Cessna Caravan startuje z pasa na lotnisku Quonset State w Rhode Island. Pilot siedzi obok, ale nie dotyka sterów. Przez całą trasę samolotem steruje sztuczna inteligencja. To nie scena z filmu science fiction, lecz test przeprowadzony przez startup Merlin Labs, który pokazuje, że AI w lotnictwie przestaje być odległą wizją.
Kluczowe fakty:
- Startup Merlin Labs przeprowadził udany test samolotu Cessna Caravan sterowanego wyłącznie przez sztuczną inteligencję, która obsługiwała cały lot od startu przez lądowanie bez udziału pilota.
- System Merlin Pilot wykorzystuje model przetwarzania języka naturalnego do komunikacji z kontrolą ruchu lotniczego i może wykonywać polecenia głosowe pilota, znacznie przekraczając możliwości tradycyjnego autopilota.
- Boeing szacuje, że branża lotnicza będzie potrzebować ponad 600 000 nowych pilotów w ciągu najbliższych dwóch dekad, a 80 procent wypadków lotniczych nadal powoduje błąd ludzki.
„Jazz hands” w kokpicie
Tim Burns, dyrektor techniczny Merlin Labs, żartuje przez interkom: „Let’s see those jazz hands” / „Pokażmy te dżazowe ręce” – to sygnał dla pozostałych, że pilot Matt Diamond naprawdę trzyma ręce z dala od sterów. System Merlin Pilot robi znacznie więcej niż tradycyjny autopilot. Korzysta z modelu przetwarzania języka naturalnego, by słuchać poleceń fałszywego kontrolera ruchu lotniczego i odpowiadać mu przez radio skomputeryzowanym głosem. Diamond mówi „Authorize” i samolot sam obraca się na nowy kurs.
Podczas podejścia do lądowania system prowadzi samolot po łagodnej ścieżce zniżania ku pasowi 34, utrzymując trajektorię nawet przy bocznym wietrze, aż do przyziemienia.
Niedobór pilotów napędza innowacje
Testy Merlin Labs odbywają się w momencie, gdy branża lotnicza zmaga się z poważnym wyzwaniem demograficznym. Boeing szacuje, że linie lotnicze będą potrzebować ponad 600 000 nowych pilotów w ciągu najbliższych dwóch dekad. Do tego dochodzi przeciążony system kontroli ruchu lotniczego i rosnąca liczba incydentów w ostatnich latach.
Argument CEO Merlin Labs, Matthew George’a, jest prosty i trudno go zignorować:
„Eighty percent of accidents in aviation are still caused by human error. If we can reduce that, that’s a pretty useful way to spend our time.” / „Osiemdziesiąt procent wypadków w lotnictwie wciąż powoduje błąd ludzki. Jeśli możemy to zmienić, to naprawdę warto poświęcić temu czas.”
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Statystyka o 80 procentach wypadków spowodowanych błędem ludzkim robi wrażenie i trudno jej nie brać poważnie. Rozumiem entuzjazm Merlin Labs. Jednocześnie nie mogę oprzeć się pytaniu: co się stanie, gdy błąd popełni AI? Człowiek jest przewidywalny w swojej nieprzewidywalności – znamy typy błędów, możemy szkolić pilotów, możemy reagować. Błąd algorytmu potrafi być systemowy i dotknąć wiele maszyn jednocześnie. Nie jestem przeciwko tym technologiom, ale tempo wdrożenia ma ogromne znaczenie. I kto ponosi odpowiedzialność, gdy AI-pilot zawiedzie? To pytanie branża musi postawić sobie teraz, nie po pierwszym wypadku.
Waszyngton patrzy przychylnie
Sekretarz transportu Sean Duffy promuje narzędzia AI jako element szerszego planu administracji Trumpa zmierzającego do modernizacji przestarzałego systemu kontroli ruchu lotniczego. Jego pozycja jest jednak wyraźnie ostrożna:
„We are never going to outsource the national airspace to AI tools. Controllers are going to control the airspace, but we can make their jobs easier.” / „Nigdy nie oddamy przestrzeni powietrznej w zarządzanie narzędziom AI. Kontrolerzy będą kontrolować przestrzeń powietrzną, ale możemy sprawić, żeby ich praca była łatwiejsza.”
To ważny sygnał polityczny. Rząd nie mówi „nie” dla AI w lotnictwie, ale zakreśla wyraźną linię: technologia ma wspierać ludzi, a nie ich zastępować.
Piloci bronią swojego miejsca w kokpicie
Nie wszyscy są zachwyceni kierunkiem, w jakim zmierza branża. Capt. Jason Ambrosi, przewodniczący Air Line Pilots Association reprezentującego ponad 79 000 pilotów w USA i Kanadzie, stawia sprawę jasno:
„Technological advancements can improve aviation safety, but they will never be a substitute for the pilots on an aircraft. The most important safety feature on every airline flight will always be two well-trained and rested pilots on the flightdeck.” / „Postęp technologiczny może poprawić bezpieczeństwo w lotnictwie, ale nigdy nie zastąpi pilotów na pokładzie. Najważniejszym elementem bezpieczeństwa na każdym locie będzie zawsze dwóch dobrze wyszkolonych i wypoczętych pilotów w kokpicie.”
Naukowcy podchodzą do tematu bardziej niuansowo. Mykel Kochenderfer ze Stanforda, który bada systemy autonomiczne i bezpieczeństwo lotnicze, wskazuje na kilka kluczowych różnic między obecną automatyzacją a nowymi systemami opartymi na AI:
- Tradycyjna automatyzacja działa w ściśle zdefiniowanym zakresie scenariuszy
- Nowe systemy AI projektuje się tak, by radziły sobie z szerszym spektrum nieprzewidzianych sytuacji
- Technologia jest obiecująca, ale branża musi jeszcze długo pracować nad jej odpornością i budowaniem zaufania
Wojsko jako poligon doświadczalny
Merlin Labs podkreśla, że w pełni bezzałogowe loty pasażerskie to wciąż odległa przyszłość. Firma mówi, że jej celem jest „umieszczenie AI obok ludzkich pilotów i budowanie zaufania.” Pierwsze poważne zastosowanie może jednak przyjść ze strony wojska. Merlin niedawno podpisał kontrakt z Siłami Powietrznymi USA wart ponad 100 milionów dolarów, który zakłada wprowadzenie technologii do samolotów transportowych C-130.
To sprytna strategia. Certyfikacja FAA dla lotnictwa cywilnego to proces długi i kosztowny. Wojsko pozwala na szybsze testowanie w warunkach zbliżonych do operacyjnych, bez konieczności przechodzenia przez najtrudniejsze regulacyjne przeszkody na samym początku.
Firma zakończyła już setki lotów testowych i pracuje nad certyfikacją FAA. Droga do linii lotniczych jest długa, ale pierwsze kroki już zostały postawione. I to dosłownie – na pasie startowym w Rhode Island, bez rąk pilota na sterze.
