Największa uczelnia Meksyku po raz pierwszy w historii przeprowadziła egzamin wstępny przez internet i po raz pierwszy w historii musi go w praktyce powtórzyć. Systemy nadzoru oparte na sztucznej inteligencji miały zagwarantować uczciwość testu dla ponad 158 tysięcy kandydatów, a zamiast tego uruchomiły największy kryzys wiarygodności w nowoczesnych dziejach Universidad Nacional Autónoma de México.
Kluczowe fakty:
- UNAM – największa uczelnia Meksyku – po raz pierwszy przeprowadziła egzamin wstępny online dla ponad 158 tysięcy kandydatów, jednak test musi zostać powtórzony z powodu masowych oszustw.
- Doktorant Luis Ángel Maciel wykrył nieprawidłowości, analizując rozkład wyników: odsetek kandydatów na medycynę z ponad 100 poprawnymi odpowiedziami wzrósł z 9% w 2025 roku do 30% w 2026 roku, a próg wejścia na ten kierunek osiągnął maksimalne 120 punktów.
- UNAM unieważniła około 3 tysięcy prac (2% wszystkich), jednak niezależni eksperci wskazują, że skala zjawiska jest znacznie większa, a część kandydatów celowo zapisywała się na egzamin wyłącznie po to, by wynieść pytania.
Daniel Fernando García Velázquez podchodził do egzaminu wstępnego na UNAM cztery razy. Trzy pierwsze podejścia oznaczały czterysta kilometrów podróży z rodzinnego Veracruz do stolicy, bo uczelnia uparcie utrzymywała formułę stacjonarną. W czerwcu, za czwartym razem, pojechał do Meksyku ponownie, choć akurat tym razem test odbywał się zdalnie. Zdobył 94 punkty na 120 i miejsce na kierunku komunikacja i dziennikarstwo w FES Aragón. Nowy semestr rusza 10 sierpnia i on nadal nie wie, czy w nim uczestniczy.
Statystyka, która zdradziła całą aferę
Sygnał ostrzegawczy nie przyszedł z systemu nadzoru. Przyszedł z arkusza kalkulacyjnego.
Luis Ángel Maciel, doktorant biologii eksperymentalnej, opublikował na TikToku analizę rozkładu wyników. W 2025 roku ponad sto poprawnych odpowiedzi uzyskało 9 procent kandydatów na medycynę. W 2026 roku było to 30 procent. Próg wejścia na medycynę podskoczył ze 117 do 120 punktów, czyli do kompletu. Na naukach o komunikacji z 98 na 109.
Jednocześnie wystrzeliła druga skrajność rozkładu, czyli liczba osób z zerem albo kilkoma trafieniami. Maciel opisał ich prosto: to ludzie, którzy zapisali się na egzamin wyłącznie po to, żeby wynieść z niego pytania.
Alma Maldonado, członkini komisji technicznej powołanej do zbadania sprawy, mówiła w programie Perspectivas w CNN, że skala zjawiska jest szokująca. „Liczba ta potroiła się w porównaniu z poprzednimi latami” / „the number has tripled compared to previous years”.
UNAM unieważniła około 3 tysiące prac, czyli 2 procent wszystkich. Ale eksperci analizujący wyniki poszli znacznie dalej. „New York Times”, którego materiał przedrukowało Infobae, pisał o ustaleniu, że jakaś forma oszustwa mogła dotyczyć blisko połowy ze 160 tysięcy egzaminów.
Dwadzieścia zabezpieczeń, których nie było
Egzamin obsługiwała Territorium Life, spółka z Guadalupe w stanie Nuevo León, założona w 2012 roku, wyłoniona w trybie zamówienia z wolnej ręki. Milenio dotarł do załącznika technicznego podpisanego 23 marca, w którym firma zobowiązała się do wdrożenia co najmniej dwudziestu zabezpieczeń, częściowo opartych na sztucznej inteligencji.
Nie zadziałały. Infobae opisał katalog metod obchodzenia nadzoru: druga zakładka z ChatGPT, kamery 360 stopni pokazujące „czyste” biurko, telefony poza kadrem, podstawianie innej osoby. Na TikToku krążyły instrukcje. Daniel Flores Miranda, jeden ze zdających, powiedział CNN, że znajomy oferował mu program rozwiązujący test za 2500 pesos, około 150 dolarów. Sam nie skorzystał. Znał osoby, które skorzystały i zdały.
Territorium w liście do komisji technicznej broni się, że platforma zadziałała zgodnie z planem, a integralność egzaminu nie zależy wyłącznie od infrastruktury technologicznej i wymaga równoległego bezpieczeństwa akademickiego. Innymi słowy: to nie my, to organizacja po stronie uczelni. Jeśli komisja uzna, że firma nie dopełniła któregoś z szesnastu punktów umowy dotyczących studiów licencjackich, kara umowna wyniesie 4,18 miliona pesos, czyli 10 procent wynagrodzenia za tę usługę.
Ta historia nie jest o meksykańskich nastolatkach, którzy oszukiwali. Jest o instytucji, która kupiła sobie poczucie bezpieczeństwa i zapłaciła za nie wiarygodnością całego rocznika. UNAM zrobiła coś, co z perspektywy dostępności wyglądało rozsądnie: zdjęła z kandydatów z prowincji obowiązek jeżdżenia setki kilometrów do stolicy. Trudno to potępić. Problem w tym, że wraz z barierą geograficzną zniknęła też jedyna kontrola, która naprawdę działała, czyli sala, ławka i człowiek przy drzwiach.
Widzę tu wzorzec, który powtarza się w każdej branży dotkniętej generatywną sztuczną inteligencją. Kupujemy narzędzie od dostawcy, który obiecuje wykrywalność na poziomie światowym, i traktujemy to jako rozwiązanie problemu, a nie jako jeden z jego elementów. Potem okazuje się, że model nadzorujący egzamin nie ma pojęcia, co dzieje się w sąsiedniej zakładce przeglądarki, bo nikt mu tego nie pokazał, a napastnik ma nieskończenie wiele prób i zero konsekwencji za nieudane.
Jest też druga strona, o której rzadziej się mówi. Powtórka uderzy przede wszystkim w tych, którzy zdali uczciwie. Ktoś taki jak García Velázquez podchodzi do testu piąty raz nie dlatego, że oszukiwał, tylko dlatego, że oszukiwał ktoś inny, a uczelnia nie potrafi ich rozróżnić. To najgorszy możliwy komunikat dla osiemnastolatka wchodzącego w dorosłość.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Prokurator generalny i luka w regulaminie
Sprawa dotarła na szczyt meksykańskiej polityki. Prezydent Claudia Sheinbaum, sama absolwentka fizyki na UNAM, zasugerowała uczelni skorzystanie z pomocy prokuratury. „Muszą sprawdzić, jak popełniono to oszustwo” / „Tienen que ver cómo se cometió este fraude”, powiedziała, dodając, że trzeba ustalić, czy zawiniła firma obsługująca egzamin, czy pojedynczy kandydaci sięgający po sztuczną inteligencję.
Jest jeszcze problem czysto prawny, który opisał El Universal. Regulamin rekrutacji UNAM zakazuje słuchawek, urządzeń elektronicznych i pomocy z zewnątrz, ale nie wymienia sztucznej inteligencji jako odrębnej podstawy unieważnienia pracy. Horacio Martínez, specjalista od ewaluacji edukacyjnej, wskazuje, że brak takiego zapisu stawia uczelnię przed wyzwaniem prawnym bez precedensu. Uniwersytet złożył zawiadomienie karne przeciwko firmom i osobom sprzedającym usługi oszukańcze przy egzaminie.
31 lipca komisja techniczna pod przewodnictwem Eduardo Bárzany Garcíi przekazała rektorowi Leonardo Lomelímu Vanegasowi pierwszy raport z czterema rekomendacjami:
- przeprowadzenie egzaminu kontrolnego stacjonarnie, z nadzorem człowieka, w kilku turach i w różnych wersjach arkusza
- wezwanie wszystkich osób, które otrzymały zawiadomienie o przyjęciu (blisko 22 tysiące) oraz tych, które osiągnęły minimalny próg wymagany na danym kierunku i wydziale w latach 2021–2026
- przydzielenie miejsc wyłącznie na podstawie wyniku egzaminu kontrolnego
- przeprowadzenie testu możliwie szybko, żeby nie rozwalić kalendarza akademickiego
Łącznie oznacza to około 58 tysięcy osób. Rektor przeprosił kandydatów, którzy dostali się uczciwie, ale nie przyznał winy ani po stronie uczelni, ani po stronie Territorium. Zaznaczył też, że to nie jest nowy egzamin, tylko test weryfikujący. Wezwanie na niego nie jest oskarżeniem. Test ma liczyć 120 pytań i spełniać te same wymogi psychometryczne co rekrutacja właściwa. Dat ani miejsc nadal nie ogłoszono, a uczelnia komunikuje kolejne decyzje między innymi przez oficjalny profil UNAM.
Skala instytucji robi wrażenie sama w sobie. W roku akademickim 2025/2026 UNAM kształciła ponad 370 tysięcy osób na wszystkich poziomach. W tegorocznej rekrutacji o 21 962 miejsca w trybie konkursowym ubiegało się 158 712 kandydatów, czyli przyjęto mniej więcej co siódmego. Tego samego dnia, kilka godzin po ogłoszeniu decyzji komisji, uczelnia poinformowała o zmianie na stanowisku sekretarza generalnego.
Co to oznacza dla polskich uczelni
Polska nie ma egzaminu wstępnego o skali UNAM, ale ma dokładnie ten sam problem w mniejszej skali i rozłożony na tysiące zaliczeń.
Zdalne kolokwia weszły do polskich uczelni w pandemii i częściowo zostały. Autor bloga na platformie EPALE, prowadzonej przez Komisję Europejską, opisał to bez ogródek: żeby obejść test, nie trzeba żadnej wiedzy technicznej, wystarczy druga zakładka i kilkanaście sekund. Systemy zdalnego nadzoru blokują prawy przycisk myszy albo wykrywają drugi monitor, czyli walczą z narzędziami sprzed dekady. Jednocześnie uderzają w studentów z niepełnosprawnościami, którzy z tego drugiego monitora korzystają, bo muszą.
Uczelnie reagują różnie. Część wraca do formuły ustnej i stacjonarnej, tak jak Princeton, który w tym roku zakończył obowiązującą od 1893 roku zasadę egzaminów bez nadzoru. Część idzie w przeciwną stronę. Profesor Wojciech Baluch z Wydziału Polonistyki UJ przeprowadził egzamin, na którym ChatGPT był jawnie dozwolony, w formule debaty oksfordzkiej, argumentując, że udawanie, iż studenci nie korzystają z modeli językowych, jest równie sensowne jak udawanie, że nie ma internetu. Po stronie prac dyplomowych działa moduł Jednolitego Systemu Antyplagiatowego wykrywający treści generowane maszynowo, bezpłatny dla uczelni od lutego 2024 roku.
Jest jeszcze wymiar regulacyjny i to on powinien zainteresować każdego, kto sprzedaje albo kupuje takie oprogramowanie w Unii. Systemy sztucznej inteligencji stosowane w edukacji do decydowania o przyjęciu, oceniania egzaminów albo wykrywania niedozwolonych zachowań podczas testu należą do załącznika III do AI Act, czyli do kategorii wysokiego ryzyka. Oznacza to dokumentację techniczną, zarządzanie ryzykiem, wymóg realnego nadzoru człowieka, rejestrację w unijnej bazie i prawo osoby ocenianej do wyjaśnienia decyzji.
Termin się jednak przesunął. Pakiet Digital Omnibus, przyjęty przez Radę UE 29 czerwca 2026 roku po głosowaniu Parlamentu Europejskiego z 16 czerwca, odsunął obowiązki dla systemów z załącznika III z 2 sierpnia 2026 roku na 2 grudnia 2027 roku. Polska uczelnia, która dziś kupuje platformę do zdalnych egzaminów, ma więc szesnaście miesięcy więcej na przygotowanie się, ale ani jednego dnia więcej na uniknięcie kompromitacji w stylu UNAM. Bo terminu wejścia w życie przepisów nikt nie mylił z terminem, w którym oszustwo staje się możliwe.
Pytanie, które zostaje po tej sprawie, brzmi inaczej niż wszyscy je stawiają. Nie chodzi o to, czy da się skutecznie pilnować zdalnego egzaminu. Chodzi o to, czy test wielokrotnego wyboru z zamkniętą bazą pytań w ogóle mierzy jeszcze cokolwiek w świecie, w którym każdy zdający ma w kieszeni model językowy lepszy od siebie w rozwiązywaniu takich testów.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym materiału CNN z dnia 02.08.2026, relacji La Jornada z 01.08.2026 z przekazania raportu komisji technicznej oraz zestawienia metod obchodzenia nadzoru opublikowanego przez Infobae. Wykorzystano także doniesienia El Universal, Milenio, El Financiero, La Nación i „New York Timesa” oraz polskie materiały platformy EPALE, spidersweb.pl i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w tym opis modułu wykrywania treści generowanych przez sztuczną inteligencję w Jednolitym Systemie Antyplagiatowym. Cytaty Almy Maldonado, Claudii Sheinbaum i Leonarda Lomelego Vanegasa zostały zweryfikowane z oryginalnymi materiałami źródłowymi. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o terminie i przebiegu egzaminu kontrolnego na UNAM.
