Zespół doktora Zeva Williamsa z Columbia University Fertility Center przepuszcza próbki nasienia przez kanał cieńszy od ludzkiego włosa i wyławia z nich pojedyncze plemniki, których nie widzi człowiek przy mikroskopie. Na 175 przypadków metoda przyniosła efekt w 26 procentach, a pierwsze dziecko poczęte z jej pomocą już się urodziło.
Kluczowe fakty:
- System STAR (Sperm Tracking and Recovery) opracowany przez zespół dr. Zeva Williamsa z Columbia University Fertility Center wykorzystuje chip mikroprzepływowy wielkości gumy do żucia oraz kamerę rejestrującą około 300 zdjęć na sekundę, a model AI analizuje obrazy w czasie rzeczywistym w poszukiwaniu plemników.
- Na 175 przebadanych przypadków metoda okazała się skuteczna w 26 procentach, a pierwsze dziecko poczęte z jej pomocą już się urodziło.
- Azoospermia dotyka około 10 procent niepłodnych mężczyzn – w wielu próbkach nasienia plemniki są obecne, jednak w liczbie zaledwie kilku lub kilkunastu komórek ukrytych wśród miliardów fragmentów resztek komórkowych, co czyni ich wykrycie tradycyjnymi metodami niezwykle trudnym.
Opisał to Andrew Zaleski w The New York Times 11 sierpnia. Dziennikarz zaznaczył na swoim profilu na Twitterze, że to jego pierwszy tekst dla działu naukowego gazety. Materiał obiegł potem redakcje na całym świecie, od Malezji po Polskę, i trafił między innymi na łamy „Wyborczej”.
Chip wielkości gumy do żucia i 300 zdjęć na sekundę
Azoospermia dotyczy około 10 procent niepłodnych mężczyzn i oznacza brak plemników w nasieniu albo ich obecność w liczbie, której przy standardowym badaniu nie da się wykryć. Część przypadków ma charakter zaporowy, gdzie przeszkodę można usunąć chirurgicznie. W pozostałych zawodzi sama produkcja komórek i wtedy rozmowa w gabinecie kończy się zdaniem, którego Williams nienawidzi wypowiadać.
Tyle że w wielu takich próbkach plemniki jednak są. Dwa, trzy, czasem kilkanaście, ukryte wśród miliardów fragmentów resztek komórkowych. Embriolog potrafi przeszukiwać jedną próbkę przez osiem godzin i nic nie znaleźć, choć materiał tam jest.
STAR, czyli Sperm Tracking and Recovery, działa inaczej:
- Próbka trafia strzykawką do chipa mikroprzepływowego wielkości gumy do żucia
- Płynie kanałem cieńszym niż ludzki włos, a soczewka powiększająca z szybką kamerą rejestruje około 300 zdjęć na sekundę
- Model AI analizuje obrazy na bieżąco i szuka kształtu plemnika
- Po wykryciu komórki komputer otwiera boczny zawór, który przechwytuje ten fragment próbki
- Wyłowione plemniki można zamrozić i wykorzystać później w procedurze in vitro
Williams porównuje to do astronomii. Gołym okiem widać sporo gwiazd, przez teleskop nieporównanie więcej. Zespół z Columbia budował tę zdolność siedem lat, a system wszedł do rutynowego użycia pod koniec 2025 roku.
Dwadzieścia sześć procent i jedna dziewczynka
W listopadzie 2025 roku „The Lancet” opublikował list badawczy współtworzony przez Williamsa. Opisuje parę, która próbowała doczekać się dziecka przez 19 lat. Po przepuszczeniu próbki 39-letniego mężczyzny przez STAR plemniki się znalazły. Para ma dziś córkę.
Najmocniejszy dowód skuteczności pochodzi jednak z testu, który miał być formalnością. Materiał pobrany podczas mikro-TESE, czyli zabiegu polegającego na nacięciu moszny i przeszukaniu kanalików nasiennych, embriolodzy analizowali przez dwa dni i nie znaleźli ani jednego plemnika. STAR znalazł w tej samej próbce 44 w ciągu godziny. Williams mówi też o trwającej właśnie ciąży, którą umożliwiły dwa plemniki wyłowione z ejakulatu.
Bilans całości jest znacznie skromniejszy niż nagłówki. Na 175 przypadków system odzyskał plemniki w 26 procentach. Trzy czwarte pacjentów wychodzi z niczym.
O tym, że sukces wymagał złożenia kilku różnych dziedzin, mówił przy okazji publikacji w „The Lancet” Hemant Suryawanshi, adiunkt w Vagelos College of Physicians and Surgeons i lider projektu: „W naszym zespole byli specjaliści od zaawansowanego obrazowania, mikroprzepływów i endokrynologii rozrodu” / „Our team included experts in advanced imaging techniques, microfluidics, and reproductive endocrinology”.
Trzymam kciuki za tę technologię i jednocześnie widzę, jak łatwo ją przehandlować na fałszywą nadzieję. Dwadzieścia sześć procent to wynik dobry jak na grupę pacjentów, którym wcześniej mówiono, że szans nie ma. To także zdanie, którego pacjent w gabinecie nie usłyszy w takiej formie, bo w komunikacji marketingowej klinik zamienia się ono w „AI znajduje plemniki, których nie widzi lekarz”. Różnica między tymi dwoma zdaniami kosztuje ludzi pieniądze i lata życia.
Druga rzecz, o którą bym pytał na miejscu pacjenta: co dalej z tym jednym plemnikiem. Znalezienie komórki to nie to samo co zdrowa ciąża, a przy tak skrajnej selekcji naturalnej pytanie o jakość materiału genetycznego pojawia się samo. Zwrócił na to uwagę zresztą jeden z czytelników pod polskim omówieniem tekstu. Nie widziałem w dostępnych materiałach danych, które by tę kwestię rozstrzygały, i uważam, że to najważniejsza luka w tej opowieści.
Trzecia rzecz jest systemowa. STAR działa dziś w jednym ośrodku w Nowym Jorku, na trzech stanowiskach, obsługiwany przez wąski zespół. Dopóki nie zostanie zautomatyzowany na tyle, żeby pracował w zwykłej klinice, mówimy o technologii dla garstki ludzi, którzy mają szczęście mieszkać w odpowiednim mieście albo pieniądze na przelot.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Czy plemników naprawdę ubywa
Czego STAR nie naprawi, to przypadków, w których plemników nie ma w ogóle. A tych zdaniem części badaczy przybywa. Shanna Swan, profesor medycyny środowiskowej i zdrowia publicznego w Mount Sinai School of Medicine, współtworzyła głośną metaanalizę z 2017 roku, według której liczba plemników u mężczyzn z krajów zachodnich spadła w ciągu czterech dekad o połowę. Swan przekonuje, że przy utrzymaniu tego trendu większość par w połowie stulecia będzie potrzebowała wspomaganego rozrodu.
Środowisko naukowe nie jest zgodne. Urolodzy z Cleveland Clinic opublikowali w 2025 roku analizę, z której wynika, że koncentracja plemników u płodnych Amerykanów nie zmieniła się przez ponad pół wieku. W tym samym czasie w internetowej kulturze wellness zrobiło się głośno o „spermaxxingu”, czyli o obsesyjnym podnoszeniu parametrów nasienia.
Osobny wątek dokłada Alexander Pastuszak, urolog oraz współzałożyciel i prezes firmy Paterna Biosciences z Utah. Spółka ogłosiła w minionym roku, że wyhodowała ludzkie plemniki w laboratorium z komórek germinalnych pobranych z tkanki jądra. Wyniki nie zostały opublikowane w recenzowanym czasopiśmie ani powtórzone przez niezależne zespoły, więc na razie jest to zapowiedź, nie fakt naukowy. Pastuszak przyznaje przy tym, że sam należy do rosnącej grupy badaczy skłonnych uwierzyć, że problem ze spadkiem płodności istnieje.
Półtora miliona polskich par i program, który tego nie obejmuje
W Polsce niepłodność dotyczy około 1,5 miliona par, czyli mniej więcej trzech milionów osób. Czynnik męski odpowiada za 20 do 30 procent przypadków, a kolejne 25 do 40 procent to problemy występujące u obojga partnerów. Rocznie leczenia zaawansowanymi technikami wspomaganego rozrodu wymaga według szacunków od 35 do 40 tysięcy par.
Od czerwca 2024 roku działa rządowy program refundacji in vitro na lata 2024-2028, oparty na ustawie z końca 2023 roku, z budżetem co najmniej 500 milionów złotych rocznie. Ministerstwo Zdrowia podało na początku czerwca 2026 roku, przy okazji drugiej rocznicy programu, że objęto nim już 40 tysięcy par.
Program finansuje procedury. Nie finansuje technologii, która w tej chwili istnieje w jednym miejscu na świecie i nie została dopuszczona do rutynowego użycia poza nim. Polski pacjent z azoospermią nieobturacyjną wciąż idzie tą samą ścieżką co pięć lat temu: diagnostyka, mikro-TESE, żmudne przeszukiwanie próbki przez embriologa, a przy braku efektu rozmowa o nasieniu dawcy. Jeśli STAR albo podobne rozwiązanie kiedyś dotrze do polskich klinik, prawdziwym pytaniem nie będzie, czy sprzęt da się kupić. Będzie nim to, kto za niego zapłaci i czy zmieści się w koszyku świadczeń.
Co musi się wydarzyć, żeby STAR wyszedł poza Nowy Jork
Williams mówi wprost, że celem jest zbudowanie wersji na tyle zautomatyzowanej, żeby mogły ją obsługiwać inne ośrodki leczenia niepłodności. Do tego czasu każda próbka wymaga wąskiej grupy specjalistów i jednego z trzech stanowisk w Columbia.
Trudno mi ocenić, ile lat dzieli nas od momentu, w którym taki chip stanie się standardowym wyposażeniem laboratorium embriologicznego. Ale kierunek jest ten sam, co w radiologii i patomorfologii: maszyna przegląda materiał, którego człowiek fizycznie nie jest w stanie przejrzeć w rozsądnym czasie, i wskazuje miejsca warte uwagi. Decyzję podejmuje nadal lekarz. Tyle że przy jednym plemniku na miliardy fragmentów resztek ta decyzja w ogóle nie miałaby czego dotyczyć, gdyby nie algorytm.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału źródłowego, którym jest tekst Andrew Zaleskiego opublikowany w The New York Times 11 sierpnia 2026 roku, rozpowszechniony następnie w serwisach syndykacyjnych, w tym w malezyjskim The Star i w „Gazecie Wyborczej”. Dane o publikacji w „The Lancet” i o zespole z Columbia University zweryfikowano z komunikatem uczelni cytowanym przez News Medical z 31 października 2025 roku oraz z relacją Time z czerwca 2025 roku. Dane o polskim rynku pochodzą z materiałów Ministerstwa Zdrowia i Polskiej Agencji Prasowej, przytoczonych między innymi przez Polskie Radio PiK 1 czerwca 2026 roku. Cytaty Hemanta Suryawanshiego zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych danych o skuteczności systemu STAR i o jego dostępności poza Columbia University.
