Patronite, największa polska platforma finansowania społecznościowego, opublikował badanie „Twórcy i AI”, z którego wynika, że sztuczna inteligencja stała się codziennym narzędziem pracy twórczej. Z narzędzi AI korzysta już 82,7 proc. twórców, ale na wyższe zarobki przekłada się to u zaledwie jednej osoby na siedemnaście.
Kluczowe fakty:
- Z narzędzi AI korzysta już 82,7 proc. polskich twórców, jednak tylko jedna na siedemnaście osób odnotowuje z tego tytułu wyższe zarobki – brak przełożenia na dochody deklaruje aż 74,7 proc. respondentów.
- AI najczęściej wspiera zadania pomocnicze, takie jak tworzenie miniatur i grafik, research, tłumaczenia oraz szkice tekstów, natomiast rdzeń twórczy – wideo i muzyka – pozostaje niemal niezmieniony, z mniej niż 8 proc. wskazań.
- Obowiązek oznaczania treści generowanych przez AI popiera 90 proc. badanych twórców, a research i generowanie pomysłów stanowi drugie najczęstsze zastosowanie AI, wskazywane przez 36,2 proc. respondentów.
O wynikach badania jako pierwszy napisał portal Wirtualnemedia.pl. Liczby układają się w obraz, który dobrze znam z rozmów z polskimi twórcami: narzędzie weszło do warsztatu na stałe, tylko portfel tego nie zauważył.
Praca szybsza, zarobki te same
Co najmniej kilka razy w tygodniu po pomoc AI sięga 56,6 proc. badanych, a 58 proc. użytkowników ocenia efekt przyspieszenia pracy na 4 lub 5. I tu kończą się dobre wiadomości. Aż 74,7 proc. respondentów nie zauważa, aby wsparcie ze strony AI przekładało się na wyższe zarobki.
Autorzy raportu piszą wprost, że spór nie toczy się już o to, czy używać AI, tylko na jakich warunkach. Gdzie konkretnie AI pracuje najczęściej? Tam, gdzie robota jest powtarzalna i pomocnicza:
- miniatury i grafiki towarzyszące,
- research i zbieranie materiałów,
- tłumaczenia,
- szkice tekstów.
Rdzeń twórczy, czyli wideo i muzyka, pozostaje niemal nietknięty, z wynikiem poniżej 8 proc. wskazań. Autorzy badania tłumaczą tym, dlaczego twórcy nie mają poczucia, że tworzą inaczej: zmienia się obsługa produkcji, nie sam utwór.
Jest jednak jedno zastosowanie, które wykracza poza pomocniczą rolę. Research i generowanie pomysłów to drugie najczęstsze zastosowanie AI w badanej grupie (36,2 proc.). Autor raportu Tadeusz Chełkowski, współzałożyciel Patronite, komentuje: „Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że twórcy aktywnie wykorzystują AI nie tylko do pracy z materiałem, ale pytają AI, jakie tematy mają podjąć w swojej pracy twórczej”. To już nie jest asystent od miniatur. To współautor agendy.
Oznaczać tak, utożsamiać się nie
Jeden punkt łączy niemal wszystkich badanych. Obowiązek oznaczania treści generowanych przez AI popiera 90 proc. respondentów, a 78 proc. widzi w takich oznaczeniach nadzieję na ochronę twórczości. Jednocześnie dwie trzecie twórców nie chce być z AI utożsamiane.
Sami autorzy raportu pokazali, jak taka przejrzystość może wyglądać w praktyce. Na pierwszej stronie, zaraz pod tytułem, wymienili nie tylko ludzi (Tadeusz Chełkowski, Mateusz Górski, Antoni Ślęczka), ale też narzędzia: weryfikacją danych, wykresami i poprawą stylistyki zajęły się Manus AI, Claude (Opus 5) i Kimi 3.
Ten raport podoba mi się z jednego powodu bardziej niż z pozostałych: autorzy zrobili dokładnie to, czego domaga się 90 proc. ich respondentów, i podpisali narzędzia AI z imienia obok ludzi. Tak powinna wyglądać norma, również w mediach. Mam jednak pytanie, na które badanie nie odpowiada. Skoro ponad jedna trzecia twórców pyta AI, o czym w ogóle tworzyć, to gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna outsourcing tożsamości twórczej? Oznaczenie „wygenerowane przez AI” łatwo przykleić do grafiki. Trudniej do pomysłu na odcinek podcastu, który podsunął model językowy. Widzę tu uczciwość deklaracji i jednocześnie wygodną niedopowiedzianą strefę, w której wszyscy będziemy się poruszać przez najbliższe lata.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Nie boją się zastąpienia. Boją się podróbki
Najciekawszy wątek badania dotyczy tego, czego twórcy naprawdę się obawiają. Nie chodzi o utratę pracy na rzecz algorytmów. Sklonowania głosu lub wizerunku boi się 66 proc. twórców.
„Dwie trzecie respondentów boi się sklonowania własnego stylu lub głosu, równie mocno wśród entuzjastów AI co wśród osób, które nie korzystają z niej wcale. Trudno więc uznać ten niepokój za technofobię. Ma charakter zawodowy: dotyczy tego, co w pracy twórczej buduje się najdłużej, a kopiuje najłatwiej, czyli rozpoznawalności”, pisze we wstępie do badania prof. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego, wiceprezes Polskiej Akademii Nauk.
Ciekawie wygląda też pytanie o przyszłość. Wśród osób, które z AI nie korzystają, 85,3 proc. wierzy, że za 2-3 lata pozostaną konkurencyjne na rynku. Wśród codziennych użytkowników taki pogląd wyraża już tylko 54,2 proc. Im bliżej technologii, tym mniej wiary, że da się bez niej wygrać. Ten rozjazd mówi o rynku więcej niż niejeden wykres.
Jak to wygląda na tle innych badań
Wyniki Patronite wpisują się w szerszy obraz, choć nie wszędzie liczby się pokrywają. Globalne badanie Adobe „2026 Creators’ Toolkit Report”, przeprowadzone z The Harris Poll na próbie ponad 16 tysięcy twórców z ośmiu krajów, pokazało, że 87 proc. twórców korzystających z generatywnej AI deklaruje przyspieszenie rozwoju biznesu lub audytorium, a 75 proc. opisuje ją jako zintegrowaną lub niezbędną w swojej pracy. Z kolei ankieta platformy Kit wśród 550 twórców wykazała, że 71,7 proc. używa AI co najmniej raz w tygodniu, a ponad połowa codziennie.
Na polskim podwórku obraz jest bardziej stonowany. Według raportu „Ekonomia Twórców 2026″ firmy Imker z narzędzi opartych na AI korzysta 63 proc. polskich twórców internetowych, o 7 punktów procentowych mniej niż rok wcześniej, przy czym zmienia się sposób użycia: mniej generowania gotowych treści, więcej planowania i edycji. Rozbieżność z wynikiem Patronite (82,7 proc.) wynika najpewniej z innej próby badawczej, bo Patronite pytał własną społeczność, a więc twórców już zarabiających na relacji z odbiorcami. Wniosek z obu badań jest jednak zbieżny: entuzjazm wobec generowania treści stygnie, a AI przesuwa się do zaplecza produkcji.
Co z tym oznaczaniem w polskich realiach
Postulat 90 proc. badanych przestał być postulatem. Od 2 sierpnia 2026 roku stosuje się art. 50 unijnego AI Act, który nakłada obowiązki przejrzystości wobec treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Wbrew obiegowym opiniom przepis nie nakazuje oznaczania każdej treści, przy której użyto AI: obowiązek dotyczy przede wszystkim deepfake’ów oraz tekstów publikowanych w celu informowania opinii publicznej o sprawach interesu publicznego, z wyjątkiem materiałów, które przeszły rzeczywistą kontrolę redakcyjną z odpowiedzialnością konkretnej osoby lub organizacji.
Dla polskiego twórcy oznacza to w praktyce dwie rzeczy. Po stronie prawa granica biegnie między pomocniczym użyciem narzędzia a publikowaniem treści syntetycznych mogących uchodzić za autentyczne. Po stronie odbiorców granica jest ostrzejsza, bo badanie Patronite pokazuje, że oczekiwanie przejrzystości jest niemal powszechne, niezależnie od litery przepisów. Szerzej o tym, kogo dokładnie obejmuje nowy obowiązek, pisaliśmy w AIPORT.pl w analizie przepisów o oznaczaniu treści AI obowiązujących od 2 sierpnia.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym raportu „Twórcy i AI” platformy Patronite, którego wyniki opisał portal Wirtualnemedia.pl z dnia 24.08.2026, a także danych porównawczych z 2026 Creators’ Toolkit Report firmy Adobe, badania The State of AI in the Creator Economy platformy Kit oraz raportu „Ekonomia Twórców 2026″ firmy Imker. Cytaty Tadeusza Chełkowskiego, autora raportu i współzałożyciela Patronite, oraz prof. Dariusza Jemielniaka z Akademii Leona Koźmińskiego pochodzą z materiału źródłowego i zostały zweryfikowane. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji na temat wykorzystania AI przez polskich twórców internetowych.
