Trzydziestolatek z Zabrza przekroczył dozwoloną prędkość o 14 km/h, usłyszał od policjantów propozycję mandatu na 100 złotych i odmówił jego przyjęcia, bo tak poradził mu asystent sztucznej inteligencji. Sąd uznał go za winnego i wymierzył grzywnę w wysokości 800 złotych, czyli osiem razy wyższą.
Kluczowe fakty:
- Kierowca z Zabrza odmówił przyjęcia mandatu w wysokości 100 zł za przekroczenie prędkości o 14 km/h, kierując się poradą asystenta sztucznej inteligencji, który doradził mu odmowę.
- Sąd uznał mężczyznę za winnego i wymierzył grzywnę 800 złotych – osiem razy wyższą niż pierwotnie proponowany mandat.
- Jest to pierwszy tak wyraźnie udokumentowany w Polsce przypadek, w którym porada wygenerowana przez model językowy bezpośrednio pogorszyła sytuację prawną obywatela.
Sprawę opisała Komenda Miejska Policji w Zabrzu. To pierwszy tak wyraźnie udokumentowany w Polsce przypadek, w którym porada wygenerowana przez model językowy bezpośrednio pogorszyła sytuację prawną obywatela. I podejrzewam, że nie ostatni.
Co wydarzyło się na ulicy Korfantego
Do kontroli doszło kilka tygodni temu na ulicy Korfantego w Zabrzu. Policyjny radar zarejestrował Opla jadącego o 14 km/h szybciej, niż pozwalały przepisy. Zgodnie z taryfikatorem takie wykroczenie kończy się mandatem na 100 złotych i dwoma punktami karnymi. Standard, formalność, pięć minut i po sprawie.
Tyle że kierowca nie zamierzał podpisywać. Jak sam oświadczył funkcjonariuszom, w trakcie kontroli, gdy sprawdzali oni jego dane w policyjnych systemach, sięgnął po telefon i zapytał popularne narzędzie sztucznej inteligencji, co powinien zrobić. Model doradził, żeby mandatu nie przyjmować.
Dalszy ciąg był całkowicie przewidywalny dla każdego, kto zna procedurę. Policjanci sporządzili dokumentację i skierowali do sądu wniosek o ukaranie. Sąd zapoznał się z materiałem dowodowym, uznał trzydziestolatka za winnego i orzekł grzywnę 800 złotych. Zabrzańscy policjanci w swoim komunikacie nie kryli satysfakcji, nazywając wyrok bolesną lekcją nieufności wobec algorytmów, i dodali apel: „Apelujemy również o rozsądek i korzystanie ze sprawdzonych źródeł wiedzy o prawie”.
Dlaczego odmowa mandatu bywa kosztowną pułapką
Tu dochodzimy do sedna błędu. Odmowa przyjęcia mandatu nie jest formą odwołania i nie kasuje wykroczenia. Zgodnie z artykułem 99 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia organ, którego funkcjonariusz nałożył grzywnę, występuje wtedy do sądu z wnioskiem o ukaranie. Sprawa po prostu zmienia adresata.
Co się zmienia razem z nim:
- sąd nie jest związany kwotą zaproponowaną przez policjanta i może orzec grzywnę wyższą, w przypadku wykroczeń drogowych sięgającą górnej granicy przewidzianej dla danego czynu
- obwiniony po skazaniu ponosi koszty postępowania: opłatę liczoną jako procent orzeczonej kary oraz zryczałtowane wydatki na rzecz Skarbu Państwa
- punkty karne nie znikają, tylko zaczynają biec od momentu prawomocnego rozstrzygnięcia, więc realnie zostają w systemie dłużej
- postępowanie ciągnie się miesiącami i wymaga stawiennictwa, czasem także obrońcy
Odmowa ma sens wtedy, gdy człowiek ma konkretny argument: błąd w pomiarze, złą identyfikację pojazdu, wadliwe oznakowanie drogi. Nie wtedy, gdy ma przeczucie i podpowiedź chatbota. Trzydziestolatek z Zabrza nie kwestionował pomiaru radaru. Poszedł do sądu z niczym.
Nie chcę robić z tego kierowcy głupka, bo jego błąd jest dziś banalnie łatwy do powtórzenia. Modele językowe odpowiadają płynnie, uprzejmie i bez cienia wahania, a my odruchowo mylimy pewność siebie z kompetencją. Problem w tym, że asystent AI nie widział protokołu, nie zna polskiego taryfikatora w wersji obowiązującej w tym tygodniu i nie poniesie żadnych konsekwencji swojej porady. Poniesie je człowiek.
Jednocześnie mam wątpliwość, której policyjny komunikat nie rozstrzyga. Nie wiemy, o co dokładnie kierowca zapytał i co dokładnie usłyszał. Rada „nie musisz przyjmować mandatu na miejscu” jest formalnie prawdziwa. Dopiero brak drugiej połowy zdania, tej o ryzyku surowszej kary, zamienia ją w kosztowną pułapkę. To dobra ilustracja tego, jak działają te narzędzia: rzadko kłamią wprost, znacznie częściej mówią prawdę niepełną, a użytkownik nie ma jak tego wychwycić, skoro pyta właśnie dlatego, że nie wie.
Pytanie, które sobie stawiam, brzmi więc inaczej niż „czy ufać AI”. Brzmi: kto powinien zadbać o to, żeby przy pytaniu o prawo pojawiło się ostrzeżenie o granicach tej porady. Użytkownik, dostawca modelu czy regulator.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Skala problemu jest globalna i mierzalna
Sprawa z Zabrza wygląda na ciekawostkę z rubryki „dziwne, ale prawdziwe”. W rzeczywistości jest lokalnym echem zjawiska, które od trzech lat systematycznie psuje życie także zawodowym prawnikom.
Damien Charlotin, badacz z HEC Paris, prowadzi publiczną bazę orzeczeń, w których sądy zareagowały na materiał wygenerowany przez AI: sfabrykowane sygnatury, nieistniejące wyroki, zmyślone cytaty z prawdziwych orzeczeń. W połowie 2025 roku baza liczyła około 200 pozycji. W styczniu 2026 było ich 719. Na początku czerwca 2026 przekroczyła 1,5 tysiąca spraw z ponad stu krajów, a tempo przyrostu sięga kilku nowych przypadków dziennie. Kancelaria Norton Rose Fulbright w czerwcowym przeglądzie orzecznictwa odnotowała ponad 1148 udokumentowanych spraw w samych Stanach Zjednoczonych.
Zaczęło się od głośnej sprawy Mata przeciwko Avianca w czerwcu 2023 roku, gdy nowojorski adwokat Steven Schwartz przedstawił sądowi sześć wyroków wymyślonych przez ChatGPT i zapłacił 5 tysięcy dolarów kary. Dziś sankcje sięgają kilkudziesięciu tysięcy dolarów, a w kilku jurysdykcjach doszło już do zawieszenia prawa wykonywania zawodu.
Najciekawsze są jednak dane laboratoryjne. Badanie zespołu Stanford RegLab i Stanford HAI, opublikowane w recenzowanym „Journal of Empirical Legal Studies”, sprawdziło wyspecjalizowane, komercyjne narzędzia do wyszukiwania prawnego, oparte na wyszukiwaniu w rzeczywistych bazach orzeczeń. Lexis+ AI konfabulował w ponad 17 procentach zapytań, narzędzie Westlaw w około jednej trzeciej, a testowany dla porównania ogólny model GPT-4 wypadał wyraźnie gorzej. Mówimy o systemach zbudowanych specjalnie do pracy z prawem, kosztujących setki dolarów miesięcznie. Darmowy chatbot uruchomiony na poboczu ulicy Korfantego nie miał nawet takich fundamentów.
Co to oznacza dla polskich kierowców i firm
Polska jest w europejskiej czołówce pod względem korzystania ze sztucznej inteligencji, co w tym kontekście przestaje być powodem do dumy. Z raportu KPMG „AI Trust 2025″ wynika, że 84 procent Polaków deklaruje korzystanie z narzędzi AI, a 69 procent robi to regularnie i świadomie, powyżej średniej globalnej wynoszącej 66 procent. Badanie SD Worx „2026 HR & Payroll Pulse” pokazało z kolei, że 38,4 procent pracowników w Polsce sięga po AI w codziennych obowiązkach zawodowych, podczas gdy średnia europejska to 29,3 procent.
Wysoka gotowość do korzystania spotyka się u nas z niską gotowością do weryfikowania. Widać to nawet w obszarach, gdzie stawka jest wymierna: w badaniu dotyczącym rozliczeń PIT co dziesiąty użytkownik AI przyznał, że w ogóle nie sprawdzał odpowiedzi otrzymanych od modelu.
Dla firm ten sam mechanizm ma znacznie droższe konsekwencje niż 700 złotych różnicy. Pracownik, który zapyta chatbota o termin przedawnienia roszczenia, o zasady zwolnienia dyscyplinarnego albo o obowiązki wynikające z RODO, i potraktuje odpowiedź jako gotową podstawę decyzji, generuje ryzyko, którego nikt w organizacji nie widzi. Badanie Fundacji Miasto i Związku Miast Polskich pokazało, że połowa urzędników w 79 przebadanych miastach używała narzędzi AI, najczęściej na własną rękę, bez firmowych procedur i bez nadzoru.
Od 2 sierpnia 2026 roku zaczynają obowiązywać przepisy AI Act dotyczące przejrzystości, w tym obowiązek informowania użytkownika, że rozmawia z systemem sztucznej inteligencji, oraz oznaczania treści wygenerowanych maszynowo. To dobry kierunek, ale rozwiązuje inny problem niż ten z Zabrza. Kierowca doskonale wiedział, że rozmawia z maszyną. Nie wiedział tylko, że maszyna nie ma pojęcia o jego sprawie.
Trzy rzeczy, które warto wpisać do wewnętrznych zasad korzystania z AI w firmie, zanim zrobi to za nas inspektor:
- żadna porada prawna, podatkowa ani kadrowa wygenerowana przez model nie może być podstawą decyzji bez potwierdzenia u człowieka z uprawnieniami
- każde odwołanie do przepisu, wyroku lub sygnatury sprawdzamy w źródle, a nie u tego samego modelu, który je podał
- pracownicy muszą wiedzieć, że modele nie znają stanu faktycznego ich sprawy i nie ponoszą odpowiedzialności, którą oni sami poniosą w całości
Osiemset złotych to relatywnie tania lekcja. W wersji korporacyjnej ta sama pomyłka kosztuje znacznie więcej.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz dodatkowych źródeł, w tym oficjalnego komunikatu Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu z dnia 30.07.2026 oraz badania Stanford RegLab i Stanford HAI opublikowanego w „Journal of Empirical Legal Studies” i przeglądu orzecznictwa Norton Rose Fulbright z czerwca 2026. Wykorzystano również dane z raportu KPMG „AI Trust 2025″, badania SD Worx „2026 HR & Payroll Pulse”, bazy orzeczeń Damiena Charlotina (HEC Paris) oraz materiały PAP, Rzeczpospolitej i serwisu prawo.pl. Cytat Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu został zweryfikowany z oryginalnym komunikatem prasowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji na temat konsekwencji prawnych korzystania z porad generowanych przez sztuczną inteligencję.
