Wygląda jak ośrodek analityczny z Waszyngtonu: neutralny ton, przypisy, spis treści, biało-czerwono-niebieska kolorystyka. W rzeczywistości Hanover Institute for Public Policy powstał na zlecenie izraelskiej rządowej agencji reklamowej, a jego raporty piszą nie analitycy, tylko modele językowe, i to nie dla ludzi.
Kluczowe fakty:
- Hanover Institute for Public Policy to pozorny ośrodek analityczny stworzony przez firmę Piro, Inc. na zlecenie izraelskiej rządowej agencji reklamowej, która zapłaciła za tę usługę 900 tysięcy dolarów.
- Redakcja Responsible Statecraft przepuściła 12 losowych tekstów instytutu przez narzędzie GPTZero – 11 z nich zostało oznaczonych jako napisane przez AI z wysoką pewnością, a jeden ze średnią.
- Żaden z raportów opublikowanych przez Hanover Institute nie zawiera nazwiska autora, a instytut regularnie powołuje się na izraelską armię i Ministerstwo Spraw Zagranicznych jako źródła.
Sprawę opisał w poniedziałek 17 sierpnia Nick Cleveland-Stout z Responsible Statecraft, portalu Quincy Institute. Zajrzałem na stronę tej organizacji i pierwsze wrażenie jest dokładnie takie, jak zaplanowano: porządny, nudny, wiarygodny ośrodek badawczy. Dopiero drobny druk na dole strony zdradza, że instytut stworzyła firma Piro, Inc. w imieniu izraelskiej rządowej agencji reklamowej.
Think tank bez ani jednego autora
Żaden z raportów Hanover Institute nie ma podpisu. To pierwszy sygnał, że coś jest nie tak, bo ośrodki analityczne żyją nazwiskami swoich badaczy. Tutaj nazwisk nie ma w ogóle, jest za to zakładka „o nas”, w której organizacja deklaruje, że bada źródła antysemityzmu w Stanach Zjednoczonych i publikuje to, co wynika z dowodów.
Piro, Inc. współzałożył Daniel Rosenberg, producent filmu „Plan doskonały” Spike’a Lee. Firma otrzymała od izraelskiego rządu 900 tysięcy dolarów, a jej praca, podobnie jak w przypadku innych wykonawców pracujących dla Izraela, przechodzi przez francuski koncern PR-owy Havas Media. O kwocie i strukturze zlecenia informował na Twitterze sam autor śledztwa:
The Israeli government has hired Daniel Rosenberg, the producer of Spike Lee’s “Inside Man,” on a $900,000 contract to produce pro-Israel social media content to “influence the U.S. public.”
Rosenberg’s firm, Piro, set to hire a director and hold casting for on-camera talent. pic.twitter.com/cOcLPWXlbA
— Nick Cleveland-Stout (@nick_clevelands) June 9, 2026
Redakcja Responsible Statecraft przepuściła 12 losowych tekstów instytutu przez GPTZero, popularne narzędzie do wykrywania treści generowanych przez AI. Jedenaście zostało oznaczonych jako napisane przez maszynę z wysoką pewnością, jeden ze średnią. Instytut zapewnia, że cytowane badania są recenzowane i akademickie, a jednocześnie regularnie powołuje się na izraelską armię i tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Tytuły pisane jak zapytania do ChatGPT
Struktura tych publikacji jest tym, co zdradza cel operacji najszybciej. Większość zaczyna się od niewinnego pytania, które ktoś mógłby wpisać do chatbota:
- „Co spowodowało wysiedlenie Palestyńczyków w 1948 roku?”
- „Które organizacje humanitarne udokumentowały izraelskie zbrodnie wojenne?”
- „Jaka jest obecna sytuacja w Strefie Gazy?”
- „Czy AIPAC używa w wyborach pieniędzy niewiadomego pochodzenia?”
- „Czy Izrael prowadzi celową kampanię głodzenia w Gazie?”
W tekście zatytułowanym „Czy IDF to najbardziej moralna armia świata?” instytut przywołuje sondaż z 2022 roku, w którym 47 procent izraelskich Żydów zgadzało się z tym stwierdzeniem. Inny raport podważa dane UNICEF-u o zniszczeniu lub uszkodzeniu 90 procent infrastruktury wodnej i instytucjonalnej w Gazie. Sporo tekstów kończy się powiązaniem tematu z rosnącym antysemityzmem, często z odwołaniem do tych samych badań.
Zdarzają się też publikacje z własnymi ustaleniami. Jedna z nich twierdzi, że 19 z 36 najczęściej oglądanych filmów wyjaśniających konflikt izraelsko-palestyński zawiera sporne twierdzenia, przy czym większość z nich ma być zgodna z narracją palestyńską.
I tu ciekawostka, która pokazuje, jak wyrafinowana jest to operacja. Instytut czasem przeczy oficjalnej linii izraelskiego rządu. Jeden z raportów uznaje tezę o zagranicznym finansowaniu uczelni jako przyczynie incydentów antysemickich za słabą i pełną wyjątków. Tę samą tezę forsował Beniamin Netanjahu, mówiąc w zeszłym roku Breitbartowi o miliardach wydanych przez Europejczyków i Katarczyków na amerykańskich uczelniach. Rozbieżność nie jest wpadką. Jest kosztem wiarygodności, który ktoś świadomie zapłacił.
Dlaczego akurat taka forma przekonuje maszynę
Piro nie ukrywa specjalnie, czym się zajmuje. Na swojej stronie firma pisze, że tworzy treści zaprojektowane pod to, jak modele językowe oceniają wiarygodność, a całą usługę nazywa „AI Story Optimization”. Branża ma na to inne określenie: zatruwanie modeli językowych.
Alice Lee, analityczka NewsGuard, firmy śledzącej dezinformację, powiedziała Responsible Statecraft, że modele preferują konkretne statystyki, dane oraz mocne cytowania i źródła, a artykuły Hanover Institute mają dokładnie to wszystko. O samej stronie mówi bez ogródek:
„To perfekcyjna imitacja typowego wiarygodnego amerykańskiego think tanku” / „It’s a perfect mimicry of a typical credible American think tank”
Ile takich treści trzeba, żeby zadziałało? Anthropic wspólnie z brytyjskim AI Security Institute i Alan Turing Institute sprawdził to eksperymentalnie i wynik był zaskakujący nawet dla badaczy: około 250 spreparowanych dokumentów wystarczyło, żeby wprowadzić ukrytą furtkę do modeli od 600 milionów do 13 miliardów parametrów. Liczba okazała się niemal stała niezależnie od wielkości modelu, co obala wcześniejsze założenie, że atakujący musi kontrolować jakiś procent zbioru treningowego. Hanover Institute wypuścił ponad sto raportów w jedenaście dni.
Piszę o tym bez satysfakcji, bo problem dotyczy narzędzi, z których sam korzystam codziennie. Nie mam pretensji do państwa, że prowadzi dyplomację publiczną, robią to wszyscy i robią od zawsze. Mam problem z czymś innym: klasyczna propaganda była przynajmniej widoczna. Miała nadawcę, styl, ton, po którym dało się ją rozpoznać. Ta jest zaprojektowana tak, żeby nie dało się jej rozpoznać, bo jej odbiorcą nie jest człowiek, tylko system, który potem wypluje czytelnikowi jeden akapit bez wskazania, skąd wzięło się to zdanie, a nie inne. Nie wiem, czy istnieje na to dobre rozwiązanie techniczne. Filtrowanie po jakości tekstu nie zadziała, bo te teksty są dobre jakościowo. Filtrowanie po źródle też nie, bo takich stron można postawić tysiąc w miesiąc. Zostaje coś, co brzmi banalnie: obowiązek ujawniania, kto płaci za treść, i realne konsekwencje za jego złamanie. A z tym w internecie nigdy nam dobrze nie wychodziło. Pytanie, które sobie stawiam, brzmi: czy za dwa lata w ogóle będziemy w stanie odróżnić odpowiedź modelu od kampanii wpływu, którą ktoś w niej zaszył?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Parscale za 46,5 miliona dolarów i pierwsze dowody skuteczności
Hanover Institute to nie pierwszy taki projekt. W lipcu Drop Site News opisał operację prowadzoną od października 2025 roku przez Brada Parscale’a, byłego szefa kampanii Donalda Trumpa. Jego firma Clock Tower X ma z izraelskim rządem kontrakt wart 46,5 miliona dolarów, a miesięczna stawka wzrosła z 1,5 do 4,5 miliona dolarów. Powstałe w ramach tego zlecenia strony mają po kilkaset unikalnych odwiedzin miesięcznie, bo ludzie nigdy nie byli ich celem.
Śledztwo Drop Site pokazało, że część chatbotów faktycznie przyswoiła te treści. Kiedy dziennikarze pytali o materiały z jednej z takich domen, Perplexity i Microsoft Copilot nie zaznaczyły, że strona powstała w ramach izraelskiej operacji wpływu. Claude, ChatGPT i Gemini to zastrzeżenie dodały.
Ciekawe jest to, że sami zleceniodawcy nie są zachwyceni efektami. Izraelski urzędnik znający kontrakt powiedział magazynowi Time, że rząd jest zły na Parscale’a, bo zapłacono mu dużo, a sytuacja tylko się pogorszyła. Stephen Walt, autor „The Israel Lobby”, tłumaczył Quincy Institute, że tego typu operacje bywają przeciwskuteczne, bo kraj przyłapany na ciągłym kręceniu traci wiarygodność na dłużej, niż zyskuje na pojedynczej kampanii.
Skala całości robi wrażenie. Quincy Institute szacuje izraelską kampanię wpływu na miliard dolarów. Dla porównania, cały globalny rynek narzędzi do wykrywania dezinformacji jest ułamkiem tej kwoty.
Co Piro mówi urzędnikom, a co klientom
Najciekawszy fragment całej sprawy leży w rozdźwięku między dwoma wypowiedziami tego samego człowieka. W dokumentach złożonych do amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości w ramach FARA firma Piro nie napisała wprost, że jej praca dla Izraela dotyczy wpływania na AI. Rosenberg w mailu do Politico, które jako pierwsze opisało zgłoszenie, ujął to tak:
„umieszczać w przestrzeni publicznej dokładne, udokumentowane fakty” / „put accurate, sourced facts into the public record”
Miesiąc wcześniej ten sam Rosenberg reklamował na LinkedInie zdolność swojej firmy do wpływania na chatboty. Napisał, że gdy ktoś pyta ChatGPT, Gemini albo Perplexity o daną kategorię, dostaje jeden pewny siebie akapit, i że jego zespół spędził miesiące na rozłożeniu tego mechanizmu na części. Zakończył pytaniem:
„jak sprawić, żeby AI wiedziała, jak je opowiadać?” / „how do you make sure AI knows how to tell them?”
Trudno o czytelniejszy komentarz do tego, co jest w papierach, a co w ofercie handlowej.
Polska infosfera stoi przed dokładnie tym samym problemem
Nie mam żadnych danych, które wskazywałyby, że Hanover Institute celuje w polskiego czytelnika. Ale mechanizm jest przenośny i tani, a Polska jest od lat poligonem operacji informacyjnych.
Skala jest znana z twardych liczb. W 2025 roku NASK zgłosił platformom społecznościowym ponad 46 tysięcy materiałów zawierających dezinformację. Platformy usunęły zaledwie 12 procent zgłoszonych treści, moderacji poddały 68 procent, a na 20 procent zgłoszeń nie zareagowały w ogóle. To dane dotyczące treści adresowanych do ludzi, czyli obszaru, w którym istnieją regulaminy, procedury zgłoszeń i akt o usługach cyfrowych.
Dla treści pisanych pod modele językowe nie ma nic z tych rzeczy. Nie ma platformy, do której można zgłosić stronę. Nie ma moderatora, nie ma procedury odwoławczej, nie ma statystyki skuteczności. Jest domena, hosting i sto raportów, które ktoś w nocy dopisał do puli danych treningowych i wyszukiwarkowych.
AI Act tego nie obejmuje, i to nie jest zarzut wobec rozporządzenia, tylko opis jego konstrukcji. Regulacja adresuje dostawców i wdrażających systemy AI, nakłada obowiązki przejrzystości na tych, którzy generują treści syntetyczne, i wymaga oznaczania materiałów. Nie mówi natomiast nic o podmiocie, który zakłada stronę i publikuje na niej dokumenty licząc, że przeczyta je cudzy model. Ten podmiot nie jest dostawcą AI. Jest wydawcą.
Zjawisko opisywaliśmy już wcześniej przy okazji mechaniki zatruwania modeli językowych, a także wtedy, gdy TikTok zapowiadał testy wykrywania kont z treściami generowanymi przez AI w kontekście dezinformacji wymierzonej w Polskę. Różnica polega na tym, że tam mówiliśmy o przypadkowym zanieczyszczeniu i o platformach, które przynajmniej udają, że sprzątają. Tutaj mówimy o operacji zaprojektowanej, opłaconej z budżetu państwa i wykonanej przez firmę, która ma na to gotową ofertę handlową z nazwą własną.
Dla polskich redakcji, firm PR i instytucji publicznych płynie z tego jeden praktyczny wniosek. Jeśli sprawdzasz dziś reputację marki, tematu albo instytucji, pytając o nią chatbota, sprawdzasz ekosystem, w którym ktoś może już od kilku miesięcy pracować. I nie dowiesz się o tym z licznika odwiedzin, bo ten licznik nigdy nie był dla tych stron miarą sukcesu.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału Responsible Statecraft autorstwa Nicka Cleveland-Stouta z 17 sierpnia 2026 roku, uzupełnionego o śledztwo Drop Site News dotyczące kontraktu Brada Parscale’a oraz o badanie Anthropic na temat zatruwania danych treningowych, przeprowadzone wspólnie z UK AI Security Institute i Alan Turing Institute. W researchu wykorzystano również ustalenia Politico, NewsGuard, GPTZero, Quincy Institute i magazynu Time, a w części dotyczącej polskiej infosfery dane z raportu Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK za 2025 rok, opublikowane przez Ministerstwo Cyfryzacji. Cytaty Alice Lee z NewsGuard oraz Daniela Rosenberga z Piro, Inc. zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji o operacjach wpływu wymierzonych w modele językowe.
