Nagranie zmarłego dyktatora Indonezji, który namawia wyborców do głosowania na konkretną partię, zebrało 4,2 miliona wyświetleń w pięć dni. Nikt go nie ukrywał, bo opublikował je wiceprzewodniczący tej właśnie partii.
- 7 stycznia 2024 roku wiceprzewodniczący indonezyjskiej partii Golkar, Erwin Aksa, opublikował nagranie AI ze sklonowaną twarzą i głosem zmarłego w 2008 roku dyktatora Suharto, który nawołuje do głosowania na tę partię.
- Film zebrał 4,2 miliona wyświetleń w ciągu pięciu dni, a do końca roku licznik przekroczył 4,7 miliona wyświetleń.
- Aksa nie ukrywał pochodzenia materiału – oznaczył nagranie informacją o użyciu sztucznej inteligencji i wyjaśnił, że miało ono przypomnieć wyborcom o znaczeniu ich głosów.
Jacek Dukaj postawił wczoraj w „Wyborczej” tezę, że każde kolejne wybory wygra ten, kto dysponuje lepszą sztuczną inteligencją. Brzmi jak prognoza. Sprawdziłem, ile z tego już się wydarzyło, i okazuje się, że sporo. Przypadek indonezyjski, od którego zaczyna się cała ta rozmowa, wciąż jest najlepszym materiałem poglądowym, jaki mamy.
Nagranie opublikował na swoim profilu Erwin Aksa: twitter.com/erwinaksa_id.
Cztery miliony wyświetleń w pięć dni
7 stycznia 2024 roku Erwin Aksa, wiceprzewodniczący Golkaru, udostępnił w serwisie X film przedstawiający Suharto. Postać w batikowej koszuli, na tle flag Indonezji i partii, przedstawia się jako drugi prezydent kraju i prosi o oddanie głosu na przedstawicieli Golkaru. Suharto rządził Indonezją przez 32 lata i zmarł w styczniu 2008 roku, szesnaście lat przed publikacją tego materiału. Twarz i głos zostały sklonowane narzędziami AI.
W ciągu pięciu dni nagranie zebrało 4,2 miliona wyświetleń i ponad tysiąc komentarzy. Do końca roku licznik przekroczył 4,7 miliona.
Najciekawsze jest to, czego w tej historii nie ma. Nie ma anonimowych trolli, nie ma zagranicznej farmy botów, nie ma śledztwa o to, kto stoi za nagraniem. Aksa podpisał materiał informacją, że powstał z użyciem sztucznej inteligencji, i wyjaśnił swoje intencje.
„Nagranie powstało po to, żeby przypomnieć, jak ważne są nasze głosy” / „The video was made to remind us how important our votes are” – tłumaczył cytowany przez CNN.
Sprzeciw był natychmiastowy. Gugum Ridho Putra, koordynator organizacji pozarządowej zajmującej się monitorowaniem wyborów, powiedział wtedy serwisowi Benar News, że „sztuczna inteligencja może być narzędziem nieograniczonej propagandy politycznej” / „AI can be a tool of unlimited political propaganda”, jeśli nikt jej nie ureguluje.
W wyborach 14 lutego 2024 roku głosowało ponad 204 miliony Indonezyjczyków. Prezydentem został Prabowo Subianto, były zięć Suharto i generał z czasów jego dyktatury. Golkar poprawił wynik z 12,3 do 15,3 procent i utrzymał pozycję drugiej siły w parlamencie. Nikt nie udowodnił, że jedno nagranie przełożyło się na te trzy punkty procentowe. I to jest właśnie problem z całą tą dyskusją: skutków takich materiałów praktycznie nie da się zmierzyć, a to oznacza, że nie da się też ich zdementować.
Europa ma już własne przypadki, i nie są to przypadki egzotyczne
Kiedy dwa lata temu opisywano indonezyjski deepfake, brzmiało to jak historia z odległego kraju o młodej demokracji. Od tamtego czasu lista europejska urosła:
- Słowacja, 2023. Michal Šimečka padł ofiarą spreparowanego nagrania audio w końcówce wyrównanego wyścigu wyborczego. Wybory przegrał.
- Rumunia, grudzień 2024. Sąd konstytucyjny unieważnił pierwszą turę wyborów prezydenckich wygraną przez Călina Georgescu, wskazując na rosyjską ingerencję w proces wyborczy.
- Polska, maj 2025. Tuż przed ciszą wyborczą przed drugą turą po Facebooku i X krążyły wygenerowane przez AI zdjęcia Rafała Trzaskowskiego. Demagog odnalazł je między innymi w grupach popierających Karola Nawrockiego, co nie znaczy, że stworzył je jego sztab.
- Irlandia, 2025. Trzy dni przed wyborami prezydenckimi pojawił się deepfake informujący, że kandydatka Catherine Connolly wycofuje się z wyścigu. Zebrał setki tysięcy wyświetleń.
- Francja, grudzień 2025. Emmanuel Macron publicznie krytykował Facebooka za odmowę usunięcia wygenerowanego przez AI filmu zapowiadającego zamach stanu.
Widać w tym pewien wzór. Materiał nie musi przekonać milionów. W wyrównanym wyścigu wystarczy zamieszać w głowach niewielkiej grupie w ostatnich siedemdziesięciu dwóch godzinach kampanii, kiedy sprostowanie już nie zdąży dogonić oryginału.
Boję się w tej dyskusji jednego uproszczenia. Mówimy o deepfake’ach tak, jakby zagrożeniem był pojedynczy fałszywy film, który trzeba wykryć i skasować. Tymczasem indonezyjski przypadek pokazuje coś innego: nikt niczego nie ukrywał, autor sam przyznał się do użycia AI, materiał był otwarcie partyjny i mimo to zrobił swoje. Skalowalność jest ważniejsza od jakości podróbki. Jeden sztab może dziś wyprodukować tysiąc wariantów przekazu, przetestować je na tysiącu mikrosegmentów wyborców i zostawić w obiegu te, które działają, zanim ktokolwiek zdąży policzyć, ile ich było.
Z drugiej strony ostrożnie z katastrofizmem. Nie mamy uczciwych podstaw, by twierdzić, że sztuczna inteligencja rozstrzygnęła już jakiekolwiek duże demokratyczne wybory. Mamy poszlaki, korelacje i mocne przeczucia. To za mało, żeby ogłaszać koniec czegokolwiek, i akurat w tej sprawie panika sama w sobie jest paliwem dla tych, którzy chcą podważyć zaufanie do wyników głosowania.
Pytanie, które sobie zadaję, brzmi inaczej niż „jak wykrywać deepfake”. Brzmi: co się stanie z demokracją, w której każdy przegrany będzie mógł powiedzieć, że nagranie z jego udziałem było wygenerowane, i nikt nie zdoła mu tego skutecznie wybić z ręki?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Od 2 sierpnia etykieta przestała być dobrą wolą
Europa weszła w tę fazę z twardszym zestawem przepisów niż reszta świata. Od 2 sierpnia 2026 roku obowiązuje artykuł 50 AI Act, który nakłada na podmioty zawodowo korzystające ze sztucznej inteligencji obowiązek ujawniania, że obraz, dźwięk lub film stanowiący deepfake został wygenerowany albo zmanipulowany. Za naruszenie obowiązków przejrzystości grozi kara do 15 milionów euro albo 3 procent światowego obrotu, zależnie od tego, która kwota jest wyższa.
Definicja jest przy tym szersza, niż wielu zakładało. Jak tłumaczył w naszym tekście o nowych obowiązkach radca prawny Tomasz Zalewski, po majowych wytycznych Komisji Europejskiej „najogólniej mówiąc, są to obrazy, nagrania wideo lub dźwiękowe wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji, które przypominają realistyczne obiekty”.
Sztab wyborczy publikujący spot z syntetycznym głosem kandydata mieści się w tej definicji bez najmniejszych wątpliwości.
Tylko że etykieta nie usuwa treści z obiegu. Materiał Aksy miał opis mówiący wprost, że powstał z użyciem AI, i to niczego nie zmieniło. Przepis działa na producenta, nie na odbiorcę, który przewija ekran w tempie sekundy na post i nie czyta podpisów.
Polska wchodzi w kampanię 2027 gorzej przygotowana, niż jej się wydaje
Najbliższe wybory parlamentarne mamy jesienią 2027 roku. Liczby, z którymi do nich podchodzimy, nie napawają optymizmem.
NASK zgłosił platformom w całym 2025 roku ponad 46 tysięcy materiałów zawierających dezinformację. Od 1 stycznia do 30 kwietnia 2025 roku, czyli w gorącej fazie kampanii prezydenckiej, Zespół Szybkiego Reagowania i Wykrywania Dezinformacji zgłosił 428 incydentów bezpośrednio związanych z wyborami. To jest skala pracy jednej instytucji, i nie obejmuje ona wszystkiego, co przez polską infosferę przepłynęło.
Gorzej wygląda strona odbiorcy. Według badania „Dezinformacja oczami Polaków 2024″ aż 58 procent Polaków nie spotkało się z pojęciem „deepfake”. Ponad 20 procent ankietowanych nie potrafiło wymienić ani jednej cechy pozwalającej rozpoznać sfabrykowany materiał. Trudno bronić się przed czymś, czego się nie nazywa.
Ciekawe jest zestawienie tego z tym, czego polskie firmy się obawiają. W naszym raporcie „Polska firma w erze AI 2026″ dezinformacja i deepfake’i uplasowały się na drugim miejscu listy obaw z wynikiem 24 procent, wyprzedzając strach przed utratą pracy, który wskazało 14,8 procent respondentów. Świadomość zagrożenia w biznesie jest więc wyraźnie wyższa niż w populacji ogólnej. To dobra wiadomość dla działów komunikacji i zła dla wszystkich, którzy liczą, że problem rozwiąże się sam przez wzrost kompetencji cyfrowych.
Czy lepsza AI naprawdę wygrywa wybory
Wracam do tezy Dukaja. Uważam, że jest w niej trafna intuicja i jedno przesunięcie akcentu, z którym się nie zgadzam.
Trafna intuicja: przewaga technologiczna w kampanii przestaje być kwestią budżetu na spoty telewizyjne, a staje się kwestią tempa produkcji i testowania przekazu. Kto może wygenerować i sprawdzić tysiąc wariantów komunikatu w czasie, w którym konkurent produkuje trzy, gra w innej lidze.
Przesunięcie: sama jakość narzędzia znaczy mniej, niż się wydaje. Indonezyjski deepfake był technicznie przeciętny i każdy widz mógł się dowiedzieć, że jest sztuczny. Zadziałał, bo trafił w nostalgię, którą część elektoratu już w sobie nosiła. Sztuczna inteligencja nie tworzy przekonań, tylko obniża koszt ich podgrzewania do zera.
Wybory wygrywa więc nie ten, kto ma lepszy model, ale ten, kto lepiej wie, co jego wyborcy chcą usłyszeć. Model jedynie skraca drogę od pomysłu do miliona wyświetleń z tygodnia do popołudnia.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów źródłowych, w tym pierwszej relacji serwisu Benar News z 12.01.2024 oraz reportażu CNN z 12.02.2024. Dane o wynikach wyborczych i zasięgach nagrania zweryfikowano dodatkowo w publikacjach Rappler, The Straits Times, Bloomberg Opinion i The Conversation. Kontekst europejski oparto na doniesieniach Euronews oraz analizach OKO.press i Stowarzyszenia Demagog, dane o polskiej infosferze pochodzą z NASK i badania „Dezinformacja oczami Polaków 2024″, a dane o obawach polskich firm z własnego raportu redakcji „Polska firma w erze AI 2026″. Punktem wyjścia do tematu był tekst Wyborczej z 28.08.2026. Cytaty Erwina Aksy i Guguma Ridho Putry zostały zweryfikowane z oryginalnymi anglojęzycznymi materiałami źródłowymi. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w kampaniach wyborczych.
