Kiedy Eric Schmidt, były szef Google, zaczął mówić o sztucznej inteligencji podczas przemówienia na Uniwersytecie Arizony, absolwenci odpowiedzieli buczeniem. „AI dotknie wszystkiego” – powiedział Schmidt, a sala odpowiedziała głośnym wyrazem niezadowolenia. Tydzień wcześniej, na Uniwersytecie Centralnej Florydy, podobna scena: ktoś ze studentów krzyknął po prostu „AI sucks!”, gdy prelegentka porównała AI do rewolucji przemysłowej.
Kluczowe fakty:
- Tylko 18% przedstawicieli pokolenia Z czuje nadzieję w związku z AI, a prawie połowa uważa, że ryzyko przewyższa potencjalne korzyści.
- Badanie obejmujące 30 krajów wykazało, że Amerykanie mają najmniejsze zaufanie do zdolności swoich rządów do regulowania sztucznej inteligencji.
- W krajach takich jak Japonia i państwa nordyckie AI jest przyjmowana spokojniej dzięki aktywnej roli państwa we wspieraniu rozwiązań uzupełniających pracę ludzi oraz udziału pracowników w decyzjach o wdrożeniu technologii.
To nie są pojedyncze incydenty. To sygnał.
Gen Z mówi „nie” – i ma twarde dane za sobą
Z niedawnego raportu wynika, że tylko 18% przedstawicieli pokolenia Z czuje nadzieję w związku z AI. Prawie połowa uważa, że ryzyko przewyższa potencjalne korzyści. Politycy cieszący się popularnością wśród młodych – Bernie Sanders, Alexandria Ocasio-Cortez po lewej stronie sceny politycznej, James Fishback po prawej – wzywają do moratorium na nowe centra danych. AI staje się popkulturowym czarnym charakterem. Komiczka Hannah Einbinder, gwiazda serialu HBO „Hacks”, powiedziała wprost: „The people who make this stuff are losers” / „Ludzie, którzy to tworzą, są przegranymi”. Aktualny sezon serialu uczynił nienawiść do technologii jednym ze swoich głównych wątków.
Doszło już nawet do aktów fizycznej przemocy – w dom Sama Altmana, szefa OpenAI, ktoś rzucił koktajlem Mołotowa.
Gdzie leży sedno problemu?
Badacze ze Stanforda przeanalizowali nastawienie do AI w 30 krajach. Wynik dla USA jest porażający: Amerykanie mają najmniejsze zaufanie spośród wszystkich badanych narodów do zdolności swoich rządów do regulowania tej technologii.
I tu tkwi clue całej sprawy. W Japonii państwo aktywnie wspiera wdrożenia AI, które uzupełniają pracę ludzi, a nie ją zastępują. W krajach nordyckich pracownicy mają formalny głos w decyzjach o tym, jak AI jest wdrażana w ich miejscach pracy. Efekt? Technologia jest tam przyjmowana z o wiele większym spokojem. W Norwegii w zeszłym miesiącu na publicznych drogach pojawiły się autonomiczne autobusy – bez społecznych protestów.
W USA jest inaczej. Firmy masowo zwalniają, powołując się na AI jako powód. Według Alliance for Secure AI, od zeszłego roku z tym związano już prawie 120 000 utraconych miejsc pracy. Świeżo upieczeni absolwenci trafiają na rynek pracy, na którym stanowiska entry-level znikają, a procesy rekrutacyjne stają się coraz bardziej nieprzejrzyste właśnie przez automatyzację.
Obserwując tę sytuację z pewnym dystansem, widzę dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, bunt pokolenia Z jest zrozumiały i uzasadniony – to pokolenie wchodzi na rynek pracy, na którym AI jest już nie obietnicą, ale realnym zagrożeniem dla ich pierwszych posad. Po drugie, widzę też niebezpieczeństwo w zbiorowym „nie” wobec technologii, której potencjał – jeśli dobrze zarządzany – jest realny. Problem nie leży w samej AI, ale w tym, kto zbiera jej owoce i kto ponosi koszty. Jeśli korporacje czerpią zyski, a pracownicy dostają rachunek, to bunt jest nieuchronny. Pytanie, które powinniśmy sobie wszyscy zadać brzmi: czy chcemy budować AI jako narzędzie wzmacniające ludzi, czy jako kolejny mechanizm koncentracji bogactwa w rękach nielicznych?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
AI jako narzędzie wyzysku?
Wiele osób odczuwa technologię nie jako coś, co im daje, ale jako coś, co zabiera. Sklepy spożywcze używają danych klientów do dynamicznego ustalania cen. Ubezpieczyciele zdrowotni stosują AI do decydowania o tym, które zabiegi zostaną sfinansowane. Program pilotażowy Medicare oparty na AI do autoryzacji procedur medycznych doprowadził do sytuacji, w której – jak donosi MarketWatch – pacjenci czekali tygodniami dłużej na zabiegi. Albo w ogóle ich nie otrzymywali.
To właśnie ta „ekstrakcyjna” natura AI – pobierająca dane, zastępująca decyzje, optymalizująca zyski – budzi największy sprzeciw.
Przemysł AI odpowiada… lobbingiem
Zamiast słuchać, branża AI reaguje zwiększaniem politycznych wpływów. Według Politico, grupy wspierające AI i krypto stały się jednymi z największych graczy na politycznym polu w USA, finansując kandydatów po obu stronach sceny politycznej. Zamiast wygrywać zaufanie społeczne argumentami, branża kupuje sobie przychylność pieniędzmi.
Schmidt sam pisał przed rokiem w New York Times, że Amerykanie „postrzegają AI jako uciążliwość w codziennym życiu”. Wzywał wówczas do działania, które sprawi, że technologia dotrze do ludzi spoza Doliny Krzemowej. Kiedy jednak stanął przed absolwentami, wygłosił kolejne przemówienie o nieuchronności AI. Usłyszał buczenie.
Pokolenie Z odpowiedziało mu „nie”. I wygląda na to, że jest to dopiero początek tej rozmowy.
