Szef Hinge’a twierdzi, że dwudziestolatkowie potrzebują sztucznej inteligencji, żeby w ogóle zagaić do kogoś na aplikacji randkowej. To brzmi jak diagnoza problemu. Albo jak niezły pomysł na nową funkcję, która ma zatrzymać użytkowników na platformie.
Kluczowe fakty:
- W lutym 2026 roku Hinge uruchomił funkcję "Convo Starters" opartą na AI, która generuje spersonalizowane podpowiedzi do rozmów na podstawie zdjęć i odpowiedzi z profilu użytkownika.
- Według CEO Hinge, Jackie Jantos, dzisiejsi dwudziestolatkowie spędzają blisko tysiąc godzin rocznie mniej czasu w towarzystwie innych ludzi niż ich rówieśnicy sprzed dwudziestu lat.
- Firma Match Group, właściciel Hinge, przeznacza od 20 do 30 milionów dolarów rocznie na inicjatywy związane ze sztuczną inteligencją, a baza użytkowników Hinge urosła z 1,4 mln do 1,5 mln w roku kończącym się w maju 2025.
Jackie Jantos, CEO Hinge, powiedziała w podcaście BBC Big Boss, że pokolenie Z „absolutnie chce miłości”, ale ma poważny problem z zainicjowaniem kontaktu. W lutym 2026 roku Hinge uruchomił funkcję „Convo Starters” opartą na AI, która generuje spersonalizowane podpowiedzi do rozmów na podstawie zdjęć i odpowiedzi z profilu potencjalnego dopasowania. Jantos broni tego narzędzia, twierdząc, że nie chodzi o pisanie za użytkownika, ale o pomoc w wyrażeniu siebie.
Kryzys społeczny czy kryzys biznesowy?
Argument, który Jantos przedstawia, jest szczery do bólu. Jej zdaniem dzisiejsi dwudziestolatkowie spędzają o blisko tysiąc godzin rocznie mniej czasu w towarzystwie innych ludzi niż ich rówieśnicy sprzed dwudziestu lat. To ponad dwie godziny dziennie „nie w towarzystwie innego człowieka, ale najprawdopodobniej pogrążonego w jakimś doświadczeniu ze smartfonem w ręku”, jak to ujęła. Pandemia zabrała wielu z nich lata, w których uczyli się, jak zachować się przy kimś atrakcyjnym, jak flirtować, jak budować intymność. I to jest prawdziwy problem.
Ale Hinge ma tu też swój interes. Baza użytkowników aplikacji urosła z 1,4 mln do 1,5 mln w roku kończącym się w maju 2025, podczas gdy Tinder stracił w tym samym czasie około 400 tys. aktywnych użytkowników, z 1,9 mln do 1,5 mln, czyli obie platformy są teraz prawie równoległe. W takim momencie każda nowa funkcja, która obniża próg wejścia i zatrzymuje użytkownika na dłużej, jest strategicznie wygodna.
Firma Match Group, właściciel Hinge, przeznacza na inicjatywy związane z AI między 20 a 30 milionów dolarów rocznie. To nie są eksperymenty. To zakład na konkretny model produktowy.
Rozumiem logikę Hinge. Jeśli Gen Z rzeczywiście ma trudności z nawiązywaniem kontaktów twarzą w twarz, a aplikacje randkowe mają im w tym pomagać, to może AI jako „kółka treningowe” do flirtowania mają sens. Ale mam pytanie, które mnie niepokoi: czy uczymy ludzi komunikować się, czy uczymy ich, że komunikacja jest czymś, co można outsourcować? Bo to nie to samo. I długofalowo, jeśli ktoś nauczył się randkować wyłącznie z asystentem AI w tle, co się stanie, gdy będzie musiał to zrobić sam?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Gen Z sceptyczny wobec AI, na którą AI jest pisana
Tu zaczyna się paradoks. Badanie Bloomberg Intelligence przeprowadzone w lipcu 2025 roku na niemal tysiącu użytkowników aplikacji randkowych wykazało, że Gen Z wyraża większy dyskomfort wobec używania AI do tworzenia profili, podpowiedzi do rozmów czy modyfikowania zdjęć niż starsze pokolenia.
Tłumaczyć to można różnie. Gen Z dorastał z Internetem i ma bardzo dobrze skalibrowany radar na fałsz. Wie, kiedy ktoś pisze sam, a kiedy ktoś przeczytał trzy podpowiedzi od chatbota. Sam CEO Match Group, Spencer Rascoff, przyznał w rozmowie z Wall Street Journal, że model „patrz na zdjęcie i oceń” jest dla dużej części Gen Z po prostu cringe’owy.
Z kolei z badania Hinge Labs na 30 tysiącach użytkowników wynika, że 84% zetek szuka nowych sposobów na budowanie emocjonalnej intymności, a 60% osób z młodszej części Gen Z (18-22 lata) jest otwartych na AI jako „wirtualną drugą opinię”. Dwie sprzeczne liczby z dwóch różnych źródeł. Można wybrać tę, która pasuje do tezy.
Wypalenie aplikacjami to nie mit
Dr Carolina Bandinelli z Uniwersytetu Warwick, która bada relacje i komunikację, mówi wprost: branża przeprzedała swój produkt od samego początku i teraz mamy do czynienia z „zakończeniem hype’u”. Aplikacje randkowe obiecywały dostęp do „wirtualnie nieskończonej puli nieznajomych” i ochronę przed odrzuceniem. W praktyce skończyło się na tym, że:
- użytkownicy więcej przeglądają, niż rozmawiają
- brak sygnałów społecznych sprawia, że bardzo trudno jest kogokolwiek naprawdę ocenić
- zamiast wybierać, zgadujesz
Siobhan Copland, założycielka matchmakingowej agencji Cupid in the City dla młodych profesjonalistów, widzi to samo u swoich klientów. Pokolenie Z nie jest szczególnie zainteresowane kulturą imprezową i alkoholową, przez co tradycyjne miejsca poznawania ludzi po prostu nie działają. „Częściej w piątkowy wieczór trafiają na siłownię niż do baru”, mówi.
AI pomoże. Albo i nie.
W pierwszych testach funkcji Convo Starters 35% użytkowników przyznało, że poczuło większą pewność siebie przy nawiązywaniu kontaktu. Brzmi dobrze. Ale to znaczy, że 65% nie odczuło żadnej różnicy.
Hinge celowo pozycjonuje AI nie jako coś, co przejmuje rozmowę, ale jako subtelny „nudge”, impuls, który daje użytkownikowi poczucie kontroli przy jednoczesnym korzystaniu z algorytmu. To uczciwe podejście projektowe. Nie zastępujesz człowieka, po prostu mu podpowiadasz.
Pytanie, czy to wystarczy. I czy naprawdę problem polega na tym, że nie wiesz, co napisać, czy raczej na tym, że cały model aplikacji randkowej jest zaprojektowany tak, żeby nigdy nie dojść do prawdziwej rozmowy.
Na to AI nie znajdzie podpowiedzi.
