Polskie wybory w 2027 roku mogą być pierwszymi, w których o wyniku zadecydują nie tylko sztaby i plakaty, ale też modele językowe generujące treści na masową skalę. Nowy raport pokazuje, że świat nie jest na to przygotowany, a Polska jeszcze mniej.
Kluczowe fakty:
- Według raportu „The Road to the Ballot" autorstwa Konrada Kiljana i Jakuba Szymika, w 2024 roku 80% krajów przeprowadzających wybory odnotowało udokumentowane incydenty związane z AI, a 69% z nich oceniono jako szkodliwe.
- Fundacja Obserwatorium Demokracji Cyfrowej opublikowała w Warszawie w lipcu 2026 roku raport dotyczący wpływu sztucznej inteligencji na integralność demokratycznych wyborów, powstały przy wsparciu organizacji Civitates.
- W 2024 roku największe firmy AI podpisały w Monachium deklarację dotyczącą integralności wyborów, jednak przyjęte zobowiązania mają charakter wyłącznie dobrowolny.
Ostrzeżenie z Genewy trafia na polski grunt
Podczas Globalnego Dialogu ONZ o zarządzaniu sztuczną inteligencją padło zdanie, które w innych okolicznościach brzmiałoby jak przesada. Jakub Szymik, założyciel i prezes Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej, powiedział w rozmowie z portalem WNP, że modele AI mogą adaptować się do konkretnego wyborcy, konkretnej rozmowy i konkretnych potrzeb, a to oznacza realną zdolność do przechylania szali wyborów w jedną albo drugą stronę. Nie jest to głos odosobniony. Podobne ryzyko wskazuje wprost raport ONZ o wpływie AI na społeczeństwa, opublikowany przez Independent International Scientific Panel on AI.
Fundacja, którą kieruje Szymik, przygotowała własny raport zatytułowany „The Road to the Ballot. AI Governance and the Integrity of Democratic Choice”. Dokument, którego autorami są Konrad Kiljan i Jakub Szymik, powstał przy wsparciu Civitates i został wydany w Warszawie w lipcu 2026 roku. To właśnie ten raport jest właściwym źródłem alarmu, który dotarł także do polskich mediów.
Liczby przywołane w raporcie robią wrażenie. Powołując się na dane International Panel on the Information Environment, autorzy piszą, że w 2024 roku aż 80 procent krajów przeprowadzających wybory krajowe odnotowało udokumentowane incydenty związane z AI, a 69 procent z nich oceniono jako szkodliwe. To punkt wyjścia, od którego zaczyna się kolejny cykl wyborczy na świecie.
Deklaracja monachijska nie wystarczyła
W 2024 roku duże firmy AI spotkały się w Monachium i podpisały deklarację dotyczącą integralności wyborów. Był to gest ważny symbolicznie: przyznanie, że rozwój tych narzędzi nie może być traktowany jako politycznie neutralny. Problem w tym, że zobowiązania pozostały dobrowolne.
Rok później Brennan Center for Justice sprawdził, jak firmy dotrzymały słowa. Wyniki nie są budujące. Żadna firma nie zrealizowała swoich zobowiązań w pełni, mniej niż połowa dostarczyła obiecany raport z postępów, a te które to zrobiły, ograniczyły się do ogólników.
Szymik w rozmowie z WNP przyznaje jednak, że coś drgnęło. Przy okazji amerykańskich wyborów uzupełniających duże podmioty, takie jak OpenAI, Anthropic czy Google, zaczęły publikować polityki dotyczące przejrzystości treści wyborczych. Sprawdzają, czy modele podają precyzyjne informacje o terminie wyborów i czy odpowiedzi nie mają zbyt silnego przechyłu politycznego. To pierwszy raz, kiedy te firmy w ogóle uznały, że modele mogą wpływać na to, jak ludzie głosują.
Raport zwraca też uwagę na zagrożenie mniej oczywiste niż dezinformacja tworzona celowo. W Europie pojawiły się już analizy pokazujące, że rosyjskie działania dezinformacyjne obejmują techniki zatruwania modeli treściami prorosyjskimi wprowadzanymi do danych treningowych. To problem strukturalny, którego zwykłe etykietowanie treści nie rozwiąże.
Halucynacje i deepfake’i, których nikt nie wygenerował ręcznie
Autorzy raportu przywołują serię incydentów z ostatnich lat, które pokazują, że zagrożenie ma wiele twarzy. Podczas wyborów na Słowacji w 2023 roku, dwa dni przed głosowaniem, w sieci krążyło syntetyczne nagranie audio, na którym opozycyjny polityk rzekomo rozmawiał o kupowaniu głosów. Nagranie pojawiło się w okresie ciszy wyborczej, kiedy nie obowiązywały żadne specjalne zabezpieczenia.
W Rumunii pierwsza tura wyborów prezydenckich z 2024 roku została unieważniona po skoordynowanej manipulacji informacyjnej, w tym gwałtownym wzmacnianiu treści na TikToku. W Stanach Zjednoczonych w styczniu 2024 roku syntetyczny robocall podszywający się pod prezydenta Bidena zniechęcał wyborców do udziału w prawyborach w New Hampshire. Niezależna analiza powiązała ten klon głosu z technologią firmy ElevenLabs.
Nie brakuje też przykładów bliższych geograficznie i tematycznie. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w sieci krążyły tysiące deepfake’owych postów pokazujących Ursulę von der Leyen czy nawet Stalina tańczących na grobie Unii Europejskiej. Szymik podkreśla w rozmowie z WNP, że żaden pojedynczy obywatel nie byłby w stanie wygenerować takiej liczby treści.
Z podobną falą materiałów będziemy się mierzyć przy nadchodzących polskich wyborach. Sztaby wyborcze prawdopodobnie sięgną po chatboty zachęcające do głosowania. Można się też spodziewać influencerek i influencerów w pełni wygenerowanych przez AI, nie zawsze odpowiednio oznaczonych, a nawet jeśli oznaczonych, to z pytaniem otwartym, czy wyborcy w ogóle zwrócą uwagę na taką etykietę.
Ten raport dobrze pokazuje, dlaczego regulacja AI w kontekście wyborów nie może być traktowana jako abstrakcyjny problem prawny gdzieś w Brukseli. To temat, który dotknie każdej kampanii w Polsce już za rok. Zwraca uwagę zwłaszcza jedna rzecz: skala incydentów opisanych w raporcie nie dotyczy egzotycznych demokracji. Słowacja, Rumunia, Stany Zjednoczone to kraje o rozwiniętej infrastrukturze medialnej i sprawnych instytucjach, a mimo to nie zdążyły zareagować na czas.
Z drugiej strony trzeba zachować proporcje. Nie każdy chatbot, który plecie bzdury o dacie wyborów, jest zagrożeniem dla demokracji, a nadmierna panika wokół AI może posłużyć do uzasadniania regulacji, które ograniczą wolność słowa bardziej niż realne ryzyko dezinformacji. Polska ma teraz rzadką okazję: może zbudować przepisy zanim, a nie po, pierwszym poważnym incydencie wyborczym z użyciem AI. Pytanie, czy z niej skorzysta.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Grok i polska polityka
Rozmowa z Szymikiem dotyka też przypadku bliskiego polskim czytelnikom. Chatbot Grok, działający na platformie X, wielokrotnie udzielał kontrowersyjnych odpowiedzi na tematy od papieża po Donalda Tuska. Szymik przypomina wprost, że Grok deklarował, iż głosowałby na Konfederację.
To nie odosobniony przypadek. W lipcu 2025 roku Grok obraził szereg polskich polityków, w tym Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołownię i Andrzeja Dudę, używając wulgaryzmów. Wtedy ówczesny minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiedział, że Polska zgłosi sprawę do Komisji Europejskiej. Turecki sąd tego samego dnia zablokował dostęp do części treści Groka po tym, jak chatbot obraził prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana.
Szymik zaznacza, że nie podejrzewa głównych graczy rynku, takich jak OpenAI czy Anthropic, o celowe manipulowanie informacjami pod konkretną linię polityczną. Grok jest tu wyjątkiem potwierdzającym regułę, że nie każdy model traktuje neutralność polityczną jako priorytet.
Zasięgi napędzane polaryzacją
Ciekawym wątkiem rozmowy jest to, jak bardzo zmieniła się pozycja Konfederacji w mediach społecznościowych. Partia miała napięte relacje z platformami, aż do usunięcia jej konta z Facebooka przez Metę w 2022 roku. Dziś, jak mówi Szymik, Konfederacja jest liderem pod względem umiejętności budowania zasięgów, co potwierdzają comiesięczne raporty fundacji dotyczące zasięgów partii politycznych.
Kluczowym czynnikiem ma być polaryzujący język, który dobrze działa w algorytmach rekomendacyjnych mediów społecznościowych. Szymik wskazuje konkretne nazwiska napędzające ten trend: Ewa Zajączkowska-Hernik, której posty rozchodzą się wiralowo, a także Dominik Tarczyński i Patryk Jaki, regularnie obecni w rankingach zasięgów i zaangażowania.
Co to oznacza dla polskich firm i instytucji?
Dla polskich firm technologicznych, agencji reklamowych i sztabów wyborczych temat przestaje być teoretyczny. Kilka kwestii wymaga uwagi już teraz.
- Ustawa o reklamie politycznej. Senat skierował do Sejmu projekt ustawy wdrażającej unijne rozporządzenie o reklamie politycznej, które nakłada obowiązek oznaczania takiej reklamy i ujawniania, kto za nią stoi. Projekt pozwoli Państwowej Komisji Wyborczej nakładać kary sięgające 6 procent globalnego rocznego obrotu na dostawców reklamy internetowej, w tym Metę, Google, TikToka i X.
- Ryzyko związane z terminem. Zasada mówi, że nowych przepisów regulujących kampanię nie wprowadza się na sześć miesięcy przed wyborami. Ustawa ma szansę zdążyć na styk, ale Sejm musiałby procedować ją bardzo sprawnie.
- Niewiadoma prezydencka. Andrzej Duda zawetował już wdrożenie aktu o usługach cyfrowych (DSA). Gdyby to samo spotkało ustawę o reklamie politycznej, legislator może nie zdążyć przed wyborami, choć samo unijne rozporządzenie w dużej mierze obowiązuje bezpośrednio.
- Rozproszenie kompetencji. Ustawa zobowiąże do egzekwowania przepisów aż pięć instytucji: PKW, UODO, Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, UKE oraz UOKiK. Szymik zwraca uwagę, że organy te obawiają się konkurencji kompetencyjnej, czyli sytuacji, w której nikt nie wie, kto za co dokładnie odpowiada.
- Ryzyko nadmiernej regulacji. Pod definicję reklamy politycznej mogą wpaść organizacje pozarządowe, grupy interesu czy podmioty promujące treści zdrowotne, co budzi obawy o skutki uboczne dla podmiotów niezwiązanych bezpośrednio z polityką.
Fundacja Szymika proponuje w swoim raporcie konkretne rozwiązania: obowiązkowe oznaczanie treści generowanych przez AI, audyty algorytmów rekomendacyjnych i zakaz deepfake’ów podszywających się pod kandydatów. Wzorem ma być Brazylia, gdzie sąd wyborczy od 2024 roku wydaje jasne wytyczne dotyczące interpretacji przepisów w kontekście AI i wyborów, oraz Korea Południowa, która zakazała wykorzystania deepfake’ów w kampaniach politycznych w ciągu 90 dni przed wyborami.
Ramy raportu: cztery etapy, w których AI dotyka wyborcy
Raport „Droga do karty wyborczej” proponuje model, w którym wpływ AI na wybory analizuje się na czterech etapach. Pierwszy to produkcja treści, czyli powstawanie tekstów, obrazów i nagrań, zanim trafią do obywatela. Drugi to interakcja, obejmująca sposób, w jaki chatboty i wyszukiwarki odpowiadają na pytania wyborców. Trzeci to komunikacja, czyli mechanizmy rekomendacyjne decydujące, co widzą użytkownicy platform. Czwarty to świadomy wybór, dotyczący bezpośredniego wykorzystania AI do mobilizowania lub manipulowania wyborcami.
Dla każdego etapu autorzy proponują konkretne standardy, od obowiązkowego oznaczania treści politycznych generowanych przez AI, przez wymogi dokładności dla modeli językowych odpowiadających na pytania wyborcze, po zakaz nieautoryzowanego syntetycznego podszywania się pod kandydatów. Wśród przykładów dobrych praktyk raport wymienia unijny AI Act i Digital Services Act, a także decyzję YouTube z maja 2026 roku o wprowadzeniu bardziej widocznego oznaczania fotorealistycznych treści generowanych przez AI, stosowanego automatycznie nawet wtedy, gdy twórca nie zgłosi tego sam.
Wybory jako test dla regulacji AI
To, co odróżnia wybory od innych obszarów, w których dyskutuje się o regulacji sztucznej inteligencji, to czas. Fałszywy komunikat, syntetyczny głos czy błąd chatbota może żyć zaledwie kilka godzin, ale to wystarczy, żeby ukształtować decyzję wyborczą. Korekta opublikowana po rozpoczęciu głosowania, albo po tym jak fałszywa informacja już wpłynęła na percepcję opinii publicznej, nie przywraca pierwotnych warunków uczciwości.
Właśnie dlatego autorzy raportu postulują odejście od reagowania wyłącznie na pojedyncze incydenty na rzecz budowania systemowej odporności: przejrzystości algorytmów rekomendacyjnych, obowiązkowych protokołów zgłaszania incydentów wyborczych i jasnych zasad dotyczących pochodzenia treści. Pytanie, czy polskie instytucje zdążą to wdrożyć przed 2027 rokiem, pozostaje otwarte.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym raportu CEE Digital Democracy Watch „The Road to the Ballot” z lipca 2026 roku, wywiadu WNP.pl z Jakubem Szymikiem z dnia 16 lipca 2026 roku oraz materiału TVN24 dotyczącego incydentu z chatbotem Grok. Wykorzystano też informacje agencji Reuters, portalu Press.pl oraz doniesienia Wirtualnemedia.pl. Cytaty Jakuba Szymika pochodzą z rozmowy przeprowadzonej przez Elżbietę Rutkowską dla WNP.pl. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę rozwoju prac legislacyjnych nad ustawą o reklamie politycznej.
