Niemiecki gabinet przyjął w środę projekt ustawy, która pozwoli urzędom migracyjnym rozwijać i wykorzystywać systemy sztucznej inteligencji przy rozpatrywaniu wniosków azylowych, wizowych i pobytowych. Modele mają być trenowane na prawdziwych danych osobowych wnioskodawców, bo zdaniem resortu spraw wewnętrznych anonimizacja zniszczyłaby zależności, których algorytm ma się nauczyć.
Kluczowe fakty:
- Niemiecki gabinet zatwierdził 29 lipca projekt ustawy KIMVG, która umożliwi urzędom migracyjnym tworzenie i stosowanie systemów AI przy rozpatrywaniu wniosków azylowych, wizowych i pobytowych.
- Modele AI mają być trenowane na rzeczywistych danych osobowych wnioskodawców – resort spraw wewnętrznych uzasadnia to tym, że anonimizacja danych zniszczyłaby zależności, których algorytmy mają się nauczyć.
- Ustawa przewiduje m.in. zautomatyzowany monitoring zakończonych postępowań, porównywanie danych z publicznie dostępnymi źródłami internetowymi oraz ujednolicenie praktyki orzeczniczej między landami, przy czym ostateczna decyzja ma zawsze należeć do urzędnika.
Projekt nosi nazwę KI-Migrationsverwaltungsgesetz, w skrócie KIMVG. Rada ministrów pod przewodnictwem Friedricha Merza zatwierdziła go 29 lipca, a jesienią trafi pod obrady Bundestagu i Bundesratu. Pierwsze doniesienia o treści dokumentu pochodziły z Politico i „Die Welt”, ale sam roboczy tekst opublikował miesiąc wcześniej portal netzpolitik.org, który uzyskał go na etapie konsultacji resortowych.
Co dokładnie przewiduje KIMVG
Ustawa nie tworzy nowego urzędu ani nie kupuje gotowego systemu. Robi coś bardziej podstawowego: buduje podstawę prawną, na której administracja może legalnie sięgnąć po dane migrantów i zbudować z nich własne narzędzia. Rząd federalny opisuje to jako fundament pod „zgodne z prawem i z przepisami o ochronie danych” stosowanie AI w administracji migracyjnej.
Konkretnie projekt wprowadza:
- prawo do przetwarzania danych osobowych z postępowań azylowych i pobytowych w celu trenowania, walidowania i testowania automatycznych aplikacji
- „zautomatyzowany monitoring postępowań”, który ma analizować zakończone sprawy i wyszukiwać w nich wzorce decyzyjne
- „zautomatyzowane porównywanie z publicznie dostępnymi danymi z internetu”, dopuszczalne tylko wtedy, gdy istnieją uzasadnione wątpliwości co do prawdziwości oświadczeń wnioskodawcy
- ujednolicenie praktyki orzeczniczej między landami, co ma zmniejszyć różnice w tym, jak podobne sprawy kończą się w Bawarii i w Brandenburgii
- zastrzeżenie, że indywidualna ocena i sama decyzja pozostają w całości po stronie urzędnika
Ostatni punkt powtarzany jest przez rząd w każdym komunikacie. I to właśnie ten punkt budzi największe wątpliwości prawników.
Trenowanie na prawdziwych danych, a nie na zanonimizowanych
Najbardziej sporny fragment dotyczy materiału treningowego. Berlin nie chce anonimizacji ani pseudonimizacji, bo jak argumentuje MSW, po takim zabiegu system nie rozpoznałby już zależności merytorycznych, które ma wychwytywać. Innymi słowy: żeby algorytm nauczył się, jak wygląda sprzeczność w zeznaniach, musi zobaczyć prawdziwe zeznania prawdziwych ludzi.
Uzasadnienie projektu podaje przykłady tego, czego administracja szuka. Czy wnioski osób o określonych cechach są odrzucane częściej niż inne. Czy osoby o określonych imionach rzeczywiście pochodzą z regionu, który wskazują. Czy wnioskodawcy powołujący się na dyplom konkretnej uczelni nie występują podejrzanie często o ten sam typ zezwolenia.
Wyniki takiego monitoringu mają wpływać na „przyszłą intensywność badania spraw indywidualnych”. Czyli algorytm nie wyda decyzji, ale zasugeruje, komu przyjrzeć się dokładniej, a czyją sprawę można potraktować jako rutynową.
Nie tylko BAMF. Także policja, urzędy pracy i służby
Uprawnienia z projektu nie kończą się na Federalnym Urzędzie ds. Migracji i Uchodźców. Obejmują wszystkie organy, które stosują ustawę azylową i ustawę o pobycie: gminne urzędy do spraw cudzoziemców, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wraz z placówkami konsularnymi, Federalny Urząd Administracji, agencje pracy, policję i służby specjalne.
To jest ta część, o której komunikaty rządowe milczą, a którą wydobył netzpolitik.org na podstawie samego tekstu przepisów. Skala uprawnień jest znacznie szersza niż sugeruje hasło „szybsze rozpatrywanie wniosków azylowych”.
Rzecznik MSW potwierdził portalowi, że AI ma objąć administrację migracyjną w całości, w tym postępowania wizowe, pobytowe i azylowe. Rok wcześniej, w listopadowych założeniach przyjętych wspólnie z resortem spraw zagranicznych, procedura wizowa była opisywana jako pierwszy krok, który dopiero potem można rozszerzyć. W czerwcowym projekcie po tej ostrożności nie ma śladu.
Rozumiem logikę, która za tym stoi. Niemieckie urzędy migracyjne od lat tonęły w papierach, a każdy miesiąc opóźnienia to konkretny człowiek zawieszony w próżni. Automatyzacja rutyny brzmi jak najbardziej racjonalna odpowiedź, jaką administracja może dać.
Ale mam problem z jedną konstrukcją, która powtarza się w tym projekcie i którą będziemy widzieć coraz częściej także w polskich urzędach. Rząd mówi: decyzję podejmuje człowiek, AI tylko wspiera. Formalnie to prawda. Praktycznie, jeśli system podpowiada urzędnikowi, że sprawa jest podejrzana albo rutynowa, to on już wchodzi w nią z gotową hipotezą. Zjawisko ma nawet nazwę: automation bias. W samym BAMF już wcześniej zdarzało się, że pracownicy zbyt mocno ufali wynikom systemu rozpoznawania dialektu.
Pytanie, które chciałbym postawić, nie brzmi „AI czy nie AI”. Brzmi tak: kto będzie kontrolował te systemy, skoro przepisy unijne o wysokim ryzyku wejdą w życie dopiero pod koniec 2027 roku, a AI Act przewiduje dla organów migracyjnych wyjątki od obowiązków przejrzystości? Buduje się narzędzia szybciej, niż powstaje nadzór nad nimi. To się kiedyś zemści i obawiam się, że nie na tych, którzy je projektują.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
„Króliki doświadczalne”. Ostry sprzeciw organizacji
Reakcja strony społecznej była natychmiastowa i jednoznaczna. Organizacja AlgorithmWatch zarzuciła rządowi, że traktuje osoby w postępowaniach migracyjnych jak króliki doświadczalne dla niedojrzałych systemów o wysokiej awaryjności. Jej zdaniem projektowi brakuje różnicowania, przejrzystości i realnych zabezpieczeń przed dyskryminacją, mimo że przetwarzane będą dane wyjątkowo wrażliwe.
Nora Oppermann, junior policy manager w AlgorithmWatch, ujęła to w rozmowie z netzpolitik.org jeszcze ostrzej: projekt pozwala na „systematyczną eksploatację danych osobowych z procesu migracyjnego” / „die systematische Ausbeutung von persönlichen Daten aus dem Migrationsprozess”. Dodała, że przy tak ogólnych sformułowaniach wyobrazić sobie można wszystko, od prostego rozpoznawania dokumentów po w pełni zautomatyzowaną ocenę ryzyka.
Sarah Lincoln, dyrektorka prawna Gesellschaft für Freiheitsrechte, zwróciła uwagę na kolejność problemów. Rząd planuje użycie systemów podatnych na błędy i skłonnych do dyskryminacji akurat tam, gdzie decyduje się o indywidualnej ochronie i o ludzkim życiu. Nawet jeśli AI ma tylko wspierać, zautomatyzowane wskazówki będą regularnie ustawiały urzędnikowi optykę sprawy i przesądzały o tym, co w ogóle zostanie sprawdzone głębiej.
Clara Bünger z Die Linke wskazała na sprzeczność wpisaną w sam dokument. W uzasadnieniu projektu resort przyznaje, że kadry i możliwości organizacyjne urzędów nie wystarczają do dotrzymania ustawowych terminów. I proponuje nadrobić to sztuczną inteligencją. Zdaniem posłanki właśnie w tym miejscu powinny „zadzwonić dzwonki alarmowe” / „die Alarmglocken schrillen”, bo bez wystarczającej liczby dobrze przygotowanych urzędników nikt tych wyników rzetelnie nie zweryfikuje.
Pro Asyl przez swoją rzeczniczkę do spraw polityki prawnej Wiebke Judith domaga się, by przed wdrożeniem systemy przeszły niezależny audyt pod kątem naruszeń praw podstawowych. Organizacja stawia też twardy warunek brzegowy: decyzje egzystencjalne, takie jak rozstrzygnięcie wniosku azylowego, muszą pozostać w rękach człowieka i nie mogą podlegać wpływowi AI.
Holenderski przypadek, o którym w Berlinie mówi się półgębkiem
Ten eksperyment już gdzieś przeprowadzono. Holenderskie ministerstwo spraw zagranicznych używało systemu do oceny wniosków wizowych, który różnicował ludzi według narodowości i cech osobistych. Dziennikarze Lighthouse Reports udokumentowali, że jako grupa podwyższonego ryzyka oznaczani byli między innymi nieżonaci Nepalczycy w wieku od 35 do 40 lat.
Mechanizm samowzmacniania się takich systemów jest prosty do opisania. Jeśli absolwenci jednej uczelni są sprawdzani intensywniej, bo kiedyś wykryto tam oszustwo, to przy dokładniejszej kontroli częściej znajdzie się coś jeszcze. U kandydatów z uczelni oznaczonej jako bezproblemowa nikt nie szuka, więc nic się nie znajduje. Statystyka potwierdza wtedy samą siebie.
Niemiecki projekt nakazuje urzędom zapewnić, żeby dyskryminujące algorytmy „ani nie powstawały, ani nie były stosowane”. Nie precyzuje jednak, jakimi krokami mają to osiągnąć. Sformułowanie jest przy tym dosłownie przepisane z heskiej ustawy o policji, przeciw której toczy się obecnie postępowanie przed Federalnym Trybunałem Konstytucyjnym.
AI Act miał to uregulować, ale przepisy wejdą później
Systemy AI wykorzystywane w migracji, azylu i kontroli granicznej należą według załącznika III do AI Act do kategorii wysokiego ryzyka. To one podlegają najcięższemu reżimowi: zarządzaniu ryzykiem, dokumentacji technicznej, rejestrom zdarzeń, nadzorowi człowieka i ocenie zgodności.
Tyle że ten reżim właśnie się przesunął. Przyjęty w tym roku Digital Omnibus, zatwierdzony ostatecznie przez Radę 29 czerwca, przeniósł obowiązki dla samodzielnych systemów z załącznika III z 2 sierpnia 2026 roku na 2 grudnia 2027 roku. Dla AI wbudowanej w produkty regulowane termin przesunięto na sierpień 2028 roku. Bez zmian został tylko rozdział o przejrzystości, który zaczyna obowiązywać za trzy dni.
Lena Rohrbach z Amnesty International nazwała powstałą w ten sposób przestrzeń „ziejącą luką w ochronie” / „eine klaffende Schutzlücke”. Jej argument jest podwójny: projekt niemiecki nie zawiera własnych wymogów przejrzystości, a AI Act przewiduje dla organów migracyjnych wyjątki od swoich. W efekcie osoby, których to dotyczy, dziennikarze i organizacje pozarządowe mogą nie mieć jak ustalić, który urząd stosuje jakie narzędzie i z jakim ryzykiem.
Liczby, które tłumaczą pośpiech
Warto spojrzeć na skalę, bo ona sporo wyjaśnia. W pierwszym półroczu 2026 roku BAMF przyjął 39 646 wniosków azylowych złożonych po raz pierwszy oraz 16 901 wniosków kolejnych, łącznie 56 547. To spadek o 35,4 procent rok do roku w kategorii wniosków pierwszorazowych.
W tym samym czasie urząd rozstrzygnął 120 189 spraw, czyli ponad dwa razy więcej niż przyjął. Na koniec maja w toku pozostawało 63 351 postępowań, o 6,5 procent mniej niż miesiąc wcześniej. Dla porównania: w całym 2025 roku wpłynęło 168 543 wniosków, w 2024 było ich 250 945, a w 2023 aż 351 915.
Paradoks polega na tym, że liczby spadają, a rząd i tak sięga po automatyzację. Bo problemem nie jest już dziś napływ, tylko zaległości, rozjeżdżająca się praktyka między landami i braki kadrowe, do których resort przyznaje się wprost w uzasadnieniu projektu.
Co to oznacza dla nas w Polsce
Polska nie ma odpowiednika KIMVG i nikt takiego projektu na razie nie zapowiedział. Ma za to problem tej samej natury, tylko o innej strukturze.
Według Urzędu do Spraw Cudzoziemców ważne zezwolenia na pobyt w Polsce miało wiosną tego roku około 2 miliony cudzoziemców, z czego 1,55 miliona to obywatele Ukrainy. Prawie milion osób korzysta z ochrony czasowej. W latach 2023-2025 sam Mazowiecki Urząd Wojewódzki przyjął niemal 400 tysięcy wniosków pobytowych, wielkopolski 182 tysiące, dolnośląski 165 tysięcy. To wolumen porównywalny z niemieckim, tyle że rozproszony po szesnastu urzędach wojewódzkich, każdym z własną praktyką.
Od 27 kwietnia tego roku wnioski o pobyt czasowy, stały i rezydenta długoterminowego UE można składać wyłącznie elektronicznie, przez Moduł Obsługi Spraw. Papierowe wnioski, które nie dotarły do urzędu przed tą datą, nie są rozpatrywane. Powstał więc jednolity, cyfrowy zbiór danych o setkach tysięcy postępowań. Dokładnie taki, jaki niemieckie MSW chce teraz wykorzystać do trenowania modeli.
Nikt w Warszawie takiego zamiaru nie ogłosił. Ale kolejność zdarzeń w Berlinie była identyczna: najpierw cyfryzacja obiegu, potem pomysł, żeby coś z tymi danymi zrobić. Jeśli podobna dyskusja ruszy nad Wisłą, adresatem będzie Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Ustawę powołującą KRiBSI prezydent podpisał 24 lipca, przewodniczący ma zostać wybrany do października, a cały skład komisji ma pracować od listopada. Ministerstwo Cyfryzacji przewiduje, że to właśnie tam trafiać będą skargi na błędne rozstrzygnięcia systemów AI.
Dla polskich firm zatrudniających cudzoziemców płynie z tego praktyczny wniosek. Jeśli automatyczna analiza kiedyś obejmie sprawy pobytowe, przedmiotem oceny staną się także dokumenty pracodawcy: umowy, zaświadczenia, dane o wynagrodzeniach. Niemiecki przykład z uczelnią oznaczoną jako podejrzana da się bez trudu przełożyć na agencję pracy albo spółkę, która raz trafiła w statystykę nieprawidłowości. Warto wiedzieć o tym wcześniej niż później.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym oficjalnego komunikatu rządu federalnego Bundesregierung z dnia 29.07.2026, publikacji projektu ustawy przez netzpolitik.org z dnia 01.07.2026 oraz statystyk BAMF za pierwsze półrocze 2026 roku. Wykorzystano również doniesienia Politico, „Die Welt”, agencji dpa, stanowiska AlgorithmWatch, Pro Asyl, Gesellschaft für Freiheitsrechte i Amnesty International, ustalenia Lighthouse Reports w sprawie holenderskiego systemu wizowego oraz dane polskiego Urzędu do Spraw Cudzoziemców i komunikaty Ministerstwa Cyfryzacji. Cytaty Nory Oppermann, Sarah Lincoln, Clary Bünger, Wiebke Judith i Leny Rohrbach zostały zweryfikowane z oryginalnym niemieckojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę postępu prac nad ustawą KIMVG w Bundestagu i Bundesracie.
