Sylvain Chomet, reżyser świątecznego filmu „Christian Dior’s Night in Color”, zaprzecza, że do jego stworzenia użyto generatywnej sztucznej inteligencji. W rozmowie z „Variety” Chomet i producent Aton Soumache przyznali jednocześnie, że część klatek pośrednich, odpowiadających za płynność ruchu postaci, wygenerował automatyczny system interpolacji.
- Sylvain Chomet i producent Aton Soumache przyznali w rozmowie z „Variety", że część klatek pośrednich w świątecznym filmie „Christian Dior's Night in Color" wygenerował automatyczny system interpolacji – mimo że Jonathan Anderson, dyrektor kreatywny Diora, wcześniej opisywał animację jako „w całości rysowaną ręcznie technikami sięgającymi lat 40."
- Według Soumache'a produkcja trwała siedem miesięcy i zaangażowała około 20 osób, w tym sześciu animatorów; Chomet przyznał ponadto, że artyści rysowali na tabletach graficznych, nie na papierze.
- Ben Wild, współzałożyciel studia filmowego współpracującego m.in. z Netflixem i Disneyem, powołując się na osoby mające pracować przy filmie, twierdzi, że generatywna AI odpowiadała za większość ruchu postaci, a meble i pszczoły miały powstać w całości przy jej użyciu – zarzutów tych nie potwierdzono, a Dior nie zabrał głosu w sprawie.
To ważne przyznanie, bo Dior od początku przedstawiał sześciominutową animację jako hołd dla ręcznej pracy i odpowiedź marki na zalew treści z AI. Film trafił do mediów społecznościowych Diora 4 listopada 2026 roku. Kilka dni później internauci zaczęli analizować go klatka po klatce i dyskusja o jego prawdziwym pochodzeniu przyćmiła samą kampanię.
Film można obejrzeć na oficjalnym profilu marki: Dior Official na Instagramie
Dior promował film jako rękodzieło w duchu lat 40.
„Christian Dior’s Night in Color” to bajka osadzona w zaśnieżonym Paryżu w 1949 roku. Marlene Dietrich dzwoni do Christiana Diora z Hollywood, bo reżyser jej filmu nagle postanowił kręcić w kolorze. Projektant ma jedną noc na uszycie nowej sukni, wzorowanej na historycznym modelu Junon. Pomagają mu pszczoły symbolizujące krawcowe z atelier, mówiące krzesło i szczęśliwa gwiazda.
Za projektem stoją głośne nazwiska:
- reżyseria: Sylvain Chomet, autor nominowanych do Oscara animacji „Trio z Belleville” i „Iluzjonista”,
- produkcja: Aton Soumache, znany m.in. z „Małego Księcia”,
- pomysł i kierownictwo kreatywne: Jonathan Anderson, dyrektor kreatywny Diora,
- głosy: Robert Pattinson (narrator), Louis Garrel (Christian Dior), Camille Cottin (Marlene Dietrich), Rihanna (gwiazda), Josh O’Connor (krzesło), LaKeith Stanfield (hollywoodzki reżyser) oraz Greta Lee, Nine d’Urso i Nadia Tereszkiewicz jako pszczoły.
Marka mocno akcentowała sposób powstania filmu. Na stronie kampanii Dior pisał o miesiącach pracy i setkach godzin spędzonych nad rysunkami, porównując ten proces do szycia haute couture. Jonathan Anderson w oświadczeniu dla „WWD” opisał film jako „w całości rysowany ręcznie technikami sięgającymi lat 40.” / „all hand-drawn using techniques that go back to the 1940s”. Francuski serwis NSS Magazine odczytał kampanię wprost jako manifest: Anderson i Dior stawiają na cierpliwe rzemiosło i powolne tworzenie wobec rosnącej fali obrazów generowanych przez AI.
Sześć palców Marlene Dietrich i literówka na obroży psa
Szybko po premierze użytkownicy mediów społecznościowych zaczęli publikować kadry, które ich zdaniem zdradzają udział generatywnej AI. Wskazywali zniekształcone napisy, niestabilne detale twarzy, nietypową anatomię dłoni oraz palce, które zmieniały się lub znikały między ujęciami. Uwagę zwróciła też literówka na identyfikatorze psa Christiana Diora. Najczęściej udostępniany kadr pokazuje animowaną Marlene Dietrich z sześcioma palcami u jednej dłoni.
Część komentujących nie twierdziła, że cały film wygenerowała maszyna. Pojawiła się hipoteza, że artyści narysowali główne postacie i sceny, a dopiero potem narzędzia AI wypełniły ruch pomiędzy nimi. Francuski serwis o animacji Catsuka uznał możliwe użycie AI za oczywiste i wyraził żal, że dotyczy to animatora pokroju Chometa.
Dior milczy. „The Business of Fashion” i „Cartoon Brew” pytały markę o komentarz i przez kilka dni nie dostały odpowiedzi. „Fast Company” zwrócił się do biura prasowego koncernu LVMH, właściciela Diora, również bez reakcji w chwili publikacji.
Chomet: interpolacja to automatyzacja, nie generatywna AI
Sylvain Chomet i Aton Soumache odpowiedzieli na zarzuty w rozmowie z „Variety” opublikowanej 7 listopada. Twierdzą, że film powstał tradycyjną techniką animacji 2D, a postacie, tła i kluczowe pozy narysowali artyści. Przyznają, że automatyczna interpolacja wygenerowała część klatek pośrednich. Zapewniają jednocześnie, że generatywna AI nigdy nie tworzyła grafiki.
Chomet opisuje narzędzie do interpolacji jako „automatyzację powtarzalnej, mechanicznej części animacji, nie pracy twórczej” / „automating the repetitive, mechanical part of animation, not the creative work”.
Producent podał też konkretne liczby. Według Soumache’a produkcja trwała siedem miesięcy i zaangażowała około 20 osób, w tym sześciu animatorów, a także storyboardzistów, projektantów, autorów teł, specjalistów od kompozycji obrazu i montażystów. System interpolacji wykorzystano, jak twierdzi, w bardzo małej części procesu. Soumache odniósł się wprost do plotek, że Chomet dostał zlecenie dwa tygodnie wcześniej i że film zrobiono w całości generatywną AI, bez jednego rysunku.
Reżyser tłumaczy również sporny kadr z dłonią. Według niego to ruch, w którym dłoń rozkłada się jak wachlarz. W takim rysunku można zobaczyć sześć albo siedem palców, bo animator oddaje w ten sposób ruch. Chomet dodaje, że w tradycyjnej animacji widywał znacznie poważniejsze błędy.
Jest jeszcze jeden szczegół, który kłóci się z opowieścią o technikach z lat 40. Chomet przyznaje, że artyści rysowali na tabletach graficznych, nie na papierze. Proces twórczy jest według niego taki sam jak na początku kariery, zmieniła się tylko technologia.
Ben Wild twierdzi, że film robiono w pośpiechu
Najpoważniejsze oskarżenia sformułował Ben Wild, współzałożyciel i prezes studia filmowego, którego klientami są m.in. Netflix, HBO, Disney i Gucci. Wild powołuje się na dwie osoby, które miały pracować przy filmie. Według jego relacji ekipa dostała zadanie po tym, jak Dior usłyszał, że Prada współpracuje z legendą animacji.
Wild idzie dalej niż hipoteza o klatkach pośrednich. Jego źródła twierdzą, że generatywna AI odpowiada za większość ruchu postaci, a meble i pszczoły powstały w całości przy jej użyciu. Mówią też, że do systemu jako bezpośrednie odniesienie trafiały prace innych artystów, a materiał zza kulis miał być zainscenizowany z udziałem animatorów zatrudnionych tylko do występu przed kamerą.
Żadnego z tych zarzutów nie potwierdzono. Relacja Chometa i Soumache’a w „Variety” przeczy im wprost, a Dior nie zabrał głosu.
Uważam, że w tej historii najmniej interesujące jest pytanie, czy maszyna wypełniła klatki pomiędzy rysunkami Chometa. Interpolacja jest w animacji narzędziem znanym od lat i nikt rozsądny nie oczekuje, że w 2026 roku sześciu animatorów narysuje ręcznie każdą z 24 klatek na sekundę w sześciominutowym filmie robionym w siedem miesięcy.
Problem leży gdzie indziej. Dior zbudował całą kampanię na obietnicy, że w świecie zalanym treściami z AI on jeden stawia na ludzką rękę. Jonathan Anderson mówił o filmie „w całości rysowanym ręcznie”. Twórcy przyznają dziś, że część klatek wygenerował automat, a rysunki powstawały na tabletach. Każde z tych zdań osobno da się obronić. Razem pokazują, że marketing obiecał więcej, niż produkcja dowiozła.
Zostaje też pytanie, na które nikt nie odpowiedział: czym dokładnie jest ten „automatyczny system interpolacji”? Jeśli to model uczenia maszynowego, granica między „narzędziem” a „generatywną AI” robi się bardzo cienka. Marka luksusowa, która sprzedaje autentyczność, powinna była powiedzieć o tym sama, zanim widzowie zaczęli liczyć palce.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Prada, Apple i Porsche wracają do ręcznej roboty. Dior trafił na najgorszy moment
Moda na reklamy podkreślające ludzki wysiłek zrobiła się w tym sezonie wyraźna. Prada zamówiła ręcznie rysowaną świąteczną animację u Johna Pomeroya, byłego animatora Disneya. Levi’s zrobił film poklatkowy, Starbucks postawił na animację, a Apple w sierpniu 2026 roku wypuścił reklamę Mac mini w technice stop-motion. Porsche już rok wcześniej pokazało świąteczną reklamę łączącą rysunek z animacją 3D. Kampania Prady, w której wystąpiły Sadie Sink i Maya Hawke, zebrała dobre recenzje. Na jej tle wpadka Diora wygląda jeszcze gorzej.
Ten zwrot jest reakcją na kilka głośnych porażek reklam robionych z AI:
- Coca-Cola drugi rok z rzędu zebrała krytykę za świąteczny film, którego każda klatka powstała przy użyciu narzędzi AI,
- holenderski oddział McDonald’s opublikował 6 grudnia 2025 roku świąteczną reklamę wygenerowaną przez AI i po kilku dniach zdjął ją z YouTube po fali krytyki,
- twórcy reklamy McDonald’s bronili się, że to oni zrobili film, a nie AI. Internauci tego argumentu nie przyjęli.
Branża animacji i tak sięga po automatyzację, bo chodzi o pieniądze. Disney i japońskie studio Toei chcą używać AI do tworzenia klatek pośrednich. Hiszpańskie studio Animaj, twórca serialu „Pocoyo”, deklaruje dzięki AI wzrost produktywności o około 67 proc. Rynek nie pyta więc, czy studia będą korzystać z takich narzędzi. Pyta, czy będą o tym mówić.
Polscy konsumenci tracą zaufanie do marek, które pokazują reklamy z AI
Polskie dane sugerują, że ukrywanie AI w reklamie to ryzykowna gra, ale ujawnianie jej też nie jest darmowe. Z badania agencji Tears of Joy, opisanego w październiku 2026 roku przez Wirtualne Media, wynika, że:
- trzy czwarte Polaków bez trudu zauważa oznaczenia o użyciu AI w reklamach,
- ponad połowa konsumentów deklaruje, że reklamy stworzone przez AI wyraźnie obniżają ich zaufanie do marki, a blisko połowa przestaje wierzyć w informacje o cechach lub składzie produktu,
- niemal co piąty badany całkowicie rezygnuje z zakupu,
- w grupie 18-24 lata spadek zaufania deklaruje 73 proc. badanych, a niemal 40 proc. rezygnuje z zakupu, jeśli kampania powstała w całości bez udziału człowieka,
- 68 proc. młodych uważa reklamy z AI za „drogę na skróty” i oszczędzanie kosztem jakości.
Polski rynek ma już własne przykłady. Stworzony przez AI spot Media Expert spotkał się z ostrą krytyką odbiorców przyzwyczajonych do kampanii ze znanymi artystami. Pozytywnie odebrano natomiast miniserial Biedronki w mediach społecznościowych, w którym animowane postacie wpisano w humorystyczną historię.
Dla polskich marek z przypadku Diora płynie prosty wniosek. Unijne przepisy wymagają oznaczania treści wygenerowanych przez AI, a widzowie coraz sprawniej wyłapują ślady automatyzacji sami. Jeśli firma buduje kampanię na deklaracji „zrobione ręcznie”, każda nieścisłość w tej deklaracji staje się tematem dyskusji ważniejszym niż sama reklama.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym wywiadu z Sylvainem Chometem i Atonem Soumache’em opublikowanego przez Variety 07.11.2026, analizy Fast Company z 06.11.2026 oraz materiałów The Business of Fashion, Cartoon Brew, WWD, NSS Magazine, Luxury Tribune i Fashion Biznes. Dane o odbiorze reklam z AI w Polsce pochodzą z badania agencji Tears of Joy, opisanego m.in. przez Instalki.pl.
Cytaty Sylvaina Chometa, reżysera filmu, oraz Jonathana Andersona, dyrektora kreatywnego Diora, zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym.
Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl.
Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji w temacie świątecznego filmu Diora i udziału AI w jego produkcji.
