Camille Hanson obudziła się w marcu w środku nocy, bo telefon zasypał ją powiadomieniami. Traciła konta, na których od lat budowała razem z mężem biznes uczący angielskiego blisko miliona obserwujących, a winą Meta obarczyła algorytm, który miesiąc później miał przejąć jeszcze więcej decyzji o banowaniu użytkowników Facebooka i Instagrama.
Kluczowe fakty:
- Camille i Calvin Hanson prowadzący firmę edukacyjną z blisko milionem obserwujących na Facebooku i Instagramie stracili swoje konta po tym, jak Meta oznaczyła je jako naruszające zasady dotyczące oszustw – konta przywrócono dopiero po interwencji dziennikarzy New York Timesa.
- Roberto Suarez, twórca z ponad 500 tysiącami obserwujących na Instagramie, został zbanowany dwukrotnie w krótkim odstępie czasu – najpierw bez podania przyczyny, a następnie z zarzutem naruszenia praw autorskich, któremu zaprzeczył.
- Meta zapowiedziała, że algorytm odpowiedzialny za decyzje o banowaniu użytkowników Facebooka i Instagrama miał przejąć jeszcze więcej uprawnień w zakresie moderacji treści w miesiąc po opisywanych zdarzeniach.
Biznes zamknięty jednym powiadomieniem
Hanson i jej mąż Calvin prowadzą z Portugalii firmę uczącą angielskiego osoby, dla których nie jest to język ojczysty. Ich konta na Facebooku i Instagramie śledziło razem blisko milion osób. W marcu Meta oznaczyła je jako naruszające zasady dotyczące oszustw i wprowadzania w błąd. „Jestem po prostu nauczycielką angielskiego” / „I’m just an English teacher” pomyślała Hanson, gdy czytała powiadomienie. Złożyła odwołanie. Tydzień później dostała odpowiedź odmowną, a Meta napisała wprost: „Wszystkie twoje dane zostaną trwale usunięte” / „All your information will be permanently deleted”, dodając, że nie ma już możliwości ponownego rozpatrzenia sprawy.
Calvin Hanson porównał sytuację do zamknięcia prawdziwego sklepu. Ich firma była dla niego „prawdziwym, fizycznym biznesem, a ktoś po prostu zamyka ci biuro albo witrynę sklepu” / „an actual physical business, and somebody just shuts down your office or your storefront”. Dopiero po tym, jak dziennikarze New York Timesa zapytali Metę o sprawę, firma przywróciła konto i przeprosiła za pomyłkę.
Pół miliona obserwujących, dwa razy zbanowany
Podobny scenariusz przeszedł Roberto Suarez, twórca z ponad 500 tysiącami obserwujących na Instagramie. Jego konto zbanowano w tym roku. „Byłem w szoku” / „I was in shock”, wspominał. Po interwencji Times konto wróciło razem ze zdjęciami, wiadomościami i obserwującymi. Kilka tygodni później Meta wysłała mu kolejną wiadomość: „Twoje konto zostało zawieszone” / „Your account has been suspended”, tym razem z zarzutem naruszenia praw autorskich. Suarez zaprzeczył, by cokolwiek skopiował, a konto odzyskał dopiero po ponownym pytaniu ze strony dziennikarzy.
JuneteenthNY, hakerzy i fałszywe logowania z Seattle
Najbardziej zaskakująca okazała się historia Athenii Rodney, która od 17 lat prowadzi JuneteenthNY, organizację upamiętniającą zniesienie niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Meta zbanowała wszystkie jej konta osobiste i firmowe, powołując się na materiały przedstawiające wykorzystywanie seksualne dzieci. „Wszystko, co robimy, jest przyjazne rodzinie” / „Everything that we do is family friendly”, mówiła, nie rozumiejąc zarzutu.
Dopiero później przypomniała sobie, że tuż przed banem Meta ostrzegała ją o podejrzanych logowaniach z Seattle i Singapuru, mimo że mieszka w Atlancie. Konta padły ofiarą włamania, a to hakerzy opublikowali treści, które uruchomiły automatyczny system Mety. Rodney składała dokumenty tożsamości, pisała do Better Business Bureau, Federalnej Komisji Handlu i biur ochrony konsumentów w swoim stanie. Bez skutku, dopóki sprawą nie zainteresowali się dziennikarze. Bez widocznej obecności w mediach społecznościowych organizacja musiała tłumaczyć sponsorom, że wciąż istnieje. Jak mówiła Rodney, sponsorzy patrzą na profil z pięciuset obserwującymi i reagują: „Nie robicie tego od lat, jesteście oszustami” / „You haven’t been doing this, y’all are a fraud”.
Trudno nie zauważyć wzorca w tych trzech historiach. Każda z opisanych osób odzyskała konto dopiero wtedy, gdy o sprawę zapytali dziennikarze, nie wtedy, gdy skorzystała z oficjalnej procedury odwoławczej. To pokazuje słaby punkt całego systemu: automat decyduje w ułamku sekundy, a ścieżka do człowieka, który mógłby tę decyzję zweryfikować, właściwie nie istnieje. Rozumiem, że przy miliardach kont ręczna weryfikacja każdej sprawy jest niewykonalna, a walka z prawdziwymi treściami przedstawiającymi wykorzystywanie dzieci musi być bezwzględna. Pytanie brzmi jednak, czy firma, która jednocześnie ogranicza zespoły moderujące i rozszerza uprawnienia algorytmów, naprawdę inwestuje w to, żeby błędów było mniej, czy tylko w to, żeby były tańsze.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Meta broni AI, ale przyznaje się do błędu
Rzecznik Mety Daniel Roberts w rozmowie z Times zaprzeczył, jakoby sztuczna inteligencja radziła sobie gorzej niż ludzie. Nowe narzędzia moderujące mają, według niego, popełniać o 13 procent mniej błędów niż pracownicy i wykrywać o 10 procent więcej naruszeń. Zastrzegł jednak coś istotnego dla całej sprawy: wszystkie pięć kont, które zgłosił mu Times, zbanowały starsze narzędzia AI, nie te nowe, które firma teraz chwali. Po weryfikacji dwa z pięciu kont okazały się przejęte przez hakerów (w tym konto JuneteenthNY, które przywrócono właścicielce), jedno zbanowano zgodnie z zasadami, a dwa, w tym konta Hansonów, zablokowano przez pomyłkę.
Po przywróceniu dostępu Hanson dostała od Mety wiadomość z krótkim podsumowaniem: „Przepraszamy, że się pomyliliśmy” / „We’re sorry we got this wrong”.
To nie pierwsza wpadka AI w Mecie w tym roku
Sprawa banów to element szerszego wzorca. W ostatnich miesiącach Meta zmagała się z kilkoma innymi incydentami związanymi z automatyzacją:
- W maju hakerzy wykorzystali chatbota obsługi klienta oparty na AI, żeby przejąć 34 tysiące kont na Instagramie, w tym dawne konto Białego Domu należące do Baracka Obamy.
- Tego samego miesiąca pracownicy zbuntowali się przeciwko programowi śledzącemu ruchy klawiatury na potrzeby trenowania AI, co zmusiło firmę do wstrzymania projektu.
- W lipcu 26 byłych pracowników Mety pozwało firmę, twierdząc, że zwolnienia przeprowadzono przy pomocy algorytmu, który wybierał do redukcji osoby z niepełnosprawnościami. Rzeczniczka Mety odpowiedziała, że decyzje kadrowe „podejmowali i wciąż podejmują ludzie, nie AI” / „workforce management and organizational decisions were and are made by people, not A.I.”
W tle stoi też decyzja z marca, kiedy Meta ogłosiła, że przekaże botom AI więcej władzy nad tym, które konta banować i jakie treści usuwać. Miesiące później firma zwolniła tysiące pracowników, w tym część osób, które wcześniej zajmowały się właśnie tymi zadaniami. Skala tej redukcji jest spora: w fali zwolnień, która ruszyła w maju 2026 roku, Meta ograniczyła zatrudnienie o około 8 tysięcy stanowisk, czyli mniej więcej 3 procent globalnej załogi, uderzając między innymi w zespoły integrity odpowiedzialne za moderację treści. Działo się to równolegle z podniesieniem tegorocznego budżetu na infrastrukturę AI do nawet 145 miliardów dolarów. Sama Meta w czerwcu usłyszała też krytykę od własnej Rady Nadzorczej (Oversight Board), która stwierdziła, że system banowania kont ma poważne braki w zakresie przejrzystości i prawa do rzetelnego rozpatrzenia sprawy. Petycja na Change.org zatytułowana „Hold Meta Accountable”, założona przez organizację People Over Platforms Worldwide, w kolejnych miesiącach rosła z 25 tysięcy, przez 35 i 56, aż do ponad 60 tysięcy podpisów.
Co to oznacza dla polskich firm?
Mechanizm opisany przez Times dotyczy też polskich przedsiębiorców i twórców, którzy prowadzą sprzedaż, kontakt z klientami czy społeczności właśnie przez Facebooka i Instagrama. Polskie media, w tym wirtualnemedia.pl, już wcześniej opisywały fale banów grup na Facebooku, gdzie użytkownicy skarżyli się na te same objawy: brak wyjaśnienia, brak realnej możliwości odwołania i szybszą ścieżkę pomocy wyłącznie dla kont płacących za weryfikację.
W teorii unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) powinien chronić polskich użytkowników lepiej niż amerykańskich, bo zobowiązuje bardzo duże platformy jak Facebook czy Instagram do podawania jasnego uzasadnienia decyzji i zapewnienia ścieżki odwoławczej. W praktyce Polska wciąż nie ma w pełni działającego systemu egzekwowania tych przepisów. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej pełni funkcję koordynatora ds. usług cyfrowych tylko tymczasowo i z ograniczonymi uprawnieniami, a ustawa, która miała wdrożyć DSA do polskiego prawa, została zawetowana przez prezydenta Karola Nawrockiego na początku 2026 roku. Rząd pracuje teraz nad nowym projektem, w którym nadzór nad platformami mieliby dzielić prezes UKE, prezes UOKiK i przewodniczący KRRiT. Dopóki ta ustawa nie wejdzie w życie, polski przedsiębiorca zbanowany przez algorytm Mety ma w praktyce mniej narzędzi nacisku niż użytkownik z Irlandii czy Niemiec, gdzie krajowe organy nadzorcze działają już pełną parą.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału śledczego The New York Times z 21.07.2026 autorstwa Stuarta A. Thompsona i Eli Tana, a także dodatkowych źródeł, w tym TechCrunch i CNBC. W części dotyczącej polskiego kontekstu prawnego wykorzystano ustalenia WNP.pl oraz doniesienia wirtualnemedia.pl i UKE. Cytaty osób cytowanych przez The New York Times zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę rozwoju sprawy banów kont na Facebooku i Instagramie oraz postępów prac nad polską ustawą wdrażającą DSA.
