W niedzielę 26 lipca Guardian opublikował esej, który w branży technologicznej rozszedł się szybciej niż niejedna premiera modelu. Michèle Mendelssohn i Charlie Tyson stawiają w nim tezę, że sztuczna inteligencja jest maszyną produkującą dekadencję pozbawioną rozkoszy.
Kluczowe fakty:
- Esej opublikowany w Guardianie 26 lipca napisali Michèle Mendelssohn z Uniwersytetu Oksfordzkiego oraz Charlie Tyson z Harvardu – badacze literatury przełomu XIX i XX wieku, którzy wcześniej opublikowali pracę naukową łączącą twórczość Oscara Wilde'a ze sztuczną inteligencją.
- Autorzy stawiają tezę, że współczesna sztuczna inteligencja jest maszyną produkującą dekadencję pozbawioną rozkoszy – odziedziczyliśmy zewnętrzne oznaki kultury fin de siècle (nadmiar, sztuczność, luksus), lecz utraciliśmy jej rdzeń, czyli zdolność do odczuwania przyjemności dla niej samej.
- Punkt wyjścia dla argumentacji stanowi kultura dekadentyzmu końca XIX wieku, która buntowała się przeciwko wiktoriańskiej obsesji użytecznością – jej hasłem było zdanie Wilde'a: „Pierwszym obowiązkiem w życiu jest być tak sztucznym, jak to tylko możliwe".
Brzmi jak temat dla działu kultury. Przeczytałem jednak ten tekst dwa razy i uważam, że jest to jeden z ciekawszych głosów o AI, jakie ukazały się w tym roku poza prasą branżową. Bo autorzy nie pytają, czy modele językowe są bezpieczne ani ile kosztuje trenowanie kolejnego frontier model. Pytają o coś, czego nie mierzy żaden benchmark: co technologia robi z naszą zdolnością odczuwania.
Kto pisze i dlaczego to nie jest przypadkowy felieton
Michèle Mendelssohn wykłada na Wydziale Anglistyki Uniwersytetu Oksfordzkiego, Charlie Tyson jest członkiem Society of Fellows na Harvardzie. Oboje zajmują się literaturą przełomu XIX i XX wieku, ale swoje narzędzia badawcze już wcześniej przyłożyli do sztucznej inteligencji. W czasopiśmie „Textual Practice” opublikowali pracę o Oscarze Wilde i AI, w której dowodzą, że dzisiejsza eksplozja sztuczności ma bezpośredniego przodka w kulcie artefaktu z epoki dekadentyzmu.
Esej w Guardianie jest rozwinięciem tej myśli dla szerszej publiczności. I trafia w moment, w którym branża zaczyna mówić o czymś, co jeszcze dwa lata temu było tematem wyłącznie akademickim.
Odziedziczyliśmy powierzchnię dekadencji, zgubiliśmy przyjemność
Argument autorów jest prosty w konstrukcji. Kultura końca XIX wieku, ta od Wilde’a, Huysmansa i Waltera Patera, buntowała się przeciwko wiktoriańskiej obsesji użyteczności. Przyjemność miała być bezużyteczna, przeżywana dla niej samej. Wilde ujął to w zdaniu, które przetrwało sto trzydzieści lat:
„Pierwszym obowiązkiem w życiu jest być tak sztucznym, jak to tylko możliwe” / „The first duty in life is to be as artificial as possible”
Dzisiaj mamy wszystkie zewnętrzne oznaki tamtej epoki. Nadmiar, luksus, sztuczność, kult ciała wystawionego na pokaz. Zniknęło natomiast zobowiązanie wobec samej przyjemności. Zastąpiła je optymalizacja.
Autorzy nazywają to dekadencją bez rozkoszy i podają serię przykładów, które trudno zbyć wzruszeniem ramion:
- Bryan Johnson, miliarder z branży technologicznej i twórca ruchu „Don’t Die”, łyka według relacji Guardiana do 111 tabletek dziennie, unika słońca, nie pije alkoholu, nie wychodzi wieczorami i wydaje na walkę ze śmiercią około dwóch milionów dolarów rocznie
- Niemiecki miliarder biotechnologiczny Christian Angermayer promuje „humanmaxxing” i mówi wprost o rynku, którego wielkość docelowo wynosi „idealnie sto procent” / „a total addressable market of ideally 100%”
- Karnet „Optimize” w sieci klubów Equinox kosztuje 40 tysięcy dolarów rocznie
- Jeden na ośmiu dorosłych Amerykanów przyjmuje leki z grupy GLP-1 w celu redukcji masy ciała, jak wynika z sondażu Gallupa z 2025 roku, a globalny rynek tej klasy preparatów ma według prognoz sięgnąć 190 miliardów dolarów do 2035 roku
Podział klasowy jest tu wyraźny. Biohacking i policzalna asceza dla najbogatszych, algorytmiczna stymulacja dla wszystkich pozostałych.
Sztuczna inteligencja jako przedłużenie tego samego mechanizmu
I tu autorzy przechodzą do AI. Ich zdaniem sztuczna inteligencja jest triumfem sztuczności, o jakim dekadentom się nie śniło, tyle że pozbawionym tego, co tamtych interesowało najbardziej. Za produkcją modelu językowego nie stoi żadne doznanie, żadne ciało, żadne przeżycie. Posty na LinkedInie o zaletach przedsiębiorczości, animowane telenowele o zdradach uczłowieczonych owoców, potok treści, który wygląda jak kultura i nie robi nic poza zajmowaniem uwagi.
Osobno idzie zarzut wobec języka. Literatura dekadencka celowo pracowała rytmem i przesadą, żeby czytelnik poczuł tekst fizycznie. Duże modele językowe działają odwrotnie, bo statystycznie ciągną wypowiedź w stronę przewidywalności. Wygładzają. Uśredniają. Odbierają zdaniu to, co w nim idiosynkratyczne.
Piszę te słowa jako redaktor portalu o sztucznej inteligencji i mam pełną świadomość, jak niewygodnie to brzmi.
Zgadzam się z diagnozą tylko połowicznie i chcę powiedzieć wprost dlaczego. Guardian trafnie opisuje objaw: zalew treści bez ciężaru, kulturę, która wygląda na bogatą, a smakuje jak nic. Ale przypisywanie tego sztucznej inteligencji jest wygodnym skrótem. Uśrednianie języka zaczęło się dużo wcześniej, przy pierwszych systemach rekomendacji i przy modelu biznesowym, w którym zaangażowanie jest jedyną walutą. AI to tempo tylko zwiększyła.
Jednocześnie nie mam ochoty bronić branży tam, gdzie obrona się nie należy. Kiedy narzędzie jest projektowane tak, żeby użytkownik został przy nim jak najdłużej, jego celem nie jest ani jego przyjemność, ani jego rozwój. Cel jest inny i wszyscy go znamy.
Zostaje pytanie, na które nie mam gotowej odpowiedzi. Czy da się zbudować produkt oparty na modelu językowym, który po skończonej rozmowie odsyła człowieka do świata zamiast zatrzymywać go przy ekranie? Kilka zespołów twierdzi, że próbuje. Chętnie zobaczę dane, a nie deklaracje.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Carissa Véliz: maszyna nie ma nic do stracenia
Najmocniejszy argument w całym eseju nie należy do jego autorów. Pochodzi od Carissy Véliz, filozofki z Institute for Ethics in AI na Uniwersytecie Oksfordzkim, autorki wydanej w kwietniu w Stanach i w maju w Wielkiej Brytanii książki „Prophecy”. Véliz pisze:
„Dla AI nie istnieje ani przyjemność, ani ból, nie ma skóry w grze” / „There is no pleasure or pain for an AI, no skin in the game”
Konsekwencja jest według niej taka, że system, który niczego nie odczuwa, nie potrafi się o nic troszczyć, a skoro nie potrafi się troszczyć, nie potrafi też wartościować. Ocena wartości czy piękna wymaga jakiegoś stosunku do przyjemności i cierpienia. Bez tego zostaje operacja abstrakcyjna i pusta.
To nie jest głos przypadkowej osoby. Véliz doradzała rządom brytyjskiemu i hiszpańskiemu, jej poprzednia książka „Privacy Is Power” została książką roku „The Economist”, a „Prophecy” wydał Swift Press w Wielkiej Brytanii. Jej teza z tej książki brzmi zresztą jeszcze ostrzej: sztuczna inteligencja częściej podnosi ryzyko, niż je obniża, a przewidywanie jest przede wszystkim narzędziem władzy nad ludźmi.
Zniedołężnienie, czyli stary termin z literatury o bezpieczeństwie AI
Guardian przywołuje ostrzeżenia badaczy przed „human enfeeblement”. Polski odpowiednik brzmi niezgrabnie, bo chodzi o zniedołężnienie, o stopniowy zanik umiejętności i sprawczości wskutek oddawania maszynie coraz większej liczby decyzji.
Termin funkcjonuje w literaturze o bezpieczeństwie AI od lat. Stuart Russell używa obrazu pasażerów statku wycieczkowego, który płynie sam. Dan Hendrycks wymienił zniedołężnienie wśród głównych kategorii ryzyka w analizie z 2022 roku, a Center for AI Safety umieszcza je na liście czterech podstawowych zagrożeń obok złośliwego użycia, wyścigu zbrojeń i utraty kontroli nad systemami.
Mechanizm jest podstępny, bo każde pojedyncze oddanie zadania maszynie wygląda racjonalnie. Nawigacja szybciej znajdzie trasę. Model szybciej napisze akapit. Dopiero suma tych decyzji tworzy spiralę, z której trudno wyjść, bo im mniej robimy sami, tym mniej potrafimy ocenić, kiedy podpowiedź jest zła.
Co to oznacza dla polskich firm i polskich czytelników
Tu wchodzimy na grunt, którego zagraniczne redakcje nie opiszą. Bo Polska ma w tej sprawie własne, świeże i dość niepokojące dane.
Z raportu „Polska na kozetce 2026″, przygotowanego przez serwis Kliniki.pl na podstawie badania SW Research, wynika, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy 33,3 procent dorosłych Polaków korzystało z chatbotów AI w sprawach zdrowia psychicznego lub samopoczucia emocjonalnego. W tym samym okresie z psychoterapii skorzystało 17,8 procent badanych. Wśród użytkowników chatbotów 24,3 procent przyznało, że potraktowało model jako namiastkę terapeuty, najczęściej z powodu braku dostępu do specjalisty albo braku pieniędzy. W grupie do 24. roku życia odsetek osób korzystających z AI w kontekście emocjonalnym lub rozważających takie użycie sięga 66,6 procent.
Autorzy raportu słusznie zauważają, że to nie jest dowód wyższości technologii, tylko rachunek wystawiony systemowi ochrony zdrowia psychicznego. 58 procent badanych uważa psychoterapię w Polsce za finansowo niedostępną dla większości ludzi.
Drugi zestaw liczb dotyczy handlu. Z badania On Board Think Kong, zrealizowanego przez SW Research w kwietniu tego roku, wynika, że 61 procent polskich konsumentów korzystało w ciągu pół roku z narzędzi AI przy planowaniu zakupów. Jednocześnie, jak podaje „Rzeczpospolita”, blisko 59 procent kupujących zrezygnowało z transakcji, ponieważ chatbot obsługi klienta nie rozwiązał ich problemu.
Zestawienie tych danych daje obraz, który powinien zainteresować każdego, kto buduje w Polsce produkt oparty na modelach językowych:
- Polacy sięgają po AI chętnie i wcześnie, także w sprawach osobistych i wrażliwych
- Zaufanie do automatyzacji jest jednak płytkie i pęka przy pierwszym nierozwiązanym problemie
- 42 procent badanych w raporcie Kliniki.pl uważa, że AI w ogóle nie powinna być używana do wsparcia emocjonalnego
- Firma, która projektuje asystenta wyłącznie pod czas spędzony w aplikacji, buduje wskaźnik, a nie relację
Dla polskich redakcji, agencji i wydawców jest jeszcze jedna warstwa. Jeśli Mendelssohn i Tyson mają rację co do wygładzania języka, to przewagą konkurencyjną przestaje być szybkość produkcji treści. Zostaje głos, którego model nie odtworzy, bo nie da się uśrednić czegoś, czego w danych treningowych po prostu nie było.
Czy da się z tego wyjść
Autorzy nie kończą apokaliptycznie, co uważam za mocną stronę tego tekstu. Proponują coś, co nazywają Nową Dekadencją, demokratyczny bunt przeciwko optymalizacji. Wskazują na kino Petera Stricklanda, rzeźby Anisha Kapoora, powieść „Lote” Sholi von Reinhold i operę „The Lord of Cries” Johna Corigliano jako materiał, z którego taki ruch mógłby powstać.
Przywołują też zestaw pytań, które Walter Pater postawił w przedmowie do „Renesansu”. Co ten obraz, ta pieśń, ta osoba znaczy dla mnie? Jaki efekt naprawdę na mnie wywiera? Czy sprawia mi przyjemność, a jeśli tak, to jakiego rodzaju?
Pater liczył swoje tętno, dokładnie tak jak dzisiejsi biohakerzy. Wyciągał z tego jednak inny wniosek. Skoro liczba uderzeń jest ograniczona, chodzi o to, żeby zmieścić ich w danym czasie jak najwięcej i żeby każde coś znaczyło.
Nie jestem pewien, czy z eseju literaturoznawców da się wyprowadzić strategię produktową. Ale pytanie, czy narzędzie, które budujemy, daje człowiekowi coś więcej niż zajęcie uwagi, wydaje mi się lepszym punktem wyjścia niż kolejny slajd o wzroście zaangażowania.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym eseju Michèle Mendelssohn i Charliego Tysona w The Guardian z dnia 26.07.2026, pracy naukowej tych samych autorów o Oscarze Wilde i sztucznej inteligencji w Textual Practice oraz materiałów wydawcy książki „Prophecy” Carissy Véliz, Swift Press. Wykorzystano także dane z raportu „Polska na kozetce 2026″ przygotowanego przez Kliniki.pl na podstawie badania SW Research, badania On Board Think Kong dla rynku e-commerce, publikacji „Rzeczpospolitej” i ITwiz oraz opracowań Center for AI Safety i analizy ryzyka autorstwa Dana Hendrycksa. Cytaty Carissy Véliz, filozofki z Institute for Ethics in AI Uniwersytetu Oksfordzkiego, oraz Christiana Angermayera zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o wpływie modeli językowych na kondycję kulturową i psychiczną użytkowników.
