W maju szef Barnes & Noble wywołał burzę jednym zdaniem. James Daunt, człowiek który uratował największą sieć księgarń w Stanach, powiedział w programie Today, że nie ma problemu ze sprzedażą książek napisanych przez AI, pod warunkiem że będą odpowiednio oznaczone. Internet eksplodował. Autorzy poczuli się zdradzeni. Czytelnicy wyszli z siebie.
Kluczowe fakty:
- W 2025 roku w Stanach Zjednoczonych opublikowano ponad 4 miliony tytułów książek – o 32,5% więcej niż rok wcześniej, przy czym liczba tytułów self-publishingowych wzrosła aż o 38,7%, do ponad 3,5 miliona.
- James Daunt, szef Barnes & Noble, wywołał kontrowersje, stwierdzając w programie Today, że nie ma problemu ze sprzedażą książek napisanych przez AI, po czym wydał oświadczenie, że sieć nie sprzedaje i nie zamierza sprzedawać takich tytułów.
- Kategorie dominujące w self-publishingu – beletrystyka, literatura dziecięca, poradniki podróżnicze i gry – to jednocześnie dziedziny, w których generatywna AI sprawdza się najlepiej, co wskazuje na automatyzację jako główny czynnik wzrostu liczby publikacji.
Daunt ostatecznie cofnął się o krok i doprecyzował swoje stanowisko. W oświadczeniu wydanym kilka dni po wywiadzie napisał, że Barnes & Noble „nie sprzedaje i nie zamierza sprzedawać książek tworzonych przez AI” i że sieć aktywnie stara się wykluczać takie tytuły ze swojego katalogu online. Ale gafa już zrobiła swoje. Dyskusja, którą wywołał, ujawniła coś, o czym branża wydawnicza wolałaby nie mówić głośno.
Cztery miliony książek rocznie. Skąd się wzięły?
Według danych Bowkera, w 2025 roku w Stanach Zjednoczonych opublikowano ponad cztery miliony tytułów, czyli o 32,5 procent więcej niż rok wcześniej. Brzmi jak rozkwit czytelnictwa. Tylko że to nie jest rozkwit czytelnictwa.
Liczba tytułów wydanych tradycyjnymi metodami wzrosła o 6,6 procent, do 642 tysięcy. Tymczasem liczba tytułów self-publishingowych skoczyła o 38,7 procent, do ponad 3,5 miliona. To się nie dzieje dlatego, że nagle miliony ludzi postanowiły zostać pisarzami. W 2024 roku ta liczba nawet spadła. Rok później skacze o prawie 39 procent. To nie jest organiczny wzrost. To automatyzacja, która weszła do branży bez pukania.
Kategorie dominujące w self-publishingu to beletrystyka, literatura dziecięca, gry i rozrywka, poradniki podróżnicze. Dokładnie te dziedziny, w których generatywna AI sprawdza się najlepiej. Przewodnik po Lizbonie, książka dla dzieci o przyjaźni, zbiór zagadek, fantasy z smokiem na okładce i czterema sequelami wydanymi przed końcem tygodnia.
Keith Riegert, prezes The Stable Book Group i dyrektor generalny wydawnictw Ulysses Press oraz VeloPress Books, obserwuje to z pierwszej linii. Jego ocena jest bezlitosna.
„It is a very clear signal, and should be a clear signal to every industry, that this is a monumental threat to the way that people make a living and to just about every white-collar job.” / „To jest bardzo wyraźny sygnał, i powinien być wyraźnym sygnałem dla każdej branży, że to monumentalne zagrożenie dla sposobu, w jaki ludzie zarabiają na życie, i praktycznie dla każdej pracy umysłowej.”
Gen Z i bunt analogowy
Obserwuję ten trend od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć szczerze: ta historia ma dwa oblicza. Z jednej strony widzę, że nasycenie rynku treściami generowanymi przez AI napędza autentyczny głód czegoś prawdziwego. To dobra wiadomość dla autorów, wydawców, dla nas w mediach. Z drugiej, te same dane mówią, że rynek książki topnieje pod ciężarem contentu, którego nikt nie zamawiał i który nikt nie recenzował. Kto ma go przesiać? Jakie narzędzia mają czytelnicy, żeby odróżnić książkę napisaną przez człowieka od produktu wypuszczonego przez skrypt? I czy Barnes & Noble, pytając „co chce klient”, nie oddaje odpowiedzialności tam, gdzie jej nie ma?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Riegert prowadzi zajęcia na kierunku wydawniczym NYU i regularnie bada nastroje studentów. Wyniki go zaskakują. Tylko jedna trzecia korzysta z AI na co dzień. Pozostałe dwie trzecie aktywnie odmawia.
„This is a digital native generation that has grown up with iPads and cell phones and computers, and they are actively rebelling against a lot of that.” / „To pokolenie, które dorastało z iPadami, telefonami i komputerami, i aktywnie buntuje się przeciwko wielu z tych rzeczy.”
Ten bunt widać też poza salą wykładową. Riegert przywołuje powrót płyt winylowych jako dowód na renesans przedmiotów analogowych. Jeden z jego studentów przyznał, że przynosi książkę do barów, bo scrollowanie telefonu sprawia, że czuje się głupio, a powieść czyni go „bardziej przystępnym i ciekawym rozmówcą”.
„A book or a vinyl record is now a luxury object because it is a symbol that you have the time to not be on a screen.” / „Książka czy płyta winylowa to teraz przedmiot luksusowy, bo jest symbolem tego, że masz czas, żeby nie siedzieć przed ekranem.”
To zdanie warte zapamiętania. Czas wolny od ekranu jako dobro ekskluzywne.
Paradoks: AI niszczy i ratuje jednocześnie
Riegert wskazuje na pewien ironiczny mechanizm. Zalew tanich, generowanych treści nie tylko psuje rynek, ale może go też, paradoksalnie, ocalić. Przynajmniej w części.
W jego własnych danych marketingowych widać to wyraźnie:
- Dopracowane, „zbyt profesjonalne” zwiastuny książek przestają działać
- Drżące nagranie na iPhonie, w którym autor mówi wprost do kamery, bije je na głowę
- Odręczna rekomendacja pracownika księgarni ma więcej wagi niż dziesięć tysięcy pięciogwiazdkowych opinii na Amazonie
„If the video is too good, it is actually a detriment to the performance.” / „Jeśli nagranie jest zbyt dobre, działa to na niekorzyść.”
Czytelnicy zaczęli rozpoznawać gładkość jako sygnał ostrzegawczy. Perfekcja budzi nieufność.
Kto będzie stać na bramie?
Authors Guild rozszerzył swój program certyfikacji dla tytułów pisanych przez ludzi, otwierając go dla wszystkich autorów publikujących w Stanach, nie tylko członków stowarzyszenia. Cel jest prosty: dać pisarzom i wydawcom narzędzie do sygnalizowania, że tekst powstał bez udziału maszyny.
Riegert sądzi, że branża zmierza w kierunku, który zna z historii. Rola redaktorów, krytyków i selekcjonerów ma szansę wrócić. Nie dlatego, że ktoś tak zaplanował, ale dlatego, że bez nich nikt nie da rady poruszać się po rynku z czterema milionami tytułów rocznie.
„At the end of the day, the most valuable thing that you have, and the thing that all of us media organizations are competing for, is your time.” / „Ostatecznie najcenniejszą rzeczą, jaką posiadasz, i o którą walczą wszystkie organizacje medialne, jest twój czas.”
Daunt twierdzi, że Barnes & Noble aktywnie stara się wykluczać tytuły generowane przez AI z katalogu i nigdy świadomie ich nie zamawia do sklepów stacjonarnych. Może rynek sam rozwiąże problem, zanim zdążą rozwiązać go regulatorzy. A może cztery miliony tytułów rocznie to dopiero rozgrzewka.
