Donald Trump przyleciał do Pekinu 13 maja 2026 roku na pierwsze od prawie dekady spotkanie prezydenta USA z chińskim przywódcą na chińskiej ziemi. Zabrał ze sobą nie tylko sekretarzy stanu i obrony, ale całą armię szefów największych amerykańskich korporacji technologicznych.
Kluczowe fakty:
- Donald Trump przyleciał do Pekinu 13 maja 2026 roku na pierwszy szczyt prezydenta USA w Chinach od prawie dekady, zabierając ze sobą szefów największych amerykańskich korporacji technologicznych, w tym Elona Muska, Tima Cooka i Jensena Huanga.
- Departament Handlu USA zatwierdził 14 maja sprzedaż układów H200 do dziesięciu chińskich firm z łącznym pułapem 750 000 jednostek, jednak chińskie firmy wycofały się z zamówień po sygnałach z Pekinu.
- Chiny kontrolują 59% światowego wydobycia i 91% rafinacji pierwiastków ziem rzadkich, co stanowi potężną dźwignię w negocjacjach technologicznych z USA.
Szczyt jak żaden inny
To pierwsza wizyta urzędującego prezydenta USA w Chinach od czasu własnej wizyty Trumpa w listopadzie 2017 roku. Tym razem stawka jest jednak znacznie wyższa. Na pokładzie Air Force One polecieli między innymi Elon Musk z Tesli i SpaceX, Tim Cook z Apple’a oraz Jensen Huang z Nvidii. Do grupy dołączyli też Larry Fink z BlackRock, Jane Fraser z Citigroup, Stephen Schwarzman z Blackstone i Kelly Ortberg z Boeinga.
Jensen Huang znalazł się na liście gości w ostatniej chwili. Trump zabrał go na pokład podczas postoju na Alasce, w drodze do Pekinu. Symbolika jest czytelna: gdzie pojawia się twórca najpotężniejszych układów AI na świecie, tam gra toczy się o chipy.
Ukłony w Sali Ludowej
Xi Jinping powiedział zebranym prezesem, że drzwi do biznesu w Chinach będą się „otwierać coraz szerzej”. Według raportu agencji Xinhua Xi stwierdził, że „amerykańskie firmy są głęboko zaangażowane w chińskie reformy i otwarcie się na świat, a obie strony skorzystały na tej współpracy”.
Huang określił pekinskie spotkanie jako „jeden z najważniejszych szczytów w historii ludzkości”. Odmówił jednak komentarza na temat sprzedaży układów Nvidii do Chin, zamiast tego mówiąc, że Trump i Xi dali sygnały otwartości: „Today’s morning ceremony was very uplifting. President Xi was very inspiring, very welcoming, and President Trump was very inspiring and very welcoming” / „Dzisiejsza poranna ceremonia była bardzo budująca. Prezydent Xi był bardzo inspirujący, bardzo serdeczny, i prezydent Trump był bardzo inspirujący i bardzo serdeczny”.
Chipy jako waluta dyplomatyczna
I tutaj zaczyna się naprawdę ciekawa historia. 14 maja Departament Handlu USA zatwierdził sprzedaż układów H200 do dziesięciu chińskich firm. Licencje na bezpośredni zakup otrzymały Alibaba, Tencent, ByteDance i JD.com. Lenovo i Foxconn zostały zatwierdzone jako dystrybutorzy. Każda licencja obejmuje do 75 000 jednostek, co daje łączny pułap 750 000 układów H200.
Ani jeden układ nie został jeszcze wysłany.
Obserwuję ten szczyt z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony trudno nie docenić pragmatyzmu: gdy dwie największe gospodarki świata wracają do stołu negocjacyjnego, wszyscy wygrywamy przynajmniej chwilę spokoju. Z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chipy H200 stały się kartą przetargową w grze, w której zasady zmieniają się z tygodnia na tydzień. Dziś USA zatwierdzają sprzedaż, jutro Pekin każe firmom wstrzymać zamówienia. To nie jest środowisko, w którym można budować długoterminowe łańcuchy dostaw. Pytanie, które mnie nurtuje, brzmi: czy to rzeczywiście nowy rozdział w stosunkach USA-Chiny, czy tylko kolejna runda wzajemnego testowania granic przed następną eskalacją?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Zatwierdzone, ale zablokowane
Paradoks tej transakcji jest zdumiewający. Mimo że USA formalnie zatwierdziły sprzedaż, chińskie firmy wycofały się z zamówień po sygnałach z Pekinu. Presja na blokowanie lub ścisłe weryfikowanie zamówień rośnie, a chińskie władze obawiają się możliwości ingerencji lub ukrytych luk bezpieczeństwa w zagranicznych układach.
Sekretarz handlu Howard Lutnick powiedział w Senacie, że „chiński rząd centralny jak dotąd nie pozwolił im kupić układów, ponieważ starają się utrzymać inwestycje skoncentrowane na własnych rozwiązaniach”.
Krytyczne głosy po stronie amerykańskiej też nie milkną. Chris McGuire z Council on Foreign Relations powiedział wprost: „Any deal that allows Nvidia to sell more chips to China means fewer Nvidia chips for U.S. firms, and a smaller U.S. lead in AI over China” / „Każda umowa umożliwiająca Nvidii sprzedaż układów do Chin oznacza mniej układów Nvidii dla firm amerykańskich i mniejszą przewagę USA nad Chinami w dziedzinie AI”.
Co każdy chce z tej wizyty wyciągnąć
Delegacja biznesowa pojechała do Pekinu z konkretnymi interesami:
- Nvidia chce odblokować rynek wyceniany przez Huanga na 50 miliardów dolarów rocznie, utracony po zaostrzeniu kontroli eksportowej
- Apple zależy na stabilności łańcucha dostaw: około 80 procent iPhone’ów sprzedawanych w USA jest produkowanych w Chinach
- Tesla notuje wzrosty: w pierwszych czterech miesiącach 2026 roku fabryka w Szanghaju sprzedała ponad 292 000 pojazdów, o ponad 26 procent więcej niż rok wcześniej
- Musk przywiózł do Pekinu własne interesy: negocjuje zakup sprzętu do produkcji paneli słonecznych od chińskich dostawców za kwotę rzędu 2,9 miliarda dolarów
Szerszy kontekst: ziemia rzadkich pierwiastków
Równolegle toczą się rozmowy o rare earths, czyli pierwiastkach ziem rzadkich. Chiny odpowiadają za 59 procent światowego wydobycia i aż 91 procent rafinacji tych surowców. To potężna dźwignia, której Pekin używa ostrożnie, ale konsekwentnie.
Według analityków szczyt może przynieść stabilizację: „duże słowo to stabilizacja. Rozejm, który obie strony wynegocjowały, stanie się, jak podejrzewam, formalnym porozumieniem” – mówił Graham Allison, profesor Harvardu i były wiceminister obrony USA.
Dyplomacja przez obecność
Warto zauważyć jedną rzecz: sama obecność Muska, Cooka i Huanga w Pekinie to sygnał. Dan Ives z Wedbush Securities napisał wprost, że „obecność Huanga, Muska, Cooka i innych sygnalizuje, że technologia i handel są wśród największych priorytetów USA przed tymi spotkaniami”.
Szczyt kończy się uśmiechami i wspólnym oświadczeniem o „konstruktywnej stabilności strategicznej” jako ramach relacji na najbliższe trzy lata. Co z tego wyniknie w praktyce, przekonamy się w ciągu najbliższych tygodni. Pekin i Waszyngton mają długą tradycję ogłaszania przełomów, które okazują się zawieszeniem broni z datą ważności.
