W całych Stanach Zjednoczonych trwa fala społecznego oporu wobec budowy centrów danych AI. Blokady, moratorium, demonstracje pod ratuszami. Ale w biednym hrabstwie Pike w południowym Ohio jest dokładnie odwrotnie. Tamtejsza społeczność wita projekt z otwartymi ramionami. A projekt jest absolutnie gigantyczny.
Kluczowe fakty:
- PORTS Technology Campus w Piketon (Ohio) to projekt o wartości 500 miliardów dolarów finansowany przez japoński SoftBank, który ma obejmować centrum danych AI o mocy 10 gigawatów oraz 18 małych reaktorów modułowych (SMR).
- Pierwsza faza inwestycji – centrum danych o mocy 800 MW – ma zostać uruchomiona jeszcze w 2026 roku, a pełna przepustowość całego kompleksu ma być osiągnięta do 2030 roku.
- Projekt ma wygenerować 35 000 miejsc pracy w trakcie budowy i 2500 stałych stanowisk, a SB Energy zobowiązała się do przekazania 40 milionów dolarów na rzecz lokalnych organizacji.
20 marca 2026 roku, na terenie byłej wojskowej instalacji uranowej w Piketon, odbyło się uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego pod coś, co może być największą budową w historii Stanów Zjednoczonych. Pod dużym namiotem, przy muzyce i światłach, pojawili się ministrowie z gabinetu Trumpa, przedstawiciele japońskiego SoftBanku oraz tłum lokalnych polityków i pracowników. Na ekranie wyświetlano animacje elektrowni i ogromnych hal serwerowych.
Skala projektu przeraża
Mówmy wprost o liczbach, bo są niewyobrażalne.
PORTS Technology Campus, bo taka jest oficjalna nazwa przedsięwzięcia, ma pomieścić centrum danych AI o mocy 10 gigawatów oraz do 10 gigawatów nowej generacji energii, w tym 9,2 GW z elektrowni gazowych. Do tego dochodzi 18 małych reaktorów modułowych (SMR), które mają zasilać całość. Łączna wartość inwestycji szacowana jest na 500 miliardów dolarów, co czyni ją największym pojedynczym projektem budowlanym w historii USA.
Finansuje to SoftBank. Pierwsza faza, centrum danych o mocy 800 MW, ma ruszyć jeszcze w 2026 roku, a pełna przepustowość ma być osiągnięta do 2030 roku. Budowa ma wygenerować 35 000 miejsc pracy i 2500 stanowisk stałych. SB Energy, spółka zależna SoftBanku, zobowiązała się też do wpłacenia 40 milionów dolarów na rzecz lokalnych organizacji.
Sekretarz energii USA Chris Wright nie owijał w bawełnę: „Ta instalacja, która zostanie tu zbudowana, będzie największą w historii świata” / „This facility that’s going to be built here is bigger than any facility ever built in world history.”
Dlaczego akurat tam?
To nie jest przypadkowy wybór miejsca. Teren po Portsmouth Gaseous Diffusion Plant przez dziesięciolecia był jedną z kluczowych instalacji zimnowojennego arsenału nuklearnego USA. Wzbogacano tu uran do broni atomowych i okrętów podwodnych. Zakład, zbudowany w latach 50., zajmuje 640 akrów z łącznych 3775 akrów działki.
Infrastruktura, którą zostawił po sobie ten kolos, to właśnie to, czego szuka każdy deweloper centrów danych. Steve Shepherd, dyrektor wykonawczy SODI (organizacji odpowiedzialnej za rewitalizację terenu), tłumaczy, że stary zakład zużywał od 30 000 do 40 000 galonów wody dziennie. Tyle samo co nowe centrum danych. Sieć elektryczna zbudowana dla instalacji uranowej obsługiwała trzy procent krajowego zużycia energii elektrycznej. Tyle samo co Nowy Jork.
„Marzymy na dużą skalę, ale nie wiem, czy ktokolwiek mógł marzyć aż tak dużo” – przyznał Shepherd.
16 czerwca 2026 roku projekt uzyskał status FAST-41, czyli objęcie przyspieszoną ścieżką federalnych pozwoleń środowiskowych. To pierwsza taka inwestycja z sektora zaawansowanych systemów komputerowych w historii tego programu.
Reszta Ameryki protestuje
Zanim przejdę do tego, dlaczego Pike County jest wyjątkiem, kilka słów o regule.
Grupy aktywistów zdołały zablokować lub opóźnić projekty centrów danych o szacunkowej wartości 64 miliardów dolarów w ciągu ostatnich dwóch lat w USA. Według raportu Data Center Watch 18 miliardów dolarów zostało całkowicie zablokowanych, a kolejne 46 miliardów napotyka na poważne opóźnienia. Tylko w stanie Wirginia działa 42 grupy aktywistów, w tym koalicja skupiająca organizacje ekologiczne, stowarzyszenia właścicieli nieruchomości i grupy ochrony przyrody.
Według sondażu Gallup z początku 2026 roku aż 71 procent Amerykanów sprzeciwia się budowie centrów danych w swoim sąsiedztwie. To o 18 punktów procentowych więcej niż opór wobec reaktorów jądrowych. Centra danych okazały się bardziej znienawidzone niż elektrownie atomowe. To jest absurdalny wynik, ale mówi coś ważnego o tym, jak bardzo zwykli ludzie czują się ignorowani przy tego typu decyzjach.
Do maja 2026 roku co najmniej 69 jednostek samorządowych wprowadziło moratorium lub zakazy budowy nowych centrów danych. Seattle, siedziba Microsoftu i Amazona, wstrzymało nowe projekty na rok.
Patrzę na Pike County i widzę coś, o czym branża AI woli nie mówić głośno: akceptacja społeczna nie jest dana z góry, trzeba ją zapracować. I najczęściej robi się to nie przez PR, ale przez realne korzyści dla konkretnych ludzi. Hrabstwo Pike należy do trzech najbiedniejszych w stanie Ohio. Gdy ktoś przynosi 35 000 miejsc pracy do regionu, gdzie ich nie ma, trudno się dziwić, że spotyka się z entuzjazmem. Ale czy to oznacza, że model się sprawdzi wszędzie? Nie sądzę. Bo są też pytania bez odpowiedzi: co z radioaktywnym dziedzictwem terenu? Kto odpowie za domostwa skażone uranem? Czy elektrownie gazowe nie są krokiem wstecz w klimatycznej rachunkowości? I czy SoftBank rzeczywiście wypłaci te 500 miliardów, skoro jego obietnice inwestycyjne w USA bywały w przeszłości… optymistyczne? To jest model godny uwagi, ale nie model do ślepego kopiowania.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Skażona ziemia jako atut
Jest jeszcze jeden wątek tej historii, który jest i poruszający, i niepokoją cy jednocześnie.
Jennifer Chandler, szefowa lokalnej Rady Rządów Scioto Valley-Piketon, od lat zmaga się z radioaktywnym dziedzictwem starego zakładu. Domy w okolicy są skażone uranem w stopniu przekraczającym bezpieczne normy dla rodzin. Rząd federalny przeznacza od 14 do 18 miliardów dolarów na dekontaminację i rozbiórkę starej instalacji.
I tu pojawia się nieoczekiwany zbieg okoliczności: spośród kilkudziesięciu skażonych nieruchomości mieszkalnych, które nie nadają się do zamieszkania przez ludzi, tuzin został już wykupiony pod poszerzenie kampusu technologicznego. Ziemia zbyt skażona dla rodziny jest wystarczająco bezpieczna pod przemysłowe centrum danych, bo pracownicy spędzają tam znacznie mniej czasu niż mieszkańcy.
„Ta ziemia będzie teraz odpowiednia do zastosowań przemysłowych” – skomentowała Chandler.
Darwin Pettit, farmer z jednego z najbardziej skażonych terenów, ma mniej optymistyczny pogląd: „To jest najbardziej skażone miejsce w okolicy. I nikomu na tym nie zależy.”
Obie perspektywy są prawdziwe. To nie jest prosta historia sukcesu.
Model na przyszłość?
- Brownfield zamiast greenfield: budowa na terenie zdegradowanym przemysłowo omija większość konfliktów związanych z zagospodarowaniem przestrzennym
- Istniejąca infrastruktura: sieć elektryczna i wodno-kanalizacyjna po starej instalacji rządowej to wielomiliardowy prezent dla inwestora
- Ekonomia regionalna: regiony biedne mają zupełnie inną kalkulację kosztów i korzyści niż zamożne przedmieścia Wirginii
- Własność federalna: grunt należy do Departamentu Energii, co usuwa wiele barier prawnych
Shepherd nazywa to „modelem dla całego kraju”. I pewnie ma rację w sensie technicznym. Ale takich byłych instalacji zimnowojennych, z gotową infrastrukturą i społecznością spragnioną miejsc pracy, jest w USA skończona liczba.
Pytanie, które naprawdę się liczy: co zrobimy, gdy skończy się lista łatwych lokalizacji?
