Hiszpańska organizacja fact-checkingowa Maldita.es opublikowała 31 lipca 2026 roku wyniki analizy, która pokazuje skalę zjawiska trudną do zignorowania: ponad tysiąc kanałów na YouTube prowadzonych przez wygenerowane przez sztuczną inteligencję postacie podające się za lekarzy. Ich filmy zebrały łącznie prawie 1,84 miliarda wyświetleń, a niemal połowa tych kanałów zarabia na reklamach, którymi platforma dzieli się z twórcami.
Kluczowe fakty:
- Hiszpańska organizacja Maldita.es zidentyfikowała 1046 kanałów YouTube prowadzonych przez wygenerowane przez AI postacie podające się za lekarzy, które łącznie zebrały prawie 1,84 miliarda wyświetleń i opublikowały ponad 96,4 tysiąca filmów w 33 językach.
- Ponad 77% spośród zidentyfikowanych kanałów powstało między styczniem 2025 a lipcem 2026 roku, a niemal połowa z nich zarabia na programie partnerskim YouTube dzielącym przychody z reklam.
- Kanały działają w 54 krajach i posiadają łącznie ponad 23,7 miliona subskrybentów, przy czym najwięcej z nich nadaje z Meksyku, Stanów Zjednoczonych, Brazylii i Hiszpanii.
Przeglądałem tę analizę dwa razy, bo za pierwszym razem wydawało mi się, że pomyliłem rząd wielkości. Nie pomyliłem. Maldita.es zebrała bazę 1046 kanałów, które publikują treści zdrowotne firmowane przez awatary w białych fartuchach, ze stetoskopami, na tle scenografii udającej gabinet lekarski. Żaden z tych lekarzy nie istnieje.
Skala: 96 tysięcy filmów, 33 języki, 54 kraje
Liczby z analizy układają się w obraz przemysłu, a nie garstki oszustów.
- 1046 kanałów w bazie, z czego ponad 77 procent powstało między styczniem 2025 a lipcem 2026 roku
- 809 kanałów założonych w ostatnich osiemnastu miesiącach zgromadziło ponad 13 milionów subskrybentów i opublikowało ponad 62 tysiące filmów
- łącznie kanały opublikowały ponad 96,4 tysiąca materiałów w 33 językach, najczęściej po hiszpańsku, angielsku i portugalsku
- 717 kanałów, dla których platforma podaje lokalizację, nadaje z 54 krajów, przy czym 303 z nich (95 z Hiszpanii) przypada na Meksyk, Stany Zjednoczone, Brazylię i Hiszpanię
- łączna liczba subskrypcji przekracza 23,7 miliona
Najstarsze konto w zestawieniu założono 6 lipca 2006 roku. Reszta to zjawisko ostatnich osiemnastu miesięcy, czyli okresu, w którym generowanie twarzy, głosu i tła przestało wymagać czegokolwiek poza subskrypcją narzędzia i kilkunastoma minutami pracy.
Miniatura obiecuje cud, treść filmu mówi coś zupełnie innego
Mechanizm, który opisali badacze, jest sprytniejszy niż zwykłe kłamstwo. Obietnica wyleczenia trafia do miniatury filmu, czyli obrazka widocznego w wynikach wyszukiwania i w rekomendacjach. „Doktor Richard Ben”, przedstawiający się jako onkolog numer jeden, ma na jednej z takich miniatur zapewnienie, że 100 procent raka zniknie w ciągu doby. Film opublikowany 4 maja 2026 roku zebrał w niecałe trzy miesiące ponad 430 tysięcy wyświetleń. W samym materiale nie pada już żadna deklaracja o wyleczeniu, tylko porady dietetyczne dotyczące zmniejszania ryzyka nowotworu po pięćdziesiątce.
Kliknięcie już jednak nastąpiło, a algorytm rekomendacji YouTube traktuje je jako sygnał, że film wart jest pokazania kolejnym osobom. Ten sam schemat powtarza się przy chorobie Alzheimera, gdzie „doktor Laura Mendoza” obiecuje pożegnanie z chorobą po zjedzeniu określonego owocu, i przy cukrzycy, którą „doktor John Meyers” rzekomo odwraca dietą. Kanał „doktor Castillo” ze 120 tysiącami subskrybentów wymienia siedem owoców, które mają zapobiegać nowotworom i zabijać komórki rakowe.
Cytowana przez Maldita.es Marta Villarino, dietetyczka i specjalistka od żywienia pacjentów onkologicznych, ucina to jednym zdaniem: „Nie istnieje coś takiego jak magiczna dieta” / „There is no such thing as a magic diet”.
Największym problemem nie jest jednak sama treść. Jest nim to, że dwadzieścia filmów z tych kanałów zebrało łącznie ponad 1,7 miliona wyświetleń i 4275 komentarzy, w większości od pacjentów onkologicznych i ich rodzin przekonanych, że piszą do prawdziwego lekarza.
Zawsze mnie zastanawiało, gdzie przebiega granica między tanią rozrywką a realną szkodą. Tutaj jej nie ma, bo granica została przekroczona dawno temu. Rozumiem argument, że sztuczna inteligencja obniżyła koszt produkcji wideo dla wszystkich i że nie da się wyeliminować nadużyć bez uderzenia w uczciwych twórców. Ale mówimy o człowieku z diagnozą onkologiczną, który o trzeciej w nocy szuka w internecie nadziei i trafia na obietnicę wyleczenia w dobę. Ten człowiek nie prowadzi analizy metodologicznej. On chce wierzyć.
Druga rzecz, która nie daje mi spokoju, to podział pieniędzy. Nie chodzi wyłącznie o to, że platforma nie zdążyła zareagować. Chodzi o to, że przez cały ten czas wystawiała reklamy przy tych filmach i przelewała twórcom ich część. Jeśli 45 procent kanałów z tej bazy jest zmonetyzowanych, to znaczy, że model biznesowy działa dokładnie tak, jak zaprojektowano, tylko po niewłaściwej stronie.
Nie mam prostej odpowiedzi. Pytanie, które bym postawił, brzmi inaczej: czy platforma, która sama płaci za produkcję określonego typu treści, może jeszcze uczciwie twierdzić, że jest tylko pośrednikiem? Bo wtedy nie jest już tablicą ogłoszeń. Jest wydawcą i powinna ponosić odpowiedzialność wydawcy.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
YouTube dostał zgłoszenia i nie zrobił nic
Badacze zgłosili platformie dwadzieścia filmów, po jednym z każdego kanału obiecującego wyleczenie raka, wskazując przy tym wprost na treść miniatur. YouTube potwierdził przyjęcie zgłoszeń, a w części przypadków dopytywał o szczegóły. Po siedemdziesięciu dwóch godzinach wszystkie dwadzieścia filmów wciąż było dostępnych.
Regulamin samej platformy zakazuje treści niosących poważne ryzyko szkody przez rozpowszechnianie dezinformacji medycznej, a w szczególności twierdzeń o gwarantowanym wyleczeniu nowotworu poza uznanymi metodami leczenia. Przy pomocy narzędzi YTLARGE i TubePilot Maldita.es ustaliła, że 45 procent kanałów z bazy jest zmonetyzowanych, czyli YouTube umieszcza przy tych materiałach reklamy i dzieli się przychodem z prowadzącymi konta.
Sposobów zarabiania jest zresztą więcej. Kanał „remediosincreibles” z ponad 1,6 miliona subskrybentów, publikujący po hiszpańsku z Dominikany, sprzedaje płatne członkostwa w cenie od 1,99 do 24,99 euro. Konto DrCynthiaAdeyemi zbiera datki przez serwis Buy Me a Coffee. Francuskojęzyczny DocteurLouisRomain z blisko 50 tysiącami subskrybentów sprzedaje za około 8 euro poradnik o poprawie zdrowia po sześćdziesiątce. Część kanałów przekierowuje na Facebooka, Instagram, Twittera i Telegram, gdzie te same postacie sprzedają suplementy diety, czasem bez wymaganych zezwoleń.
Maldita.es powołuje się przy tym na akt o usługach cyfrowych. YouTube jest bardzo dużą platformą internetową w rozumieniu DSA, a artykuł 34 rozporządzenia wymaga od takich podmiotów oceny ryzyk systemowych, w tym rozpowszechniania treści nielegalnych i zjawisk uderzających w zdrowie publiczne. Autorzy analizy stawiają tezę, że skoro dwadzieścia filmów zebrało 1,7 miliona wyświetleń przy 145 tysiącach subskrypcji na wszystkich tych kanałach razem, to nie mówimy o organicznym zasięgu, tylko o wzmocnieniu przez system rekomendacji.
Co to oznacza dla polskiego czytelnika
Tutaj robi się niewygodnie, bo trafiamy w moment, w którym polskie prawo dopiero się dopina.
Od 2 sierpnia 2026 roku, czyli od wczoraj, stosowany jest artykuł 50 AI Act. To ten przepis, który nakłada obowiązki przejrzystości: informowanie o kontakcie z systemem AI, ujawnianie treści typu deepfake przez podmioty korzystające z takich narzędzi, techniczne znakowanie wyników po stronie dostawców generatorów. Komisja Europejska przyjęła 20 lipca 2026 roku finalną wersję wytycznych do tego artykułu i potwierdziła adekwatność kodeksu postępowania dotyczącego przejrzystości treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Dzień wcześniej, 24 lipca, Prezydent RP podpisał ustawę o systemach sztucznej inteligencji tworzącą krajowe ramy egzekwowania AI Act i powołującą Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, czyli KRiBSI.
Tylko że AI Act nie usunie ani jednego filmu z YouTube. Od usuwania nielegalnych treści jest DSA, a z jego wdrożeniem Polska ma problem od dwóch lat. Ustawę cyfrową wdrażającą rozporządzenie prezydent Karol Nawrocki zawetował na początku stycznia 2026 roku, argumentując, że wprowadziłaby administracyjną cenzurę. Prezes UKE pełni funkcję koordynatora do spraw usług cyfrowych tymczasowo, na podstawie uchwały Rady Ministrów z maja, i ma na razie kompetencje głównie informacyjne wobec Komisji Europejskiej i Europejskiej Rady do spraw Usług Cyfrowych. Projekt dający mu realne uprawnienia kontrolne i możliwość nakładania kar pieniężnych, wraz z rolą nadzorczą dla UOKiK i KRRiT, rząd przyjął dopiero w czerwcu 2026 roku. Komisja Europejska zdążyła w międzyczasie pozwać Polskę do TSUE za brak wyznaczenia koordynatora w terminie, który minął w lutym 2024 roku.
Praktyczny wniosek jest taki, że polski widz, który natrafi na awatar obiecujący wyleczenie raka, nie ma dziś krajowego organu, do którego mógłby to zgłosić z realnym skutkiem. Zostaje formularz na samym YouTube i to, jak platforma potraktuje zgłoszenie. Doświadczenie Maldita.es sugeruje, że potraktuje je spokojnie.
Warstwa karna wygląda inaczej. Artykuł 58 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przewiduje grzywnę za udzielanie bez uprawnień świadczeń zdrowotnych polegających na rozpoznawaniu i leczeniu chorób. Jeżeli sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej albo wprowadza w błąd co do posiadania uprawnień, grozi mu grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do roku. Problem w tym, że przepis trzeba komuś przypisać, a za awatarem stoi konto założone w Meksyku, na Filipinach albo w Dominikanie.
Skala samego zjawiska nad Wisłą jest już zmierzona. Raport „Dezinformacja medyczna” przygotowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wspólnie z Mediaboard objął okres od 1 stycznia 2025 do 14 maja 2026 roku i wykazał ponad 32 tysiące publikacji w mediach tradycyjnych, które wygenerowały ponad 2,6 miliarda kontaktów z przekazem o szacunkowej wartości reklamowej przekraczającej 3,45 miliarda złotych. W mediach społecznościowych zmonitorowano 347 377 wpisów o zasięgu ponad 850 milionów kontaktów. Dane obejmują całą debatę o zdrowiu, także treści eksperckie i fact-checkingowe, ale pokazują, jak duży jest to rynek uwagi. Z badania „Jak AI zmienia codzienność Polaków” wynika z kolei, że 61 procent respondentów dostrzega w sztucznej inteligencji ryzyko dezinformacyjne dla demokracji.
NASK prowadzi w tym obszarze własne działania, między innymi wspólnie z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym i Uniwersytetem Medycznym w Białymstoku, a raport „Dezinformacja zdrowotna w 2025 roku w polskiej infosferze” powstał w ramach projektu CEDMO. Jak zauważała dr Natalia Gruenpeter z NASK-PIB, wątek spiskowy przenika niemal wszystkie obserwowane narracje zdrowotne, a instytucje i eksperci są w nich przedstawiani jako strona spisku.
Po czym poznać, że lekarz z ekranu nie istnieje
Maldita.es i eksperci cytowani przy okazji tej analizy wskazują kilka sygnałów ostrzegawczych, które warto przekazać rodzicom i dziadkom:
- obietnica szybkiego wyleczenia poważnej choroby, szczególnie z konkretnym terminem w rodzaju doby czy tygodnia
- sprowadzanie złożonej choroby do jednej przyczyny i jednego produktu spożywczego
- brak odwołań do badań, wytycznych albo instytucji, które da się sprawdzić
- narracja o sekrecie, który ukrywają lekarze albo koncerny farmaceutyczne
- odsyłanie do płatnej subskrypcji, poradnika, suplementu albo zbiórki
- rozjazd między obietnicą w miniaturze a treścią samego filmu
Dodam od siebie jeszcze jeden. Sprawdź, czy kanał ma etykietę o treści wygenerowanej przez AI. Część kont z bazy Maldita.es taką etykietę ma, bo YouTube wymaga jej przy realistycznych materiałach syntetycznych, a mimo to filmy pozostają na platformie i zarabiają. Etykieta jest przydatna, ale sama z siebie niczego nie blokuje. I nie działa wstecz na tych, którzy jej po prostu nie ustawią.
Bo cała ta sprawa nie jest o sztucznej inteligencji. Jest o tym, że wygenerowanie przekonującego autorytetu kosztuje dziś tyle, co miesięczny abonament, a wykrycie go i usunięcie kosztuje znacznie więcej. Ta asymetria nie zniknie sama.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału źródłowego, w tym śledztwa hiszpańskiej organizacji fact-checkingowej Maldita.es z dnia 31.07.2026 oraz towarzyszącej mu analizy dotyczącej obietnic wyleczenia raka opublikowanej tego samego dnia. Kontekst polski opracowano na podstawie komunikatów Ministerstwa Cyfryzacji w sprawie wdrożenia DSA, materiałów Urzędu Komunikacji Elektronicznej, raportu „Dezinformacja medyczna” Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i Mediaboard, raportu NASK „Dezinformacja zdrowotna w 2025 roku w polskiej infosferze” przygotowanego w ramach projektu CEDMO, a także publikacji Komputer Świat, prawo.pl, Gazety Prawnej i wnp.pl. Cytat Marty Villarino, dietetyczki specjalizującej się w żywieniu pacjentów onkologicznych, został zweryfikowany z oryginalnym anglojęzycznym materiałem Maldita.es. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o działaniach YouTube wobec kanałów z awatarami podającymi się za lekarzy.
