Krzysztof Stanowski przyznał, że Kanał Zero testuje tworzenie obcojęzycznych wersji swoich materiałów za pomocą sztucznej inteligencji. Zamiast zatrudniać dziennikarzy za granicą, chce generować lokalne odpowiedniki własnych prowadzących, na przykład nigeryjską wersję Joanny Pinkwart mówiącą o prześladowaniach chrześcijan w Nigerii.
Kluczowe fakty:
- Krzysztof Stanowski poinformował, że Kanał Zero testuje tworzenie obcojęzycznych wersji swoich materiałów przy użyciu sztucznej inteligencji, bez zatrudniania dziennikarzy za granicą.
- Jako przykład podał generowanie lokalnych odpowiedników własnych prowadzących, takich jak „nigeryjska wersja Joanny Pinkwart" omawiająca prześladowania chrześcijan w Nigerii.
- Stanowski przyznał, że efekty testów nie są jeszcze wystarczająco dobre do publicznej premiery, ale spodziewa się nabyć zaufanie do tej technologii w ciągu najbliższego roku.
Wątek pojawił się w piątym odcinku cyklu „Ognisko u Stana”, opublikowanym w niedzielę 2 sierpnia. Gościem był dziennikarz piłkarski Tomasz Ćwiąkała, a zapowiedź rozmowy Kanał Zero opublikował na swoim profilu: OficjalneZero.
🔥 Przed nami kolejne Ognisko u Stana!
Gościem @K_Stanowski jest @cwiakala. ⚽
Rozsiądźcie się wygodnie i włączcie najnowszy odcinek.☀️📺 pic.twitter.com/kxE0lvIfBP
— OficjalneZero (@OficjalneZero) August 2, 2026
Testy trwają, premiery nie ma
Ćwiąkała zapytał wprost o ekspansję zagraniczną. Stanowski odpowiedział, że nie zamierza uruchamiać osobnych kanałów dla widzów spoza Polski, ale myśli o tym, żeby przy użyciu sztucznej inteligencji przygotowywać wersje materiałów dopasowane do konkretnych rejonów świata. Materiałów, które i tak powstają na potrzeby polskiego widza.
Przykład podał od razu i był to przykład bardzo konkretny. Jeśli redakcja robi temat o prześladowaniach chrześcijan w Nigerii, to tworzy sobie nigeryjską Joannę Pinkwart, która o tym opowiada. Pinkwart to dziennikarka Kanału Zero, wcześniej przez siedemnaście lat związana z TVP, w latach 2019 do 2024 korespondentka publicznego nadawcy w Waszyngtonie.
Stanowski zaznaczył, że nie planuje zatrudniania ludzi za granicą i chce oprzeć całość na sztucznej inteligencji. Pytany o zaufanie do tej technologii, odpowiedział: „Wydaje mi się, że nabędę tego zaufania w ciągu najbliższego roku”. Jednocześnie przyznał, że efekty na razie nie są wystarczająco dobre: „Na razie jeszcze nie wygląda to na tyle dobrze, żeby tak bez wstydu wypuścić”. Dorzucił przy tym żart o nigeryjskim kinie akcji, w którym poprzeczka jakościowa wisi na tyle nisko, że ten wstyd może być przesadzony.
Skala, która uzasadnia eksperyment
Kanał Zero działa od lutego 2024 roku. Główny kanał na YouTubie ma 2,34 mln subskrybentów, a 13 tys. opublikowanych materiałów zebrało 2,15 mld odtworzeń. W tym roku wystartowały dwa nowe przedsięwzięcia: portal Zero.pl w lutym oraz stacja Zero TV w drugiej połowie maja, dostępna u operatorów kablowych i satelitarnych.
Finanse też rosną szybko. Stanowski podał w grudniu, że kanał wypracował 40,59 mln zł przychodów, o 49 procent więcej niż rok wcześniej, gdy było to 27,33 mln zł. Zysk EBITDA wzrósł z 4,39 do 9,19 mln zł. Na 2026 rok zapowiedział 100 mln zł wpływów, minimum 25 mln zł EBITDA i zespół powiększony ze 110 do 200 osób.
I tu robi się ciekawie, bo pomysł Stanowskiego wpisuje się w coś, co dzieje się na YouTubie od kilku miesięcy. Platforma 4 lutego 2026 roku udostępniła automatyczny dubbing oparty na modelach Gemini wszystkim twórcom, w 27 językach. W grudniu ponad 6 mln osób dziennie oglądało co najmniej dziesięć minut materiałów zdubbingowanych przez AI, a w fazie pilotażu ponad jedna czwarta czasu oglądania pochodziła od widzów spoza podstawowego języka kanału. Jamie Oliver potroił wyświetlenia, Mark Rober dokładał po trzydzieści języków do filmu.
Różnica polega na tym, że YouTube tłumaczy głos. Stanowski mówi o czymś dalej idącym.
Rozumiem logikę tego pomysłu i nie mam zamiaru go wyśmiewać. Kanał Zero ma redakcję, która produkuje kilkadziesiąt materiałów tygodniowo, a koszt krańcowy wypuszczenia tego samego tematu w piątym języku jest przy dzisiejszych narzędziach bliski zeru. Z perspektywy właściciela to darmowy zasięg. Ale zastanawia mnie coś innego. Zagraniczna korespondencja opiera się na tym, że ktoś tam jest, rozmawia z ludźmi, weryfikuje. Jeśli materiał o Nigerii powstaje w Warszawie, a nigeryjska twarz jest tylko warstwą wizualną doklejoną na końcu, to widz w Lagos dostaje polski punkt widzenia udający lokalny. Pytanie brzmi, czy odbiorca zostanie o tym poinformowany, i czy Stanowski zrobi to sam, zanim ktoś go do tego zmusi. Sam przyznaje, że jakość jeszcze nie ta. Doceniam tę szczerość, bo połowa branży wypuściłaby to bez mrugnięcia okiem.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Syntetyczna prezenterka to zupełnie inna kategoria niż dubbing
Automatyczny dubbing podmienia ścieżkę dźwiękową i coraz częściej dopasowuje ruch ust. Widz nadal ogląda prawdziwą osobę mówiącą po angielsku czy japońsku. Wygenerowanie „nigeryjskiej Joanny Pinkwart” oznacza natomiast stworzenie postaci, która nie istnieje, a wygląda i brzmi jak prawdziwa dziennikarka relacjonująca prawdziwe wydarzenia.
W języku unijnego prawa taka postać ma już swoją nazwę. To deepfake, i to niezależnie od tego, czy przedstawia konkretną osobę.
Co to oznacza dla polskich firm i twórców
Odcinek trafił do sieci 2 sierpnia. Tego samego dnia zaczął obowiązywać artykuł 50 unijnego rozporządzenia o sztucznej inteligencji, czyli pakiet obowiązków przejrzystości. Zbieg okoliczności, ale trudno o lepszą ilustrację tego, czego przepisy dotyczą.
Radca prawny Katarzyna Załęska w rozmowie z „Gazetą Prawną” zwraca uwagę na szerokość definicji: „Treść nie musi przedstawiać konkretnej, realnej osoby czy rzeczy”. Wystarczy, że wygląda na coś, co mogłoby istnieć naprawdę. Wygenerowana reporterka mieści się w tym opisie bez cienia wątpliwości.
Co zmienia się dla każdego, kto zawodowo publikuje treści tworzone przez sztuczną inteligencję:
- obraz, film i dźwięk wygenerowany lub zmieniony przez AI, który przypomina rzeczywistość, trzeba oznaczyć w sposób czytelny dla odbiorcy
- chatboty i asystenci głosowi muszą ujawniać, że po drugiej stronie nie ma człowieka, chyba że jest to oczywiste w danym kontekście
- obowiązek oznaczania maszynowo odczytywalnego, czyli w praktyce znaku wodnego wbudowanego w plik, dotyczy dostawców narzędzi, a dla systemów wprowadzonych na rynek przed 2 sierpnia AI Omnibus daje czas do 2 grudnia 2026 roku
- odroczenie nie objęło obowiązków podmiotów stosujących AI, więc redakcja, agencja czy twórca oznaczają swoje materiały już teraz
- za zignorowanie tych wymogów grozi kara sięgająca 15 mln euro
Komisja Europejska przyjęła finalną wersję wytycznych do artykułu 50 dopiero 20 lipca, potwierdzając przy okazji Kodeks postępowania w sprawie oznaczania treści generatywnych. W Polsce nadzór ma sprawować Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, powołana ustawą o systemach sztucznej inteligencji.
Dla polskich wydawców, agencji i twórców internetowych oznacza to prostą rzecz. Eksperymentowanie z syntetycznymi prezenterami przestało być wyłącznie kwestią gustu i jakości. Stało się kwestią zgodności z prawem, a Kanał Zero jest akurat tym podmiotem, na który patrzy cała branża. Jeśli Stanowski wypuści nigeryjską Joannę Pinkwart z widocznym oznaczeniem, ustawi standard dla reszty rynku. Jeśli wypuści ją bez oznaczenia, ustawi zupełnie inny.
Sam zapowiedział, że zaufanie do tej technologii zbuduje w ciągu roku. Przez ten rok warto obserwować nie tyle jakość generowanych twarzy, ile to, co pojawi się w opisie materiału.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym wypowiedzi Krzysztofa Stanowskiego z odcinka „Ognisko u Stana” z 2 sierpnia 2026 roku, relacjonowanych przez Wirtualne Media, oraz danych o automatycznym dubbingu na YouTubie za Winbuzzer z dnia 05.02.2026. Kontekst regulacyjny opracowano na podstawie analiz artykułu 50 aktu o sztucznej inteligencji przygotowanych przez kancelarię Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy, kancelarię RPMS oraz materiałów „Gazety Prawnej”, z których pochodzi cytat Katarzyny Załęskiej. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o zagranicznych wersjach Kanału Zero i o egzekwowaniu obowiązków przejrzystości z AI Act.
