Coraz więcej klinik chirurgii plastycznej w Wielkiej Brytanii i Europie zmaga się z nowym zjawiskiem, które środowisko medyczne zaczyna określać mianem „AI face”. Pacjenci pojawiają się na konsultacjach z wygenerowanymi przez chatboty zdjęciami swoich „ulepszonych” twarzy, oczekując, że chirurg po prostu odtworzy to, co pokazuje ekran.
Kluczowe fakty:
- Kliniki chirurgii plastycznej w Wielkiej Brytanii i Europie coraz częściej spotykają się z pacjentami przynoszącymi zdjęcia wygenerowane przez AI, oczekując odtworzenia tych efektów na stole operacyjnym.
- Chirurdzy podkreślają fundamentalną różnicę między możliwościami AI a medycyny – AI operuje na każdym pikselu obrazu, podczas gdy chirurgia nie może działać na tak mikroskopijnym poziomie.
- Wizualizacje AI generują charakterystyczne cechy estetyczne jak doskonała symetria, V-kształtna linia żuchwy czy idealne łuki kości policzkowych, które są praktycznie nieosiągalne chirurgicznie.
Problem zasygnalizowała m.in. dr Nora Nugent, chirurg kosmetyczna z Tunbridge Wells i prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Estetycznych Chirurgów Plastycznych (BAAPS). Jak mówi, pacjenci regularnie przynoszą jej zdjęcia obrobione przez AI z przekonaniem, że takie rezultaty są po prostu możliwe do osiągnięcia na stole operacyjnym. „Mogę przewidzieć tylko wzrost tego trendu, biorąc pod uwagę tempo, w jakim AI wkroczyło w każdy aspekt życia” – podkreśla Nugent.
Piksel to nie tkanka
Fundamentalny problem polega na przepaści między tym, co AI może zrobić z obrazem, a tym, co chirurg może zrobić z ciałem. Dr Alex Karidis, chirurg z Londynu, ujął to bezpośrednio: AI operuje na każdym pojedynczym pikselu, a „chirurgia z pewnością nie działa na tym mikroskopijnym, szczegółowym poziomie.”
Osobnym zagadnieniem jest psychologia obrazu. Zarówno Nugent, jak i Karidis zwracają uwagę, że wizualizacje AI mają ogromną siłę oddziaływania emocjonalnego. „Once you see an image, it’s wired into you” / „Kiedy raz zobaczysz obraz, zostaje on w tobie zaprogramowany” – mówi Nugent. Karidis dodaje, że te obrazy są wręcz „wypalone” w umysłach pacjentów, a oni sami potrafią dosłownie ignorować wszelkie informacje o ryzyku i ograniczeniach, skupiając się wyłącznie na wizualnym efekcie końcowym.
Specyfika „AI twarzy”
Chirurdzy dostrzegają też powtarzający się wzorzec estetyczny w żądaniach pacjentów. AI generuje twarze o charakterystycznych cechach:
- doskonała symetria (praktycznie nieosiągalna chirurgicznie)
- V-kształtna linia żuchwy u kobiet
- wyraźne łuki kości policzkowych (tzw. „ogee curve”)
- szersza szczęka i niżej osadzone brwi u mężczyzn
- idealnie równa, bezskazitelna skóra
Dr Julian de Silva z Harley Street wyjaśnia, dlaczego część z tych efektów jest po prostu niemożliwa do odtworzenia. Przykład: jeśli jedno oko jest kilka milimetrów wyżej niż drugie, AI wyrówna to w sekundy. Ale zmiana pozycji oczodołów to operacja na kościach twarzoczaszki w pobliżu mózgu. „It’s impossible to change [eye level] because that’s actually set in bone, and your brain sits behind the orbits. You cannot safely change the position of the orbits” / „Zmiana poziomu oczu jest niemożliwa, ponieważ jest ona uwarunkowana budową kości, a za oczodołami znajduje się mózg. Nie można bezpiecznie zmienić pozycji oczodołów.”
Komentarz redakcji
Widzę tu dwa równolegle narastające problemy. Pierwszy to nierealistyczne oczekiwania pacjentów – i tu trudno winić samą technologię. Chatboty i filtry upiększające istniały zanim AI stało się modne. Drugi problem jest jednak głębszy: czy dostawcy narzędzi AI, które generują takie „wirtualne operacje”, powinni ponosić jakąkolwiek odpowiedzialność za to, co tworzą? Jeśli model językowy rekomenduje cztery zabiegi chirurgiczne, szacuje ich koszt i generuje obraz „po”, to de facto wchodzi w rolę doradcy medycznego. Bez licencji, bez odpowiedzialności i bez możliwości zobaczenia pacjenta. To jest luka, którą regulatorzy – również w Polsce – powinni zacząć brać poważnie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Kiedy AI rekomenduje zabiegi za 100 000 funtów
Reportaż z eksperymentem, przeprowadzony przez dziennikarza, który poprosił chatbota o kolejne, coraz bardziej drastyczne modyfikacje wyglądu, dał wymowne rezultaty. Karidis ocenił pierwsze propozycje AI (rinoplastyka, blefaroplastyka) jako stosunkowo skromne, ale i tak wycenione na ok. 25 000 funtów. Kolejne rundy promptów – z prośbą o „myśliwskie oczy” czy bardziej „maskulinną twarz” – przyniosły listę kilkunastu zabiegów jednocześnie. Ocena Karidisa: „This is where things start to get a bit silly. It looks like it’s given you someone else’s eyes” / „Tu zaczyna się robić trochę absurdalnie. Wygląda, jakby dało ci czyjeś oczy.”
Łączna wycena wszystkich rekomendowanych procedur: ponad 100 000 funtów. I bez żadnej gwarancji, że efekt choćby przypominałby to, co wygenerował model.
Fałszywe wyniki na mediach społecznościowych
De Silva zwraca uwagę na jeszcze jeden niepokojący wątek – niektórzy klinicyści sami publikują w mediach społecznościowych wyniki operacji, które, jego zdaniem, mogą być podretuszowane lub wygenerowane przez AI. Wspomina film, na którym pacjentka wyglądała na 30 lat młodszą po zabiegu. Obejrzał go trzy razy, zanim dostrzegł szczegół: dłoń pacjentki miała sześć palców.
To nie jest już tylko kwestia nierealnych oczekiwań po stronie pacjentów. To potencjalne wprowadzanie w błąd przez część środowiska medycznego, które samo zaczyna używać AI do upiększania własnych portfolio.
Co dalej?
Nugent jasno stawia sprawę: „The patient has to understand that there is human variation in how they heal, how they age and what can be done. I say to patients beforehand: it’s not limitless what I can do in surgery. Neither of us control everything” / „Pacjent musi rozumieć, że istnieje indywidualna zmienność w tym, jak ludzie się goją, jak się starzeją i co można zrobić. Mówię pacjentom z góry: możliwości chirurgii nie są nieograniczone. Żadne z nas nie kontroluje wszystkiego.”
Pytanie, które pozostaje otwarte: czy sama edukacja pacjentów wystarczy, skoro po drugiej stronie mamy narzędzia, które w kilka sekund generują obraz „idealnej” twarzy i dołączają do niego listę zabiegów jak menu restauracyjne? W środowisku chirurgów plastycznych coraz głośniej mówi się, że regulacja tego obszaru to kwestia czasu. I że lepiej, żeby nie nadeszła po serii głośnych tragedii.
