstawicielami firmy.
Ośrodek leży na terenie o powierzchni około 140 akrów, u podnóża grzbietu Shawangunk. Relacje z wyjazdu wymieniają monogramowane piżamy, słoiki miodu z logo OpenAI i pokoje, których stawki w cenniku ośrodka zaczynają się od kilkuset dolarów i sięgają kilku tysięcy za noc. Autorka jednego z negatywnych komentarzy, z którą rozmawiał TechCrunch, ujęła to bez ogródek: „Świat płonie. To nie jest najlepszy moment, żeby chwalić się apartamentem za pięć tysięcy dolarów za noc” / „It’s not a great time to brag about your $5,000-a-night suite.”
Komentarze pod filmami okazały się ostrzejsze niż same filmy
Materiały były lekkie i estetyczne. Sekcje komentarzy pod nimi już nie. Wróciły w nich cztery wątki:
- zarzut, że twórcy sprzedali wiarygodność za nocleg w luksusowym ośrodku
- pytania o zużycie prądu i wody przez centra danych obsługujące ChatGPT
- kontrakt OpenAI z Departamentem Obrony USA o wartości 200 milionów dolarów
- planowana inwestycja w centrum danych w stanie Ohio, opisywana przez „New York Timesa” jako umowa o wartości 500 miliardów dolarów
Jedna z uczestniczek napisała na LinkedIn, że spodziewała się zainteresowania kulisami pracy z narzędziami OpenAI i nie przypuszczała, jak wielu ludzi jest dziś nastawionych do sztucznej inteligencji wrogo. Nie przyszło jej do głowy, że wyjazd może okazać się kontrowersyjny. Inna twórczyni skasowała nagranie z wyjazdu, zostawiając na profilu filmy, które nie zdradzają, skąd pochodzą. Pod kolejnym materiałem pojawiło się pytanie, czy autorka nagra teraz film o przygotowaniach do zwiedzania centrum danych.
Piszę o tym bez satysfakcji, bo mechanizm jest tu starszy niż sama sztuczna inteligencja. Marka Tarte Cosmetics przerabiała to samo po wyjeździe do Dubaju, Shein po wycieczce twórców do Chin. Za każdym razem chodziło o ten sam rozjazd: obraz beztroskiego luksusu zderzony z tematem, o którym publiczność akurat myśli w kategoriach kosztów, a nie przyjemności.
Nie mam pretensji do twórców, którzy pojechali. Zaproszenie od firmy tej wielkości to dla większości z nich pierwsza taka sytuacja w karierze i trudno oczekiwać, że ktoś odmówi. Mam natomiast pytanie do działu marketingu OpenAI: czy ktoś tam sprawdził, jak wygląda dziś rozmowa o sztucznej inteligencji poza San Francisco? Bo z Gdańska widać ją zupełnie inaczej niż z doliny Hudsona. Odbiorcy tych filmów to w dużej części ludzie, którzy właśnie dowiedzieli się, że ich zawód ma zostać zautomatyzowany, albo czytali w lokalnej gazecie o rachunkach za prąd rosnących przez nowe serwerownie. Pokazanie im monogramowanej piżamy nie było złośliwością. Było brakiem wyobraźni. Jednocześnie odradzam łatwy wniosek, że każda promocja narzędzi AI jest z gruntu cyniczna. Firmy technologiczne mają prawo uczyć ludzi korzystania ze swoich produktów, a twórcy mają prawo na tym zarabiać. Pytanie brzmi, czy da się to robić w formie, która nie wygląda jak demonstracja dystansu klasowego. Moim zdaniem da się, tylko wymaga to rezygnacji z rekwizytów, które w 2020 roku były neutralne, a dziś już nie są.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
OpenAI odpowiada: to miała być edukacja
Firma zareagowała dopiero po publikacji tekstu TechCruncha. Rzecznik OpenAI Drew Pusateri stwierdził, że spółka współpracuje z różnymi twórcami w ramach szerszych działań marketingowych, których celem jest pokazywanie praktycznych zastosowań ChatGPT. Wyjazd miał według niego charakter szkoleniowy i służył temu, żeby uczestnicy mogli potem przekazać wiedzę swoim odbiorcom.
„Przyjmujemy zdrową debatę w miarę, jak sztuczna inteligencja staje się coraz powszechniejsza” / „We welcome healthy debate as AI becomes more prevalent”, powiedział Pusateri, dodając, że firma ceni twórców zadających trudne pytania tak samo jak tradycyjne media i innych partnerów marketingowych.
Odpowiedź jest poprawna i przewidywalna. Nie odnosi się jednak do zarzutu, który padał w komentarzach najczęściej, czyli do formy.
Kto stoi za tą kampanią
Wyjazd nie był przypadkiem. W lutym „Vanity Fair” opisał zatrudnienie w OpenAI Charlesa Porcha na stanowisku wiceprezesa do spraw globalnych partnerstw kreatywnych. Porch przyszedł z Instagrama, gdzie odpowiadał za globalne partnerstwa, a w branży ma opinię człowieka od kontaktów z celebrytami. Zapowiadał wtedy rozmowy ze środowiskami twórczymi i objazd, który miał mu pokazać, jak ludzie naprawdę używają narzędzi AI.
OpenAI nie jest tu wyjątkiem. Według branżowego biuletynu „Sarah and Kate” Anthropic organizowało kolację dla twórców przy okazji promocji Claude’a, a Microsoft w lutym zabrał influencerów na Super Bowl w ramach promocji Copilota. Żadne z tych wydarzeń nie wywołało porównywalnej reakcji. Różnica polega prawdopodobnie na skali skojarzeń: OpenAI jest dziś dla przeciętnego odbiorcy synonimem całej branży, więc obrywa za całą branżę.
Co to oznacza dla polskiego czytelnika
Dwie rzeczy, obie praktyczne.
Pierwsza dotyczy nastrojów. Badanie „AI Barometr” firmy Zymetria, którego partnerem jest Onet, pokazało spadek pozytywnego nastawienia do sztucznej inteligencji wśród Polaków w wieku 18 do 31 lat z 64 procent w trzecim kwartale 2025 roku do 42 procent na początku 2026 roku. To dokładnie ta grupa, która ogląda materiały influencerów. Raport Future Mind z czerwca podaje, że 72 procent Polaków obawia się o prywatność swoich danych w związku z rozwojem AI, 61 procent widzi zagrożenie dla demokracji ze strony dezinformacji, a 59 procent niepokoi się zastosowaniami wojskowymi. Czerwcowe badanie CBOS pokazało z kolei, że 64 procent Polaków nie korzystało z generatywnej AI w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Marka, która wchodzi na ten rynek z komunikacją opartą na luksusie, trafia w publiczność, która w większości nawet nie testowała produktu.
Druga dotyczy prawa. W Polsce obowiązują Rekomendacje Prezesa UOKiK w sprawie oznaczania treści reklamowych w mediach społecznościowych, przygotowane po konsultacjach z IAB Polska, SAR i Radą Reklamy. Wynika z nich jasno, że wyjazd opłacony przez markę, prezenty i pakiety upominkowe wymagają oznaczenia, i to oznaczenia dwupoziomowego: własnego oraz przez funkcje platformy. W marcu 2025 roku UOKiK nałożył kary na trzech znanych twórców na łączną kwotę bliską pół miliona złotych, między innymi za hasztagi ukryte na końcu opisu. Odpowiedzialność ponosi przy tym również reklamodawca, a kara dla przedsiębiorcy może sięgnąć 10 procent obrotu z poprzedniego roku. Gdyby taki wyjazd zorganizowano dla polskich twórców, a część relacji ukazała się bez oznaczenia, jak działo się w części materiałów z Wildflower Farms, sprawa nie kończyłaby się na komentarzach.
Dla polskich agencji i marek technologicznych płynie stąd prosty wniosek. Promocja narzędzi AI jest dziś tematem politycznym, nie tylko produktowym. Kto tego nie uwzględni w brief.ie kampanii, dostanie zasięgi, ale nie takie, o jakie mu chodziło.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów źródłowych, w tym tekstu TechCrunch autorstwa Dominic-Madori Davis z dnia 03.08.2026, relacji NBC News oraz ustaleń Gazetteer SF dotyczących lokalizacji wydarzenia. Korzystałem także z doniesień „Vanity Fair” o zatrudnieniu Charlesa Porcha, biuletynu „Sarah and Kate” oraz publikacji „New York Timesa” o inwestycji OpenAI w Ohio. Dane o nastrojach Polaków pochodzą z badania „AI Barometr” firmy Zymetria, omówionego przez HRstandard, raportu Future Mind oraz czerwcowego sondażu CBOS. Stan prawny w części dotyczącej oznaczania reklam opiera się na Rekomendacjach Prezesa UOKiK i decyzjach urzędu z marca 2025 roku. Cytat Drew Pusateriego, rzecznika OpenAI, został zweryfikowany z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o kampaniach OpenAI z udziałem twórców internetowych.
