Rafał Brzoska i Sebastian Kondracki, współtwórca polskiego modelu Bielik, uruchomili ScamWatch: narzędzie, które ma automatycznie wykrywać oszukańcze reklamy na Facebooku i Instagramie, a potem odliczać czas, jaki Meta potrzebuje na ich usunięcie. System niczego nie kasuje i nikogo nie blokuje, bo jego zadaniem jest zbieranie materiału dowodowego.
- ScamWatch to narzędzie stworzone przez Rafała Brzoskę i Sebastiana Kondrackiego (współtwórcę modelu Bielik), które automatycznie wykrywa oszukańcze reklamy na Facebooku i Instagramie oraz mierzy czas potrzebny Mecie na ich usunięcie – system nie usuwa treści, lecz zbiera materiał dowodowy.
- Projekt ogłoszono 27 sierpnia, tego samego dnia, w którym wicepremier Krzysztof Gawkowski poinformował o wysłaniu do Komisji Europejskiej formalnego wniosku o ukaranie Mety kwotą 250 mln euro.
- System jest multimodalny i analizuje zmanipulowane obrazy, podrobione paski informacyjne, sklonowany głos, deepfake wideo z wizerunkami znanych osób oraz logotypy firm takich jak LOT czy PKO; inicjatywa działa pod adresem 150proc.pl i została sfinansowana ze środków Rafał Brzoska Foundation.
Projekt ogłoszono w czwartek 27 sierpnia, tego samego dnia, w którym wicepremier Krzysztof Gawkowski poinformował o wysłaniu do Komisji Europejskiej formalnego wniosku o ukaranie Mety kwotą 250 mln euro. Zbieg dat nie jest przypadkowy i obie strony tego nawet nie ukrywają.
Rój agentów AI zamiast pojedynczego formularza
ScamWatch działa w ramach społecznej inicjatywy „150% Stop Scam”, dostępnej pod adresem 150proc.pl, i został sfinansowany ze środków Rafał Brzoska Foundation. Za wykrywanie treści odpowiada zespół agentów AI zbudowany na autorskich rozwiązaniach ekipy Bielika. Sebastian Kondracki, którego drogę do polskiego modelu językowego opisywałem wcześniej przy okazji Kluczborka, odpowiada za warstwę techniczną.
System jest multimodalny, więc analizuje nie tylko warstwę tekstową reklamy. Według opisu przedstawionego przez twórców obejmuje:
- zmanipulowane obrazy i podrobione paski informacyjne udające materiały redakcyjne
- klonowany głos oraz nagrania wideo z wizerunkami rozpoznawalnych osób
- logotypy firm i instytucji, w tym spółek z udziałem Skarbu Państwa, takich jak LOT czy PKO
- domeny o zerowej reputacji, rejestrowane na kilkadziesiąt godzin i błyskawicznie rotowane
Sam przepływ zgłoszenia jest prosty i dlatego może zadziałać. Użytkownik wypełnia formularz, podaje link albo zrzut ekranu, opisuje kategorię oszustwa. Zgłoszenie przechodzi moderację, a od momentu przyjęcia rusza licznik. Zweryfikowany materiał trafia do platformy, a fundacja sprawdza, jak długo reklama pozostaje publicznie dostępna. Rejestr ma być jawny, z filtrami po platformie, kategorii i statusie. Na starcie obsługiwane są Facebook i Instagram, w planach Google, YouTube, TikTok i X.
Nie chodzi więc o cenzurę ani o samodzielne usuwanie treści. Chodzi o zbudowanie publicznego, powtarzalnego pomiaru czasu reakcji, który da się później położyć na stole w sądzie albo w Brukseli. To zupełnie inna logika niż zwykłe zgłaszanie przycisku „report” i moim zdaniem właśnie w tym tkwi cała wartość tego pomysłu.
Skąd się wzięło 20 milionów złotych dziennie
Brzoska podał szacunek, według którego Meta może zarabiać w Polsce ponad 20 mln zł dziennie na emisji reklam o charakterze oszukańczym. W skali globalnej powołał się na kwotę 16 mld dolarów rocznie. Ta druga liczba ma solidne oparcie: pochodzi ze śledztwa Reutersa z listopada 2025 roku, opartego na wewnętrznych dokumentach Mety, według których koncern prognozował, że około 10 procent przychodów z 2024 roku będzie pochodzić z reklam oszustw, nielegalnego hazardu i zakazanych towarów. Te same dokumenty wskazują, że użytkownikom platform Mety wyświetlano dziennie około 15 mld reklam o podwyższonym ryzyku, a reklamodawcę blokowano dopiero wtedy, gdy algorytm był w 95 procentach pewny oszustwa. Poniżej tego progu zamiast blokady podnoszono stawki za emisję. Meta kwestionuje szacunek 16 mld dolarów.
Z polską kwotą jest trudniej i piszę to jako uwagę redakcyjną, a nie zarzut. Dwadzieścia milionów złotych dziennie daje ponad 7 mld zł rocznie. Tymczasem Juniper Research w raporcie przygotowanym na zlecenie Revoluta oszacował, że w 2025 roku wszystkie platformy społecznościowe razem, a więc Facebook, Instagram, TikTok, Snapchat, X i LinkedIn, zarobiły na reklamach oszustw kierowanych do polskich konsumentów 725 mln zł. Różnica jest dziesięciokrotna. Metodologia szacunku Brzoski nie została opublikowana, więc czytelnik nie ma jak jej sprawdzić. Szkoda, bo akurat ta inicjatywa buduje swoją siłę na twardych danych.
Petycja, prokuratura i pozwy spółek giełdowych
Sam ScamWatch to tylko jeden element. Petycja „150%” postuluje, żeby platforma reklamowa, która zarobiła na emisji reklamy oszustwa, oddawała 150 procent przychodu z tej konkretnej reklamy do funduszu kompensacyjnego, przy czym kara ma być liczona osobno dla każdej reklamy.
Brzoska zapowiedział też twardsze kroki. Nie wykluczył zawiadomień do prokuratury wobec menedżerów koncernu z tytułu świadomego współsprawstwa, a spółki giełdowe i marki, których wizerunek jest wykorzystywany w fałszywych reklamach, zachęcił do samodzielnego pozywania Mety.
„Platforma, która twierdzi, że nic nie może zrobić albo że jej możliwości są ograniczone, po prostu kłamie. Wprowadzenie dwóch prostych obowiązków: weryfikacji tożsamości płatnika oraz kontroli domen ukróciłoby ten proceder od ręki. Meta tego nie robi, bo na tym zarabia” powiedział Rafał Brzoska.
Wniosek Gawkowskiego do komisarz Henny Virkkunen mówi o sankcji nie niższej niż 250 mln euro w ramach aktu o usługach cyfrowych. Brzoska podziękował ministrowi, ale ocenił, że taka kwota powinna być naliczana osobno dla każdego kraju członkowskiego, żeby w ogóle odstraszała. Meta odpowiedziała statystykami: 159 mln usuniętych oszukańczych reklam na świecie w ubiegłym roku, z czego 92 procent przed jakimkolwiek zgłoszeniem, oraz 380 tys. materiałów pochodzących z Polski usuniętych między lipcem 2025 a czerwcem 2026. Podała też mediany czasu reakcji na zgłoszenia użytkowników w drugiej połowie 2025 roku: 14,8 godziny na Facebooku i 48,18 godziny na Instagramie.
I to jest dokładnie ten punkt, w którym ScamWatch staje się interesujący. Bo jeśli licznik fundacji pokaże inne liczby niż raporty koncernu, spór przestanie być wymianą deklaracji.
Kibicuję temu projektowi i jednocześnie mam wobec niego kilka wątpliwości, których nie zamierzam chować.
Zacznę od tego, co dobre. Polska po raz pierwszy dostaje narzędzie, które nie prosi platformy o łaskę, tylko buduje niezależny pomiar. To zmiana pozycji negocjacyjnej. Regulator, sąd i dziennikarz dostają coś, czego dotąd nie mieli: powtarzalną, datowaną serię obserwacji. Fakt, że stoi za tym zespół Bielika, a nie zagraniczny podwykonawca, ma dla mnie osobne znaczenie, bo pokazuje, że polska AI potrafi robić rzeczy użytkowe, a nie tylko benchmarki.
A teraz wątpliwości. Pierwsza dotyczy liczb. Szacunek 20 mln zł dziennie jest o rząd wielkości wyższy od tego, co dla całego polskiego rynku policzył Juniper Research. Inicjatywa, która chce być traktowana jako źródło dowodów, powinna pokazać, skąd bierze własne wyliczenia. Inaczej sama daje przeciwnikowi argument.
Druga dotyczy skali. Rejestr zbudowany na dobrowolnych zgłoszeniach obywateli zawsze będzie próbką, i to próbką obciążoną, bo zgłaszają najbardziej świadomi. Meta może to podważyć w pierwszym zdaniu odpowiedzi. Pytanie, czy fundacja ma plan na reprezentatywność, czy liczy na sam efekt medialny.
Trzecia jest natury ustrojowej. Cieszę się, że ktoś w końcu naciska, ale nie do końca podoba mi się świat, w którym miarodajny monitoring bezpieczeństwa cyfrowego finansuje prywatna fundacja jednego przedsiębiorcy, a nie instytucja publiczna. CERT Polska robił podobny test już w 2024 roku. Gdzie jest jego kontynuacja i budżet?
Kto sprawdzi ScamWatcha, kiedy ScamWatch sprawdza Metę? To pytanie zadaję życzliwie, ale zadaję je serio.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Dlaczego oszuści traktują Polskę jak wdzięczny rynek
Dane, które mamy, układają się w niewesoły obraz. Według Juniper Research polski użytkownik mediów społecznościowych trafia średnio na 127 oszukańczych reklam miesięcznie, a łączna liczba takich wyświetleń w Polsce sięgnęła w 2025 roku 33 mld. Przychody platform z tego tytułu wzrosły z 459 mln zł w 2022 roku do 725 mln zł w 2025, czyli o około 58 procent w trzy lata. Polska odpowiada za blisko 4 procent europejskiej puli, którą oszacowano na 4,4 mld euro. Prognoza na 2030 rok mówi o 1,6 mld zł rocznie, jeśli nic się nie zmieni.
Do tego dochodzą liczby CERT Polska. W 2025 roku zespół działający w strukturach NASK zarejestrował 260 783 unikalne incydenty, o 152 procent więcej niż rok wcześniej. Oszustwa komputerowe stanowiły 97 procent z nich. Sam phishing to 78 391 zdarzeń. Najbardziej wymowny jest jednak wcześniejszy eksperyment CERT Polska: między styczniem a listopadem 2024 roku zespół zgłosił z konta zwykłego użytkownika 122 oszukańcze reklamy na Facebooku. Usunięto dziesięć. Sto sześć zgłoszeń zamknięto komunikatem, że reklama nie zostanie usunięta.
Trudno o lepsze uzasadnienie dla narzędzia, które mierzy czas reakcji.
Osobna sprawa to bezpieczeństwo państwa. Brzoska użył argumentu, który w naszej szerokości geograficznej brzmi zupełnie inaczej niż w Kalifornii.
„Jesteśmy krajem przyfrontowym. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby pod logo znanych redakcji opublikowano wizerunki prezydenta, premiera czy ministrów w tym samym momencie, np. jutro o 7:00 rano, podające sfabrykowaną wiadomość, że rosyjskie wojska stanęły na polskiej granicy” ostrzegł prezes InPostu.
Ta sama infrastruktura reklamowa, która dziś sprzedaje fałszywe inwestycje, jutro może sprzedać panikę. Mechanizm targetowania, płatności i skalowania jest identyczny, a zmienia się tylko treść kreacji. Nie jest to teza wymyślona na potrzeby konferencji prasowej, tylko dokładnie ten scenariusz, przed którym od lat ostrzegają analitycy zagrożeń hybrydowych.
Czego ScamWatch nie załatwi
Nie chcę, żeby ten tekst brzmiał jak komunikat prasowy, więc powiem też, gdzie widzę granice tego projektu.
ScamWatch jest rejestrem, nie egzekutorem. Nie ma uprawnień, żeby cokolwiek usunąć, zablokować konto reklamodawcy czy zamrozić środki. Jego siła zależy w całości od tego, czy ktoś z władzą sprawczą zechce z tych danych skorzystać. Komisja Europejska prowadzi już wobec Mety odrębne postępowanie z DSA, dotyczące uzależniającej konstrukcji Facebooka i Instagrama, i nie jest to sprawa reklam. Wniosek polskiego ministra dopiero trafił do Brukseli, a decyzja o wszczęciu postępowania i ewentualnej karze należy do Komisji, nie do Warszawy.
Jest też pytanie, na które dziś nikt nie odpowie: czy oszuści dostosują się szybciej, niż rejestr zdąży urosnąć. Domeny rotowane co kilkadziesiąt godzin, generowane maszynowo kreacje, klonowany głos. Po drugiej stronie też stoi automatyzacja i nie ma powodu sądzić, że przestanie się rozwijać.
Ale wolę narzędzie z takimi ograniczeniami niż kolejny apel bez liczb. Za trzy miesiące będzie można sprawdzić, ile zgłoszeń wpłynęło, ile reklam zniknęło i po jakim czasie. Wtedy będzie o czym rozmawiać.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiałów projektu, w tym oficjalnej strony inicjatywy 150% Stop Scam i ScamWatch prowadzonej przez Rafał Brzoska Foundation, a także śledztwa Reuters z 6 listopada 2025 roku dotyczącego wewnętrznych dokumentów Mety. Wykorzystano również doniesienia Rzeczpospolitej i serwisu Cyfrowa.rp.pl z 27 sierpnia 2026 roku, WNP, PAP, Wirtualnej Polski i TVN24 w zakresie wniosku wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego do Komisji Europejskiej oraz odpowiedzi Mety, dane z raportu rocznego CERT Polska za 2025 rok i z badania CERT Polska „Oszustwa reklamowe na dużych platformach internetowych” z listopada 2024 roku, a także raport Juniper Research przygotowany na zlecenie Revoluta i opublikowany w lutym 2026 roku. Cytaty Rafała Brzoski zostały zweryfikowane z relacjami z briefingu prasowego. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę publikacji pierwszych danych z rejestru ScamWatch oraz decyzji Komisji Europejskiej w sprawie wniosku dotyczącego Mety.

2 komentarze
Uważam że to na pewno nie zadziała jak „stoper”, ale jest to pierwszy i na pewno ważny krok. Bo do tej pory nie mówiono się tak głośno o tym że firmy typu Meta ZARABIAJĄ na scamie puszczając reklamy deepfake. A tak może nawet jeśli zmiana będzie trwać to ludzie zaczną jeszcze dokładniej myśleć w co klikają.
I niech działa! Zarówno inicjatywa 150 jak i Scam Watch to są tematy o których powinno się mówić. Próbujmy edukować społeczeństwo, działajmy tak żeby jak najwięcej firm nie miało interesu w puszczaniu reklam scam!!!