Setki miliardów dolarów wpompowane w infrastrukturę AI zaczynają odciskać piętno na codziennych wydatkach Amerykanów. Wyższe rachunki za prąd, droższe jedzenie, rosnące koszty budowy i szalejące wynagrodzenia na placach budów to już nie teoria. To dane.
Kluczowe fakty:
- Ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych w USA wzrosły o ponad 36% od 2020 roku – z 12,76 centa do 17,44 centa za kilowatogodzinę – i mają dalej rosnąć do 19,01 centa we wrześniu 2027 roku.
- Według Goldman Sachs ceny prądu wzrosły o 6,9% rok do roku w 2025 roku, czyli ponad dwukrotnie więcej niż ogólna inflacja wynosząca 2,9%, a dane centra mają odpowiadać za 40% całego wzrostu zapotrzebowania na energię.
- Prezes Rezerwy Federalnej Jerome Powell przyznał, że boom na centra danych nakręca inflację, odrzucając argument o szybkiej kompensacie przez wzrost produktywności AI, a przedsiębiorstwa użyteczności publicznej złożyły rekordowe wnioski o podwyżki taryf na łączną kwotę 31 miliardów dolarów w 2025 roku.
Przez ostatnie dwa lata branża AI żyła w swoim własnym ekosystemie. Wielkie liczby, wielkie obietnice, wielkie wyceny. Ale gdzieś w 2025 roku coś się zmieniło. Firmy AI zainwestowały setki miliardów dolarów w rozwój technologii i budowę centrów danych, a to wydatki, które zdaniem urzędników Rezerwy Federalnej i analityków z Wall Street, realnie podbijają inflację w Stanach Zjednoczonych.
I nie chodzi o czysto akademicki spór ekonomistów. Chodzi o twój rachunek za prąd.
Prąd drożeje szybciej niż wszystko inne
Od 2020 roku ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych w USA wzrosły o ponad 36%, z 12,76 centa za kilowatogodzinę do 17,44 centa w lutym 2026 roku. Prognozy wskazują na dalszy wzrost do 19,01 centa do września 2027. Dla porównania, ogólna inflacja w tym samym czasie była znacznie niższa.
Goldman Sachs policzył, że ceny energii elektrycznej podskoczyły o 6,9% rok do roku w 2025 roku, czyli ponad dwukrotnie więcej niż ogólna inflacja wynosząca 2,9%. Dane centra mają odpowiadać za 40% całego wzrostu zapotrzebowania na prąd, co będzie obniżać dochody rozporządzalne i spowalniać wzrost konsumpcji przez najbliższe lata.
Nawet prezes Rezerwy Federalnej Jerome Powell przyznał, że boom na centra danych nakręca inflację, odrzucając przy tym popularny argument, że wzrost produktywności wynikający z AI szybko to skompensuje. „W krótkim terminie nie widzę tutaj czegoś, co miałoby natychmiast uzasadniać obniżki stóp procentowych ani przyczyniać się do spadku inflacji”, powiedział. Korzyści dezinflacyjne AI pozostają na razie w sferze teorii.
Przedsiębiorstwa z sektora mediów i usług komunalnych złożyły rekordowe wnioski o podwyżki taryf na łączną kwotę 31 miliardów dolarów w 2025 roku, czyli ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Nieproporcjonalnie dużą część tych kosztów ponoszą gospodarstwa domowe o niższych dochodach.
Drożeje nie tylko prąd
To byłoby jeszcze pół biedy, gdyby inflacja AI zatrzymała się na rachunkach za energię. Ale nie zatrzymuje się.
Goldman Sachs ostrzega, że wyższe ceny energii elektrycznej dla firm przełożą się na wyższe ceny żywności, transportu, a nawet ubrań. Analitycy prognozują, że wyższe rachunki za prąd dodadzą 0,1% do inflacji bazowej zarówno w 2026, jak i 2027 roku, a w 2028 roku jeszcze 0,05%.
Brzmi jak mała liczba? To zależy, skąd patrzysz. Dla kogoś, kto już dziś ledwo wiąże koniec z końcem, kolejne 0,1% inflacji bazowej to realne pieniądze. I to pieniądze, które trafiają wprost do kieszeni Big Tech.
Nie tylko prąd. Gubernator Fed Lisa Cook wskazała na wyraźne oznaki, że popyt inwestycyjny związany z AI podbija ceny układów scalonych, zaawansowanego sprzętu i oprogramowania, ale też koszty pracy budowlanej, energii i wody. Firmy ogłosiły już plany budowy centrów danych o łącznej wartości około 1,5 biliona dolarów, a „efekty tego popytu na ceny są wyraźne”.
Rynek pracy też to odczuwa
W samym 2026 roku firmy technologiczne mogą zainwestować ponad 100 miliardów dolarów w budowę centrów danych w USA. Bank of America szacuje, że globalne wydatki hyperscalerów rosną o 67% w 2025 roku i kolejne 31% w 2026, co daje łącznie 611 miliardów dolarów w ciągu zaledwie dwóch lat.
Ta kwota musi gdzieś trafić. I trafia między innymi do pracowników budowlanych, których wynagrodzenia są windowane przez nieustający głód na nową infrastrukturę. Rezerwa Federalna przygotowuje się do czerwcowej dyskusji, w której inwestycje związane z AI mogą być postrzegane mniej jako historia o długoterminowej produktywności, a bardziej jako źródło krótkoterminowych napięć płacowych. Obecna ekspansja centrów danych zacieśnia podaż wykwalifikowanych pracowników w sektorze budowlanym i produkcyjnym, zanim nadejdą jakiekolwiek długoterminowe korzyści.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Obserwuję tę dynamikę od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że jesteśmy w bardzo specyficznym momencie. Nikt rozsądny nie kwestionuje potencjału AI, ale pytanie „kto płaci za tę rewolucję” zaczyna domagać się konkretnej odpowiedzi. I odpowiedź jest niekomfortowa: płacą wszyscy, proporcjonalnie do swojej zależności od energii elektrycznej i dóbr pierwszej potrzeby, czyli najmocniej uderzeni są ci, którym jest i tak najtrudniej. To nie jest argument przeciwko AI. To argument za tym, żeby modele biznesowe branży brały pod uwagę realne koszty eksternalności, zamiast przetaczać je na rachunki za prąd przeciętnych rodzin. Czy giganci technologiczni faktycznie dźwigają proporcjonalną część kosztów infrastrukturalnych? To pytanie, na które regulatorzy prędzej czy później będą musieli odpowiedzieć.
Fed: produktywność jeszcze nie nadeszła
Tu właśnie robi się naprawdę ciekawie. Branża AI od lat argumentuje, że inwestycje w infrastrukturę zwrócą się z nawiązką przez wzrost produktywności. Tyle że Fed nie jest przekonany.
Prezes St. Louis Fed Alberto Musalem powiedział wprost: „Uważam, że poleganie na perspektywie wyższego wzrostu produktywności w przyszłości jako rozwiązaniu obecnego problemu inflacji byłoby ryzykowne. AI daje wielkie nadzieje jako technologia transformacyjna, ale ryzyko błędnej oceny jej wpływu na produktywność i inflację jest zbyt duże”.
Prezes San Francisco Fed Mary Daly zauważyła, że wzrost produktywności napędzany internetem w latach 90. był widoczny „wszędzie oprócz statystyk”. Tym razem surge produktywności przyszedł wcześniej, ale firmy mówią, że same jeszcze jej nie odczuwają.
Nowe badanie World Economic Forum pokazuje, że ekonomiści uważają, iż większość sektorów nie zobaczy znaczących wzrostów produktywności napędzanych przez AI przez kolejne dwa lata, czyli dłużej niż zakładano na początku 2026 roku.
Bilion dolarów i pytanie o rachunek
Amazon, Microsoft, Alphabet i Meta mają łącznie wydać około 725 miliardów dolarów na infrastrukturę AI w 2026 roku. Łącznie z mniejszymi dostawcami całkowity rachunek może zbliżyć się do biliona dolarów.
Pytanie nie brzmi, czy AI będzie transformatywna. Będzie. Pytanie brzmi, czy ta transformacja musi odbywać się kosztem rosnących rachunków za prąd, drożejącego jedzenia i rynku budowlanego w chaosie popytowym.
Na domiar złego 30-50% planowanych na 2026 rok mocy centrów danych ma się opóźnić do 2028 roku przez kolejki do przyłączy energetycznych i wąskie gardła budowlane. Czyli bum inwestycyjny i presja cenowa potrwają dłużej niż pierwotnie zakładano.
Duże firmy technologiczne zapewniają, że pokryją koszty energii elektrycznej dla swoich projektów albo postawią na odnawialne źródła energii. Czas pokaże, na ile to obietnica, a na ile PR.
