Coraz więcej ludzi na świecie patrzy na Chiny i widzi tam liderów sztucznej inteligencji, nie na Stany Zjednoczone. Nowy globalny sondaż pokazuje, że przewaga Doliny Krzemowej, jeszcze niedawno traktowana jako oczywistość, dziś wygląda zupełnie inaczej.
Kluczowe fakty:
- W globalnym sondażu firmy Public First, przeprowadzonym wśród ponad 18 tysięcy osób w 15 krajach, respondenci w 11 z nich – w tym we Francji, Kanadzie i Wielkiej Brytanii – wskazali Chiny jako lidera w dziedzinie sztucznej inteligencji, a nie Stany Zjednoczone.
- W Niemczech jedynie 23 procent ankietowanych uznało USA za lidera AI, natomiast Stany Zjednoczone jako dominującą siłę postrzega wciąż ponad połowa własnych obywateli, a także większość respondentów w Japonii, Indiach i Wietnamie.
- Według danych z tego samego sondażu, odsetek Amerykanów wierzących w pozytywny wpływ AI na społeczeństwo wzrósł z 39 procent w 2024 roku do 40 procent w 2025, jednak jednocześnie odsetek sceptyków zwiększył się z 34 do 36 procent.
Brytyjska firma badawcza Public First zapytała ponad 18 tysięcy ludzi w 15 krajach, kto według nich prowadzi w wyścigu o AI. Wynik? W aż 11 z tych krajów, w tym u bliskich sojuszników USA, jak Francja, Kanada czy Wielka Brytania, respondenci wskazują Chiny. W Niemczech na Stany Zjednoczone jako lidera wskazało tylko 23 procent ankietowanych. Niecałe jedna czwarta.
To nie jest mały wynik statystycznego błędu. To zmiana percepcji, która jeszcze dwa, trzy lata temu byłaby trudna do wyobrażenia.
Kto jeszcze wierzy w amerykańską przewagę
Stany Zjednoczone wciąż mają swoich wiernych. Ponad połowa amerykańskich respondentów (logiczne, swój kraj zwykle oceniamy korzystniej) widzi USA jako dominującą siłę w AI. Podobnie myśli większość ankietowanych w Japonii, Indiach i Wietnamie.
Ale to już mniejszość globalnego obrazu. Reszta świata patrzy na DeepSeek, na chińskie modele open source, na tempo wdrożeń i wyciąga inne wnioski.
Co ciekawe, sam sondaż ma swój ciekawy kontekst. Public First nie ma żadnych związków z Public First Action, organizacją polityczną wspieraną finansowo przez Anthropic. To akurat warto odnotować, bo łatwo o pomyłkę przy podobnych nazwach, a temat finansowania badań i grup lobbingowych w branży AI sam zasługuje na osobny artykuł.
Amerykanie sami przestają wierzyć w AI
Drugi wątek sondażu jest może jeszcze bardziej wymowny niż ten o globalnym rankingu liderów. Public First od 2024 roku pyta ludzi, czy sztuczna inteligencja zmieni ich życie, społeczeństwo i przyszłość kolejnych pokoleń na lepsze, czy na gorsze. I trend w USA jest jednoznaczny.
W 2024 roku 39 procent Amerykanów uważało, że AI poprawi sytuację społeczeństwa, a 34 procent sądziło inaczej. W 2025 te liczby wzrosły odpowiednio do 40 i 36 procent. W 2026? Tylko 31 procent optymistów wobec 40 procent pesymistów. Krzywe się przecięły i poszły w złą stronę.
Najbardziej spektakularny zwrot widać u najmłodszych. Amerykanie w wieku 18-24 lat jeszcze rok temu wierzyli, że AI poprawi społeczeństwo (przewaga 4 punktów procentowych). Teraz ta sama grupa twierdzi coś wręcz odwrotnego, z przewagą aż 13 punktów na minus. Podobny zwrot zanotowano u młodych Brytyjczyków.
Dla kontrastu: w Singapurze i Indiach optymizm wobec AI trzyma się mocno i nic nie wskazuje, żeby miał się szybko zmienić.
Czytam ten sondaż i mam mieszane odczucia, bo z jednej strony rozumiem, skąd ten pesymizm bierze się u młodych Amerykanów. Patrzą na rynek pracy, słyszą od szefów dużych firm AI, że pół etatów biurowych może zniknąć w ciągu kilku lat i robi im się nieswojo. To naturalna reakcja.
Z drugiej strony ten sam sondaż mówi nam coś więcej. Mówi, że przewaga technologiczna to dziś za mało. Liczy się też to, jak społeczeństwo odbiera całą tę zmianę, czy ją akceptuje, czy się przed nią cofa. A jeśli w jednym kraju narasta strach i sprzeciw, a w drugim mieszkańcy traktują AI jako coś naturalnego, to ten drugi kraj będzie miał łatwiej z wdrożeniami, regulacjami, talentami.
Pytanie, które mnie tu nurtuje, brzmi: czy Stany Zjednoczone w ogóle są w stanie wygrać wyścig technologiczny, jeśli przegrywają wyścig o zaufanie własnych obywateli? Bo jedno bez drugiego może się nie udać.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Centra danych jako nowy temat zapalny
Sondaż wskazuje też na rosnący niepokój związany z zasobami, jakie pożera AI. W 2024 roku 52 procent respondentów martwiło się zużyciem energii przez sztuczną inteligencję. W 2026 roku ten odsetek skoczył do dwóch trzecich.
To nie jest tylko statystyka z ankiety. To realne napięcia widoczne w lokalnej polityce w USA. W jednym z miasteczek w Missouri połowa rady miejskiej straciła mandaty po tym, jak zgodziła się na budowę centrum danych za 6 miliardów dolarów. W Indianapolis, tydzień po zatwierdzeniu planu pod inwestycję deweloperską związaną z centrum danych, do domu jednego z radnych ktoś strzelił, a na progu zostawił karteczkę z napisem „NO DATA CENTERS”.
Krótko: ludzie nie chcą mieszkać obok serwerowni, które zużywają tyle wody i energii, co małe miasto. I zaczynają to dawać do zrozumienia w sposób, który trudno zignorować.
W marcu prezydent Donald Trump ogłosił coś, co nazwano „zobowiązaniem do ochrony płacących za prąd” (ratepayer protection pledge), w którym poprosił duże firmy technologiczne, żeby sami zapewniali sobie dostawy energii albo płacili za nią z własnej kieszeni, w miarę jak rozbudowują centra obliczeniowe po całym kraju.
Polityka Waszyngtonu rozdarta między wolnością a kontrolą
Wynik sondażu trafia akurat w moment, kiedy w Kongresie toczy się spór o to, ile regulacji AI faktycznie potrzebuje. Argumenty padają z obu stron i są dość przewidywalne.
Były szef AI w Białym Domu, David Sacks, ostrzegał ostatnio przed nadmiernym regulowaniem branży. Skrytykował ideę stworzenia czegoś w rodzaju procesu certyfikacji dla najnowocześniejszych modeli AI, podobnego do tego, jak FDA dopuszcza nowe leki na rynek. Powiedział to w Fox Business:
„If you try to have an FDA for AI and there are some people who want to go that far, then I think we could lose this AI race to China” / „Jeśli ktoś chce stworzyć coś w rodzaju FDA dla AI, a niektórzy chcą zajść tak daleko, to myślę, że możemy przegrać ten wyścig z Chinami.”
Co ciekawe, jeszcze miesiąc wcześniej jeden z głównych doradców ekonomicznych administracji w tej samej stacji telewizyjnej mówił, że Biały Dom rozważa właśnie reżim testów bezpieczeństwa przed wydaniem modeli, dość zbliżony do tego, co Sacks teraz krytykuje. Trochę to przypomina rozmowę, w której dwie osoby z tego samego zespołu mówią coś innego, w odstępie kilku tygodni.
Sam prezydent Trump w środę powiedział krótko:
„We are leading China by a lot. Whoever leads that is going to really lead the world, to a large extent.” / „Prowadzimy z Chinami z dużą przewagą. Kto przoduje w tej dziedzinie, ten w dużej mierze będzie przodował na świecie.”
Tylko że sondaż, o którym piszę, sugeruje, że spora część świata już zdecydowała, kto prowadzi. I to nie jest Stany Zjednoczone.
Co z tego wynika dla rynku pracy
W tle wszystkich tych liczb jest jeszcze jeden wątek, ten o pracy. Amerykanie martwią się dezinformacją, deepfake’ami i utratą miejsc pracy, w tej kolejności wymieniają to jako swoje główne obawy wobec AI.
I nie bez powodu. Dyrektor generalny Anthropic, Dario Amodei, ostrzegał, że AI może wyeliminować połowę stanowisk dla osób na początku kariery, na poziomie podstawowym, w ciągu najbliższych jednego do pięciu lat. To nie jest prognoza odległa o dekadę. To horyzont, który dotyczy ludzi wchodzących teraz na rynek pracy.
Z drugiej strony mamy media społecznościowe, które same zaczynają zalewać się treściami generowanymi przez AI. Mark Zuckerberg mówił o tym podczas październikowej rozmowy o wynikach finansowych Mety:
„Social media has gone through two eras so far. First was when all content was from friends, family, and accounts that you followed directly. The second was when we added all the creator content. Now, as AI makes it easier to create and remix content, we’re going to add yet another huge corpus of content on top of those.” / „Media społecznościowe przeszły dotąd przez dwie ery. Pierwsza to czas, kiedy cała treść pochodziła od przyjaciół, rodziny i kont, które bezpośrednio śledziliśmy. Druga to moment, kiedy dodaliśmy treści twórców. Teraz, gdy AI ułatwia tworzenie i przetwarzanie treści, dodamy kolejny ogromny zbiór treści na to wszystko.”
Brzmi to jak coś, co młodzi ludzie już przeczuwają. Skala treści ma jeszcze wzrosnąć, a oni i tak już mają wrażenie, że grunt się pod nimi rusza.
Parę rzeczy z tego sondażu, które warto zapamiętać:
- 11 z 15 badanych krajów widzi Chiny, nie USA, jako liderów AI
- W Niemczech tylko 23 procent uznaje USA za dominującą siłę
- Optymizm Amerykanów wobec AI spadł z 39 do 31 procent w trzy lata
- Obawy o zużycie energii przez AI wzrosły z 52 do 67 procent globalnie
- Najmłodsi Amerykanie zmienili nastawienie najszybciej, ze plusowego na minusowe w ciągu roku
Czy te liczby się odwrócą? Może. Sondaże to migawki, nie wyroki. Ale jeśli ktoś w Waszyngtonie liczy, że świat poczeka, aż Ameryka uporządkuje sobie debatę o regulacjach, energetyce i zaufaniu społecznym, to ten sondaż mówi raczej, że zegar już tyka i część świata zaczęła patrzeć w inną stronę.
