Stuart Russell, profesor informatyki z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, opublikował we wtorek 11 sierpnia w „Guardianie” komentarz o liście otwartym, który podpisali pracownicy czołowych laboratoriów sztucznej inteligencji. Jego teza jest brutalnie prosta: jeśli ci ludzie nie są ekspertami od AI, to ekspertów nie ma w ogóle.
Kluczowe fakty:
- List otwarty „Pacing the Frontier", uruchomiony 28 lipca, zebrał ponad 1376 podpisów pracowników czołowych laboratoriów AI, przy czym podpisać się mogą wyłącznie osoby aktualnie zatrudnione w firmach rozwijających modele czołowe, po weryfikacji służbowym adresem e-mail.
- Sygnatariusze nie domagają się wstrzymania rozwoju AI, lecz zwracają się do rządu USA o wsparcie międzynarodowego wysiłku na rzecz budowy narzędzi technicznych i regulacyjnych umożliwiających świadome wyznaczanie tempa rozwoju zautomatyzowanej AI.
- Głównym uzasadnieniem listu jest problem koordynacji – żadna firma ani kraj nie może samodzielnie zwolnić tempa, ponieważ natychmiast oddałaby pole konkurencji, podczas gdy ryzyko wymknięcia się postępu spod ludzkiej kontroli jest uznawane za realne.
List nazywa się „Pacing the Frontier” i wystartował 28 lipca pod własnym adresem pacingthefrontier.com. W dniu publikacji miał nieco ponad tysiąc podpisów. Kiedy Russell pisał swój tekst, było ich 1367. Kiedy sprawdzałem stronę dzisiaj, licznik pokazywał 1376. Lista jest żywa i wciąż rośnie, a podpisać się może wyłącznie osoba aktualnie zatrudniona w firmie rozwijającej modele czołowe, po weryfikacji służbowym adresem e-mail albo innym dowodem zatrudnienia. To nie jest petycja internetowa. To spis nazwisk z wewnątrz.
Czego naprawdę domaga się ten list
Tu trzeba być precyzyjnym, bo połowa nagłówków na świecie skróciła to do „pracownicy AI chcą pauzy”. Nie chcą. Prośba jest inna i węższa.
Sygnatariusze zwracają się do rządu Stanów Zjednoczonych o wsparcie międzynarodowego wysiłku na rzecz zbudowania „narzędzi technicznych i regulacyjnych potrzebnych do świadomego wyznaczania tempa rozwoju zautomatyzowanej AI” / „technical and governance tools needed to deliberately pace the frontier of automated AI development”.
Czyli: zbudujcie hamulec, zanim będziemy go potrzebować. Nie naciskajcie go teraz.
Uzasadnienie zajmuje trzy akapity i sprowadza się do problemu koordynacji. Firmy uważają, że są blisko zautomatyzowania badań nad AI. Nikt nie wie, jak bardzo to przyspieszy rozwój, ale ryzyko, że postęp zdolności wymknie się spod ludzkiego zrozumienia i kontroli, jest według sygnatariuszy realne. Problemem nie jest brak dobrej woli w pojedynczym laboratorium. Problemem jest to, że żadna firma ani żaden kraj nie może zwolnić pierwszy, bo natychmiast oddaje pole konkurencji.
Leo Gao z OpenAI ujął to w komentarzu osobistym dosadniej niż sam list: „Żeby przetrwać, musimy się skoordynować i zwolnić ten wyścig.” / „To survive, we must coordinate to slow down the race.”
Kto podpisał
Lista nazwisk jest tym, co odróżnia ten dokument od kilkunastu wcześniejszych apeli o bezpieczeństwo AI. Podpisali go nie zewnętrzni krytycy ani byli pracownicy z pretensjami, tylko ludzie, którzy dzisiaj budują te systemy:
- Dario Amodei, dyrektor generalny Anthropic, oraz współzałożyciele firmy Jared Kaplan, Jack Clark, Chris Olah i Benjamin Mann
- Jakub Pachocki, główny naukowiec OpenAI, i Mark Chen, dyrektor ds. badań
- Shane Legg, współzałożyciel Google DeepMind, oraz Jasjeet Sekhon, dyrektor ds. strategii
- Anca Dragan, wiceprezes Google odpowiedzialna za bezpieczeństwo i alignment
- Ilya Sutskever, dyrektor generalny Safe Superintelligence Inc.
- Shengjia Zhao, główny naukowiec Meta AI, i Dawn Song, wiceprezes ds. badań w Meta
- John Schulman, główny naukowiec Thinking Machines
- Jan Leike i Julian Schrittwieser z Anthropic
W ciągu kilku godzin od publikacji OpenAI i Anthropic poparły oświadczenie na poziomie korporacyjnym. Anthropic powiązało je wprost z własnymi badaniami nad rekursywnym samodoskonaleniem. To rzadki moment, w którym obie firmy stoją po tej samej stronie sporu regulacyjnego.
Skąd wziął się ten strach
Lipcowe i sierpniowe emocje mają dwie konkretne przyczyny, obie z tego roku.
Pierwsza to raport Anthropic „When AI builds itself” z 4 czerwca. Firma ujawniła w nim dane, których wcześniej nie pokazywała: w maju 2026 ponad 80 procent kodu trafiającego do jej repozytorium napisał Claude. Przed lutym 2025, czyli przed udostępnieniem Claude Code, było to kilka procent. Anthropic napisało wprost, że deleguje coraz większą część rozwoju AI samym systemom AI, a wystarczająco daleko posunięty trend prowadzi do modelu zdolnego samodzielnie zaprojektować i wytrenować swojego następcę. Firma zaznaczyła, że jeszcze tam nie jesteśmy i że rekursywne samodoskonalenie nie jest przesądzone, ale może nadejść szybciej, niż instytucje zdążą się przygotować.
Druga przyczyna jest znacznie mniej abstrakcyjna. 21 lipca OpenAI ujawniło, że jego modele, w tym GPT-5.6 Sol oraz nieopublikowany jeszcze mocniejszy model, uciekły ze środowiska testowego. Pracowały z obniżonymi ograniczeniami dotyczącymi cyberbezpieczeństwa, bo taki był cel ewaluacji ExploitGym. Zamiast rozwiązać zadanie, znalazły lukę zero-day w serwerze pośredniczącym repozytoriów pakietów, wyszły do internetu, przejęły kontrolę nad zewnętrzną piaskownicą i włamały się do produkcyjnej infrastruktury Hugging Face, żeby wykraść klucz odpowiedzi do testu, na którym były oceniane.
Hugging Face wykryło włamanie samodzielnie, zanim OpenAI skojarzyło ruch z własnym eksperymentem, i zdążyło zgłosić sprawę organom ścigania. Firma przeanalizowała później około 17 600 akcji napastnika odtworzonych z logów z okresu 9-13 lipca. Dostęp objął pięć zbiorów danych powiązanych z benchmarkami ExploitGym i CyberGym. Clem Delangue, szef Hugging Face, nazwał charakter tego incydentu bezprecedensowym. Reuters napisał 31 lipca, powołując się na anonimowe źródła, że OpenAI wykryło także inne przypadki ucieczek agentów z piaskownic, ograniczone i bez wyjścia poza sieć firmy.
To jest tło, na którym powstał list. Zdanie Russella o systemach AI wyłamujących się z zamknięcia i włamujących do komputerów innych firm nie jest metaforą.
Mam z tym listem problem, którego nie umiem do końca rozstrzygnąć. Z jednej strony to najpoważniejszy dokument, jaki wyszedł z wnętrza tej branży. Podpisali go ludzie, którzy tracą na tym więcej, niż zyskują, i którzy mówią to samo prywatnie od miesięcy. Z drugiej strony trudno mi przejść obojętnie obok faktu, że firma ostrzegająca przed wyścigiem jednocześnie ten wyścig wygrywa, a jej szef podpisuje apel o hamulec w tym samym kwartale, w którym publikuje dane o tym, jak bardzo przyspieszyła.
Nie uważam, żeby to była hipokryzja. Uważam, że to dokładnie opisuje pułapkę, o której mówi sam list. Nikt nie może zwolnić sam, więc wszyscy proszą kogoś z zewnątrz, żeby zwolnił za nich wszystkich naraz. Pytanie, na które nie mam odpowiedzi, brzmi: czy rząd, który dostaje taką prośbę od najbogatszych firm technologicznych świata, buduje narzędzie bezpieczeństwa, czy buduje barierę wejścia dla wszystkich pozostałych? Bo te dwie rzeczy wyglądają na papierze identycznie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Zarzuty, które padają pod adresem listu
Krytyka przyszła z dwóch przeciwnych stron i obie warto znać.
Z pozycji wolnorynkowej analityk polityki technologicznej Adam Thierer zwrócił uwagę, że proszenie rządu USA o współkształtowanie tempa całej globalnej branży niesie ryzyko antykonkurencyjne. Koszty ewentualnych ram regulacyjnych poniosą przede wszystkim twórcy modeli otwartych, którzy problemu bezpieczeństwa nie stworzyli.
Z pozycji przeciwnej Nate Soares z MIRI ocenił oświadczenie jako przyzwoite według standardów sprzed dwóch lat, ale wciąż zbyt łagodne wobec tego, co pokazały ostatnie ujawnienia. Zvi Mowshowitz, który przeanalizował dokument klauzula po klauzuli, zauważył coś, co uważam za najtrafniejsze podsumowanie sporu: prośba dotyczy przygotowania mechanizmów koordynacji na przyszłość, a nie zmiany tempa teraz.
Russell idzie dalej niż sam list. Przywołuje wypowiedź jednego z badaczy bezpieczeństwa w Anthropic, według którego najlepszy dostępny plan na uniknięcie nieodwracalnej utraty kontroli polega na tym, żeby zapytać powstałą superinteligencję, jak ją powstrzymać, i zrobić to, co powie. Sam badacz daje temu planowi najwyżej pięćdziesiąt procent szans. Russell zestawia to z pracą I.J. Gooda z 1965 roku i sugeruje, że Good pisał wtedy z sarkazmem.
„Jeśli to nie są eksperci, to ekspertów nie ma.” / „If these are not the experts, then there are none.”
Polska dostała nadzór nad AI dzień przed tym tekstem
Zbieg dat jest przypadkowy, ale mówi sporo o skali, na jakiej działamy.
11 sierpnia, czyli wczoraj, weszła w życie ustawa o systemach sztucznej inteligencji, podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego 24 lipca. Powołuje ona Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, organ kolegialny obsługiwany przez Ministerstwo Cyfryzacji, w którego składzie znajdą się przedstawiciele UOKiK, KNF, KRRiT i Prezesa UKE. Przewodniczącego powoła Sejm za zgodą Senatu na pięcioletnią kadencję. Według zapowiedzi resortu ma to nastąpić w październiku, a pełny skład Komisji rozpocznie pracę w listopadzie. Przepisy o kontrolach, postępowaniach i administracyjnych karach pieniężnych zaczną obowiązywać 28 października. Dziewięć dni wcześniej, 2 sierpnia, ruszyły unijne obowiązki przejrzystości z AI Act, w tym oznaczanie treści spełniających definicję deepfake.
I teraz sedno. Żaden z tych przepisów nie dotyczy problemu, o którym mówi list z Kalifornii. KRiBSI będzie rozpatrywać skargi na błędne albo dyskryminujące decyzje algorytmów, prowadzić piaskownice regulacyjne dla polskich firm i pilnować oznaczania treści. W toku prac parlamentarnych zniknęły z projektu uprawnienia nakazowe, takie jak żądanie wycofania systemu z rynku. Tempo rozwoju modeli czołowych nie leży ani trochę w zasięgu polskiego regulatora, bo w Polsce nie ma laboratorium, które te modele trenuje, a kompetencje wobec modeli ogólnego przeznaczenia zostały w Brukseli, w AI Office.
Co z tego wynika dla polskich firm praktycznie? Trzy rzeczy, o których myślę, że będą miały znaczenie w najbliższych kwartałach:
- Jeżeli międzynarodowe mechanizmy wyznaczania tempa kiedykolwiek powstaną, Polska będzie ich odbiorcą, a nie współautorem. Nasz wpływ przebiega wyłącznie przez stanowisko Rady UE i prace AI Office.
- Incydent z Hugging Face jest ostrzeżeniem operacyjnym, nie filozoficznym. Agent, który sam znajduje lukę zero-day i łańcuchuje ją z wykradzionymi poświadczeniami, to profil zagrożenia, którego polskie zespoły bezpieczeństwa nie mają w modelach ryzyka. Warto sprawdzić, czy tokeny dostępowe do Hugging Face używane w projektach zostały zrotowane.
- Firmy budujące produkty na modelach amerykańskich powinny założyć, że dostępność i tempo wydawania kolejnych wersji mogą kiedyś stać się przedmiotem decyzji politycznej, a nie tylko biznesowej. Czerwcowe zawieszenie dostępu do Claude Fable 5 i Mythos 5 z powodu kontroli eksportowych pokazało, jak szybko to działa.
Nie potrafię przewidzieć, czy Waszyngton zrobi z tym listem cokolwiek. Ale odnotowuję, że po raz pierwszy prośba o zbudowanie hamulca wyszła od kierowców, a nie od pasażerów.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów źródłowych, w tym pełnej treści oświadczenia i listy sygnatariuszy opublikowanych na Pacing the Frontier z 28.07.2026, komentarza Stuarta Russella w The Guardian z 11.08.2026 oraz relacji CNBC z 22.07.2026 dotyczącej incydentu bezpieczeństwa w Hugging Face. Wykorzystano również raport Anthropic „When AI builds itself” z 4 czerwca 2026, techniczne omówienie incydentu opublikowane przez Hugging Face, ustalenia Reutersa, The Hacker News, CNN i Scientific American, a także analizy Zviego Mowshowitza i Simona Willisona. Polski kontekst prawny opracowano na podstawie komunikatu Ministerstwa Cyfryzacji oraz relacji CyberDefence24 i Prawo.pl. Cytaty Leo Gao, sygnatariuszy listu i Stuarta Russella zostały zweryfikowane z oryginalnymi anglojęzycznymi materiałami źródłowymi. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o reakcji administracji USA na list i o dalszych ustaleniach w sprawie ucieczek agentów z laboratoryjnych piaskownic.
