Googlebot od lat robi dwie rzeczy jednocześnie: indeksuje strony dla wyszukiwarki i zbiera treści, które zasilają AI Overviews oraz model Gemini. Cloudflare postanowił rozdzielić te funkcje siłą i wyznaczył datę: 15 września 2026 roku.
Kluczowe fakty:
- Cloudflare ogłosił, że od 15 września 2026 roku wymusi rozdzielenie funkcji Googlebota – oddzielnie dla indeksowania wyszukiwarki i oddzielnie dla zasilania AI Overviews oraz modelu Gemini.
- Googlebot jest dominującym robotem sieciowym – w sieci Cloudflare odwiedził niemal 167 razy więcej unikalnych adresów niż PerplexityBot i ponad 3 razy więcej niż Bingbot.
- Brytyjski regulator CMA stwierdził, że wydawcy nie mają realnej alternatywy wobec zgody na indeksowanie przez Google, który kontroluje około 90 procent rynku wyszukiwania w Wielkiej Brytanii.
Sprawę opisał dziś Parmy Olson w komentarzu dla Bloomberga. Rzecz w tym, że to nie jest publicystyka, tylko relacja z konfliktu, który dojrzewał przez półtora roku i ma już konkretne terminy w kalendarzu.
Umowa, która przestała obowiązywać
Fundament wyszukiwarki Google był prosty i przez ćwierć wieku działał w obie strony. Wpuszczasz robota na swoją stronę, on ją indeksuje, a w zamian Google przysyła ci ludzi. Ruch zamieniał się w wyświetlenia reklam, wyświetlenia w pieniądze, pieniądze w kolejne teksty.
Ta wymiana się rozjechała. Ten sam Googlebot, który pobiera stronę na potrzeby wyników wyszukiwania, dostarcza też materiał do generatywnych odpowiedzi. Wydawca, który chce zablokować drugie zastosowanie, musi zrezygnować z pierwszego. A na to nikt sobie nie pozwoli, bo Google odpowiada za około 90 procent rynku wyszukiwania, w Wielkiej Brytanii według ustaleń CMA nawet nieco powyżej.
Sam brytyjski regulator nazwał rzecz po imieniu w dokumentach konsultacyjnych: wydawcy nie mają realnej alternatywy wobec zgody na indeksowanie, bo bez niego znikają z wyszukiwarki, a Google używa tych samych treści w produktach, które konkurują z wydawcami o uwagę czytelnika.
Ile internetu widzi Googlebot
Cloudflare, który obsługuje ruch mniej więcej piątej części sieci, opublikował w styczniu własne pomiary. Przez dwa miesiące obserwacji Googlebot sięgnął po około 8 procent wszystkich unikalnych adresów w próbce z sieci Cloudflare. Przewaga nad pozostałymi robotami wyglądała tak:
- około 1,70 raza więcej unikalnych adresów niż ClaudeBot
- około 1,76 raza więcej niż GPTBot
- około 2,99 raza więcej niż Meta-ExternalAgent
- około 3,26 raza więcej niż Bingbot
- około 166,98 raza więcej niż PerplexityBot
Matthew Prince, prezes Cloudflare, w rozmowie z Bloombergiem podaje już inne liczby: 3,2 raza więcej niż robot OpenAI i 4,8 raza więcej niż robot Microsoftu. To inne okno pomiarowe i inna metryka, więc nie zestawiałbym tych zestawów wprost. Kierunek jest ten sam i dysproporcja przez pół roku raczej się pogłębiła niż zmniejszyła.
Boty wyprzedziły ludzi
W 2026 roku agenci AI wygenerowali ponad 57 procent ruchu w sieci wobec około 42 procent przypadających na ludzi. To pierwszy taki moment w historii internetu. Prince spodziewa się, że rozjazd będzie się pogłębiał.
„Ludzie staną się w internecie błędem zaokrąglenia” / „Humans will be a rounding error on the internet” powiedział Olson.
Na razie agenci to głównie narzędzie programistów i firm. Mark Zuckerberg zapowiedział jednak w zeszłym tygodniu wersję konsumencką dla Messengera, WhatsAppa i Instagrama, taką, która ma działać od razu po włączeniu i być prosta na tyle, by korzystały z niej miliardy ludzi. Jeśli to wypali, proporcje 57 do 42 zestarzeją się w ciągu kilku miesięcy.
Dlaczego nikt nie blokuje Googlebota
Tu jest sedno problemu i najciekawsza część danych Cloudflare. Robots.txt to nie mechanizm egzekwowania, tylko wyrażenie preferencji. Działa, o ile robot chce współpracować.
Kiedy jednak wydawcy sięgają po twarde narzędzia, czyli reguły zapory aplikacyjnej, obraz robi się jednoznaczny. Między lipcem 2025 a styczniem 2026 liczba stron aktywnie blokujących GPTBota czy ClaudeBota była niemal siedmiokrotnie wyższa niż liczba stron blokujących Googlebota i Bingbota. Praktycznie żadna witryna nie odcina Googlebota w całości.
To nie jest wybór. To kalkulacja pod przymusem.
Patrzę na to jak wydawca i widzę pułapkę, z której nie ma dobrego wyjścia. Zablokujesz robota, znikasz z wyszukiwarki i tracisz połowę biznesu w tydzień. Nie zablokujesz, oddajesz materiał, na którym ktoś inny zarabia, nie odsyłając ci czytelnika. Cloudflare próbuje wyjąć tę decyzję z rąk wydawcy i podjąć ją za niego, ustawiając blokadę jako domyślną. Rozumiem logikę, ale mam wątpliwość: czy infrastruktura powinna decydować o modelu biznesowym mediów? Bo dziś Cloudflare działa w interesie wydawców, a jutro może zmienić zdanie równie jednostronnie jak Google w kwietniu 2024 roku. Drugie pytanie jest trudniejsze i nikt na nie na razie nie odpowiada. Załóżmy, że rozdzielenie robotów się uda i wydawcy odzyskają kontrolę. Co dalej? Kto zapłaci za treści, skoro model reklamowy oparty na kliknięciu i tak się kończy? Sam przełącznik niczego nie finansuje. On tylko przywraca możliwość negocjowania, a negocjacje trzeba jeszcze wygrać.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Ultimatum z 1 lipca i decyzja brytyjskiego regulatora
Cloudflare ogłosił zmianę 1 lipca. Zamiast jednego przełącznika „blokuj boty AI” pojawiły się trzy kategorie: Search, Agent i Training. Od 15 września boty z dwóch ostatnich kategorii będą domyślnie blokowane na stronach wyświetlających reklamy. Nowe ustawienia obejmą nowych klientów, nowe witryny obecnych klientów oraz wszystkich korzystających z darmowego planu.
Roboty łączące funkcje trafiają pod najbardziej restrykcyjną regułę. Czyli Googlebot, Applebot i Bingbot.
Prince uzasadniał decyzję tym, że większość ruchu w sieci nie pochodzi już od ludzi, więc trzeba „pójść dalej i działać szybciej” / „go further and act faster”, żeby mógł powstać trwały ekosystem.
Druga presja przyszła z Londynu. 3 czerwca CMA nałożył na Google wymóg postępowania w ramach brytyjskiego reżimu rynków cyfrowych, po wcześniejszym uznaniu firmy za podmiot o statusie strategicznym w ogólnym wyszukiwaniu. Wydawcy mają dostać możliwość wypisania swoich treści z funkcji AI w wyszukiwarce, przy zachowaniu obecności w klasycznych wynikach. Google nie może karać takich witryn obniżaniem pozycji. Po konsultacjach dołożono jeszcze wypisanie się z dostrajania modeli i obowiązek czytelnego oznaczania źródeł linkiem.
Google testuje przełącznik, ale robot zostaje jeden
Rzecznik Google potwierdził Olson, że firma testuje ustawienie pozwalające wypisać się z odpowiedzi AI bez konsekwencji dla pozycji w wyszukiwarce, i że po zakończeniu testów w Wielkiej Brytanii rozwiąże zostanie udostępnione globalnie. To realna zmiana wobec sytuacji, w której największe firmy technologiczne same ustalały zasady.
Tyle że robot pozostaje jeden. Wydawca nadal wpuszcza Googlebota na wszystko i ufa, że deklarowana preferencja zostanie uszanowana. A wiemy, ile taka ufność jest warta. W kwietniu 2024 roku, tuż przed uruchomieniem AI Overviews, Google rozważał danie wydawcom wyboru i z tego pomysłu zrezygnował, uznając obszar za perspektywiczny biznesowo. Wiemy o tym wyłącznie dlatego, że wewnętrzne slajdy trafiły do akt amerykańskiego postępowania antymonopolowego.
Cloudflare domaga się rozbicia Googlebota na osobne roboty według przeznaczenia i argumentuje, że Google prowadzi już blisko dwadzieścia innych robotów, więc bariera techniczna nie istnieje. CMA uznał rozdzielenie za równie skuteczne rozwiązanie, ale go nie nakazał, powołując się na stanowisko Google o nadmiernej uciążliwości. Poparcie dla rozdzielenia zgłosiły między innymi Daily Mail Group, Guardian i News Media Association.
Polscy wydawcy na razie nie widzą tąpnięcia
W Polsce obraz jest spokojniejszy niż w USA i Wielkiej Brytanii. Analiza przygotowana dla Wirtualnych Mediów pokazała, że AI Overviews i tryb AI nie spowodowały nad Wisłą dużych spadków ruchu z wyszukiwarki na czołowe portale. Marcin Niemczyk z PBI tłumaczył to hipotezą, że użytkownicy nauczyli się przewijać podsumowanie i schodzić do zwykłych wyników.
Nie wszyscy są równie spokojni. Jacek Świderski, prezes Wirtualnej Polski Holding, przyznał wprost: „Tak, obserwujemy spadki na ruchu z Google’a”. Zaznaczył przy tym, że wyszukiwarka odpowiada za nieco ponad 10 procent odsłon serwisów grupy. I to jest właśnie polska specyfika. Nasze duże portale zbudowały ruch na stronach głównych, aplikacjach i bezpośrednich wejściach, a nie na wyszukiwaniu długiego ogona. W zestawieniu Press Gazette opartym na danych Similarweb Onet zajął w maju 2026 roku dwudzieste miejsce na świecie z wynikiem 176,8 mln wizyt, obok Wirtualnej Polski i Interii w pierwszej pięćdziesiątce.
Ale niższa zależność od Google to odroczenie, nie odporność. Najbardziej narażone są mniejsze redakcje branżowe, serwisy poradnikowe i wydawcy niszowi, u których wyszukiwarka odpowiada za większość wejść. Dla nich 15 września ma znaczenie praktyczne: jeśli korzystają z darmowego planu Cloudflare i nie sprawdzą ustawień strefy, mogą wpaść w nowe domyślne reguły i wypaść z indeksu Google, czego nikt nie chciał.
Warstwa prawna też wygląda inaczej niż na Wyspach. Polska wdrożyła dyrektywę DSM ustawą z 26 lipca 2024 roku, przepisy weszły w życie 20 września 2024 roku i wprowadziły prawo pokrewne wydawców prasowych, z gwarancją 50 procent wynagrodzenia dla autorów tekstów. To narzędzie do negocjowania licencji, a nie do kontrolowania robota. Odpowiednika brytyjskiego wymogu, czyli przymusu udostępnienia wydawcom działającego przełącznika, w prawie unijnym nie ma. DMA reguluje pozycję strażników dostępu, ale nie schodzi na poziom indeksowania na potrzeby generatywnej AI.
Jeśli Google faktycznie rozszerzy brytyjskie rozwiązanie globalnie, polscy wydawcy dostaną je nie dzięki przepisom unijnym, tylko przy okazji. To niewygodna obserwacja o skuteczności naszej regulacji cyfrowej.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym komentarza Parmy Olson Bloomberg Opinion z dnia 10.08.2026, wpisu Cloudflare Blog z dnia 30.01.2026 oraz komunikatu CMA z dnia 03.06.2026. Wykorzystano również ustalenia TechCrunch, The Register i Press Gazette, dane Similarweb oraz analizę PBI opublikowaną przez Wirtualne Media. Cytaty Matthew Prince’a, prezesa Cloudflare, zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Wypowiedź Jacka Świderskiego, prezesa Wirtualnej Polski Holding, przytoczono w brzmieniu polskim. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o rozdzieleniu robotów Google i wdrożeniu nowych ustawień Cloudflare.
