California State University ogłosiło się pierwszym na świecie systemem uczelni napędzanym sztuczną inteligencją. Efekt? Spory wartości 17 milionów dolarów, zwolnieni profesorowie, avatar rektora witający studentów i połowa kupionych licencji, z których nikt nie korzysta.
Kluczowe fakty:
- California State University podpisało umowę z OpenAI na 500 000 licencji ChatGPT Edu za 16,9 miliona dolarów, stając się największym pojedynczym wdrożeniem ChatGPT na świecie w tamtym czasie.
- W wewnętrznych dokumentach uczelni z grudnia 2024 roku inicjatywa AI opisana została jako "ogromna szansa wizerunkowa", a nie pedagogiczna – miesiąc przed podpisaniem kontraktu.
- W ramach strategii "AI Everywhere" prezydent San Jose State University zastąpiono jej cyfrowym awatarem generowanym przez AI, który witał nowo przyjętych studentów w wiadomościach wideo.
Wiosna 2025 roku. Nowo przyjęci studenci San Jose State University dostają wiadomość wideo od prezydent uczelni, Cynthii Teniente-Matson. Spokojna, elegancka, w niebieskiej bluzie. „Gratulujemy przyjęcia” mówi. „W SJSU będziesz mieć szansę zgłębić technologie kształtujące dzisiejszy świat.” Problem polega na tym, że to nie jest Teniente-Matson. To jej awatar stworzony przez AI. Prezydent uczelni przemawia do nowych studentów w wersji cyfrowej, bo tak wygląda strategia „AI Everywhere”, którą sama zaprojektowała.
Gdzieś tutaj zaczyna się historia o tym, co dzieje się, kiedy jeden z największych systemów szkolnictwa wyższego na świecie decyduje się wdrożyć AI na masową skalę, zanim kokolwiek wie, co to tak naprawdę oznacza.
Największy eksperyment edukacyjny na świecie
California State University to nie jest jedna uczelnia. To 22 kampusy, ponad 500 000 studentów, co dziesiąty pracownik w Kalifornii zaczyna karierę po studiach w tym systemie. W lutym 2025 roku kanclerz Mildred García ogłosiła inicjatywę AI Initiative, której sercem była umowa z OpenAI na 500 000 licencji ChatGPT Edu. Koszt: 16,9 miliona dolarów. Cel: przekształcenie CSU w „pierwszy i największy AI-powered publiczny system uczelni w kraju.”
Był to wówczas największy pojedynczy deployment ChatGPT na świecie.
I wszystko brzmiałoby jak ambitny, odważny plan, gdyby nie jeden detal. W grudniu 2024 roku, miesiąc przed podpisaniem kontraktu, w wewnętrznych dokumentach uczelni pojawiło się sformułowanie: AI Initiative to „a huge branding opportunity” („ogromna szansa wizerunkowa”). Nie pedagogiczna. Wizerunkowa.
Potem przyszły zwolnienia. Cięcia. I backlash, jakiego nikt się nie spodziewał.
Kryzys finansowy i 17 milionów dla OpenAI
Wdrożenie AI zbiegło się z największym kryzysem budżetowym w historii CSU. Deficyt wyniósł 2,3 miliarda dolarów. Na kampusach zwalniano wykładowców z etatem, zamykano całe wydziały humanistyczne, podniesiono czesne o 6 procent.
Na tym tle 17 milionów dolarów dla OpenAI stało się symbolem. Nie tyle kwota, co priorytet.
Wykładowcy patrzyli, jak znikają ich katedry, a obok nich rośnie infrastruktura AI. John Sullins, profesor filozofii na Sonoma State z 25-letnim stażem, dowiedział się, że jego wydział zostaje zamknięty i że jest zwolniony. Kilka tygodni później dostał telefon: zostaje zatrudniony ponownie, tym razem na wydziale informatyki, żeby uczyć etyki AI. Można to opisać jako eleganckie wyjście z sytuacji. Można też zapytać: czym właściwie jest uczelnia, która likwiduje filozofię i zatrudnia filozofa do obsługi chatbota?
Ed Clark, dyrektor ds. informatyki w biurze kanclerza, broni decyzji językiem, który dobrze znamy z korporacyjnego świata: „Sitting out this conversation and then criticizing the outcome would be like refusing to vote and then complaining about the election” („Stanie z boku tej rozmowy, a potem krytykowanie jej wyniku, byłoby jak odmowa pójścia na wybory i narzekanie na ich wynik”). Metafora błyskotliwa. Ale można odwrócić pytanie: a co, jeśli głosowanie odbyło się bez poinformowania wyborców?
Wdrożenie w środku sesji, bez ostrzeżenia
Narzędzia AI trafiły na kampusy pod koniec wiosny 2025 roku. Akurat wtedy, kiedy studenci przygotowywali się do egzaminów końcowych. „We didn’t know it was coming” („Nie wiedzieliśmy, że to nadchodzi”) mówi Andrew Taylor Scott, wykładowca uczenia maszynowego na San Francisco State University.
Uczelnia formalnie nie nakazała wykładowcom używania AI w klasach. Ale przekaz był czytelny: kto się nie adaptuje, płynie pod prąd. I w warunkach masowych zwolnień mało kto chciał ryzykować bycie tym, który „nie rozumie nowoczesności.”
Efekt? Chaos w klasach. Część wykładowców zakazała AI. Część kazała używać. Część nie wiedziała, co zrobić. „Faculty are feeling anxious. Students don’t know how to behave. What are we doing here?” („Wykładowcy czują niepokój. Studenci nie wiedzą, jak się zachować. Co tu w ogóle robimy?”) zapytał Nik Janos, profesor socjologii na Chico State.
Jedna studentka spędziła pięć razy więcej czasu na projekcie reklamowym niż jej rówieśnicy, bo jako jedyna z zasad etycznych odmówiła użycia AI. Jej profesor, który nakazał korzystanie z narzędzia, „conveyed contempt for people who did not want to use A.I.” („wyraził pogardę dla tych, którzy nie chcieli używać AI”).
Jeden student dziennikarstwa powiedział wprost: „Our professors were pretty anti-A.I., and then C.S.U. signed the contract with OpenAI and things changed” („Nasi profesorowie byli raczej przeciwni AI, potem CSU podpisało kontrakt z OpenAI i wszystko się zmieniło”).
To, co opisują studenci i wykładowcy CSU, to nie jest problem z AI. To problem z procesem. Każda organizacja, która wdraża duże zmiany z góry, bez konsultacji, w środku kryzysu finansowego, dostanie backlash, niezależnie od tego, czy zmiana jest dobra czy zła. Rozumiem logikę CSU: równy dostęp do narzędzi AI dla studentów z mniej zamożnych środowisk ma realną wartość. I rozumiem logikę wykładowców: nikt ich nie zapytał, a potem zaczął znikać ich etat. Obie strony mają rację. Pytanie brzmi, czy da się te dwie racje pogodzić, czy też ten spór jest symptomem głębszego pęknięcia, w którym publiczna edukacja nie wie już, czemu ma służyć: czy wyposażaniu ludzi w krytyczne myślenie, czy w umiejętności rynkowe. Bo to jest różnica, która ma znaczenie na całe życie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
„The Marthas” kontra kanclerz
Najgłośniejszy opór wobec inicjatywy wyrósł na San Francisco State University, uczelni o długiej tradycji radykalizmu studenckiego. Tam w 1968 roku po raz pierwszy pojawił się ruch Third World Liberation Front.
Martha Kenney z wydziału kobiecości i studiów genderowych oraz Martha Lincoln z antropologii zorganizowały ruch oporu. Ich koleżanki zaczęły mówić o nich po prostu „the Marthas.” Kenney komentuje to z humorem: „You don’t need to be named Martha to be a Martha. We take all comers” („Nie musisz mieć na imię Martha, żeby być Marthą. Przyjmujemy wszystkich chętnych”).
Ich petycja do kanclerz Garcíi zebrała prawie 4000 podpisów, w tym prawie 1000 od wykładowców. Jeden historyk podpisał, bo uważa, że inicjatywa „damaged our students and our ability to teach them” („skrzywdziła naszych studentów i naszą zdolność do uczenia ich”). Biolog morski stwierdził, że „works against the teaching and learning of science” („działa przeciwko nauczaniu i uczeniu się nauki”). Profesor inżynierii lądowej przeprowadziła ankietę wśród własnych studentów. Większość nie chciała AI.
Kenney stawia pytanie, które brzmi jak wyjęte z filozofii: czy masowe wdrożenie generatywnej AI tworzy nowego rodzaju obywatela, intelektualnie biernego, który nie postrzega się jako sprawca własnego życia? „The soul of higher education is at stake” („Dusza szkolnictwa wyższego jest zagrożona”). Mocne słowa. Ale mówi je ktoś, kto patrzy, jak zamykają się wydziały i znikają etaty, podczas gdy OpenAI inkasuje miliony publicznych pieniędzy.
Liczby, które mówią same za siebie
Uczelnia przeprowadziła ankietę. Wzięło w niej udział ponad 94 000 osób. Wyniki są wewnętrznie sprzeczne na każdym kroku:
- 95% studentów przyznaje, że używa jakiegoś narzędzia AI; 84% wskazuje ChatGPT
- Ale 65% studentów i 59% wykładowców jest sceptycznych co do edukacyjnych korzyści AI
- 64% studentów mówi, że AI „pozytywnie wpłynęło” na naukę, ale 35% ocenia odwrotnie
- 52% wykładowców uważa, że AI negatywnie wpłynęło na ich pracę dydaktyczną
- 82% studentów martwi się o swoje przyszłe bezpieczeństwo zawodowe z powodu AI
I ten jeden fakt, który mówi chyba najwięcej: z 500 000 zakupionych licencji aktywowano mniej więcej połowę. Dziesiątki tysięcy kont nie zostało nigdy uruchomionych. „It’s ridiculous that that’s what you would spend your money on when you allegedly have no money” („To absurdalne, że na to wydajesz pieniądze, kiedy podobno nie masz pieniędzy”) mówi studentka Vi Lee, jedna z organizatorek protestu.
AI jako narzędzie awansu i AI jako zagrożenie
Nie wszyscy patrzą na inicjatywę z niepokojem. Keith Curry, 33-latek studiujący informatykę i biologię, który wrócił na uczelnię po kilku latach pracy jako kierowca UPS, traktuje AI wprost: jako bilet do klasy średniej. W 2024 roku pojechał na konferencję AI. Dyrektorzy mówili tam, że „you never need to hire again” („nigdy więcej nie musisz zatrudniać”). Curry mówi o tym z charakterystycznym spokojem: „I was like, I haven’t even been hired yet. That was the moment when I realized this was serious” („Pomyślałem: ja jeszcze nigdy nie byłem zatrudniony. To był moment, kiedy zdałem sobie sprawę, że to poważna sprawa”). Dziś prowadzi własny startup drukujący sprzęt laboratoryjny w 3D.
Nik Janos, profesor socjologii, poszedł inną drogą. Stworzył chatboty imitujące Karola Marksa, Maxa Webera i Émile’a Durkheima. MarxGPT, WeberGPT, DurkheimGPT. Studenci prowadzą z nimi rozmowy filozoficzne, a potem oddają logi czatów zamiast tradycyjnych esejów.
Roxanna Medina, 38-latka, która wróciła na uczelnię po latach opieki nad dzieckiem, opisuje rozmowę z MarxGPT jako coś, co zmieniło jej sposób myślenia o własnej pracy i wartości. Zapytała bota, czy marksizm ma coś do powiedzenia o przyspieszeniu technologicznym. Bot odpowiedział, że „capitalism has found a new way of hiding things” („kapitalizm znalazł nowy sposób na ukrywanie rzeczy”). Medina mówi, że ta rozmowa wpłynęła na to, jak dziś rozmawia ze swoim 6-letnim synem o jego wartości jako człowieka.
Czy takie efekty można zaplanować? Czy można je skalować? Nie wiem. Ale to jedna z bardziej ludzkich historii, jakie przeczytałem o AI w edukacji.
CSU jako model dla świata
OpenAI nie patrzy na CSU wyłącznie jako na klienta. To laboratotium i wzorzec. Firma buduje podobne programy w Grecji, Estonii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W Stanach Zjednoczonych podobne umowy podpisały Arizona State University, University of South Carolina i University of Colorado, choć żadna nie jest tak duża jak kontrakt z CSU.
Na pytanie, jak będzie wyglądać rynek pracy za cztery lata, Brian Johnsrud z Adobe’s education team odpowiada szczerze: „No one knows what it’s going to look like. And if they say they do, they are highly overconfident” („Nikt nie wie, jak to będzie wyglądać. A jeśli ktoś twierdzi, że wie, jest bardzo zarozumiały”). Nawet Teniente-Matson, architektka strategii „AI Everywhere”, przyznaje, że jej podejście nie powinno być rozumiane dosłownie. Mówi wprost, że nie jest pewna, czy ChatGPT to narzędzie, które powinno uczyć 17-latka pisać.
W połowie maja CSU ogłosiło odnowienie kontraktu z OpenAI. Trzy kolejne lata, 13 milionów rocznie. Nowi absolwenci będą mogli korzystać z ChatGPT Edu przez rok po ukończeniu studiów, żeby ułatwić sobie wejście na rynek pracy.
Debata trwa. Sullins, ten sam profesor filozofii, który stracił etat i dostał nową pracę przy etyce AI, zamyka temat pytaniem bez odpowiedzi: „The question is how far does the decimation go?” („Pytanie brzmi: jak daleko sięgnie zniszczenie?”). Trudno powiedzieć, czy to pesymizm, realizm, czy po prostu dobra filozofia.
