Otwartoźródłowy projekt austriackiego programisty Petera Steinbergera pokazał branży, że agent AI nie musi być sprzedawany w pakiecie z konkretnym modelem fundamentalnym. OpenClaw, który w kilka tygodni stał się wirusowym fenomenem i zainspirował chińskich gigantów do tworzenia własnych wersji, podważa założenie, na którym Google, Microsoft i OpenAI budują swoje strategie agentowe.
Kluczowe fakty:
- OpenClaw to otwartoźródłowy projekt austriackiego programisty Petera Steinbergera, który pozwala użytkownikom przełączać się między różnymi modelami AI (Claude, ChatGPT, DeepSeek) bez utraty danych i integracji. Sercem architektury jest lokalny komponent Gateway, który zarządza połączeniami i przechowuje dane na urządzeniu użytkownika.
- W ciągu kilku tygodni po publikacji OpenClaw, chińskie firmy technologiczne stworzyły własne wersje: Xiaomi wypuściło Miclaw, Moonshot AI uruchomił Kimi Claw, a Zhipu AI opracował AutoClaw. Do wyścigu dołączyła również Nvidia z projektem NemoClaw.
- Steinberger został zatrudniony przez OpenAI niespełna miesiąc po publikacji projektu, a OpenClaw zostanie przeniesiony do fundacji wspieranej finansowo przez tę samą firmę. Rodzi to pytania o przyszłość otwartości projektu oraz rzeczywistą konkurencję na rynku agentów AI.
Cała branża zmierza w jedną stronę. Gemini zamawia jedzenie przez aplikacje w telefonie, Copilot składa prezentacje w PowerPoincie, ChatGPT robi zakupy i podłącza się do dokumentacji medycznej użytkownika. Agentowi AI coraz częściej dostają w pakiecie z modelem, wyszukiwarką, pocztą i kalendarzem tej samej firmy. To wygodne. I to bardzo opłacalne, ale głównie dla platformy.
OpenClaw poszedł inną drogą.
Gateway zamiast walled garden
Projekt Steinbergera nie jest przywiązany do żadnego konkretnego modelu fundamentalnego. Użytkownik może w jednej linii polecenia przełączyć się z Claude’a na ChatGPT albo na otwartoźródłowy DeepSeek. Sercem całej architektury jest komponent nazwany Gateway, działający lokalnie na urządzeniu użytkownika. To on zarządza połączeniami z usługami zewnętrznymi, pamięcią i preferencjami, a do modelu trafiają tylko te dane, które są potrzebne do wykonania konkretnego zadania.
Chcesz zarezerwować restaurację? Gateway sięga po Twoją dostępność w kalendarzu i preferencje żywieniowe, a model dostaje pakiet kontekstowy. Zmieniasz model na inny? Integracje i historia zostają z Tobą, bo to wszystko leży na Twoim dysku, w plikach czytelnych dla człowieka. Można je edytować, można je usuwać.
Brzmi to prosto. I właśnie dlatego okazało się tak wywrotowe.
Chińska kopia w trzy tygodnie
Skala reakcji rynku zaskoczyła chyba samego Steinbergera. Xiaomi wypuściło Miclaw. Moonshot AI uruchomił Kimi Claw. Zhipu AI ma AutoClaw. Do wyścigu wszedł nawet Nvidia, prezentując NemoClaw, produkt zbudowany bezpośrednio na frameworku OpenClaw, z dodatkową warstwą zabezpieczeń i narzędzi prywatności. Domyślnie korzysta z modeli Nemotron, ale pozwala podpiąć dowolny inny model. Sama liczba klonów mówi więcej o stanie rynku niż jakikolwiek raport analityczny: skoro każdy może zbudować swoją wersję w kilka tygodni, to znaczy, że architektura agenta nie jest tym samym co model, który go napędza.
A to wniosek, który nie pasuje do narracji największych laboratoriów.
Patrząc na OpenClaw z perspektywy redakcyjnej, widzę dwie historie naraz. Pierwsza jest budująca: oto pojedynczy programista z Wiednia pokazał, że suwerenność użytkownika nad własnymi danymi i swoboda wyboru modelu są technicznie możliwe już dziś. Druga jest niepokojąca. Steinberger trafił do OpenAI niespełna miesiąc po publikacji projektu, a jego „dziecko” zostało przeniesione do fundacji wspieranej finansowo przez tę samą firmę. Czy modularność przetrwa, kiedy największym sponsorem otwartego standardu jest gracz, który najwięcej traci na jego sukcesie? Nie wiem. I to jest pytanie, które dziś nie ma dobrej odpowiedzi.
Druga sprawa to bezpieczeństwo. Sophos już opublikował ostrzeżenia, researcherzy znaleźli setki złośliwych wtyczek do ClawHub, prompt injection przez ukrytą treść w mailu działa. W zintegrowanym pionowo agencie odpowiedzialność za bezpieczeństwo bierze na siebie dostawca. W modularnym, otwartym agencie odpowiedzialność spada na użytkownika. Jeśli chcemy realnej konkurencji w warstwie agentów, ktoś musi zbudować standardy bezpieczeństwa, które nie zabiją otwartości. Inaczej regulator zrobi to za nas, w sposób, który ucieszy głównie duże platformy.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Self-preferencing przez agenta jest trudniejszy do wykrycia
Jack FitzGerald w swoim tekście dla Tech Policy Press zwraca uwagę na coś, co w polskiej debacie publicznej jeszcze nie wybrzmiało wystarczająco głośno: agent AI to znacznie groźniejsze narzędzie samopreferencji niż wyszukiwarka. Google dostał karę 2,4 mld euro za faworyzowanie własnej porównywarki w wynikach wyszukiwania, ale przynajmniej w wyszukiwarce widać stronę alternatyw. Agent rekomenduje jedną opcję, bez wglądu w to, dlaczego akurat tę.
Do tego dochodzi efekt zamknięcia. Im dłużej korzystasz z agenta, tym więcej wie o Twoich nawykach. Część tej wiedzy mu sam podałeś, część wywnioskował. Zmiana dostawcy oznacza odtwarzanie tej bazy od zera. Z dnia na dzień przesiadka jest coraz droższa.
W modelu OpenClaw to wygląda inaczej:
- Pamięć i logi aktywności generowane są automatycznie i zapisywane lokalnie.
- Pliki są czytelne dla człowieka, więc można je edytować lub skasować.
- Integracje z pocztą, kalendarzem i innymi usługami przeżywają zmianę modelu.
- Mniejsze modele open-weight można uruchomić lokalnie, bez wysyłania danych na zewnątrz.
Rotacja między dostawcami sprawia, że żaden pojedynczy gracz nie zbiera kompletnej historii aktywności użytkownika. To jest dokładnie ten scenariusz, którego dzisiejsze platformy nie chcą.
Meta zablokowała, regulatorzy zareagowali
Najlepszym dowodem, że pionowa integracja to świadoma strategia, a nie konieczność techniczna, jest sprawa Mety. Spółka zablokowała konkurencyjnych asystentów AI w WhatsAppie, faworyzując własnego. Włoski urząd antymonopolowy i Komisja Europejska zareagowały szybko, nakładając środki tymczasowe. Problem w tym, że Meta zachowała się w sposób widoczny. Platformy, które po prostu od początku nie otwierają swoich produktów na konkurencję, osiągają ten sam efekt bez ściągania na siebie uwagi regulatora.
FitzGerald formułuje to brutalnie: bez wymuszenia przez regulatora dostępu do platform-gatekeeperów, projekty takie jak OpenClaw nie staną się realną alternatywą. Pozostaną ciekawostką dla entuzjastów.
Co z tym zrobić
Sam Steinberger jest dziś w OpenAI. Sam Altman zapowiedział, że Austriak będzie „drive the next generation of personal agents” / „kierował następną generacją osobistych agentów”, a OpenClaw zostanie przeniesiony do fundacji, którą OpenAI będzie wspierać. Steinberger w swoim wpisie pożegnalnym napisał, że „what I want is to change the world, not build a large company” / „chcę zmieniać świat, a nie budować dużej firmy”.
Pytanie, jakie stawia FitzGerald, jest dziś najważniejsze dla całego rynku: czy liderzy rynku agentów zostaną zmuszeni do tych samych standardów, które wprowadził OpenClaw. Mowa o prawie do eksportu danych, pamięci, historii rozmów i przesłanych plików w standaryzowanych, czytelnych dla człowieka formatach. Czyli o agentowej wersji tego, o co od lat walczy europejska polityka konkurencji w innych obszarach cyfrowych.
Rynek agentów nie jest jeszcze rozstrzygnięty. Ale okno na to, by go ukształtować inaczej niż rynek wyszukiwarek czy social mediów, zamyka się szybciej, niż się wydaje.
