Sztuczna inteligencja miała obniżać koszty, a na razie robi coś dokładnie odwrotnego. Widać to w rachunkach za prąd, w cenniku laptopów i w abonamencie na pakiet biurowy, za który jeszcze rok temu płaciło się o kilkadziesiąt procent mniej.
Kluczowe fakty:
- Według wyliczeń Moody's Analytics amerykańskie gospodarstwa domowe wydają ponad 375 dolarów więcej rocznie na te same towary i usługi z powodu inflacyjnego wpływu sztucznej inteligencji.
- Udział AI w ogólnej inflacji w USA szacowany jest na 0,2 punktu procentowego, a tegoroczne globalne wydatki na wdrażanie AI sięgają około 750 miliardów dolarów.
- Operator sieci energetycznej PJM Interconnection wskazuje, że centra danych powstają dwa lub trzy razy szybciej niż moce wytwórcze zdolne je zasilić, co pogłębia problem rosnących cen energii.
CNN opublikowało 28 lipca 2026 roku analizę, która porządkuje coś, co konsumenci w USA czują od kilku miesięcy w portfelu. Mark Zandi, główny ekonomista Moody’s Analytics, mówił o tym już wcześniej w rozmowie z CNBC, gdzie stwierdził krótko, że „AI podkręca inflację” / „AI is juicing up inflation”. Całą jego wypowiedź można obejrzeć w materiale CNBC z 25 czerwca. Teraz do tej tezy doszły liczby.
Skąd się wzięło 375 dolarów
Wyliczenie Moody’s jest proste w konstrukcji i nieprzyjemne w wymowie. Zandi napisał redakcji CNN, że przez inflacyjny wpływ sztucznej inteligencji „gospodarstwa domowe muszą wydać nieco ponad 375 dolarów więcej na te same towary i usługi” / „households must spend just over $375 more to purchase the same goods and services” niż rok wcześniej.
Sam udział AI w ogólnej inflacji pozostaje niewielki, szacowany na 0,2 punktu procentowego, a efekt koncentruje się w kilku kategoriach. Ale to właśnie te kategorie są dziś odczuwalne najmocniej, bo dotyczą prądu i sprzętu. W tle stoi skala pieniędzy: tegoroczne wydatki na wdrażanie AI szacuje się na około 750 miliardów dolarów.
I tu robi się ciekawie z punktu widzenia polityki pieniężnej. Podwyżka stóp procentowych działa na popyt konsumpcyjny, a nie na hiperskalerów, którzy zamawiają pamięć na dwa lata do przodu. Nowy szef Fed Kevin Warsh obiecał sprowadzić inflację do 2 procent, tylko że jednym z jej motorów jest inwestycyjny walec, którego bank centralny w praktyce nie hamuje.
Prąd: centra danych budują się szybciej niż elektrownie
Popyt wyprzedza podaż i to jest sedno problemu. PJM Interconnection, największy operator sieci w USA, zwracał uwagę, że obiekt centrum danych powstaje albo się rozbudowuje dwa lub trzy razy szybciej niż moce wytwórcze, które mają go zasilić. Do tego dochodzą wygaszane elektrownie węglowe, elektryfikacja transportu, pogoda i wiekowa infrastruktura.
Pooja Sriram, ekonomistka Barclays, w rozmowie z CNN wskazała mechanizm przenoszenia kosztu: centra danych są gotowe zapłacić stawkę, jakiej zażąda dostawca, co podbija ceny hurtowe, a te lądują potem na rachunkach gospodarstw domowych. Amerykańskie dane CPI pokazują, że ceny prądu dla odbiorców indywidualnych rosły w 2025 roku mniej więcej dwa razy szybciej niż średnia z lat wcześniejszych, a przez pierwsze pięć miesięcy tego roku tempo było jeszcze wyższe. W czerwcu spadły o 1 procent, ale rok do roku nadal są o 4 procent wyżej.
Departament Energii prognozuje w tym roku wzrost całkowitego zużycia energii w USA o 2,15 procent, przy czym u odbiorców komercyjnych skok ma sięgnąć 5 procent, głównie z powodu centrów danych.
Pamięci RAM: rachunek za serwerownie AI płaci klient sklepu
Prąd to jedno. Drugie to pamięć, i tu skala jest znacznie bardziej brutalna.
Producenci przekierowali moce produkcyjne w stronę wysokomarżowych układów o dużej przepustowości, których żądają centra danych. Efekt widać w cenach hurtowych. Amerykański indeks PPI dla produkcji półprzewodników i komponentów elektronicznych pokazał w czerwcu wzrost o 26 procent rok do roku, podczas gdy w czerwcu 2025 roku ta sama kategoria taniała o 0,8 procent. Wykres wygląda jak kij hokejowy.
Rynkowe dane są jeszcze ostrzejsze. Według TrendForce kontraktowe ceny zwykłej pamięci DRAM rosły w drugim kwartale o około 60 procent kwartał do kwartału, a w trzecim mają wzrosnąć o kolejne 13 do 18 procent. Analitycy tłumaczą to spowolnienie nie poprawą podaży, lecz tym, że producenci elektroniki przestali być w stanie absorbować kolejne podwyżki. Rynek dobił do sufitu wytrzymałości konsumenta.
Obserwuję ten temat od miesięcy i mam wrażenie, że rozmawiamy o AI wyłącznie w kategoriach modeli, benchmarków i zwolnień. A prawdziwa zmiana dzieje się w rachunkach, których nikt nie fotografuje na LinkedInie. Sztuczna inteligencja przestała być abstrakcją z prezentacji inwestorskiej i stała się pozycją kosztową w budżecie domowym, choć przeciętny człowiek nie ma pojęcia, że płaci właśnie za czyjś klaster GPU.
Jednocześnie nie chcę popadać w łatwy katastrofizm. Każda infrastrukturalna rewolucja zaczynała się od drożyzny: kolej, elektryfikacja, telefonia komórkowa. Pytanie brzmi, kto ma cierpliwość czekać na drugą część tej opowieści i czy nie okaże się, że korzyści skonsumuje wąska grupa firm, a koszty rozłożą się na wszystkich. Drugie pytanie jest jeszcze mniej wygodne: co się stanie z cenami sprzętu i prądu, jeśli inwestycje w centra danych wyhamują, a moce produkcyjne będą już przestawione?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Apple, Microsoft i Sony przerzucają koszty na klientów
Podwyżki przestały być zapowiedzią. To już cenniki:
- Apple pod koniec czerwca podniosło ceny części najpopularniejszych produktów o mniej więcej 20 procent, tłumacząc to „nadzwyczajnym skokiem popytu na pamięć i przestrzeń dyskową” / „an extraordinary surge in demand for memory and storage” ze strony centrów danych AI
- Microsoft w zeszłym miesiącu podniósł ceny konsol Xbox o około 25 procent, przyznając, że cała branża elektroniki użytkowej mierzy się z kryzysem komponentów, a konsole obrywają szczególnie mocno
- Sony podniosło cenę konsoli PlayStation wcześniej w tym roku, z tego samego powodu
- Microsoft w lutym podwyższył cenę abonamentu Office 365 dla użytkowników indywidualnych o 43 procent, a planu rodzinnego o 30 procent, po dekadzie utrzymywania stawek na tym samym poziomie. Nową funkcją w pakiecie jest Copilot
Zwróćcie uwagę, co się właśnie stało z komputerami w amerykańskim koszyku inflacyjnym. Ta kategoria była przez lata deflacyjna, bo za te same pieniądze dostawało się coraz mocniejszy sprzęt, a urząd statystyczny traktował to jak spadek ceny. W pierwszej połowie 2026 roku komputery i sprzęt towarzyszący zdrożały. Gregory Daco z EY-Parthenon mówi, że jesteśmy dopiero na początku przenoszenia wyższych cen producenckich i importowych na konsumenta.
Budowy, miedź i pensje
Trzeci kanał jest mniej widoczny, ale może okazać się najbardziej dokuczliwy. Centra danych zjadają miedź, okablowanie i, co ważniejsze, ludzi.
Thierry Wizman z Macquarie Group zaproponował prosty test: jeśli budowa infrastruktury AI naprawdę napina zasoby gospodarki, powinno to być widać w płacach w budownictwie szybciej niż gdziekolwiek indziej. I widać. Dane ogólnokrajowe pokazują wyraźne rozejście się dynamiki wynagrodzeń w budownictwie i w reszcie gospodarki. Wizman dodaje, że przy istniejącym już problemie z dostępnością mieszkań rosnące płace na budowach mogą pchać w górę także ceny domów.
Co to oznacza dla polskich firm i konsumentów?
Polska jest w tej układance w innym miejscu niż USA i sprawdziłem to na danych, zanim napiszę cokolwiek o „polskim odpowiedniku amerykańskiego problemu”.
Nasz rynek centrów danych ma około 200 MW mocy i zużywa 1,7 do 1,8 TWh rocznie, czyli mniej więcej 1 procent krajowej konsumpcji energii. To za mało, żeby dziś windować rachunki gospodarstw domowych, bo za nasze podwyżki odpowiadają przede wszystkim opłaty dystrybucyjne i systemowe. Ale projekt Planu Rozwoju Sieci Przesyłowej PSE na lata 2027 do 2036 zakłada, że w ciągu dekady zapotrzebowanie polskich centrów danych wzrośnie niemal dziesięciokrotnie. Jesteśmy więc kilka lat przed momentem, w którym ten czynnik zacznie mieć znaczenie cenowe. Kilka lat to niewiele, jeśli chodzi o budowę linii przesyłowych.
Gorzej wygląda kanał sprzętowy, bo tu żadnego opóźnienia nie ma. Ceny pamięci są globalne, a polski sklep kupuje w tym samym cenniku co niemiecki. Rzeczpospolita wyliczała, że koszt produkcji typowego laptopa z 16 GB RAM może w 2026 roku wzrosnąć o 40 do 50 dolarów, a przeciętnego smartfona o około 30 dolarów, i że zostanie to przerzucone na kupujących. Do tego dochodzą czynniki lokalne: kurs dolara, VAT liczony procentowo od wyższej ceny i zmieniona od stycznia opłata reprograficzna.
Dla działów IT wniosek jest praktyczny. Odnowienia sprzętu, które można było odkładać, przestały być darmowe w odkładaniu. Jeśli firma planuje wymianę floty laptopów w 2027 roku, kalkulacja z 2024 roku nadaje się dziś wyłącznie do kosza.
Czy to się kiedyś odwróci?
Zandi nie kwestionuje tego, że AI ostatecznie podniesie produktywność. Kwestionuje termin. Jego zdaniem efekty rozłożą się na najbliższe pięć do dziesięciu lat, a do tego czasu gospodarka dostaje koszty bez rekompensaty. Dane sektorowe na razie mu wtórują, bo wzrost produktywności trzyma się okolic historycznej średniej.
Bo to jest właśnie ten moment cyklu, w którym płaci się rachunek za obietnicę. Pytanie tylko, czy obietnica przyjdzie na czas.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym artykułu CNN Business z dnia 28.07.2026, raportu TrendForce omówionego przez Tom’s Hardware oraz wywiadu Marka Zandiego dla CNBC. Wykorzystano również dane Bureau of Labor Statistics, Departamentu Energii USA, PJM Interconnection, Moody’s Analytics, a w części dotyczącej polskiego rynku publikacje ITwiz opartą na projekcie Planu Rozwoju Sieci Przesyłowej PSE oraz Rzeczpospolitej i money.pl. Cytaty Marka Zandiego (główny ekonomista Moody’s Analytics) oraz oświadczenie Apple zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych danych o wpływie inwestycji w AI na inflację i ceny elektroniki.
