Dziennikarka New York Timesa odkryła na Amazonie własną biografię, o której istnieniu nie miała pojęcia. Napisała ją sztuczna inteligencja, a autor podpisany na okładce prawdopodobnie w ogóle nie istnieje.
Kluczowe fakty:
- Reporterka New York Timesa Kashmir Hill odkryła na Amazonie nieautoryzowaną biografię swojej osoby, napisaną przez sztuczną inteligencję i opublikowaną bez jej wiedzy w sierpniu 2025 roku w cenie 26,99 dolara za egzemplarz.
- Autor podpisany jako John Crane Miller, którego zdjęcie okazało się stockową fotografią, w tym samym tygodniu opublikował co najmniej dziesięć podobnych biografii znanych dziennikarzy, w tym pracowników NYT, The Atlantic i CNN.
- Po tym, jak Hill zostawiła pod książką recenzję z prośbą o kontakt, wszystkie publikacje przypisane Millerowi zniknęły z platformy Amazon, pozostawiając jedynie puste konto autora.
Kashmir Hill, reporterka technologiczna New York Timesa, dostała wiadomość od znajomego z pytaniem, dlaczego nigdy nie wspomniała o swojej biografii. Sprawdziła Amazon. Rzeczywiście, tytuł „The Biography of Kashmir Hill” wisiał tam od blisko roku, wydany w sierpniu 2025 roku przez wydawnictwo, o którym nigdy nie słyszała. 90 stron, brązowa okładka, 26,99 dolara za twardą oprawę. Hill opisała całe to doświadczenie w artykule opublikowanym 16 lipca 2026 roku, który stał się jednym z głośniejszych tekstów tygodnia o kondycji Amazona jako platformy wydawniczej.
Autor, który mówi wszystko i nic
Książka o Hill zawierała fakty łatwo dostępne w internecie, wymieszane z ogólnikami, które równie dobrze mogłyby dotyczyć kogokolwiek. Autor podpisany jako John Crane Miller pisał o jej „skomplikowanym rytuale parzenia kawy” (w rzeczywistości robi to jej mąż) i twierdził, że rozmawiał z ludźmi, którzy znają dziennikarkę „i tymi, którzy chcieliby jej nie znać”. Zdjęcie autora na stronie wydawcy okazało się powszechnie używanym zdjęciem stockowym mężczyzny w garniturze. W tym samym tygodniu Miller opublikował dziesięć podobnych biografii, między innymi o Mike’u Isaacu z NYT, Jeffreyu Goldbergu z The Atlantic i Jake’u Tapperze z CNN.
Kiedy Hill zostawiła pod książką recenzję z prośbą o kontakt, autor nie odpowiedział. Za to zniknął. Kilka dni później „The Biography of Kashmir Hill” i cała reszta dorobku Millera zniknęły z Amazona. Zostało tylko puste konto autora.
Człowiek z tiki-barem nad zatoką Chesapeake
Nie każdy autor takich książek jest fikcją. Bill Johns, 70-letni emerytowany konsultant do spraw cyberbezpieczeństwa mieszkający nad zatoką Chesapeake w stanie Maryland, zgodził się na rozmowę z Hill i pokazał jej cały proces od środka. Od przejścia na emeryturę w 2024 roku napisał z pomocą ChatGPT 445 książek. Zamawia drukowany egzemplarz każdej z nich i ustawia je na czterech obrotowych półkach w salonie.
Metoda Johnsa jest prosta. Zbiera linki do stron o wybranym temacie, prosi ChatGPT o wskazanie „kotwic” historycznych, ekonomicznych i kulturowych, a potem generuje rozdział po rozdziale, bo przy zbyt dużych partiach tekstu model zaczyna, jak to ujął, „dryfować i konfabulować”. Celuje w dziesięć do piętnastu rozdziałów, około 300 stron, i publikuje do dziesięciu książek tygodniowo, czyli tyle, ile pozwala Amazon.
Historia Kashmir Hill pokazuje coś więcej niż kolejny przypadek internetowego kuriozum. Amazon od lat wie, że jego platforma wydawnicza jest zalewana treściami generowanymi maszynowo, i od 2023 roku wymaga od autorów deklaracji, czy użyli AI. Problem w tym, że ta deklaracja trafia wyłącznie do wewnętrznych systemów firmy. Kupujący nie widzi żadnej etykiety przy okładce. Rozumiem argument Amazona, że nie chce karać uczciwych autorów korzystających z AI, jednocześnie nagradzając tych, którzy kłamią w formularzu. Ale to rozwiązanie połowiczne, które przenosi cały ciężar weryfikacji na czytelnika kupującego książkę za czyjeś nazwisko. Jeśli platforma technicznie potrafi wymusić deklarację od wydawcy, potrafi też pokazać ją kupującemu. Pytanie nie brzmi, czy Amazon może to zrobić, tylko dlaczego dotąd tego nie zrobił.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Johns nie ukrywa, że jego okładkowe zdjęcie w garniturze też wygenerował AI. „To było albo to, albo założyć garnitur i zrobić sobie selfie” („It was either that or put on a suit and take selfies”), powiedział Hill. Kiedy dziennikarka pokazała mu swoją biografię autorstwa Millera, ocenił ją bez ogródek: „Nie ma tu za wiele treści. Zrobiłbym to samo przed południem” („There’s not a lot of content here. I could do this one by noon”).
Co na to liczby
Dwoje badaczy z uczelni biznesowych, w tym Imke Reimers z Cornell University, przeanalizowało dziesięć milionów książek opublikowanych na Amazonie w ciągu ostatnich pięciu lat. Wynik: liczba e-booków publikowanych miesięcznie potroiła się od premiery ChatGPT, z około 100 tysięcy w 2022 roku do ponad 300 tysięcy pod koniec zeszłego roku. Amazon twierdzi, że jego wewnętrzne dane nie potwierdzają takiej skali wzrostu, ale odmówił podania własnych liczb.
Wbrew intuicji to nie romans, gdzie AI teoretycznie najłatwiej naśladować utarte schematy fabularne, okazał się gatunkiem najbardziej podatnym na inwazję sztucznej inteligencji, tylko literatura faktu, co w tym kontekście jest określeniem dość swobodnym. Badacze, mimo że książki generowane przez AI zbierały niższe oceny czytelników niż te pisane przez ludzi, ocenili wejście AI na rynek pozytywnie, bo książki mimo wszystko się sprzedawały. Jako ekonomiści, jak sami przyznali, bardziej interesuje ich wzrost przychodów i poszerzenie rynku niż jakość literacka czy satysfakcja klienta.
Autorzy tacy jak Johns nie zarabiają fortun. Sprzedaje kilkaset egzemplarzy miesięcznie po około 7 dolarów zysku od sztuki. W sezonie świątecznym sprzedał 821 książek i zarobił prawie 6 tysięcy dolarów. Sam nazywa to „pieniędzmi na piwo”.
Amazon Kindle Direct Publishing od 2023 roku wymaga deklaracji o użyciu AI przy każdej publikacji. Mary Rasenberger, prezeska Authors Guild, organizacji zrzeszającej 17,5 tysiąca autorów, od lat naciska na Amazon, by ta informacja trafiała też do czytelnika, nie tylko do wewnętrznych rejestrów firmy. Rasenberger sama padła ofiarą tego mechanizmu, kupując książkę o sztuce prowadzenia rozmów, która okazała się bezwartościowym produktem AI. „AI to tylko maszyna do przewidywania słów. Nie ma tu myślenia, prawdziwej kreatywności ani duszy” („AI is just a word prediction machine. There’s no thinking, no real creativity, no soul behind it”), powiedziała.
Co to oznacza dla polskich czytelników
Polski rynek self-publishingu jest znacznie mniejszy niż amerykański, ale te same mechanizmy już się pojawiają. Platformy takie jak Riderò czy ebookpoint od dawna borykają się z tanimi, niskiej jakości e-bookami generowanymi maszynowo, sprzedawanymi po kilka złotych właśnie po to, by liczba przypadkowych zakupów przewyższyła liczbę zwrotów i negatywnych recenzji. Problem dotyka też abonamentów typu Legimi czy Empik Go, gdzie miesięczny limit wypożyczeń oznacza, że jeden bezwartościowy tytuł zabiera miejsce, które mogłoby trafić do prawdziwej książki.
Skala zjawiska w Polsce jest na razie nieporównywalna z amerykańską, choćby dlatego, że polski rynek e-booków jest znacznie mniejszy niż amerykański Kindle Store. Ale mechanizm ekonomiczny opisany przez badaczy z Cornell, gdzie niska bariera wejścia i brak publicznego oznaczenia treści AI premiują wolumen kosztem jakości, jest uniwersalny i nie zależy od języka platformy.
Rzeczy, które warto sprawdzić przed zakupem e-booka od nieznanego autora:
- czy wydawnictwo ma historię innych publikacji i stronę internetową poza samym profilem sprzedażowym
- czy zdjęcie autora pojawia się w wynikach wyszukiwania obrazem w innym kontekście
- czy opis książki zawiera konkretne, sprawdzalne informacje, czy raczej ogólniki pasujące do każdego tematu
- czy liczba i data publikacji innych tytułów tego samego autora nie wskazuje na masową produkcję w krótkim czasie
Kitsch ery algorytmów
Nie brakuje głosów, że cała debata o AI slopie jest przesadzona. Eamon Duede, filozof nauki z Purdue University i współautor pracy „Why Slop Matters”, twierdzi, że AI daje ludziom radość tworzenia czegoś, co niewielu innych uzna za interesujące, i usuwa bariery przed osobami, które chcą być twórcze, ale nie mają do tego warsztatu. Autorzy tej pracy porównują krytykę AI slopu do krytyki „kiczu” sprzed stu lat, kiedy masowo produkowana sztuka komercyjna, jak okładki magazynów czy komiksy, była pogardzana przez elity, a dziś bywa doceniana.
Argument brzmi ładnie w teorii. W praktyce czytelnicy, którzy faktycznie przeczytali książki Johnsa, oceniają je bezlitośnie: „jedna z najgorszych książek, jakie kiedykolwiek kupiłem” („one of the worst books I’ve ever purchased”), napisał jeden z nich. Johns przyznaje, że jeśli trafi na jednogwiazdkową recenzję i uzna, że recenzent ma rację, po prostu usuwa książkę ze sklepu. Nie bierze tego personalnie. A czemu miałby, skoro technicznie rzecz biorąc, sam jej nie napisał.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału źródłowego Kashmir Hill „I Got Slopped” opublikowanego w The New York Times 16 lipca 2026 roku, a także danych i komentarzy pochodzących od Authors Guild oraz badań ekonomicznych cytowanych w tekście źródłowym. Wykorzystano również informacje z polskiego serwisu Świat Czytników dotyczące krajowego rynku self-publishingu. Cytaty Billa Johnsa, Mary Rasenberger i Kashmir Hill zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o polityce Amazona wobec treści generowanych przez AI.
