Council on Foreign Relations opublikował dziś wyniki ankiety, w której ponad trzystu pięćdziesięciu specjalistów od polityki zagranicznej, prawa i bezpieczeństwa próbowało przewidzieć, jak sztuczna inteligencja przemebluje układ sił do 2035 roku. Respondenci pokłócili się właściwie o wszystko poza jednym: nikt nie jest przygotowany na to, co nadchodzi.
Kluczowe fakty:
- Ankieta Council on Foreign Relations, przeprowadzona między 30 kwietnia a 16 czerwca, zebrała 362 odpowiedzi od specjalistów ds. polityki zagranicznej, prawa i bezpieczeństwa na temat wpływu AI na układ sił globalnych do 2035 roku.
- Ponad 80 procent respondentów spodziewa się, że nadzór nad sztuczną inteligencją pozostanie rozdrobniony, a zaledwie 5 procent wierzy, że krajowe instytucje i regulatorzy nadążą za tempem rozwoju technologii.
- Ponad 70 procent badanych wskazało poważny wypadek z udziałem AI jako najbardziej prawdopodobny impuls do wprowadzenia regulacji, a ponad 65 procent uznało, że premiera dużego otwartoźródłowego modelu lub powstanie koalicji obliczeniowej Globalnego Południa rozproszyłyby zdolności w dziedzinie AI.
Ankietę przeprowadzono między 30 kwietnia a 16 czerwca tego roku. Zebrano 362 odpowiedzi, z czego 237 osób wypełniło cały kwestionariusz, a 119 tylko dwie pierwsze sekcje. Autorami opracowania są Jessica Brandt i Adam Segal z programu polityki cyfrowej CFR, wspierani przez Jacoba Wentza i Zoë Moore. Wynik czyta się jak diagnozę stawianą pacjentowi, który jeszcze nie wie, że jest chory.
Co do jednego panuje zgoda: nikt nie trzyma steru
Ponad 80 procent respondentów spodziewa się, że nadzór nad sztuczną inteligencją pozostanie rozdrobniony. Zaledwie 5 procent uważa, że krajowe instytucje, regulatorzy i sądy, nadążą za tempem rozwoju technologii. Odpowiedzi skupiły się w okolicach trzydziestu punktów na stupunktowej skali spójności, ze średnią 32 i medianą 29.
Najciekawsze jest jednak to, co według badanych mogłoby ten stan zmienić. Ponad 70 procent wskazało poważny wypadek z udziałem AI jako najbardziej prawdopodobny impuls do działania. Czyli: najpierw katastrofa, potem regulacja. Znamy ten schemat z lotnictwa, energetyki jądrowej i rynków finansowych. Za każdym razem kosztował.
Respondenci ocenili też, które wydarzenia przesunęłyby szalę w którą stronę:
- Ponad 60 procent uznało, że nacjonalizacja czołowego laboratorium AI albo poważny incydent z konsekwencjami dla bezpieczeństwa publicznego doprowadziłyby do koncentracji zdolności.
- Ponad 65 procent stwierdziło, że premiera dużego otwartoźródłowego modelu na granicy możliwości albo powstanie koalicji obliczeniowej Globalnego Południa rozproszyłyby te zdolności.
- 53 procent oceniło, że konflikt amerykańsko-chiński pogłębiłby koncentrację, a tyle samo, że rozbiłby jakikolwiek wspólny nadzór.
- 43 procent uważa, że wiążący traktat międzynarodowy również prowadziłby do koncentracji, prawdopodobnie przez analogię do zimnowojennych układów o nierozprzestrzenianiu broni.
Spór o to, kto w ogóle zbuduje najmocniejsze modele
Tutaj eksperci rozeszli się na dwa obozy i praktycznie nikt nie stanął pośrodku. 46 procent przewiduje, że budowanie modeli na granicy możliwości pozostanie w rękach dwóch, trzech podmiotów. 54 procent obstawia rozproszenie do dziesiątek państw i aktorów niepaństwowych. Tylko 10 procent odpowiedzi wylądowało w środku skali.
Ten rozdźwięk ma techniczne podłoże. Jedna grupa zakłada, że prawa skalowania będą działać dalej, więc większe modele i więcej mocy obliczeniowej nadal będą przekładać się na lepsze wyniki, co utrzyma barierę wejścia na poziomie miliardów dolarów. Druga stawia na przełom w architekturach, algorytmach albo układach scalonych, który sprawi, że czołowe modele staną się mniejsze i tańsze.
Ciekawostka demograficzna, którą CFR wyłapał w danych: 61 procent respondentów w wieku 35-49 lat spodziewa się koncentracji, podczas gdy wśród osób po sześćdziesiątym piątym roku życia odsetek ten spada do 32 procent. Młodsi, bliżej siedzący branży, patrzą na to znacznie mniej optymistycznie.
Laboratoria już siedzą przy stole z przywódcami
Blisko 70 procent badanych sądzi, że do 2035 roku czołowe laboratoria AI będą najpotężniejszymi aktorami niepaństwowymi, a 75 procent spodziewa się, że podmioty prywatne zyskają przewagę nad państwami.
To już się dzieje. Podczas szczytu G7 w Évian-les-Bains 17 czerwca tego roku przywódcy zasiedli do roboczego lunchu razem z szefami OpenAI, Anthropic i Google DeepMind. Przy stole byli też Arthur Mensch z Mistrala, Aidan Gomez z Cohere, Uljan Sharka z włoskiego Domyn, Victor Riparbelli z Synthesii i Robin Rombach z Black Forest Labs. Axios opisał to bez ogródek: prezesi firm AI byli traktowani jak przywódcy państw.
Jessica Brandt, współautorka ankiety, skomentowała to spotkanie dla CNBC:
„To pokazuje, że aby składać wiarygodne zobowiązania w sprawie AI, szefowie państw potrzebują dziś współpracy, jeśli nie poparcia, garstki prywatnych menedżerów, którzy faktycznie budują tę technologię” / „It just shows that in order to make credible commitments on AI, heads of state now need the cooperation, if not endorsement, of a handful of private sector executives actually building the technology”
Dario Amodei apelował wtedy do przywódców, by „oparli się pokusie rozłamu” / „resist the temptation to splinter”. Apel o jedność demokracji wygłoszony tydzień po tym, jak jego własna firma musiała odciąć dostęp do modeli Fable 5 i Mythos 5 z powodu amerykańskich kontroli eksportowych.
Czytam te wyniki i nie mogę uciec od jednej myśli: to badanie mierzy nie tyle przyszłość AI, ile poziom rezygnacji wśród ludzi, którzy zawodowo zajmują się porządkiem międzynarodowym. Pięć procent wiary w instytucje to nie jest sceptycyzm, to kapitulacja. Jednocześnie widzę tu pułapkę, w którą łatwo wpaść. Skoro eksperci mówią, że tylko poważny wypadek zmusi rządy do działania, to bardzo wygodna narracja dla samej branży, bo usprawiedliwia odkładanie regulacji na później. A przecież Unia Europejska właśnie pokazała, że da się pisać reguły przed katastrofą, tylko trzeba potem umieć je egzekwować. Pytanie, które zostawiam otwarte: czy obecność prezesów laboratoriów przy stole G7 to dowód na przejmowanie władzy przez firmy, czy raczej przyznanie się państw, że bez tych ludzi żadne zobowiązanie nie będzie warte papieru? Bo to dwie zupełnie różne diagnozy i wymagają dwóch różnych odpowiedzi.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Kto zarobi na wzroście wydajności
68 procent ekspertów spodziewa się, że korzyści produktywnościowe skupią się w gospodarkach rozwiniętych albo w rękach nielicznych prywatnych graczy. Sektorem, który ucierpi najbardziej, ma być praca biurowa, w tym IT i usługi wsparcia. Bardziej optymistycznie badani patrzą na wpływ AI na odkrycia naukowe i ochronę zdrowia.
64 procent uważa, że Globalne Południe skorzysta na sztucznej inteligencji dopiero wtedy, gdy zmieni się sam sposób jej budowania, czyli gdy zamiast modeli pożerających dane, energię i moc obliczeniową pojawią się rozwiązania mniej zasobożerne. Sojusze polityczne i sprytne manewrowanie dyplomatyczne nie wystarczą.
Nastroje społeczne idą w tę samą stronę. W marcowym sondażu Quinnipiac 74 procent Amerykanów uznało, że rząd robi za mało w kwestii regulowania AI. Wśród samych ekspertów CFR na czele listy obaw stanęły utrata miejsc pracy, erozja demokracji i przejęcie regulatorów przez firmy technologiczne.
Czego ta ankieta nie mówi
Zajrzałem do metodologii i znalazłem tam rzecz, o której nie piszą nagłówki. 84 procent respondentów ma bazę w Ameryce Północnej. Europa to 5 procent, Azja Wschodnia i Pacyfik 3 procent, a Afryka Subsaharyjska, Ameryka Łacińska, Bliski Wschód i Azja Południowa po mniej niż 1 procent każda.
To znaczy, że mamy do czynienia z amerykańskim spojrzeniem na globalny problem. Wnioski o Globalnym Południu formułują głównie ludzie, którzy tam nie mieszkają. Nie unieważnia to badania, ale każe czytać je jako fotografię nastrojów waszyngtońskiego establishmentu, a nie jako opinię świata.
Jeszcze jeden szczegół, który mówi wiele o tempie zmian: 55 procent badanych korzysta z dużych modeli językowych codziennie w pracy zawodowej. Ci sami ludzie, którzy nie wierzą, że instytucje nadążą, sami już dawno nadążyli.
Co to oznacza dla polskich firm?
Polska jest właśnie w połowie drogi między jednym a drugim scenariuszem CFR i widać to gołym okiem.
Prezydent podpisał 24 lipca ustawę o systemach sztucznej inteligencji, która wdraża AI Act do polskiego porządku prawnego i powołuje Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Jak zapowiedział wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, przewodniczący KRiBSI ma zostać powołany do października, a cała komisja rozpocznie pracę w listopadzie 2026 roku. Do tego czasu polski rynek działa pod przepisami, których formalnie nikt nie egzekwuje.
Na poziomie unijnym obraz jest jeszcze ciekawszy. 29 czerwca Rada UE zatwierdziła Digital Omnibus, pierwszą poważną nowelizację AI Act od jego przyjęcia w 2024 roku. Obowiązki dla samodzielnych systemów wysokiego ryzyka z Aneksu III przesunięto na 2 grudnia 2027 roku, a dla AI wbudowanej w produkty regulowane z Aneksu I na 2 sierpnia 2028 roku. Jednocześnie obowiązki przejrzystości z artykułu 50 wchodzą w życie zgodnie z planem 2 sierpnia 2026 roku, a wymóg maszynowego oznaczania treści dla systemów już obecnych na rynku od 2 grudnia 2026 roku.
Innymi słowy: Unia napisała najbardziej ambitne prawo o AI na świecie, a potem sama musiała przesunąć jego najtrudniejszą część o półtora roku, bo brakowało norm technicznych i wyznaczonych organów nadzoru. To dokładnie ten mechanizm, który opisuje 95 procent respondentów CFR. Prawo istnieje, aparat do jego stosowania jeszcze nie.
Dla polskiej firmy praktyczny wniosek jest prosty. Za trzy dni trzeba mieć uporządkowane oznaczanie treści generowanych przez AI, informowanie użytkowników, że rozmawiają z maszyną, i zasady publikowania materiałów syntetycznych. Odroczenie dotyczy systemów wysokiego ryzyka, nie przejrzystości. A nadzorca, który to sprawdzi, zacznie działać dopiero jesienią.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym pełnych wyników ankiety Council on Foreign Relations opublikowanych 30.07.2026 wraz z omówieniem głównych wniosków CFR oraz relacji CNBC ze szczytu G7 w Évian-les-Bains. Korzystałem także z materiałów Axios, Bloomberga, The Globe and Mail, sondażu Quinnipiac University oraz analiz kancelarii Gibson Dunn, Freshfields i Pinsent Masons dotyczących Digital Omnibus. Kontekst polski oparłem na komunikacie Ministerstwa Cyfryzacji oraz relacjach Rzeczpospolitej i Prawo.pl. Cytaty Jessiki Brandt i Dario Amodeiego zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o wdrażaniu AI Act i pracach KRiBSI.
