OpenAI i Google potwierdziły Financial Times, że dostarczają zaawansowane usługi AI singapurskim spółkom zależnym Alibaby, Baidu i Tencentu, choć macierzyste koncerny figurują na amerykańskiej liście firm powiązanych z chińską armią. Sprzedaż jest w pełni legalna i właśnie to najbardziej niepokoi krytyków systemu kontroli eksportu.
Kluczowe fakty:
- OpenAI i Google dostarczają zaawansowane usługi AI singapurskim spółkom zależnym Alibaby, Baidu i Tencentu, mimo że ich chińskie spółki matki figurują na liście Departamentu Obrony USA jako podmioty podejrzewane o powiązania z Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą (lista 1260H).
- Sprzedaż jest w pełni legalna, ponieważ restrykcje eksportowe opierają się na nazwie podmiotu i lokalizacji geograficznej – Singapur, w odróżnieniu od Chin kontynentalnych, nie jest objęty blokadą dostępu do zaawansowanych modeli AI.
- OpenAI zadeklarowało, że blokuje bezpośredni dostęp do swoich modeli z terytorium Chin, jednak dopuszcza korzystanie z nich przez firmy z chińskim kapitałem w krajach, gdzie możliwe jest egzekwowanie zabezpieczeń i monitorowanie ewentualnej destylacji modeli.
Sprawę opisał w piątek Financial Times, powołując się na potwierdzenia obu firm. Chodzi o dostęp do modeli przez podmioty zarejestrowane w Singapurze, formalnie odrębne od chińskich spółek matek notowanych w Hongkongu czy Nowym Jorku. Na papierze to zupełnie inne byty prawne. W praktyce należą do tych samych grup kapitałowych.
Co dokładnie ujawnił Financial Times
Alibaba, Baidu i Tencent od czerwca 2026 roku znajdują się na liście 1260H, prowadzonej przez Departament Obrony USA, która wymienia firmy podejrzewane o powiązania z Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą. Trafienie na tę listę nie oznacza jednak automatycznego zakazu korzystania z amerykańskiego oprogramowania AI. Restrykcje eksportowe koncentrują się na dwóch kryteriach: nazwie podmiotu i lokalizacji geograficznej. Chiny kontynentalne są objęte blokadą dostępu do wybranych najbardziej zaawansowanych modeli, w tym GPT-5.6 od OpenAI. Singapur nie jest.
Efekt jest prosty do przewidzenia. Chińska firma z czarnej listy zakłada spółkę zależną w Singapurze i ta spółka, formalnie singapurska, podpisuje umowę z amerykańskim dostawcą AI.
OpenAI przekazało FT, że blokuje bezpośredni dostęp do swoich modeli z terytorium Chin, ale pozwala niektórym firmom z chińskim kapitałem lub siedzibą korzystać z narzędzi w krajach, gdzie da się egzekwować zabezpieczenia i monitorować ewentualną destylację, czyli wykorzystywanie wyników jednego modelu do trenowania konkurencyjnego systemu. Firma dodała, że narodowość sama w sobie nie powinna decydować o dostępie.
Nie był to jednak stosunek całkowicie bezkrytyczny. W czerwcu OpenAI zawiesiło dostęp do API części użytkowników powiązanych z Alibabą po wykryciu podejrzeń o destylację, a sprawę zgłosiło władzom amerykańskim.
Google potwierdziło dostępność swoich usług AI w Singapurze i Hongkongu, zastrzegając w regulaminie zakaz destylacji. Firma przyznała jednocześnie, że same ograniczenia geograficzne nie wystarczą, bo zdeterminowani użytkownicy potrafią je obejść.
Ta sprawa pokazuje coś, co powtarzam od miesięcy: kontrola eksportu AI budowana wokół chipów i lokalizacji geograficznej to system z dziurawym dnem. Można zablokować sprzedaż procesora, bo to fizyczny przedmiot przekraczający granicę. Dużo trudniej zablokować dostęp do API, kiedy wystarczy założyć spółkę w przyjaznej jurysdykcji i podpiąć kartę firmową. OpenAI ma rację, że sama narodowość nie powinna automatycznie przekreślać dostępu, bo to prowadziłoby do absurdów. Ale odpowiedź OpenAI i Google, że monitorujemy i reagujemy po fakcie, to gaszenie pożaru wiadrem. Zanim ktokolwiek wykryje destylację, dane już wypłynęły. Ciekawe jest zestawienie z podejściem Anthropic, które od razu blokuje chińskie firmy i ich zagraniczne spółki zależne bez wyjątków. To skrajnie ostrożne podejście kosztuje przychody, ale eliminuje pytanie, czy ktoś obszedł zabezpieczenia. Pytanie, na które nikt jeszcze nie odpowiedział: czy Waszyngton rzeczywiście chce zamknąć tę lukę, czy wygodniej jest zostawić ją otwartą i udawać zaskoczenie za każdym razem, gdy dziennikarze ją opisują.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Anthropic gra w innej lidze
Financial Times zwraca uwagę, że Anthropic wybrało zupełnie inną strategię niż konkurenci. Firma zakazuje dostępu do swoich zaawansowanych modeli chińskim firmom oraz kontrolowanym przez nie zagranicznym podmiotom, bez wyjątków związanych z lokalizacją spółki zależnej. W liście do Kongresu Anthropic zarzuciło Alibabie wykorzystanie 25 tysięcy fałszywych kont do wygenerowania ponad 28,8 miliona interakcji z modelem Claude z naruszeniem regulaminu. Alibaba nie odniosła się publicznie do tych zarzutów, choć wcześniej kwestionowała swoje umieszczenie na liście 1260H.
Chris McGuire, ekspert do spraw technologii i bezpieczeństwa w Council on Foreign Relations i były urzędnik administracji Bidena, ocenił sytuację bez ogródek. Powiedział Financial Times, że administracja nieustannie mówi o potrzebie wyprzedzenia Chin w wyścigu AI, ale nie zrobiła nic w kwestii kontroli eksportu, czyli realnego narzędzia pozwalającego spowolnić chińskie postępy.
„Administracja mówi, że musimy pokonać Chiny w AI, ale problem w tym, że nic nie zrobiła w kwestii kontroli eksportu, czyli realnego narzędzia, jakie mamy, by spowolnić Chiny” / „The administration says we need to beat China on AI all the time, but the problem is they haven’t done anything on export control, which is the actual tool we have to slow China down” — powiedział McGuire.
Dlaczego to coś więcej niż spór o jedną lukę prawną
Sprawa dotyczy szerszego mechanizmu, który obserwuję od dawna w kontekście kontroli eksportu technologii. Przez lata Waszyngton koncentrował się na fizycznym sprzęcie, czyli procesorach H100 czy B200 od Nvidii, których sprzedaż do Chin jest ściśle regulowana. Model AI dostępny przez API nie przekracza żadnej granicy w sensie fizycznym. To strumień danych płynący do konta, które może zostać zarejestrowane w dowolnej jurysdykcji.
Kilka faktów pokazuje skalę problemu:
- Lista 1260H obejmuje obecnie Alibabę, Baidu i Tencent jako podmioty z rzekomymi powiązaniami z chińską armią.
- Restrykcje USA blokują bezpośredni dostęp z Chin kontynentalnych do wybranych modeli najwyższej klasy, w tym GPT-5.6 od OpenAI oraz Mythos i Fable od Anthropic.
- Nie istnieje jednak całościowy zakaz korzystania z zaawansowanego oprogramowania AI przez chińskie firmy działające poza granicami Chin, nawet jeśli figurują na czarnej liście.
- Singapur i Hongkong pozostają legalnymi punktami dostępu dla spółek zależnych chińskich gigantów technologicznych.
Rynek chipów AI pokazał już, jak trudno domknąć system kontroli eksportu bez luk. Ograniczenia sprzedaży procesorów Nvidii do Chin doprowadziły do powstania czarnego rynku z zawyżonymi cenami, ale nie zatrzymały chińskiego zapotrzebowania na moc obliczeniową. Ten sam mechanizm teraz przenosi się na warstwę oprogramowania: skoro trudno kupić sprzęt do trenowania modelu od zera, wystarczy wynająć dostęp do inferencji modelu, który już został wytrenowany na zablokowanym sprzęcie.
Co to oznacza dla polskich firm
Dla polskich przedsiębiorców korzystających z komercyjnych API modeli językowych ta sprawa ma konkretne znaczenie praktyczne, choć innego rodzaju niż w USA. Polskie prawo sankcyjne traktuje naruszenia restrykcji eksportowych bardzo poważnie. Organy celno-skarbowe mogą nałożyć na przedsiębiorstwo karę od 500 tysięcy do 20 milionów złotych, a odpowiedzialność karna osób decyzyjnych, w tym członków zarządu, sięga od 3 do 30 lat pozbawienia wolności w przypadku najpoważniejszych naruszeń.
Kluczowy mechanizm, który opisuje ta sprawa z FT, to właśnie badanie beneficjenta rzeczywistego kontrahenta. Polska firma technologiczna, która podpisuje umowę z zagranicznym dostawcą oprogramowania lub sama sprzedaje rozwiązania AI klientom spoza UE, powinna sprawdzać nie tylko formalną siedzibę kontrahenta, ale i strukturę własnościową stojącą za nim. Podmiot zarejestrowany w bezpiecznej jurysdykcji może w praktyce być kontrolowany przez kapitał objęty listami sankcyjnymi, a nieświadome zawarcie takiej umowy nie zawsze chroni przed odpowiedzialnością, jeśli dało się to wykryć przy dostępnych narzędziach weryfikacji.
Polskie firmy budujące własne narzędzia oparte na modelach OpenAI, Google czy Anthropic powinny też zdawać sobie sprawę, że regulaminy tych dostawców różnią się istotnie w podejściu do klientów powiązanych z podmiotami objętymi restrykcjami. Rozbieżność między liberalną polityką OpenAI i Google a rygorystycznym podejściem Anthropic pokazuje, że nie ma jednego standardu branżowego, na którym można się bezpiecznie oprzeć.
Co dalej
Financial Times sugeruje, że ujawnienie może przyspieszyć debatę w Waszyngtonie nad rozszerzeniem kontroli eksportu z samego sprzętu na dostęp do modeli jako takich. Na razie nie ma sygnałów, by administracja szykowała taki krok w najbliższym czasie. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się to, że dostawcy AI sami zaostrzą wewnętrzne polityki, zanim zrobi to za nich Kongres, właśnie po to, by uniknąć kolejnych nagłówków w rodzaju tego z piątku.
Warto też obserwować rosnące od miesięcy własne restrykcje Chin. Pekin rozważa ograniczenia eksportu swoich najbardziej zaawansowanych modeli, w tym systemów Alibaby i ByteDance, a od czerwca obowiązują tam zaostrzone przepisy dotyczące inwestycji zagranicznych w sektorach wrażliwych. Oznacza to, że gra toczy się dziś w obie strony: Waszyngton próbuje ograniczyć dopływ swoich technologii do chińskich firm z czarnej listy, a Pekin jednocześnie zastanawia się, jak chronić własne modele przed wyciekiem za granicę.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym materiału śledczego Financial Times opublikowanego 10.07.2026 oraz Benzinga, Investing.com i The Next Web. Uwzględniono również oficjalny wykaz regulacji dostępu do modeli OpenAI oraz notyfikację Federal Register dotyczącą listy 1260H z 10.06.2026. Cytat Chrisa McGuire’a zweryfikowano z oryginalnym materiałem Financial Times cytowanym przez agencje wtórne. Kontekst polskich regulacji sankcyjnych oparto na komentarzu prawnym opublikowanym przez Strefę Biznesu. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji w temacie kontroli eksportu modeli AI do Chin.
