Paul Krugman, noblista i jeden z bardziej niepokornych ekonomistów ostatnich dekad, wraca do tematu sztucznej inteligencji. Tym razem z historią w ręku i pytaniem, które powinno spędzać sen z powiek każdemu, kto właśnie podpisał wielomilionowy kontrakt na wdrożenie AI w swojej firmie: co jeśli już to przerabialiśmy?
Kluczowe fakty:
- Paul Krugman opublikował pierwszy odcinek planowanej serii o ekonomii sztucznej inteligencji, w której analizuje historyczne precedensy technologiczne jako narzędzie do myślenia o przyszłości AI.
- Ekonomista przywołuje przykład elektryfikacji przemysłu z przełomu XIX i XX wieku – realne wzrosty produktywności nastąpiły dopiero kilkadziesiąt lat po wprowadzeniu elektryczności, gdy zmieniono sposób organizacji fabryk, a nie tylko wymieniono silniki parowe na elektryczne.
- Krugman wykracza poza samą analogię do elektryfikacji i wskazuje na co najmniej dwa dodatkowe epizody historyczne, w tym powojenny boom produktywności w USA, które jego zdaniem są równie istotne dla zrozumienia potencjalnego wpływu AI na gospodarkę.
Krugman opublikował pierwszy odcinek planowanej serii o ekonomii sztucznej inteligencji. Nie ogłasza, że AI to bańka. Nie twierdzi też, że zmieni wszystko jutro. Robi coś bardziej irytującego: zadaje właściwe pytania i sięga po historię jako narzędzie do myślenia o przyszłości. Jego teza jest prosta. Historia się nie powtarza, ale rymuje. I ten rym może być bardzo pouczający.
Elektryczność też miała zrewolucjonizować wszystko
Krugman, podobnie jak przed nim analitycy Azeem Azhar i John Burn-Murdoch, wskazuje na elektryfikację przemysłu przełomu XIX i XX wieku jako jeden z najważniejszych precedensów. Historia znana, ale warta powtórzenia.
Kiedy do fabryk zaczął trafiać prąd elektryczny, właściciele po prostu podmieniali silniki parowe na elektryczne. Jeden do jednego. Zyski z produktywności? Praktycznie żadne. Dopiero gdy ktoś wreszcie zrozumiał, że silnik elektryczny przy każdej maszynie z osobna pozwala zbudować fabrykę zupełnie inaczej (bez wielopiętrowych budynków, bez skomplikowanych układów kół i wałów napędowych, z prawdziwymi liniami montażowymi), produktywność wystrzeliła. Mniej więcej po I wojnie światowej. Czyli z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem.
Wniosek, który Krugman z tego wyciąga, jest prosty i niezbyt komfortowy: posiadanie technologii to za mało. Trzeba jeszcze wymyślić, co z nią zrobić. A to trwa.
Ale Krugman nie poprzestaje na elektryczności
I tu jest coś, czego inni komentatorzy często nie dostrzegają. Ekonomista uważa, że sama analogia do elektryfikacji to za mało. Dodaje do niej dwa inne epizody, które jego zdaniem zasługują na równie poważne potraktowanie.
Po pierwsze: wielki powojenny boom produktywności w Stanach Zjednoczonych, który był wyjątkowy właśnie dlatego, że nie wynikał z żadnej przełomowej nowej technologii. Coś innego napędzało wzrost. Co dokładnie? To Krugman zamierza wyjaśnić w kolejnych odcinkach serii.
Po drugie, i to jest chyba najważniejszy wątek: boom produktywności napędzany przez technologie IT z lat 90. i wczesnych 2000. okazał się zaskakująco krótki. Tylko jakieś dziesięć lat. Potem wszystko wyhamowało, mimo że komputery i internet były wszędzie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Krugman robi tu coś, czego brakuje w większości debat o AI. Nie pyta, czy ta technologia jest prawdziwa. Pyta, kiedy i czy w ogóle przełoży się na realne wyniki gospodarcze. To zupełnie inne pytanie. I szczerze, bardziej uczciwe. Bo z jednej strony mamy prawdziwe, mierzalne zyski w wąskich zastosowaniach, jak kodowanie czy obsługa klienta. Z drugiej strony mamy setki miliardów dolarów inwestycji i makroekonomiczne dane, które kompletnie tego nie potwierdzają. Czy to oznacza, że AI zawiedzie? Nie wiem. Ale oznacza, że entuzjaści powinni trochę przyhamować z pewnością siebie, a sceptycy nie powinni zbyt szybko świętować. Historia uczy, że odpowiedź często pojawia się z opóźnieniem, którego nikt się nie spodziewa.
Paradoks Solowa wraca jak bumerang
Krugman sięga też po klasykę. Paradoks Solowa, czyli obserwacja noblisty Roberta Solowa z 1987 roku, że „erę komputerów widać wszędzie z wyjątkiem statystyk produktywności”, jest dziś przywoływana przez ekonomistów częściej niż kiedykolwiek.
I nie bez powodu. Dane są uderzające.
Badanie Narodowego Biura Badań Ekonomicznych (NBER) z lutego 2026 roku objęło blisko 6000 dyrektorów generalnych i finansowych ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Australii. Wynik? Zdecydowana większość odnotowała zerowy lub minimalny wpływ AI na produktywność swoich firm. Równolegle raport McKinsey pokazuje, że pod koniec 2025 roku prawie dziewięć na dziesięć firm wdrożyło AI w co najmniej jednej funkcji biznesowej, ale 94 procent respondentów przyznaje, że nie widzi z tego „znaczących” korzyści.
Można to zestawić z jedną liczbą: globalne wydatki na AI w 2025 roku wyniosły około 410 miliardów dolarów.
410 miliardów. Zero mierzalnego wpływu na wzrost PKB, według analityków Goldman Sachs.
Historia się rymuje, ale nie jest wyrokiem
Krugman nie jest katastrofistą. Zastrzega wprost, że AI z pewnością nie jest chwilową modą. Nikt nie wie natomiast, jak i kiedy przełoży się na gospodarkę. I to jest uczciwa pozycja startowa do jakiejkolwiek poważnej analizy.
Warto przy tym pamiętać o kilku rzeczach, które historia rzeczywiście podpowiada:
- Boom produktywności napędzany przez IT trwał od mniej więcej 1995 do 2005 roku, czyli przyszedł z ponad dekadą opóźnienia względem upowszechnienia komputerów osobistych.
- Wzrost produktywności w USA w 2025 roku wyniósł według szacunków Stanforda 2,7 procent, prawie dwukrotnie więcej niż średnia z poprzedniej dekady. Część ekonomistów przypisuje to właśnie AI.
- Goldman Sachs zidentyfikował 30-procentowy wzrost produktywności w dwóch wąskich zastosowaniach: kodowaniu i obsłudze klienta. Poza nimi: nic.
Wzorzec jest więc znajomy. Technologia działa tam, gdzie organizacje zdążyły przeprojektować procesy wokół niej, a nie tylko wsadziły ją w stare schematy. Dokładnie tak jak z elektrycznością w fabrykach.
Kolejne pytania czekają w następnych odcinkach
Krugman zapowiada, że w kolejnych częściach serii zajmie się tym, czego w tym odcinku celowo nie ruszył: wpływem AI na zatrudnienie, na nierówności płacowe i na rynki pracy. To będzie prawdziwy sprawdzian jego myślenia, bo właśnie te tematy budzą największe emocje i najmniej trzeźwej analizy.
Na razie mamy solidne wprowadzenie. Historia jako rym, nie jako przepowiednia. Elektryfikacja, powojenny boom, rozczarowanie IT. Trzy epizody, trzy różne lekcje. AI może powtórzyć każdy z nich, albo żaden.
Szczerze? Nie znam ekonomisty, który byłby w tej chwili pewny, który scenariusz się zmaterializuje.
