Kiedy w rodzinie wybuchał spór o fakty, jedynym rozjemcą bywał komplet encyklopedii na półce. Dziś tę rolę przejęło jedno okienko czatu, a naukowcy coraz częściej pytają, co to oznacza dla naszej pamięci i zdolności myślenia.
Kluczowe fakty:
- W 2011 roku Betsy Sparrow z Columbia University opublikowała w „Science" badanie opisujące „efekt Google" – zjawisko, w którym ludzie gorzej zapamiętują informacje, gdy wiedzą, że będą mogli je później łatwo odnaleźć w internecie.
- Badanie Louisy Dahmani i Véronique Bohbot z McGill University z 2020 roku, opublikowane w „Scientific Reports", wykazało związek między długotrwałym korzystaniem z nawigacji GPS a osłabioną pamięcią przestrzenną u kierowców.
- Naukowcy rozróżniają delegowanie faktów na zewnętrzne nośniki – praktykę stosowaną od czasów wynalezienia pisma – od przekazywania na zewnątrz samego procesu myślenia, co uznawane jest za potencjalnie groźniejsze zjawisko.
Punktem wyjścia jest osobista obserwacja dziennikarki Amandy Hoover z Business Insider, która pisze o czasach sprzed internetu, gdy spory rodzinne o fakty rozstrzygał papierowy zestaw encyklopedii, a wiele z nich pozostawało nierozwiązanych do następnej aktualizacji tomów. Potem przyszła era Google, która zlikwidowała przepaść między tym, co można sprawdzić w kilka sekund, a tym, nad czym trzeba było zastanawiać się tygodniami. Zmieniło się jednak coś więcej niż tylko tempo. Zmienił się sposób, w jaki mózg decyduje, co w ogóle warto zapamiętać.
Efekt Google, który znamy od 2011 roku
Zjawisko to nie jest nowe i ma nazwisko. W 2011 roku Betsy Sparrow z Columbia University opublikowała w „Science” badanie, w którym pokazała, że gdy ludzie wiedzą, że będą mieli dostęp do informacji w przyszłości, gorzej ją zapamiętują. Za to znacznie lepiej pamiętają, gdzie tej informacji szukać. Naukowcy nazwali to „efektem Google”, a internet zaczął pełnić funkcję zewnętrznej pamięci zbiorowej, po którą sięgamy zamiast po własne neurony.
Sam mechanizm nie musiał być groźny. Delegowanie faktów na zewnątrz to coś, co ludzie robią od czasu wynalezienia pisma. Problem zaczyna się tam, gdzie offloading obejmuje nie fakty, ale sam proces myślenia.
Groźniejszy okazał się GPS
Najbardziej wymowny dowód na to, że cyfrowe podpowiedzi kosztują realną neurologiczną cenę, dostarczyło badanie sprzed nawigacji satelitarnej w telefonie, a dokładnie znad kierownicy samochodu. Louisa Dahmani i Véronique Bohbot z McGill University opublikowały w „Scientific Reports” (Nature) w 2020 roku pracę, w której przebadały 50 regularnych kierowców pod kątem ich życiowego doświadczenia z GPS oraz pamięci przestrzennej.
Wynik był jednoznaczny. Osoby z dłuższym stażem korzystania z nawigacji satelitarnej radziły sobie gorzej, gdy trzeba było znaleźć drogę bez niej. W trzyletnim badaniu podłużnym na mniejszej grupie 13 uczestników naukowcy zaobserwowali coś jeszcze bardziej niepokojącego: to nie osoby o słabszym zmyśle orientacji częściej sięgały po GPS, tylko samo korzystanie z GPS prowadziło z czasem do pogorszenia pamięci zależnej od hipokampa. Efekt był mierzalny biologicznie, nie tylko deklaratywnie.
Działa to zresztą w obie strony. Londyńscy taksówkarze, którzy w ramach egzaminu na licencję muszą zapamiętać ponad 25 tysięcy ulic miasta, mają istotnie większy tylny hipokamp niż grupa kontrolna. Mózg, tak jak mięsień, powiększa się wraz z użyciem i kurczy bez niego.
Co pokazało badanie MIT o pisaniu z ChatGPT
Analogiczny eksperyment, tyle że dla generatywnej AI, przeprowadził w 2025 roku zespół Nataliyi Kosmyny z MIT Media Lab. W badaniu opisanym w pracy „Your Brain on ChatGPT” 54 uczestników z Bostonu podzielono na trzy grupy: piszącą eseje bez żadnych narzędzi, piszącą z pomocą wyszukiwarki i piszącą z pomocą ChataGPT. Przez cztery sesje mierzono aktywność mózgu za pomocą elektroencefalografii.
Wyniki układają się w wyraźną hierarchię. Grupa piszącą bez narzędzi wykazywała najsilniejsze i najbardziej rozproszone sieci neuronalne. Użytkownicy wyszukiwarki mieścili się pośrodku. Użytkownicy ChataGPT mieli najsłabszą łączność mózgową spośród wszystkich trzech grup. W czwartej sesji badacze zamienili grupy miejscami: osoby, które wcześniej pisały z AI, kazano pisać samodzielnie. Efekt był wyraźny, bo najsłabiej pamiętały własny wcześniej napisany tekst i miały największy problem z zacytowaniem go z pamięci.
Warto dodać, że próba badawcza była niewielka, a metodologia EEG wzbudziła później krytyczne komentarze części środowiska naukowego, między innymi w recenzji opublikowanej na arXiv w 2026 roku. Sami autorzy podkreślają, że wyniki dotyczą konkretnego zadania (pisanie eseju pod presją czasu) i nie powinny być automatycznie uogólniane na wszystkie sposoby korzystania z AI.
Obserwuję to zjawisko od dłuższego czasu, także we własnej redakcji. Kiedy każde pytanie można zadać czatowi zamiast się nad nim zatrzymać, znika naturalny moment wątpliwości, w którym rodzi się dociekliwość. Nie sądzę jednak, że to wyrok. GPS nie sprawił, że ludzkość zapomniała, czym jest mapa, sprawił tylko, że część z nas przestała ćwiczyć orientację w terenie. Z AI może być podobnie: to narzędzie zmienia, które umiejętności trenujemy, a które zaniedbujemy, i to od nas zależy, czy zauważymy ten wybór na czas. Pytanie, które mnie najbardziej niepokoi, nie brzmi „czy AI nas ogłupia”, tylko „czy szkoły i firmy zdążą przeprojektować sposób uczenia się, zanim skutki staną się nieodwracalne”.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Dane z Chin pokazują, kto traci najwięcej
Skalę problemu dobrze ilustruje badanie przeprowadzone wśród 26 811 uczniów szkół średnich w Chinach, prowadzone przez 30 miesięcy i opisane w Psychology Today przez dr. Sorena Kaplana. Uczniowie korzystający z AI poprawili oceny z prac domowych średnio o 18 procent, a czas potrzebny na ich wykonanie skrócił się o około 30 procent. Problem pojawił się, gdy sprawdzono wiedzę bez dostępu do narzędzi.
- Już po sześciu miesiącach wyniki egzaminów pisanych bez AI spadły średnio o 20 procent
- W egzaminach wstępnych różnice sięgały od 18 do 24 procent
- Największy spadek pojawiał się po około dwóch latach regularnego korzystania z AI
- Najwięcej straciły osoby wcześniej osiągające najlepsze wyniki, bo to one najskuteczniej delegowały pracę intelektualną narzędziu
Dobra wiadomość z tego samego badania jest taka, że uczniowie, którzy traktowali AI jako wsparcie, a nie zastępstwo własnego myślenia (sprawdzali rozwiązania, szukali inspiracji, ale sami wykonywali główną pracę poznawczą), nie odnotowali znaczących strat.
Co to oznacza dla polskich uczelni i firm?
W Polsce temat nie jest teoretyczny. Międzynarodowe badanie opublikowane w PLOS One, prowadzone przez blisko 150 naukowców na próbie 23 tysięcy studentów z 109 krajów (współautorem był prof. Artur Strzelecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach), pokazało, że wśród studentów niemal wszyscy korzystają już z ChataGPT, najczęściej przy burzy mózgów, streszczaniu tekstów i wyszukiwaniu materiałów do prac naukowych.
Osobne badanie prowadzone przez naukowców z Polski i Słowenii wśród wykładowców akademickich pokazało konkretną skalę nadużyć: w ankiecie 80 respondentów wskazało sytuacje, w których ChatGPT wykonał całą pracę studenta lub jej kluczową część, a 41 osób zgłosiło wykorzystywanie narzędzia do prac dyplomowych lub zaliczeniowych. Rektor Akademii Leona Koźmińskiego, prof. Grzegorz Mazurek, zwraca uwagę, że to nowa rzeczywistość edukacyjna, z którą trzeba się zmierzyć, a nie chwilowa moda, i wskazuje, że ChatGPT rozpowszechnia się szybciej niż wcześniej Netflix czy YouTube.
Konsekwencje sięgają dalej niż sala wykładowa. Polskie firmy wdrażające AI do codziennej pracy zespołów analitycznych, prawnych czy programistycznych stają dokładnie przed tym samym dylematem, który opisuje badanie MIT. Jeśli młodszy pracownik od pierwszego dnia deleguje AI zadania, które kiedyś budowały jego kompetencje (pisanie kodu, analizę dokumentów, wyciąganie wniosków z danych), firma ryzykuje, że za kilka lat będzie miała zespół sprawny w nadzorowaniu AI, ale słabszy w samodzielnym rozwiązywaniu problemów, gdy AI się pomyli.
Wygoda ma cenę, ale nie każdy ją płaci tak samo
Autorzy badania MIT nie twierdzą, że AI nieodwracalnie niszczy zdolności poznawcze. Podkreślają raczej, że wczesne, bezrefleksyjne użycie prowadzi do „płytkiego zakodowania” wiedzy i osłabionej pamięci, i rekomendują model, w którym integracja AI następuje dopiero po tym, jak uczący się podejmie własny wysiłek poznawczy. Innymi słowy: najpierw spróbuj sam, potem sprawdź z pomocą narzędzia, a nie odwrotnie.
To zbieżne z wnioskiem z badania chińskiego: różnica leży nie w tym, czy ktoś korzysta z AI, tylko jak. Sprawdzanie i weryfikowanie odpowiedzi generowanych przez model wymaga innego rodzaju krytycznego myślenia niż tworzenie odpowiedzi od zera, ale nie oznacza to automatycznie zaniku umiejętności, jeśli świadomie zachowuje się przestrzeń na samodzielne próby.
Nauka wciąż nadrabia zaległości wobec tempa, w jakim AI wchodzi do codziennego życia. Badania takie jak to Kosmyny mają niewielkie próby i krótkie okresy obserwacji, a długoterminowe skutki masowego korzystania z asystentów AI przez dzieci i młodzież poznamy dopiero za lata. Historia z GPS pokazuje jednak, że efekt jest realny, mierzalny i biologiczny, a nie tylko wrażeniem starszego pokolenia narzekającego na nowe technologie.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału Amandy Hoover Business Insider Polska z 12 lipca 2026 roku, uzupełnionego o badanie naukowe Dahmani i Bohbot „Habitual use of GPS negatively impacts spatial memory during self-guided navigation” (Scientific Reports, Nature, 2020), pracę Nataliyi Kosmyny i zespołu MIT Media Lab „Your Brain on ChatGPT” (2025) oraz analizę dr. Sorena Kaplana dotyczącą badania na 26 811 uczniach szkół średnich w Chinach, opublikowaną w Psychology Today. W części dotyczącej polskiego kontekstu wykorzystano wyniki międzynarodowego badania studentów opublikowanego w PLOS One oraz materiały Serwisu Naukowego UW i Prawo.pl dotyczące badań wśród polskich wykładowców akademickich. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych badań na temat wpływu AI na zdolności poznawcze.
