Firmy w Stanach Zjednoczonych obawiają się sztucznej inteligencji zabierającej miejsca pracy, a tymczasem realne zagrożenie nadciąga z zupełnie innej strony. Do 2032 roku amerykański rynek pracy skurczy się o blisko 6 milionów osób, a winni są emerytujący na potęgę baby boomersi, nie algorytmy.
Kluczowe fakty:
- Według raportu Indeed Hiring Lab „The Great Mismatch" z maja 2026 roku, amerykańska siła robocza zmniejszy się o około 3,7 procent, czyli blisko 5,9 miliona pracowników, w latach 2025–2032.
- Główną przyczyną kurczenia się rynku pracy jest masowe przechodzenie na emeryturę pokolenia Baby Boomers – do 2032 roku cała generacja osiągnie wiek uprawniający do pełnych świadczeń z Social Security.
- Dodatkowym czynnikiem pogłębiającym niedobór pracowników są utrzymujące się niskie wskaźniki dzietności oraz spowolnienie imigracji – w modelu Hiring Lab przyjęto poziom migracji netto na poziomie 410 tysięcy osób rocznie, zgodny z obniżonymi wartościami z 2025 roku.
Tak przynajmniej twierdzi Svenja Gudell, główna ekonomistka Indeed, w komentarzu opublikowanym 18 lipca 2026 roku na łamach Fortune. Gudell powołuje się na świeże analizy Indeed Hiring Lab, według których amerykański rynek pracy może skurczyć się o niemal 6 milionów pracowników do 2032 roku. To nie jest spowolnienie cykliczne. To prosta matematyka demograficzna: spada liczba urodzin, a Baby Boomers przechodzą na emeryturę szybciej, niż młodsze pokolenia są w stanie ich zastąpić.
Boomersi odchodzą, AI nie ma tego jak nadrobić
Raport Indeed Hiring Lab z maja 2026 roku, zatytułowany „The Great Mismatch”, idzie w szczegóły dużo dalej niż sam tekst na Fortune. Autorzy, Felix Aidala i Laura Ullrich, policzyli, że między 2025 a 2032 rokiem amerykańska siła robocza spadnie o około 3,7 procent, czyli blisko 5,9 miliona pracowników, zanim częściowo odbuduje się w drugiej połowie dekady. Głównym sprawcą jest fala emerytur.
Dlaczego akurat teraz? Bo najmłodsi przedstawiciele pokolenia Baby Boomers skończą 68 lat do 2032 roku, co oznacza, że cała generacja osiągnie wiek uprawniający do pełnych świadczeń z Social Security. To potężna zachęta do odejścia z rynku pracy, jeśli ktoś jeszcze na nim został.
Do tego dochodzi drugi czynnik, o którym mówi się rzadziej. Utrzymujące się niskie wskaźniki dzietności ograniczą liczbę młodych pracowników wchodzących na rynek, a imigracja, która historycznie dostarczała stały strumień siły roboczej, ostatnio wyraźnie zwolniła. W modelu Hiring Lab przyjęto poziom migracji netto na poziomie 410 tysięcy rocznie, czyli zgodny z obniżonymi wartościami z 2025 roku.
A co ze sztuczną inteligencją, o którą wszyscy pytają? Tu robi się ciekawie. Autorzy raportu policzyli dwa scenariusze, jeden zakładający, że AI głównie zastępuje pracowników, drugi że ich wspomaga. W bardziej pesymistycznym wariancie zatrudnienie w dziesięciu sektorach śledzonych przez amerykańskie biuro statystyki pracy spadnie o 8,8 miliona miejsc pracy do 2032 roku, ale nawet w tym scenariuszu 72,7 procent spadku, czyli 6,4 miliona miejsc pracy, wynika ze zmian demograficznych, a jedynie 27,3 procent, czyli 2,4 miliona, z zakłóceń spowodowanych przez AI.
Co istotne, sektory najbardziej narażone na AI i te z realnym niedoborem rąk do pracy to zupełnie różne światy. Sektory najbardziej narażone na zakłócenia ze strony AI, w tym informacja, usługi finansowe oraz usługi profesjonalne i biznesowe, to te same branże, które przyciągają absolwentów uczelni i oferują wynagrodzenia powyżej średniej. Nie są to sektory z ostrym niedoborem pracowników. Wręcz przeciwnie, w scenariuszu zastępowania łączna stopa bezrobocia w informacji, usługach finansowych oraz usługach profesjonalnych i biznesowych wzrośnie z 4 procent w 2025 roku do 12 procent w 2032 roku.
Tymczasem tam, gdzie brakuje rąk do pracy najbardziej, czyli w opiece zdrowotnej, budownictwie i administracji publicznej, AI praktycznie nie pomoże. Role w opiece zdrowotnej wymagają praktycznej oceny klinicznej, której AI nie zastąpi tak łatwo, budownictwo wymaga fizycznej obecności i rozwiązywania problemów specyficznych dla danego miejsca, a administracja publiczna zwykle wolniej wdraża nowe technologie niż inne sektory.
Dlaczego przesunięcie pracownika z biura do szpitala nie działa jak przełącznik
Gudell na łamach Fortune zwraca uwagę na coś, co brzmi oczywiście, dopóki nie spojrzy się na liczby. Sektory z najpoważniejszymi niedoborami, w tym opieka zdrowotna, budownictwo i wykwalifikowane rzemiosło, wciąż są mocno zależne od pracy ludzkiej. A jednocześnie amerykańska Health Resources and Services Administration prognozuje, że do 2038 roku Stanom Zjednoczonym może zabraknąć ponad 140 tysięcy lekarzy zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin.
Problem w tym, że ścieżka z jednego sektora do drugiego jest praktycznie zamknięta. Dane Hiring Lab pokazują to na przykładzie pielęgniarstwa, gdzie 68 procent pielęgniarek weszło do zawodu bezpośrednio z sektora pielęgniarskiego, a spośród tych, które opuszczają dane stanowisko, 72 procent zostaje w zawodzie. To nie kwestia preferencji, tylko twardych barier: wymaganych certyfikatów, kosztów przekwalifikowania i oczekiwań płacowych.
Poniżej trzy kanały, przez które AI wpływa na rynek pracy według metodologii Hiring Lab:
- Produktywność – ten sam pracownik robi więcej w tym samym czasie
- Zastępowanie – AI przejmuje konkretne zadania wykonywane wcześniej przez ludzi, niszcząc zadania i etaty
- Ekspansja – AI tworzy nowe zadania tam, gdzie człowiek ma przewagę komparatywną, co tworzy nowe miejsca pracy
Ten raport pokazuje coś, o czym w dyskusji o AI zapomina się najczęściej. Cała debata kręci się wokół tego, ile miejsc pracy zniknie przez algorytmy, a tymczasem w Stanach Zjednoczonych demografia robi dużo więcej szkody niż jakikolwiek model językowy. Ciekawe jest to, że dokładnie ten sam mechanizm, przesunięcie popytu na pracę w stronę zawodów, których AI nie zastąpi, zaczyna być widoczne również w Polsce, choć z innych powodów demograficznych. Pytanie, czy polskie firmy i uczelnie zdążą przestawić się na kształcenie kadr medycznych i technicznych zanim luka pokoleniowa stanie się nieodwracalna, pozostaje otwarte.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Sama Gudell przyznaje, że winą nie można obarczać wyłącznie systemu. Spędziliśmy lata kierując talenty w stronę stosunkowo wąskiego zestawu karier white collar, na przykład w finansach czy technologii, które w danym momencie obiecywały stabilny rozwój kariery i ponadprzeciętne zarobki / „We have also spent years steering talent toward a relatively narrow set of white collar careers, like those in finance or tech, that at the time, promised stable career growth and outsized wages.” Zawody takie jak elektryk czy pielęgniarka mają, jej zdaniem, poważny problem wizerunkowy, mimo stabilności i dobrych zarobków.
Co to oznacza dla polskiej sytuacji demograficznej
Polska stoi przed niemal identycznym mechanizmem, tylko z inną skalą i innym punktem wyjścia. Według symulacji Polskiego Instytutu Ekonomicznego do 2035 roku polski rynek pracy może zmniejszyć się o niemal 2,1 miliona pracowników, co stanowiłoby 12,6 procent obecnego stanu zatrudnienia. To odpływ szczególnie dotkliwy dla przemysłu, z którego odejdzie 805 tysięcy pracowników, handlu i naprawy pojazdów (423 tysiące), edukacji (414 tysięcy) oraz rolnictwa (406 tysięcy).
Sektor zdrowia w Polsce już dziś odczuwa dokładnie ten sam paradoks, o którym pisze Gudell. Automatyzacja niczego tu nie załatwi, bo brakuje rąk, nie zadań do zrobienia. Jak wynika z danych Naczelnej Izby Lekarskiej i Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych, w Polsce aktywnie pracuje około 153 tysięcy lekarzy i 245 tysięcy pielęgniarek, a według związku zawodowego obecnie brakuje 160 tysięcy pielęgniarek. Sytuację pogarsza fakt, że w 2026 roku liczba miejsc specjalizacyjnych dla pielęgniarek i położnych spadnie z 2500 do 1500, co eksperci oceniają jako ruch w złym kierunku.
Kilka liczb, które pokazują skalę problemu z polskiej perspektywy:
- Do 2035 roku zatrudnienie w polskiej edukacji spadnie o 29 procent, a w ochronie zdrowia o 23 procent, jak wynika z analiz PIE
- Polska ma jeden z najniższych w Unii Europejskiej wskaźników robotyzacji przemysłu, z niespełna 55 robotami na 10 tysięcy pracowników sektora przetwórczego, wobec pięciu do sześciu razy wyższych wartości w Niemczech i Szwecji
- Barometr Zawodów 2026 wskazuje pielęgniarki, opiekunów osób starszych i lekarzy jako jedne z zawodów najbardziej deficytowych w nadchodzącym roku
Różnica względem amerykańskiego scenariusza polega na tempie automatyzacji. W USA sektory białych kołnierzyków już dziś odczuwają presję ze strony AI, a bezrobocie w informacji i finansach rośnie. W Polsce ten proces dopiero się rozkręca, częściowo dlatego, że polskie firmy są bardziej ostrożne wobec inwestycji w nowe technologie, a część przemysłu (te fragmenty łańcuchów dostaw, które trafiły do Polski właśnie ze względu na niższe koszty pracy) jest po prostu trudna do zautomatyzowania.
Kto naprawdę wygra i przegra na tej zmianie
Gudell w swoim komentarzu jest ostrożnym optymistą, choć z zastrzeżeniami. To nie jest kwestia braku talentu. Ameryka zawsze miała pracowitą, innowacyjną i elastyczną siłę roboczą / „The challenge ahead is not a lack of talent. America has always had a hardworking, innovative and adaptable workforce.” Problem w tym, że wzrost liczby pracowników przestał być czymś, na czym gospodarka może polegać automatycznie.
Dane Hiring Lab sugerują, że firmy będą musiały zacząć inwestować w budowanie talentu, nie tylko w jego poszukiwanie. Z badania Indeed wynika, że choć dwie trzecie amerykańskich pracowników uważa rozwój umiejętności za osobisty priorytet, mniej niż połowa wierzy, że ich pracodawca myśli podobnie.
To zresztą temat, który w Polsce brzmi znajomo. Polskie firmy technologiczne narzekają na brak kandydatów z konkretnymi kompetencjami, a jednocześnie inwestycje w przekwalifikowanie pracowników z sektorów zagrożonych automatyzacją wciąż są rzadkością. Jeśli struktura problemu w USA i Polsce faktycznie się pokrywa, czyli to nie AI zabiera pracę, tylko demografia zmienia to, kto jej szuka, kluczowe pytanie na najbliższą dekadę nie brzmi „ile miejsc pracy zniknie”, tylko „czy ktokolwiek zdąży przekwalifikować ludzi zanim luka stanie się nie do zasypania”.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz komentarza Svenji Gudell dla Fortune z 18 lipca 2026 roku, opartego na raporcie Indeed Hiring Lab „The Great Mismatch” autorstwa Felixa Aidali i Laury Ullrich z maja 2026 roku. Dane dotyczące polskiego rynku pracy pochodzą z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz danych Naczelnej Izby Lekarskiej i Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych cytowanych przez Bankier.pl. Cytaty Svenji Gudell zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych danych o wpływie demografii i AI na rynek pracy w Polsce i USA.
