Były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego był gościem pierwszego odcinka „ZNAM PRZYSZŁOŚĆ”, nowego cyklu prof. Aleksandry Przegalińskiej na kanale ZNAM. Rozmowa dotyczy tego, co sztuczna inteligencja robi z polem walki i czy w ogóle zmienia naturę wojny.
- Gen. Rajmund Andrzejczak, były Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w latach 2018–2023, wziął udział w pierwszym odcinku cyklu „ZNAM PRZYSZŁOŚĆ" prowadzonego przez filozofkę i badaczkę technologii prof. Aleksandrę Przegalińską.
- Były przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA gen. Mark Milley szacuje, że w ciągu kilku najbliższych lat nawet około 40 procent platform bojowych może być bezzałogowych.
- Cykl „ZNAM PRZYSZŁOŚĆ" ma być serią rozmów o wpływie sztucznej inteligencji na państwo, bezpieczeństwo, naukę, gospodarkę, kulturę i religię.
Odcinek jest dostępny na kanale ZNAM, a relację z rozmowy opublikował portal i.pl: Wojna przyszłości: AI wkracza na front.
Filozofka i generał siadają przy jednym stole
Prowadząca program Aleksandra Przegalińska jest filozofką i badaczką nowych technologii. Jej gość, gen. Rajmund Andrzejczak, w latach 2018-2023 był najwyższym rangą żołnierzem w Polsce. Zestawienie samo w sobie jest ciekawe, bo w polskiej debacie o AI rzadko zdarza się, żeby ktoś z tak długim doświadczeniem operacyjnym rozmawiał z badaczką technologii o czymś innym niż zakupy sprzętu.
„ZNAM PRZYSZŁOŚĆ” ma być serią rozmów o wpływie sztucznej inteligencji na państwo, bezpieczeństwo, naukę, gospodarkę, kulturę i religię. Pierwszy odcinek trafił w temat, który akurat w tym momencie jest przedmiotem twardych negocjacji dyplomatycznych. O tym za chwilę.
Czterdzieści procent platform bez człowieka na pokładzie
Punktem wyjścia rozmowy była wizja konfliktu, z którego człowiek stopniowo znika. Przegalińska zwróciła uwagę, że popycha nas w tę stronę nie tylko tempo rozwoju AI, ale też demografia. Starzejące się społeczeństwa za kilkadziesiąt lat mogą po prostu nie mieć skąd brać zawodowych żołnierzy.
Andrzejczak nie twierdzi, że czeka nas wojna całkowicie bez ludzi. Przywołuje natomiast swoją rozmowę z Markiem Milleyem, byłym przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA. Podczas konferencji poświęconej nowym technologiom Milley miał szacować, że w ciągu kilku najbliższych lat nawet około 40 procent platform bojowych może być bezzałogowych.
To liczba, która brzmi jak prognoza sprzętowa, a jest prognozą polityczną. I generał od razu to punktuje.
Dron nad Petersburgiem kontra pilot w kokpicie
Najciekawszy fragment rozmowy dotyczy konsekwencji, o której mówi się znacznie rzadziej niż o skuteczności dronów. Im więcej systemów bezzałogowych w arsenale państwa, tym niższe polityczne ryzyko decyzji o ich użyciu.
Andrzejczak podaje przykład, który zapada w pamięć. Dla polityka czym innym jest wysłanie drona nad Petersburg, którego przeciwnik po prostu zestrzeli, a czym innym wysłanie tam samolotu z pilotem, który może zginąć albo trafić do niewoli. W pierwszym przypadku koszt porażki to sprzęt. W drugim to twarz człowieka w telewizji i pogrzeb transmitowany na żywo.
Technologia ogranicza więc obecność człowieka na polu walki i jednocześnie obniża próg wejścia w konflikt. Mniej żołnierzy nie oznacza mniej wojny. Może oznaczać jej więcej.
Uwielbiam tę rozmowę za jedno zdanie generała: „Wojna jest cały czas taka sama”. To niepopularna teza w branży, która lubi sprzedawać rewolucje. Piszę o AI codziennie i widzę, jak łatwo wpaść w przekonanie, że wystarczy lepszy model, żeby wygrać następny konflikt. Ukraina pokazuje coś odwrotnego: drony zmieniły statystykę strat, ale nie przesunęły linii frontu w sposób, jakiego oczekiwali entuzjaści. Jednocześnie nie podzielam spokoju wobec paradoksu, który Andrzejczak opisuje. Jeśli dron nad Petersburgiem naprawdę kosztuje polityka mniej niż pilot, to zmienia się nie technika, tylko rachunek moralny podejmowania decyzji o użyciu siły. A tego rachunku nikt w Polsce publicznie nie prowadzi. Kupujemy sprzęt za dwieście miliardów i nie mamy debaty o tym, kto odpowiada, gdy algorytm się pomyli. Pytanie, które zostawiam otwarte: czy polska armia ma dziś procedurę na wypadek błędu autonomicznego systemu, czy będziemy ją pisać dopiero po pierwszym incydencie?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Ukraina jako laboratorium, którego nikt nie chciał
Kontekst dla tej rozmowy dostarcza front, do którego z Polski jest kilkaset kilometrów. Wołodymyr Zełenski podał na początku roku, że ponad 80 procent skutecznych uderzeń ukraińskich sił przeciwko Rosjanom wykonują dziś drony. Jego kancelaria mówiła o 820 tysiącach celów trafionych bezzałogowcami w ciągu roku. Wcześniej, wiosną 2025 roku, ukraińscy przedstawiciele szacowali ten udział na około 70 procent.
Cywilna strona tej statystyki wygląda gorzej. Misja monitoringu praw człowieka ONZ w Ukrainie potwierdziła w pierwszym półroczu 2026 roku 1396 zabitych i 7978 rannych cywilów. To o 37 procent więcej niż w tym samym okresie 2025 roku i ponad dwukrotnie więcej niż w 2024. Za większość ofiar w rejonach przyfrontowych odpowiadają drony krótkiego zasięgu.
Andrzejczak i Przegalińska zastanawiają się właśnie nad tym, czego z tego wyciągnąć wnioski. Czy przekonanie, że następną wojnę wygra ten, kto ma najlepsze algorytmy i najwięcej maszyn bez pilota, nie jest zbyt proste. Rozmowa dotyka też granicy między rywalizacją państw, wojną hybrydową a wojną w klasycznym rozumieniu, oraz języka, którym opisujemy zagrożenie ze strony Rosji.
Genewa ma na to jeszcze kilka tygodni
Odcinek trafia do sieci akurat wtedy, gdy sprawa autonomicznych systemów uzbrojenia wchodzi w decydującą fazę na poziomie międzynarodowym. 25 sierpnia sekretarz generalny ONZ António Guterres i szefowa Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża Mirjana Spoljaric Egger wystosowali wspólny apel do państw.
„Jesteśmy niebezpiecznie blisko przekroczenia moralnej czerwonej linii: autonomicznego namierzania ludzi przez maszyny” / „We are now dangerously close to crossing a moral red line: the autonomous targeting of humans by machines” napisali. Guterres zapowiedział apel również na swoim profilu.
Apel domaga się zakazu dwóch kategorii broni:
- systemów nieprzewidywalnych, w przypadku których operator z założenia lub w trakcie użycia nie jest w stanie przewidzieć skutków użycia siły
- systemów przeciwpiechotnych, czyli takich, które celowo namierzają człowieka, bo sprowadzają ludzkie życie do danych, algorytmu i operacji czujników
Laurent Gisel z MKCK ujął problem prosto: „Jeśli nie da się tego przewidzieć, to jak można to ograniczyć?” / „If it’s not possible to predict it, then how is it possible to limit it?”
Terminarz jest konkretny. W listopadzie w Genewie odbędzie się siódma konferencja przeglądowa Konwencji o zakazie lub ograniczeniu użycia niektórych broni konwencjonalnych. ONZ i Czerwony Krzyż nazywają ją najczystszą dostępną drogą do rozpoczęcia negocjacji nad wiążącym instrumentem prawnym. Pierwszy wspólny apel obu instytucji z 2023 roku wskazywał rok 2026 jako termin zawarcia takiego traktatu. Traktatu nie ma, negocjacje formalnie się nie zaczęły.
Warto przy tym pamiętać, że komercyjne modele AI są już wbudowane w wojskowe systemy targetingowe. Opisywaliśmy to na przykładzie Palantira i Claude’a w systemie Maven. Granica między narzędziem cywilnym a bronią jest dziś cieńsza, niż wynikałoby z dokumentów.
Rekordowy budżet, doktryna pisana wolniej
Dla polskiego czytelnika ta rozmowa nie jest teorią. Budżet obronny na 2026 rok zatwierdzono na poziomie około 200 miliardów złotych, czyli blisko 4,8 procent PKB. To jeden z najwyższych wskaźników w NATO. Dla porównania w 2025 roku wydaliśmy około 175 miliardów, a jeszcze kilka lat temu poruszaliśmy się w okolicach 2 procent PKB. Deloitte szacuje łączne nakłady na obronność w latach 2025-2035 na 1,9 biliona złotych wobec 825 miliardów w dekadzie 2014-2024.
Priorytety Programu Rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2025-2039 wymieniają drony i systemy antydronowe obok obrony powietrznej, amunicji, rozpoznania i logistyki. Kupujemy więc dokładnie to, o czym mówi Andrzejczak.
Gorzej z tym, co się dzieje wokół zakupów. Raport PKO BP wskazywał, że w 2023 roku badania i rozwój stanowiły zaledwie 0,3 procent polskiego budżetu wojskowego, podczas gdy we Francji i Niemczech udział ten był około dziesięciokrotnie wyższy. Prof. Paweł Wojciechowski z Business Centre Club zwraca uwagę, że jesteśmy liderem NATO pod względem udziału wydatków w PKB, ale nie jesteśmy nim w eksporcie własnych wyrobów ani w wykorzystaniu umów kooperacyjnych na rzecz krajowej gospodarki.
Można kupić najlepsze bezzałogowce na rynku i nadal nie mieć odpowiedzi na pytanie, kto odpowiada za decyzję podjętą przez oprogramowanie pokładowe. Polska będzie zasiadać przy stole w Genewie w listopadzie. Dobrze byłoby wiedzieć wcześniej, jakie stanowisko zajmiemy.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów źródłowych, w tym relacji z pierwszego odcinka programu „ZNAM PRZYSZŁOŚĆ” opublikowanej przez Portal i.pl z 28 i 29 sierpnia 2026 roku oraz komunikatu UN News z 25 sierpnia 2026 roku o wspólnym apelu ONZ i Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. Dane o roli dronów na froncie w Ukrainie pochodzą z wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego cytowanych przez Business Insider oraz z raportów misji monitoringu praw człowieka ONZ w Ukrainie (HRMMU). Dane o polskich wydatkach obronnych pochodzą z budżetu na 2026 rok, materiałów Ministerstwa Obrony Narodowej i Agencji Uzbrojenia oraz z szacunków Deloitte i raportu PKO BP przywoływanych przez agencję Newseria. Cytaty Antónia Guterresa i Laurenta Gisela zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym, wypowiedzi gen. Rajmunda Andrzejczaka pochodzą z polskojęzycznej relacji z programu. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę rozwoju negocjacji w sprawie autonomicznych systemów uzbrojenia i kolejnych odcinków programu.
