Altman, Amodei, Hassabis, Suleyman. Cztery nazwiska, które razem na jednym dokumencie to już samo w sobie wiadomość. A treść tego dokumentu jest niepokojąca. Szefowie największych laboratoriów AI w Stanach Zjednoczonych (i nie tylko) podpisali wspólny list do Kongresu USA, w którym wzywają do wprowadzenia obowiązkowych przepisów regulujących sprzedaż syntetycznego DNA i RNA. Powód? Obawy, że postęp sztucznej inteligencji może poważnie obniżyć poprzeczkę dostępu do wiedzy potrzebnej do stworzenia broni biologicznej.
Kluczowe fakty:
- Szefowie OpenAI, Anthropic, Google DeepMind i Microsoft AI podpisali wspólny list do Kongresu USA, wzywając do wprowadzenia obowiązkowych przepisów regulujących sprzedaż syntetycznego DNA i RNA.
- Sygnatariusze domagają się, by wszyscy dostawcy syntetycznego DNA i RNA działający na terenie USA byli zobowiązani do weryfikowania swoich klientów oraz zamawianych sekwencji genetycznych – obecnie część firm robi to dobrowolnie, a część wcale.
- W 2017 roku kanadyjscy naukowcy za 100 tysięcy dolarów odtworzyli z syntetycznego DNA zamówionego pocztą wygasły wirus koński ospowiec, co uwidoczniło realne ryzyko wykorzystania tej technologii do tworzenia niebezpiecznych patogenów.
Kto podpisał i czego żąda
List jest inicjatywą dwóch organizacji: bezpartyjnego Institute for Progress oraz prawicowego Foundation for American Innovation. Poza prezesami OpenAI, Anthropic, Google DeepMind i Microsoft AI, pod dokumentem podpisali się naukowcy, eksperci ds. bezpieczeństwa narodowego, a także przedstawiciele firm zajmujących się syntezą genów, takich jak Twist Bioscience i Ansa Biotechnologies.
Treść listu jest dostępna pod adresem screendna.org.
Sygnatariusze domagają się przepisów, które zobowiążą wszystkich dostawców syntetycznego DNA i RNA działających na terenie USA do weryfikowania swoich klientów i zamawianych sekwencji. Dziś część firm robi to dobrowolnie, część nie robi wcale.
Dlaczego akurat teraz
Synteza DNA to nie jest nowa technologia. Naukowiec Arthur Kornberg po raz pierwszy zsyntetyzował DNA w laboratorium jeszcze w latach 50. XX wieku. Od tamtej pory proces stał się zautomatyzowany, tańszy i dostępny dosłownie przez internet. Firmy produkują i sprzedają niestandardowe sekwencje genetyczne, które trafiają do laboratoriów badawczych, firm biotechnologicznych i uczelni na całym świecie.
Problem w tym, że nie wszystkie z nich sprawdzają, kto i co zamawia.
Alarm wybrzmiał głośno już w 2017 roku, gdy kanadyjscy naukowcy za zaledwie 100 tysięcy dolarów odtworzyli z zakupionego drogą pocztową syntetycznego DNA wygasły wirus horsepox, czyli koński ospowiec. Krytycy wtedy wskazywali wprost: ta sama metoda mogłaby posłużyć do zrekonstruowania wirusa ospy prawdziwej. Od tamtego czasu synteza genów stała się wielokrotnie tańsza.
I tu pojawia się AI.
Modele językowe jako podręcznik dla bioterrorysty?
To brzmi jak science fiction, ale laboratoria AI same biją na alarm. Anthropic w swojej ocenie Claude’a 3.7 Sonnet przyznało, że model „zapewnia lepsze porady w kluczowych krokach ścieżki uzbrajanienia i popełnia mniej błędów w krytycznych krokach” w porównaniu do wcześniejszych wersji. OpenAI poszło jeszcze dalej: w ocenie opublikowanej w lipcu 2025 roku zakwalifikowało swojego agenta o3 jako „wysoce zdolny” w zakresie biologii, co oznacza kategorię zarezerwowaną dla możliwości, które znacznie zwiększają istniejące ryzyko poważnej szkody.
Żeby było jasne: to nie są tezy krytyków z zewnątrz. To oceny własne tych samych firm, których szefowie podpisali ten list.
David Relman, mikrobiolog i ekspert ds. biosecurity ze Stanforda, który znalazł się wśród sygnatariuszy, powiedział wprost:
„AI tools enable a user to very quickly identify where to turn to order sequences that will not be subject to screening. If prompted appropriately, they can also tell you how to change the nature of your order, so that even those that are screening may be much less able to detect what it is you’re trying to make.” / „Narzędzia AI pozwalają użytkownikowi bardzo szybko zidentyfikować, do kogo zwrócić się z zamówieniem sekwencji, które nie będą podlegać weryfikacji. Odpowiednio sprowokowane mogą też podpowiadać, jak zmodyfikować zamówienie, żeby nawet systemy wykrywające miały duże trudności ze zrozumieniem, co próbujesz wyprodukować.”
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
To jest jeden z tych momentów, kiedy branża AI robi coś, co powinno być standardem od dawna: przyznaje na piśmie, że jej własne produkty mogą być niebezpieczne, i prosi o regulacje. Doceniam tę szczerość. Naprawdę.
Ale nie mogę nie zauważyć pewnej ironii: te same firmy, które dziś piszą do Kongresu o zagrożeniu bronią biologiczną, przez lata mówiły, że regulacje są przedwczesne, że rynek się sam ureguluje, że innowacja wymaga przestrzeni. A teraz, gdy ich własne modele osiągają poziom, który sami określają jako „wysokie ryzyko biologiczne”, nagle potrzebują wsparcia ustawodawcy.
Czy to cynizm, czy ewolucja myślenia? Może jedno i drugie. Ważne pytanie brzmi: czy Kongres w obecnym składzie i klimacie politycznym w ogóle jest w stanie uchwalić coś sensownego w tej materii? I czy weryfikacja zamówień DNA to wystarczający środek w momencie, gdy modele AI potrafią już doradzać, jak tę weryfikację obejść?
Co już istnieje i co proponuje się nowego
Dobrowolne standardy istnieją od lat. International Gene Synthesis Consortium powstało w 2009 roku właśnie po to, żeby wdrażać praktyki weryfikacji zamówień. Przepisy wprowadzone za administracji Bidena wymagały, aby naukowcy i firmy korzystające z federalnego finansowania zamawiały syntetyczne sekwencje genów od dostawców prowadzących weryfikację.
Teraz w Senacie toczy się praca nad czymś szerszym:
- Projekt ustawy Cottona i Klobuchar zobowiązywałby wszystkich dostawców syntezy genów działających w USA do weryfikowania zamówień i klientów pod kątem złych aktorów lub niebezpiecznych patogenów.
- W Kongresie procedowane są też H.R. 3029 dotyczący standardów weryfikacji NIST oraz Biosecurity Modernization and Innovation Act.
Problem w tym, że weryfikacja ma swoje granice. Badania opublikowane w zeszłym roku przez naukowców Microsoftu wykazały, że narzędzia do projektowania białek oparte na AI były w stanie generować potencjalnie niebezpieczne sekwencje genów, które omijały oprogramowanie weryfikacyjne stosowane przez firmy.
Screening to za mało
Geoff Ralston, były prezes Y Combinator i partner w Safe AI Fund, który też podpisał list, uważa, że laboratoria AI posiadające modele biologiczne powinny same weryfikować swoich użytkowników:
„It should be very difficult, if not impossible, to ask a model to help you do something imminently dangerous.” / „Powinno być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, żeby prosić model o pomoc w czymś bezpośrednio niebezpiecznym.”
Relman jest podobnego zdania, ale podkreśla, że to dopiero punkt wyjścia. „Skoro weryfikacja może w niektórych przypadkach zawodzić, musimy mieć inne punkty kontrolne. I tu właśnie firmy AI będą musiały stanąć na wysokości zadania.”
James Diggans z Twist Bioscience, jednej z firm już stosujących własne procedury bezpieczeństwa, ujął to prościej:
„If you have technology that is capable of synthesizing DNA, then you should ensure that it’s used responsibly.” / „Jeśli masz technologię zdolną do syntezy DNA, powinieneś zadbać o to, żeby była używana odpowiedzialnie.”
Cały przemysł AI w jednym liście
Niezależnie od oceny motywacji, sam fakt jest bezprecedensowy. Altman i Amodei, Hassabis i Suleyman, to zazwyczaj konkurenci, którzy rzadko mówią jednym głosem. Tym razem temat jest wystarczająco poważny, żeby odłożyć rywalizację na bok.
Analiza CSIS z sierpnia 2025 roku wprost stwierdziła, że oba laboratoria „zaktualizowały swoje oceny, wskazując na poważne i natychmiastowe ryzyka biologiczne” w porównaniu do ocen z 2024 roku. To nie są ostrzeżenia na wypadek odległej przyszłości. To opis rzeczywistości sprzed kilkunastu miesięcy, która od tamtej pory zdążyła się pogorszyć.
Pytanie, czy Kongres nadąży za tempem, w jakim te modele się rozwijają, pozostaje otwarte.
