Amerykański sąd federalny dostał sprawę, która może przesądzić o przyszłości całej kategorii asystentów spotkaniowych opartych na sztucznej inteligencji. Pozew zbiorowy złożony 30 lipca zarzuca twórcom aplikacji Granola, że ich produkt przechwytywał rozmowy uczestników, którzy nie mieli pojęcia o jego obecności, a potem karmił tymi nagraniami własne modele.
Kluczowe fakty:
- 30 lipca został złożony pozew zbiorowy przeciwko twórcom aplikacji Granola w Sądzie Rejonowym dla Północnego Dystryktu Kalifornii, zarzucający przechwytywanie rozmów uczestników bez ich wiedzy i wykorzystywanie nagrań do trenowania własnych modeli AI.
- Aplikacja Granola przechwytuje dźwięk zarówno z mikrofonu użytkownika, jak i z systemowego wyjścia audio komputera, co umożliwia jej transkrybowanie rozmów prowadzonych przez dowolną platformę internetową.
- Pozew obejmuje proponowaną klasę ogólnokrajową i podklasę kalifornijską, a powódka Tarra Chamberlain domaga się rozprawy przed ławą przysięgłych, podnosząc siedem odrębnych roszczeń przeciwko dwóm podmiotom: Granola, Inc. oraz brytyjskiej Granola Labs Ltd.
Sprawa Chamberlain przeciwko Granoli
Tarra Chamberlain, mieszkanka Florydy, złożyła pozew w Sądzie Rejonowym dla Północnego Dystryktu Kalifornii przeciwko dwóm podmiotom: Granola, Inc. zarejestrowanej w Delaware oraz brytyjskiej Granola Labs Ltd., wpisanej do rejestru 3 marca 2023 roku. Christopher Pedregal i Sam Stephenson, założyciele firmy, od początku pozostają jedynymi dyrektorami brytyjskiej spółki. Sprawa nosi sygnaturę 3:26-cv-07926-EMC, a powódkę reprezentują kancelarie Schubert Jonckheer & Kolbe z San Francisco oraz Lowey Dannenberg z White Plains w stanie Nowy Jork.
Pozew obejmuje proponowaną klasę ogólnokrajową i podklasę kalifornijską. Powódka domaga się rozprawy przed ławą przysięgłych i podnosi siedem odrębnych roszczeń. Sprawę nagłośnił 1 sierpnia adwokat Rob Freund, publikując informację o niej w serwisie X.
Zwracam uwagę na jedno: to na razie zarzuty. Sąd dopiero zbada ich zasadność, a Granola nie przedstawiła jeszcze publicznej odpowiedzi.
Mechanizm, którego nikt poza właścicielem konta nie widzi
Sposób działania aplikacji opisany w pozwie jest prosty i właśnie dlatego robi wrażenie. Program pobiera dźwięk z dwóch źródeł na komputerze użytkownika: z mikrofonu, który rejestruje wypowiedzi właściciela konta, oraz z wyjścia systemowego, które przechwytuje głosy wszystkich pozostałych uczestników rozmowy. Ponieważ oprogramowanie czerpie z tego, co odtwarza komputer, potrafi transkrybować praktycznie każdą rozmowę prowadzoną przez internet, nie tylko przez największe platformy wideo. Dźwięk trafia bezpośrednio do zewnętrznego dostawcy transkrypcji działającego jako agent Granoli, a transkrypt powstaje w trakcie spotkania, a nie po jego zakończeniu z zapisanego nagrania.Osobna funkcja przypisuje poszczególne wypowiedzi konkretnym osobom, korzystając z nazw wyświetlanych na platformie spotkaniowej. Gdy nie jest skonfigurowana, dzieli transkrypt na wypowiedzi użytkownika i całą resztę.
I tu dochodzimy do sedna. Zgodnie z pozwem nic z tego nie jest domyślnie komunikowane pozostałym uczestnikom. Istnieją dwa opcjonalne mechanizmy powiadamiania: wiadomość na czacie spotkania po rozpoczęciu transkrypcji oraz znacznik nakładany na obraz z kamery użytkownika. Oba trzeba włączyć osobno, więc w normalnym trybie pracy Granola może działać bez żadnego z nich. Firma nie konfiguruje też za klienta ustawień Zooma ani Microsoft Teams, więc powiadomienia na poziomie platformy pozostają w gestii samego użytkownika.
Materiał marketingowy jako dowód
Najmocniejszy fragment pozwu nie pochodzi z analizy kodu. Pochodzi ze strony internetowej samej Granoli. Skarga cytuje firmowy materiał, w którym brak widocznego bota zostaje przedstawiony jako cecha odróżniająca produkt od konkurencji, z komunikatem skierowanym wprost do potencjalnych klientów:
„Inne osoby w pokoju nie będą wiedziały, że to tam jest.” / „Other people in the room won’t know it’s there.”
W innym miejscu, jak podaje pozew, Granola przekonuje, że narzędzia zapowiadające się jako widoczne boty zmieniają zachowanie ludzi na rozmowie, zwłaszcza przy klientach, rekrutacjach i wczesnych rozmowach o współpracy, a najlepsza wersja asystenta spotkaniowego to taka, która się nie ujawnia. Powódka traktuje to jako dowód, że brak informacji nie jest niedopatrzeniem inżynierskim, tylko świadomą decyzją biznesową.
Dokładnie tak to czytam. Trudno bronić się tezą o przypadkowej luce, gdy ta luka jest opisana we własnym materiale sprzedażowym jako przewaga nad konkurencją.
Trening modeli i pułapka domyślnych ustawień
Drugi wątek pozwu dotyczy tego, co dzieje się z danymi później. Według skargi trenowanie modeli jest domyślnie włączone w planie bezpłatnym i w planie Business, a użytkownik musi sam odnaleźć odpowiednie ustawienie i je wyłączyć. W planie Business każda osoba musi zrobić to indywidualnie, administrator nie może wyłączyć tego raz dla całej przestrzeni roboczej.Rezygnacja działa wyłącznie na przyszłość. Pozew opisuje materiały samej firmy jako przyznające, że nie da się potwierdzić, czy dane użytkownika zostały wyłączone z treningu przeprowadzonego przed zmianą ustawienia, ani wyodrębnić konkretnych danych z gotowego modelu przy użyciu obecnych technik. Polityka prywatności z 24 lipca 2026 roku opisuje podobne ograniczenie dla danych włączonych do szerszych systemów analitycznych: ich usunięcie wymagałoby odbudowania modelu lub bazy od zera.Ludzie, których głosy trafiają do systemu, w większości nie mają konta w Granoli. Nie mają więc nawet tej ograniczonej, działającej wyłącznie na przyszłość możliwości sprzeciwu, która przysługuje płacącym klientom.
Dostarczają materiał do treningu, ale nie mają żadnego przełącznika do przestawienia.
Widzę tu klasyczny konflikt, którego branża od dwóch lat udaje, że nie zauważa. Narzędzie, które nie przerywa rozmowy i nie zmienia jej dynamiki, jest po prostu lepsze od bota wchodzącego na spotkanie z własną ikoną. To realna wartość produktowa i nie zamierzam udawać, że jej nie ma. Sam korzystam z automatycznych podsumowań i wiem, ile czasu potrafią oszczędzić.
Problem zaczyna się w miejscu, w którym ta wartość jest budowana kosztem osoby, która nawet nie wie, że uczestniczy w transakcji. Jeśli firma sprzedaje niewidoczność jako przewagę, trudno jej potem twierdzić, że informowanie uczestników to obowiązek klienta. A skoro raz wprowadzonych danych praktycznie nie da się z modelu wyjąć, to każdy dzień działania domyślnie włączonego treningu jest nieodwracalny.
Pytanie, na które nikt w tej branży nie ma dobrej odpowiedzi, brzmi tak: czy da się zbudować użyteczny asystent spotkaniowy, który pyta wszystkich o zgodę i nadal ma sens biznesowy? Bo jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to mamy do czynienia z kategorią produktową zbudowaną na założeniu, że część uczestników nigdy się nie dowie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Siedem roszczeń i arytmetyka, która boli
Pozew opiera się na przepisach, które kalifornijscy prawnicy wykorzystują coraz agresywniej wobec firm technologicznych. Lista roszczeń wygląda następująco:
- naruszenie prywatności w postaci wtargnięcia w sferę odosobnienia (intrusion upon seclusion),
- naruszenie federalnej ustawy Electronic Communications Privacy Act,
- naruszenie art. 631 kalifornijskiego kodeksu karnego, dotyczącego nieuprawnionego przechwytywania komunikacji przesyłanej łączem,
- naruszenie art. 632 tego samego kodeksu, dotyczącego nagrywania poufnej rozmowy bez zgody wszystkich stron,
- naruszenie kalifornijskiej ustawy o dostępie do danych komputerowych i oszustwach komputerowych,
- naruszenie kalifornijskiego prawa o nieuczciwej konkurencji,
- bezpodstawne wzbogacenie.
Kalifornijska ustawa o ochronie prywatności powstała w 1967 roku z myślą o podsłuchach telefonicznych, a sądy rozciągnęły jej zastosowanie na nowsze technologie komunikacyjne. Powódka domaga się odszkodowania ustawowego w wysokości 5000 dolarów za naruszenie albo trzykrotności rzeczywistej szkody, w zależności od tego, która kwota jest wyższa. Klasa opisana w pozwie ma liczyć prawdopodobnie miliony osób, a wartość przedmiotu sporu przekracza 5 milionów dolarów, czyli próg właściwości sądu federalnego dla pozwów zbiorowych.
Proszę pomnożyć 5000 dolarów przez nawet ułamek procenta takiej klasy. Wychodzi liczba, przy której wycena spółki przestaje mieć znaczenie.
Rynek, który urósł właśnie na braku bota
Skala sprawy wynika z tego, jak szybko Granola rosła. 25 marca 2026 roku firma ogłosiła rundę C na 125 milionów dolarów prowadzoną przez Danny’ego Rimera z Index Ventures, z udziałem Mamoona Hamida z Kleiner Perkins. Wycena skoczyła do 1,5 miliarda dolarów z 250 milionów w poprzedniej rundzie, a łączne finansowanie sięgnęło 192 milionów. Bloomberg podał, że rundę poprzedził kwartał ze wzrostem przychodów o 250 procent.Klienci wymienieni w pozwie to między innymi Vanta, Gusto, Thumbtack, Asana, Cursor, Lovable, Decagon i Mistral AI, a osobno wskazano Brex i Vercel jako firmy z San Francisco
. Dla porównania, Otter.ai zebrał dotąd około 70 milionów dolarów, a Fireflies.ai 19 milionów. Globalny rynek asystentów spotkaniowych opartych na AI szacowano według Grand View Research na 3,47 miliarda dolarów w 2025 roku, z prognozą 4,31 miliarda na 2026.
Granola wygrała ten wyścig dokładnie tą cechą, która stała się teraz przedmiotem sporu sądowego.
Precedensy, na których stoi pozew
To nie pierwsze uderzenie w tym samym miejscu. W sierpniu 2025 roku ława przysięgłych w San Francisco uznała, że Meta naruszyła kalifornijską ustawę o ochronie prywatności, zbierając wrażliwe dane zdrowotne użytkowniczek aplikacji Flo bez zgody. W marcu 2026 roku kalifornijski sąd zatwierdził wyrok na 50 milionów dolarów wraz z zakazem wobec Mety w sprawie udostępniania danych użytkowników Facebooka zewnętrznym deweloperom. Później pojawiły się pozwy przeciwko Perplexity AI oraz OpenAI, dotyczące przekazywania treści rozmów użytkowników platformom reklamowym przez osadzone narzędzia śledzące.Sprawa Granoli różni się od nich jednym: tam chodziło o skrypty reklamowe osadzone w produkcie służącym do czegoś innego, tutaj o narzędzie, którego całą funkcją jest siedzenie wewnątrz rozmowy i tworzenie jej zapisu, a następnie wykorzystywanie tego zapisu do ulepszania własnych modeli.
Jakub Szczęsny z Antywebu, opisując tę sprawę, zwrócił uwagę na szerszy problem: „to wszystko pokazuje, jak generalnie, prawo nie jest przystosowane do szybko zmieniających się technologii”.
Co to oznacza dla polskich firm
W Polsce ta sama sytuacja wygląda gorzej niż w Kalifornii, bo mamy dwie warstwy przepisów zamiast jednej.
Głos uczestnika spotkania jest daną osobową w rozumieniu RODO, a przy analizie cech mówcy może wchodzić w zakres danych biometrycznych. Transkrypt rozmowy handlowej albo rekrutacyjnej to zbiór danych osobowych z treścią, którą trudno nazwać obojętną. Administratorem tych danych jest polska firma, której pracownik uruchomił notatnik, a nie amerykański dostawca oprogramowania. Do tego dochodzi przekazanie danych poza Europejski Obszar Gospodarczy i pytanie o umowę powierzenia przetwarzania.
Jest jeszcze wątek karny, o którym w firmach mówi się rzadko. Nagrywanie rozmowy, w której nagrywający nie uczestniczy, albo przechwytywanie cudzej komunikacji, to obszar art. 267 kodeksu karnego. Pracownik, który uruchamia niewidoczny notatnik na spotkaniu z klientem, wchodzi na teren, na którym odpowiedzialność jest osobista.
Na to nakłada się unijne rozporządzenie o sztucznej inteligencji, którego obowiązki informacyjne wobec osób wchodzących w interakcję z systemami AI weszły w życie 2 sierpnia. Polski nadzór, czyli Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, ma według doniesień prasowych rozpocząć działalność w listopadzie.
Co zrobiłbym na miejscu osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo w polskiej firmie:
- Sprawdziłbym, ilu pracowników ma zainstalowany jakikolwiek asystent spotkaniowy na służbowym sprzęcie. Odpowiedź zwykle zaskakuje.
- Wyłączyłbym trening modeli na poziomie całej organizacji, a jeśli plan tego nie pozwala, zmieniłbym plan albo narzędzie.
- Wprowadziłbym obowiązek ustnego poinformowania wszystkich uczestników przed uruchomieniem nagrywania, z odnotowaniem tego w transkrypcie.
- Ustaliłbym okres przechowywania transkryptów i osoby mające do nich dostęp, bo transkrypt sprzed roku, którego nikt nie potrzebuje, to samo ryzyko bez żadnej wartości.
- Zabroniłbym używania takich narzędzi na rozmowach rekrutacyjnych, dyscyplinarnych i tych objętych tajemnicą zawodową.
Punkt trzeci brzmi banalnie, a rozwiązuje większość problemu. Kancelarie doradcze, w tym Grant Thornton w swojej analizie transkrypcji spotkań, wskazują dokładnie na zasadę przejrzystości: uczestnicy muszą wiedzieć, że rozmowa jest nagrywana i przetwarzana przez system AI. Zanim się zacznie, nie po fakcie.
Co się teraz stanie
Obstawiam ugodę. Przy takiej ekspozycji finansowej i przy pozwie, który cytuje własne materiały marketingowe pozwanego, doprowadzenie sprawy do wyroku byłoby dla Granoli hazardem. Ale nawet ugoda nie zamknie tematu, bo kancelarie prowadzące pozwy zbiorowe w Kalifornii mają teraz gotowy szablon do zastosowania wobec każdego producenta podobnego narzędzia.
Branża dostała sygnał, którego nie da się zignorować. Informacja o nagrywaniu przestaje być funkcją do włączenia w ustawieniach. Staje się warunkiem legalności produktu.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dokumentów i publikacji źródłowych, w tym pierwszego opisu treści pozwu Chamberlain przeciwko Granola, Inc. i Granola Labs Ltd. opublikowanego przez PPC Land 1 sierpnia 2026 roku, relacji TechCrunch z 25 marca 2026 roku dotyczącej rundy finansowania oraz materiałów Law360, Bloomberga, Tech.eu i SiliconANGLE. Kontekst prawny dla polskiego czytelnika opracowano na podstawie analizy Grant Thornton oraz publikacji ODO 24 i Antywebu. Cytat z materiałów marketingowych Granoli przytoczony w pozwie został zweryfikowany z anglojęzycznym opisem skargi. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o przebiegu postępowania przeciwko Granoli i o reakcji firmy na zarzuty.
