In-Q-Tel, niezależny fundusz venture capital powiązany z amerykańską społecznością wywiadowczą, dołączył do rundy finansowania krakowskiej spółki DefendEye. Rundę poprowadził włoski NovaCapital, a kwoty nie ujawniono.
Kluczowe fakty:
- Krakowska spółka DefendEye pozyskała finansowanie w rundzie prowadzonej przez włoski NovaCapital, do której dołączył In-Q-Tel – niezależny fundusz venture capital powiązany z amerykańską społecznością wywiadowczą. Kwoty inwestycji nie ujawniono.
- Flagowy produkt spółki, dron Overwatch, waży poniżej 250 gramów i startuje z hermetycznej tuby w mniej niż dziesięć sekund – bez operatora i aparatury sterującej. Za autonomię odpowiada pokładowy procesor neuronowy o wydajności 2 TOPS, który wykrywa i śledzi ludzi zarówno w dzień, jak i w nocy.
- Dron transmituje obraz szyfrowanym kanałem do chmury DefendEye i jest dostępny w wersji z modemem 4G/5G oraz w wersji ze wbudowanym modułem Starlink Mini. Producent wycenił urządzenie na 599 dolarów, argumentując, że za koszt jednego lotu policyjnego śmigłowca można wyposażyć całą flotę radiowozów.
Komunikat poszedł w świat 18 sierpnia z datelinem „KRAKÓW, Polska”. To drobiazg, ale mówi sporo o tym, jak spółka chce być odbierana: jako europejski producent sprzętu, który spełnia amerykańskie normy bezpieczeństwa łańcucha dostaw. Pieniądze mają pójść na skalowanie produkcji drona Overwatch.
Dron, który sam wybiera, dokąd lecieć
Sercem oferty DefendEye nie jest sam wielowirnikowiec, tylko sposób jego wystrzelenia. Maszyna waży poniżej 250 gramów i siedzi w hermetycznej tubie startowej, którą można nosić w plecaku, przypiąć do ogrodzenia albo zamontować na samochodzie. Naciśnięcie przycisku albo sygnał z czujnika wypycha drona w powietrze w mniej niż dziesięć sekund. Nie ma aparatury sterującej, nie ma operatora, nie ma szkolenia.
Po starcie robotę przejmuje pokładowa elektronika. Serwisy branżowe opisujące system w 2025 roku podawały, że za autonomię odpowiada procesor neuronowy o wydajności 2 TOPS, który wykrywa i śledzi ludzi w dzień i w nocy, bez łączności z zewnętrznym pilotem. Obraz w wysokiej rozdzielczości leci szyfrowanym kanałem do chmury DefendEye, gdzie dyspozytor albo dowódca akcji może go oglądać, zanim na miejsce dojedzie pierwszy wóz. W wersji z modemem 4G/5G działa tam, gdzie jest zasięg komórkowy. W wersji ze Starlinkiem Mini wbudowanym w tubę zasięg przestaje być problemem.
Sam pomysł nie wziął się znikąd. Jeszcze w 2025 roku spółka podawała cenę 599 dolarów za drona, co jest liczbą z zupełnie innego świata niż typowe zakupy służb mundurowych. Za koszt jednego lotu policyjnego śmigłowca da się wyposażyć w tuby całą flotę radiowozów. Tak przynajmniej argumentuje producent.
Kto wyłożył pieniądze
Runda ma pięciu instytucjonalnych uczestników i jasny podział ról:
- NovaCapital (Włochy) jako lider rundy, holding inwestycyjny działający w Europie i USA
- ff Venture Capital (Polska) z warszawskiego funduszu europejskiego
- Hard2beat (Polska), fundusz wyspecjalizowany w deeptechu sprzętowym i technologiach podwójnego zastosowania
- Sunfish Partners (Niemcy), berliński fundusz stawiający na deeptech, kosmos i obronność w Europie Środkowo-Wschodniej
- In-Q-Tel (USA), niedochodowy inwestor strategiczny dostarczający technologie amerykańskim agencjom bezpieczeństwa narodowego i ich sojusznikom
Hard2beat i Sunfish Partners nie są tu nowe. W maju 2025 oba fundusze, razem z grupą aniołów biznesu z Polski, USA, Izraela i Singapuru, wyłożyły na DefendEye około 4,8 miliona złotych w rundzie seed. Była to jedna z trzech pierwszych transakcji Hard2beat, funduszu zasilonego środkami PFR Ventures w ramach programu FENG. Wtedy pieniądze szły na testy poligonowe i pierwszą małą linię produkcyjną. Teraz idą na produkcję seryjną.
James Buchheim, prezes i współzałożyciel DefendEye, ujął to krótko: „Ta inwestycja i wsparcie pozwolą nam skalować i rozszerzać działalność” / „This investment and support will allow us to scale and expand operations”.
Ta historia ma dwie warstwy i obie są ciekawe. Pierwsza to zwykły, dobry sukces inżynierski: mała spółka z Krakowa zbudowała urządzenie, które robi jedną rzecz dobrze i tanio, i przekonała do niego fundusz z Doliny Krzemowej oraz inwestora związanego z amerykańskim wywiadem. To realny awans, nie komunikat prasowy o intencjach.
Druga warstwa jest trudniejsza. Mówimy o autonomicznym systemie, który sam startuje po sygnale z czujnika, sam wyszukuje ludzi z powietrza i sam ich śledzi. W scenariuszu ratowniczym to znakomite narzędzie. W scenariuszu ochrony perymetru to już maszyna, która podejmuje decyzję o obserwacji człowieka bez udziału człowieka. Producent podkreśla, że dron wykrywa ludzi, a nie identyfikuje konkretne osoby, i ta różnica ma znaczenie prawne. Ale to rozróżnienie utrzyma się dokładnie tak długo, jak długo nikt nie podłączy do tego strumienia wideo drugiego modelu.
Pytam więc nie o technologię, tylko o procedurę. Kto w polskiej gminie, na polskim lotnisku albo w polskiej firmie energetycznej odpowiada za to, co widzi taki dron? Kto przechowuje nagranie i jak długo? Odpowiedź „to tylko czujnik ruchu z kamerą” przestanie wystarczać szybciej, niż branża się spodziewa.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Dlaczego akurat In-Q-Tel
In-Q-Tel to fundusz działający od ćwierćwiecza, którego zadaniem jest wciąganie komercyjnych innowacji do amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa szybciej, niż pozwalają na to klasyczne procedury zakupowe. W maju 2026 roku Axios opisał zmianę strategii funduszu: prezes Steve Bowsher zapowiedział przejście na mniejszą liczbę większych zakładów w obszarach autonomii, logistyki w warunkach konfliktu i infrastruktury krytycznej. Fundusz, wywodzący się z CIA, wypromował wcześniej Anduril Industries i Palantir Technologies, a w portfelu ma między innymi producenta dronów Neros i firmę teledetekcyjną ICEYE.
ICEYE to o tyle wygodny punkt odniesienia, że polsko-fińska spółka radarowych mikrosatelitów była już wcześniej w orbicie tego samego inwestora. DefendEye jest więc drugim, a nie pierwszym polskim akcentem w tym portfelu. I to układa się w spójny obrazek: Amerykanie kupują z regionu przede wszystkim zdolność patrzenia, nie zdolność uderzania.
Łańcuch dostaw jako argument handlowy
Najciekawszy fragment komunikatu dotyczy nie drona, tylko fabryki. Buchheim mówi: „Całego drona i podzespoły zgodne z NDAA produkujemy sami, łącznie z montażem płytek PCB, w naszym zakładzie w Hallandale Beach na Florydzie” / „We manufacture our entire drone and NDAA subcomponents ourselves, including PCB assembly, in our Hallandale Beach, FL facility.”
Spółka ma dwa zakłady, w Krakowie i na Florydzie, a montaż płytek drukowanych prowadzi u siebie. To nie jest chwalenie się rzemiosłem, tylko warunek wejścia. Amerykańska ustawa NDAA blokuje agencjom federalnym zakupy dronów z komponentami z niektórych rynków azjatyckich, a europejskie służby idą w podobną stronę. Bez własnej linii montażowej DefendEye nie miałby czego sprzedawać amerykańskim odbiorcom publicznym. Firma poszła zresztą dalej i ogłosiła umowę na wyłączne dostawy silników napędowych od polskiego producenta EU Motors.
Ta sama logika stoi za wcześniejszym partnerstwem z amerykańską EAGL Technology, w którym czujnik detekcji wystrzału wyzwala start drona z tuby. Chmura rozmawia z chmurą, a maszyna zawisa nad miejscem zdarzenia w mniej niż dwadzieścia sekund. Trudno o czytelniejszą ilustrację, dokąd zmierza segment „drone as a first responder”.
Ile Polska wydaje dziś na bezzałogowce i co z tego wynika
Timing jest tu wyjątkowo dobry. Według Indeksu Mikromakro 2025 rynek systemów bezzałogowych i antydronowych w Polsce generuje już przychody przekraczające 4,1 miliarda złotych. Skala zamówień publicznych rośnie jeszcze szybciej: jak podawał wiceminister obrony Cezary Tomczyk, w 2023 roku na drony i systemy antydronowe wydano w Polsce około 100 milionów złotych, a w budżecie na 2026 rok zapisano na ten cel 25 miliardów, częściowo ze środków europejskiego programu SAFE. Dla porównania, cały polski rynek venture capital zamknął 2025 rok kwotą 3,4 miliarda złotych przy 166 sfinansowanych spółkach.
Zmienia się też otoczenie prawne. Od 26 czerwca 2026 roku nowelizacja ustawy o zarządzaniu kryzysowym pozwala operatorom infrastruktury krytycznej w Polsce legalnie używać urządzeń zakłócających sygnał radiowy, zamiast czekać na przyjazd służb. Powstaje więc rynek, na którym elektrownia, port czy lotnisko same kupują sprzęt do reagowania na intruza w powietrzu. Dron z tuby, który startuje po sygnale z czujnika i pokazuje, co się właściwie dzieje przy ogrodzeniu, wpisuje się w tę lukę niemal idealnie.
Zostaje pytanie, na które nikt jeszcze nie odpowiedział. Polskie firmy mają dobrą technologię detekcji, od radarów Advanced Protection Systems z Gdyni po systemy akustyczne testowane na poligonie w Ustce. Mają teraz także wsparcie zagranicznego kapitału. Czego wciąż brakuje, to jasnych procedur mówiących, kto i na jakiej podstawie podejmuje decyzję, gdy autonomiczny system zobaczy w powietrzu coś, czego nie powinno tam być.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów źródłowych, w tym komunikatu prasowego DefendEye w serwisie PR Newswire z dnia 18.08.2026, Axios oraz DroneLife. Dane techniczne systemu i cenę zweryfikowano dodatkowo w serwisach Unmanned Systems Technology i Defense Advancement, informacje o partnerstwie z EAGL Technology w komunikacie obu spółek, a dane o rundzie seed z 2025 roku w serwisach MamBiznes, MamStartup i My Company Polska oraz w materiałach funduszu Hard2beat. Dane o polskim rynku bezzałogowców pochodzą z Indeksu Mikromakro 2025, a informacje o zmianach w ustawie o zarządzaniu kryzysowym z serwisu InfoSecurity24. Temat w polskiej prasie opisała także „Rzeczpospolita”. Cytaty Jamesa Buchheima, prezesa DefendEye, zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym komunikatem prasowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o rozwoju DefendEye i wartości pozyskanej rundy.
