Naczelny Sąd Administracyjny wprost napisał w uzasadnieniu postanowienia, że pismo procesowe zostało sporządzone przy silnym udziale sztucznej inteligencji. Sędzia Sylwester Marciniak nie tylko to zauważył, ale skrupulatnie wykazał, które przywołane orzeczenia w ogóle nie istnieją.
Kluczowe fakty:
- Naczelny Sąd Administracyjny wprost stwierdził w uzasadnieniu postanowienia, że pismo procesowe złożone przez pełnomocnika skarżącego zostało sporządzone przy silnym udziale sztucznej inteligencji.
- Sędzia Sylwester Marciniak wykazał, że przywołane w zażaleniu orzeczenia NSA nie istnieją – podane daty ich wydania były błędne, a same cytowane postanowienia nie dotyczyły procedury wstrzymania wykonania decyzji będącej przedmiotem sprawy.
- Sprawa dotyczyła zażalenia na odmowę wstrzymania wykonania decyzji podatkowej dotyczącej VAT, wydanej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi w lutym 2026 roku.
Sprawa z pozoru wygląda na rutynę. Skarżący złożył zażalenie na odmowę wstrzymania wykonania decyzji fiskusa dotyczącej VAT, którą w lutym 2026 roku wydał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi. WSA uznał, że pełnomocnik nie wykazał przesłanek uzasadniających taką ochronę tymczasową na czas procesu. Standardowa procedura podatkowa, jakich w NSA rozpatruje się rocznie tysiące.
Problem zaczął się, gdy sędzia Marciniak przeczytał uzasadnienie zażalenia.
Sfabrykowane orzeczenia, które nie istnieją
NSA nie miał wątpliwości, że pismo powstało z silnym udziałem narzędzi AI. Sąd napisał to wprost w uzasadnieniu postanowienia, wskazując na jednoznacznie widoczne ślady tak zwanych halucynacji AI. Pełnomocnik skarżącego powołał się na konkretne postanowienia NSA, które miały potwierdzać jego argumentację procesową. Żadne z nich nie odzwierciedlało realnego orzecznictwa.
Sąd poszedł krok dalej niż zwykłe stwierdzenie nieścisłości. Sprawdził daty wydania rzekomych postanowień i okazało się, że nie zgadzają się z tymi podanymi przez pełnomocnika. Żadne z przywołanych orzeczeń nie dotyczyło zresztą procedury wstrzymania wykonania decyzji, czyli tematu, którego miały dotyczyć. Do tego stanowisko zażalenia stało w sprzeczności z ugruntowanym orzecznictwem w kwestii tego, na kim spoczywa obowiązek wykazania zasadności takiego wniosku.
Mówiąc wprost: prawnik oddał sądowi pismo, w którym model językowy wymyślił precedensy pasujące do tezy, a nikt tego nie zweryfikował przed złożeniem.
- Sfabrykowane postanowienia NSA z błędnymi datami wydania
- Cytowane orzeczenia dotyczące zupełnie innej procedury niż ta rozpatrywana w sprawie
- Argumentacja sprzeczna z utrwaloną linią orzeczniczą, którą łatwo sprawdzić w ogólnodostępnej bazie CBOSA
Obserwuję tę sprawę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony cieszy mnie, że polski sąd nazwał problem po imieniu i nie owijał w bawełnę. Marciniak nie napisał ogólnikowo o „nieścisłościach”, tylko rozłożył pismo na czynniki pierwsze i pokazał, które fragmenty są fikcją. To dokładnie ten poziom precyzji, którego potrzeba, żeby temat przestał być tylko medialną ciekawostką.
Z drugiej strony martwi mnie, że wciąż rozmawiamy o pojedynczych przypadkach, jakby to była anomalia. Baza Damiena Charlotina z HEC Paris liczy już ponad tysiąc pięćset udokumentowanych spraw sądowych na całym świecie, w których AI wygenerowało fałszywe cytaty prawne. Polska dołączyła do tej listy później niż inne kraje, ale mechanizm jest identyczny wszędzie: prawnik traktuje odpowiedź modelu jako gotowy produkt, nie jako szkic do weryfikacji.
Pytanie, które mnie nurtuje, brzmi inaczej niż zwykle stawiane „czy prawnicy powinni korzystać z AI”. Oczywiście, że powinni, to narzędzie oszczędzające czas przy research aporządkowaniu myśli. Pytanie brzmi, czy izby adwokackie i radcowskie w Polsce zdążą wypracować twarde standardy weryfikacji, zanim kolejna fala takich spraw zaleje sądy. Na razie widzę więcej rekcji ad hoc niż systemowych rozwiązań.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
To nie pierwszy taki przypadek w Polsce
Sprawa NSA nie jest odosobniona na polskim gruncie. Pod koniec listopada 2025 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu oddalił w całości powództwo firmy programistycznej, która domagała się odszkodowania za przegrany konkurs na aplikację mobilną. Powód oparł swoje twierdzenia na wydrukach rozmów z ChatGPT, sugerując, że skoro model językowy ustalił określony stan prawny, sąd powinien się do niego dostosować.
Sąd nie kupił tej argumentacji. W uzasadnieniu wyroku jednoznacznie stwierdził, że treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję nie stanowią dowodu i nie mogą zastąpić dowodów w rozumieniu przepisów kodeksu postępowania cywilnego. Sąd podkreślił też, że dokument w rozumieniu kodeksu cywilnego jest nośnikiem ludzkiej woli i intelektualnej treści, nie mechanicznego wygenerowania tekstu.
Różnica między tymi dwiema sprawami jest jednak istotna. We Wrocławiu strona sama, jako powód, próbowała wykorzystać AI jako substytut dowodu. W przypadku NSA mamy do czynienia z profesjonalnym pełnomocnikiem, radcą prawnym lub adwokatem, który miał obowiązek zawodowej staranności i mimo to złożył pismo z fabrykowanymi cytatami orzecznictwa.
Skala problemu na świecie rośnie lawinowo
Dane z bazy prowadzonej przez Damiena Charlotina, badacza z HEC Paris, pokazują, że problem halucynacji AI w dokumentach sądowych przestał być ciekawostką i stał się zjawiskiem masowym. Liczba udokumentowanych spraw wynosiła 200 rok temu, w styczniu 2026 przekroczyła 700, a obecnie zbliża się do 1700 przypadków w ponad 100 krajach.
Najgłośniejsze sankcje zapadały w Stanach Zjednoczonych. W marcu 2026 roku Sąd Apelacyjny dla Szóstego Okręgu nałożył na dwóch prawników z Tennessee kary po 15 tysięcy dolarów oraz pełny zwrot kosztów zastępstwa procesowego strony przeciwnej za ponad dwadzieścia sfabrykowanych cytatów w trzech połączonych apelacjach. W czerwcu 2026 sędzia z Missisipi wykluczyła z jednej sprawy aż czterech prawników z obu stron sporu po tym, jak w ich pismach znalazła fikcyjne autorytety prawne.
Co to oznacza dla polskich firm i kancelarii?
Postanowienie NSA to sygnał dla polskiego rynku prawniczego, że sądy administracyjne zaczynają aktywnie weryfikować cytowane orzecznictwo, zamiast zakładać dobrą wiarę pełnomocnika. Dla firm korzystających z usług kancelarii oznacza to konkretne ryzyko biznesowe: pismo procesowe oparte na niesprawdzonych halucynacjach AI może nie tylko przegrać sprawę, ale też wystawić kancelarię na odpowiedzialność dyscyplinarną.
Krajowa Izba Radców Prawnych i Naczelna Rada Adwokacka na razie nie wypracowały twardych, wiążących wytycznych dotyczących wykorzystania AI w pismach procesowych, w przeciwieństwie na przykład do niektórych sądów amerykańskich, które wymagają od prawników formalnego oświadczenia o weryfikacji treści wygenerowanych maszynowo. Polskie kancelarie, które już korzystają z narzędzi AI przy przygotowywaniu pism, powinny wprowadzić wewnętrzne procedury sprawdzania każdego cytowanego orzeczenia w bazie CBOSA przed złożeniem dokumentu do sądu. Koszt takiej weryfikacji jest niewspółmiernie niski w porównaniu z ryzykiem przegranej sprawy i utraty reputacji zawodowej.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz materiału przekazanego przez Piotra Wolniewicza, uzupełnionych o dodatkowe źródła, w tym artykuł Rzeczpospolitej z dnia 01.07.2026 oraz AI Hallucination Cases Database (Damien Charlotin, HEC Paris), Mississippi Free Press, PlatinumIDS Blog, Twoje Prawa w Internecie oraz Prawo Biznesu. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji w temacie wykorzystania sztucznej inteligencji w polskim wymiarze sprawiedliwości.
