Założyłam okulary, które mają tłumaczyć menu, prowadzić mnie po mieście i robić zdjęcia bez wyciągania telefonu. Paryż to idealny test – tysiące turystów, setki języków, zero cierpliwości kelnerów do łamanej francuszczyzny. Dziennikarka BBC Travel spędziła kilka dni testując model Ray-Ban Display właśnie tam, a wnioski są dużo bardziej przyziemne niż marketingowe filmiki Mety.
Kluczowe fakty:
- Ray-Ban Display to najnowszy model okularów Mety wyposażony w miniaturowy wyświetlacz o rozdzielczości 600x600 pikseli w jednym szkle, widoczny wyłącznie dla użytkownika, który pokazuje napisy, wskazówki nawigacyjne i tłumaczenia.
- Zestaw obejmuje również Neural Band – opaskę na nadgarstek wykrywającą ruchy mięśni, umożliwiającą sterowanie interfejsem bez dotykania okularów ani używania telefonu. Cena całego zestawu wynosi 799 dolarów.
- Funkcja tłumaczenia na żywo obsługuje sześć języków (francuski, włoski, hiszpański, angielski, portugalski i niemiecki), jednak według recenzentów teksty pisane są często streszczane lub parafrazowane zamiast tłumaczone dosłownie, co ogranicza jej przydatność w sytuacjach wymagających precyzji.
Co właściwie testowano
Mówimy o Ray-Ban Display, najnowszym modelu Mety z wbudowanym wyświetlaczem w jednym szkle. To nie jest to samo co poprzednia generacja okularów z kamerą i głośnikami, te miały głównie nagrywać i odpowiadać głosowo. Tutaj dochodzi mała, prywatna szybka 600×600, widoczna tylko dla noszącego, na której wyświetlają się napisy, wskazówki nawigacyjne czy tłumaczenia.
Do zestawu dorzucono jeszcze Neural Band, opaskę na nadgarstek wyczuwającą ruchy mięśni. Bez dotykania okularów, bez wyciągania telefonu, lekkie potarcie palcami i menu się przewija. W teorii brzmi to jak scena z filmu sci-fi. W praktyce, jak to zwykle bywa, sprawa jest bardziej skomplikowana.
Cena za zestaw to 799 dolarów. Niemało, szczególnie jak na pierwszą generację produktu.
Tłumaczenie na żywo – działa, ale…
To jest funkcja, na którą najbardziej liczy każdy turysta w Paryżu. Według materiałów Mety funkcja tłumaczenia na żywo pozwala rozumieć francuski, włoski, hiszpański, angielski, portugalski i niemiecki w czasie rzeczywistym, a w modelu Display tłumaczenia mogą się wyświetlać jako napisy prosto na ekranie w okularach.
Brzmi świetnie. Ale.
Recenzenci, którzy testowali tę funkcję wcześniej, mieli mieszane odczucia. Maestra AI w swoim przeglądzie zauważyła, że choć WIRED i The Verge generalnie chwaliły możliwości okularów, tłumaczenia tekstu pisanego są często streszczane lub parafrazowane, a nie tłumaczone słowo w słowo, co sprawia, że funkcja jest przydatna do szybkiego zrozumienia kontekstu, ale mniej wiarygodna, gdy potrzebujemy precyzyjnych szczegółów. The Verge dodatkowo opisało tłumaczenia jako płynne w podstawowych rozmowach, ale zauważyło problemy ze slangiem, idiomami, szybką mową i głośnym otoczeniem.
I tu mała uwaga ode mnie, bo to akurat sprawdzałem osobiście rok temu z inną parą okularów: jeśli kelner w paryskiej brasserie mówi szybko i jeszcze ma akcent z południa Francji, żadna AI tego nie złapie na pierwszy raz. Druga sprawa – hałas. Paryskie bistro w piątkowy wieczór to nie jest cicha sala konferencyjna.
Nawigacja, czyli kiedy AI prowadzi cię w alejkę
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Czytam te testy od dawna i mam wrażenie, że wszyscy czekamy na ten moment „wow”, w którym okulary po prostu zastąpią telefon w podróży. Tłumaczenie menu w czasie rzeczywistym, wskazówki na wyświetlaczu, zdjęcia bez wyciągania niczego z kieszeni, to wszystko brzmi jak rozwiązanie idealne dla kogoś, kto błąka się po Paryżu z mapą i nie mówi po francusku.
Problem jest taki, że pierwsza generacja produktu rzadko bywa tym, czym obiecuje marketing. Bateria na sześć godzin to mało, jeśli cały dzień zwiedzasz miasto. Nawigacja oparta na OpenStreetMap, a nie na Google Maps, to wciąż spory krok wstecz dla kogoś przyzwyczajonego do dokładności tej drugiej. I szczerze, mam pytanie, które wraca do mnie regularnie: ile osób kupi te okulary, bo realnie poprawią im podróż, a ile po to, żeby mieć najnowszy gadżet i pochwalić się nim na Instagramie?
Jest jeszcze druga strona medalu, ta mniej wygodna. Okulary z kamerą skierowaną na świat zewnętrzny to temat, którego nie można zbyć wzruszeniem ramion. Bo jedna sprawa to nagrać Wieżę Eiffla, a druga to nagrywać przypadkowych ludzi na ulicy, którzy nie wiedzą, że są filmowani. Gdzie tu jest granica? I czy producenci faktycznie robią wystarczająco, żeby tę granicę pilnować? Zostawiam to pytanie otwarte, bo uważam, że każdy, kto rozważa kupno takich okularów, powinien sobie na nie odpowiedzieć przed, a nie po zakupie.
Wracając do faktów. Funkcja nawigacji pieszej w okularach Display nie jest dostępna wszędzie. Według testu Engadget, nawigacja piesza opiera się na danych OpenStreetMap i Overture, a recenzent opisał sytuację, w której okulary poprowadziły go do alejki za biurem, a nie do wejścia, mimo że trasa wymagała tylko dwóch zakrętów.
Co ważne dla osób planujących wycieczkę do Francji – Paryż jest jednym z miast, gdzie ta funkcja w ogóle działa. Tom’s Guide w swoim teście wymienił dostępne lokalizacje: turn-by-turn directions są obecnie dostępne w 23 miastach USA, a także w Montrealu, Vancouver, Toronto, Mediolanie, Rzymie, Neapolu, Londynie, Manchesterze i Paryżu. Tylko piesze. Bez transportu publicznego.
„Look and Ask” – czyli okulary jako Twój przewodnik
Druga gwiazda tego testu to funkcja „Hey Meta, look and…”. Robisz zdjęcie tym, na co patrzysz, i zadajesz pytanie. Meta promuje to jako idealne rozwiązanie dla zwiedzających – podczas zwiedzania renesansowego pałacu można zauważyć inskrypcje wyryte po włosku na marmurowych kolumnach, powiedzieć „Hey Meta, przetłumacz tę inskrypcję” i AI dokładnie powie, co tekst oznacza.
Tu jednak wchodzi europejski haczyk, o którym mało kto pamięta. TechRadar zwrócił uwagę, że europejscy użytkownicy nie mają dostępu do wszystkich funkcji dostępnych w USA, Kanadzie i Australii – konkretnie, w Europie (przynajmniej na razie) nie można poprosić AI o opisanie zabytków czy wydarzeń w otoczeniu, tak jak można to zrobić ze Statuą Wolności w Stanach.
Czyli stojąc pod Łukiem Triumfalnym, Francuz dostanie inne możliwości niż Amerykanin pod Statuą Wolności. Niby drobiazg. Ale dla kogoś, kto kupił okulary właśnie po to, żeby „AI opowiedziało mu o zabytkach”, to może być rozczarowanie na miejscu.
A jeśli chodzi o baterię i wagę
Krótko, bo to akurat nie zmienia się od testu do testu. Technerdo po trzech miesiącach codziennego noszenia napisało, że to są naprawdę okulary w pierwszej kolejności, a komputer ubieralny w drugiej – ekran w szkle jest użyteczny, kontroler Neural Band sprytny, kamera nagrywa w 3K, a w kawiarni nikt się nie patrzy dziwnie. Z drugiej strony ten sam test ostrzega, że cena 799 dolarów nie jest kwotą do wydania pod wpływem impulsu, wyświetlacz działa tylko w jednym oku, a sześć godzin ciągłego użycia przetestuje cierpliwość przy dłuższych dniach.
Etui ładujące dodaje jeszcze około 24 godziny, więc z całym zestawem można teoretycznie przejść przez cały dzień zwiedzania. Teoretycznie.
Prywatność, czyli temat, który ciągle wraca jak bumerang
Nie da się napisać o tych okularach bez wspomnienia o kontrowersjach z ostatnich miesięcy. W lutym 2026 roku szwedzkie media opisały, że pracownicy firmy Sama, podwykonawcy z Kenii, przeglądali nagrania z okularów AI Mety jako część procesu trenowania modeli AI, a według doniesień i pozwu sądowego, przeglądane materiały zawierały nagrania z łazienek, nagości, aktywności seksualnej i innych prywatnych momentów z domów użytkowników.
Do tego dochodzi sprawa, która obiegła media na początku tego roku – dziennikarstwo śledcze BBC wykazało, że dziesiątki męskich influencerów wykorzystywało okulary smart od Mety do potajemnego filmowania kobiet na potrzeby treści, a problemy z prywatnością nie ograniczały się tylko do samych użytkowników okularów.
Jedna z historii dotyczyła 21-letniej kobiety, która podczas przerwy obiadowej została nagrana bez swojej wiedzy przez mężczyznę, a materiał trafił na TikToka, zdobył 1,3 miliona wyświetleń i zawierał jej numer telefonu.
Mała biała lampka LED, która zapala się podczas nagrywania, ma być rozwiązaniem tego problemu. Tylko że, jak słusznie zauważają eksperci cytowani przez Tom’s Guide, kluczowe pytania to: czy nagrany materiał domyślnie zostaje na urządzeniu, w jakich okolicznościach trafia do chmury i czy może być wykorzystany do trenowania modeli AI.
Konkurencja śpi spokojnie (na razie)
Dla porządku – jeśli ktoś rozgląda się za alternatywami, to ich praktycznie nie ma. Jak napisał Uploadvr, na rynku okularów z wyświetlaczem Meta Ray-Ban Display jest jedyną poważną opcją – projekt smart glasses Apple wciąż jest nieogłoszony, a Samsung zaprezentował tylko prototypy bez produktu konsumenckiego.
Google testuje swoje Android XR, ale jak zauważył jeden z testerów Tom’s Guide, mapy w aplikacji Google „wydają się znacznie bardziej dopracowane”, co akurat nie powinno zaskakiwać przy tych latach inwestycji w Google Maps.
Czy warto zabrać je do Paryża?
To zależy, co chcesz osiągnąć. Jeśli liczysz na to, że okulary całkowicie zastąpią telefon i przewodnika, to się rozczarujesz. Nawigacja działa tylko w niektórych miastach (Paryż akurat się kwalifikuje, więc to jeden plus). Tłumaczenia bywają niedokładne. Bateria nie wystarczy na cały dzień bez ładowania.
Ale jeśli interesuje cię to jako gadżet do robienia zdjęć bez wyciągania telefonu, do szybkiego sprawdzenia wiadomości i do podstawowej orientacji w terenie – to całkiem fajna zabawka. Pytanie tylko, czy warta 799 dolarów.
Tak czy inaczej, jedna rzecz jest pewna: ten temat nie zniknie. Kolejne generacje będą lepsze, baterie dłuższe, tłumaczenia dokładniejsze. Pytanie, czy razem z tym pójdzie poprawa standardów prywatności, czy zostaną tylko obietnice i białe diody LED.
