Martin Scorsese, reżyser „Chłopców z ferajny” i „Irlandczyka”, oficjalnie dołączył do Black Forest Labs jako doradca. Firma, którą znają przede wszystkim deweloperzy i entuzjaści generatywnej AI, dostała właśnie coś cenniejszego niż kolejna runda finansowania: wiarygodność jednego z największych nazwisk w historii kina.
Kluczowe fakty:
- Martin Scorsese dołączył do Black Forest Labs jako doradca i aktywnie wykorzystuje narzędzia firmy do tworzenia storyboardów dla swoich nowych projektów.
- Black Forest Labs zostało założone w 2024 roku przez byłych twórców Stable Diffusion, a jego modele FLUX odnotowały dziesiątki milionów pobrań na Hugging Face, a partnerami firmy są m.in. Adobe, Meta i Microsoft.
- W grudniu 2025 roku firma zamknęła rundę finansowania Series B na 300 milionów dolarów, osiągając wycenę 3,25 miliarda dolarów, co czyni ją jedną z największych europejskich inwestycji w AI.
Kim jest Black Forest Labs i dlaczego to ważne
Zanim przejdziemy do Scorsese, jeden szybki kontekst, bo bez niego trudno ocenić, co tu się naprawdę dzieje.
Black Forest Labs zostało założone w 2024 roku przez Robina Rombachę, Andreasa Blattmanna i Patricka Essera — ludzi, którzy wcześniej stali za Stable Diffusion w Stability AI. Kiedy tamta firma zaczęła się sypać od środka (odejście CEO, finansowy chaos, nieregularne wypłaty), część kluczowych badaczy po prostu wyszła i zbudowała coś własnego.
Efekt? Modele FLUX firmy zajmują pierwsze miejsca na Hugging Face, z dziesiątkami milionów pobrań, a partnerami są m.in. Adobe, Canva, Meta i Microsoft. W grudniu 2025 roku spółka zamknęła rundę Series B na 300 milionów dolarów przy wycenie 3,25 miliarda dolarów, co czyni ją jedną z największych europejskich inwestycji w AI.
To nie jest więc kolejny startup generujący ładne obrazki. To firma z realnym produktem, realnym kapitałem i realnym zastosowaniem.
Co dokładnie robi Scorsese
Reżyser nie tylko „dołączył do rady doradczej” w charakterze ozdobnego logo. Mówi, że aktywnie używa narzędzi Black Forest Labs do tworzenia storyboardów dla swoich nowych projektów.
„Cinema is a young medium, only around 125 years old, so we have to be open to how it can evolve / Kino to młode medium, mające zaledwie 125 lat, więc musimy być otwarci na to, jak może ewoluować” — powiedział Scorsese w oświadczeniu opublikowanym na stronie firmy.
Przywołał przy tym dwie technologiczne decyzje z własnej historii: użycie 3D przy „Hugo” i technologię odmładzania twarzy w „Irlandczyku”. AI to dla niego kolejny krok, nie rewolucja. Ewolucja.
W nagraniu nakręconym w jego nowojorskim biurze widać reżysera pracującego z modelem FLUX — generuje obrazy, które pomagają mu zwizualizować scenę i przekazać tę wizję ekipie. Mówi o słynnym ujęciu steadicamem z „Chłopców z ferajny”, gdzie Henry Hill prowadzi widzów przez restaurację Copacabana. Scena nakręcona w jednym długim ujęciu, intymna, precyzyjna — i właśnie do takich rzeczy chce używać AI: żeby szybciej pokazać ekipie, co widzi w głowie.
„If you have a tool like this, you could figure it out much much quicker and you could save production time, and also less wear and tear on the crew / Gdybyś miał takie narzędzie, mógłbyś to wszystko rozgryźć dużo szybciej, oszczędzić czas produkcji i mniej eksploatować ekipę” — mówi w filmie.
Hollywood dzieli się na obozy
Scorsese dołącza do grona twórców, którzy AI traktują jako narzędzie, a nie wroga. Nie jest tu zresztą sam.
James Cameron, reżyser „Avatara”, zasiada w radzie dyrektorów Stability AI. Peter Jackson podczas masterclassu na festiwalu w Cannes stwierdził, że „nie nie lubi” AI i porównał ją do efektów specjalnych. Gareth Edwards, reżyser „Rogue One”, powiedział, że chce stworzyć film hybrydowy z użyciem generatywnej AI.
Po drugiej stronie stoi Guillermo Del Toro, który w ubiegłym miesiącu zaatakował tych, którzy wierzą, że sztukę można tworzyć „pieprzną apką”. I jest w tym konsekwentny — wcześniej mówił, że „wolałby umrzeć”, niż użyć generatywnej AI w swoich filmach.
Dwa obozy, obie strony mają rację w połowie.
Obserwuję tę debatę od kilku lat i szczerze — irytują mnie obie skrajności. Ta, która mówi, że AI zabije kino i pracę twórców, i ta, która zachowuje się, jakby to był wyłącznie sprytny nowy sposób na optymalizację budżetu. Scorsese robi coś innego: pokazuje zastosowanie konkretne, ograniczone, narzędziowe. Storyboard to nie jest dzieło sztuki, to narzędzie komunikacji z ekipą. Jeśli AI pomaga reżyserowi szybciej i precyzyjniej przekazać wizję — trudno mi z tym polemizować. Ale jest pytanie, które sobie zadaję: co się stanie, gdy takie narzędzia trafią nie do Scorsesego, tylko do producenta, który będzie chciał w ten sposób „zastąpić” cały dział artystyczny? Bo narzędzie to jedno, a to kto i jak go używa — to już zupełnie inna historia.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Interes, nie tylko fascynacja
Warto przy tym zwrócić uwagę na jeden szczegół. Znajomość Scorsese z Black Forest Labs nie wzięła się znikąd.
Jak podaje New York Times, reżyser został wprowadzony do firmy przez BroadLight Capital — fundusz inwestycyjny, który zainwestował w Black Forest Labs i który współzałożył Rick Yorn, manager Scorsesego. Przy finalizowaniu współpracy pomagał też Michael Ovitz, współzałożyciel agencji CAA, który również jest inwestorem w tej spółce.
Czy Scorsese sam zainwestował? Tego nie wiadomo. Jego przedstawiciel odmówił komentarza.
Nie ma w tym nic złego, ale warto wiedzieć. To nie jest historia o reżyserze, który sam trafił na AI i zakochał się w możliwościach. To historia, w której sieć relacji z Hollywood przecina się z siecią kapitałową Doliny Krzemowej.
Kino idzie dalej
Na tym tle warto odnotować, że to nie tylko Scorsese.
Festiwal Tribeca już za kilka tygodni pokaże „Dreams of Violets” — 75-minutowy dokudramat w całości wygenerowany przez AI, poświęcony irańskiemu ruchowi oporu. Hollywood powoli, ale wyraźnie przesuwa granicę tego, co jest „dopuszczalne”.
Branżowe napięcia są ogromne. Związki zawodowe scenarzystów i aktorów walczyły przez ostatnie dwa lata o ochronę pracy twórczej przed AI. I to nie tylko w kwestii storyboardów. Pytanie o to, gdzie jest granica między „narzędziem wspomagającym twórcę” a „narzędziem zastępującym twórcę”, wciąż nie ma odpowiedzi.
Scorsese ma 83 lata i pół wieku arcydzieł na koncie. Może sobie pozwolić na eksperyment. Pozostaje pytanie, co ta historia mówi twórcom, którzy dopiero zaczynają i nie mają ani jego pozycji, ani jego budżetu negocjacyjnego.
