Młodzi Brytyjczycy masowo zapisują się do warsztatów introligatorskich, kuźni artystycznych i pracowni rekwizytorskich, bo uznali, że praca rękami jest ostatnią, której nie przejmie model językowy. Guardian opisał to zjawisko 27 sierpnia, a liczby po stronie pracodawców są tak wysokie, że sami nie wiedzą, co z nimi zrobić.
- Młodzi Brytyjczycy coraz częściej wybierają tradycyjne rzemiosło – takie jak introligatorstwo, metaloplastyka artystyczna czy rekwizytorstwo – postrzegając pracę ręczną jako odporną na zastąpienie przez modele językowe.
- W Wielkiej Brytanii ręcznym introligatorstwem zajmuje się obecnie mniej niż 50 osób, a formalne programy praktyk zawodowych w tej branży zniknęły na początku lat 80. i nie zostały odbudowane.
- Wydawcy tacy jak Folio Society deklarują rezygnację z AI w procesie twórczym i stawiają na rynkowy argument, że klienci są gotowi zapłacić więcej za przedmioty wykonane ludzkimi rękami.
Introligatornia w Shropshire przyjmuje absolwentkę politologii
Eryn Lawley ma 27 lat i dyplom z politologii. Zamiast szukać pracy przy biurku poszła na drugi rok praktyki w Ludlow Bookbinders, warsztacie introligatorskim w Shropshire, gdzie podstawowe techniki nie zmieniły się od stuleci. Prasy z epoki wiktoriańskiej, maszyny do tłoczenia folią, pędzle do kleju. Prawie wszystko ręcznie.
Powód zmiany zawodu podała bez owijania w bawełnę. Zbyt długie wpatrywanie się w ekran jej szkodziło, a rzecz zrobiona przez człowieka ma jej zdaniem wartość, której produkt gotowy nie ma. Opisała też, jak działa na nią powtarzalność tej pracy: „Jako zawód jest medytacyjna, więc jest wyjątkowo niskokortyzolowa” / „It is meditative as a job so it is extremely low-cortisol.”
Paul Kidson, prezes Ludlow i introligator w czwartym pokoleniu, szacuje, że ręcznym introligatorstwem zajmuje się dziś w Wielkiej Brytanii mniej niż 50 osób. Formalne programy praktyk zawodowych w tej branży rozsypały się na początku lat 80. i nigdy nie zostały odbudowane. Firma szkoli więc sama, bo rekrutować nie ma skąd.
Wydawcy stawiają na to, że klient zapłaci za ślad ludzkiej ręki
Popyt jest, i to w segmencie premium. Folio Society, wydawca kolekcjonerskich edycji książek, współpracował z Ludlow przy limitowanym wydaniu tomu z uniwersum Gry o Tron. Joanna Reynolds, prezes Folio Society, mówi o tym wprost: „Nie używamy AI, jeśli chodzi o naszą sztukę” / „We do not use AI in terms of our art.” Argument nie jest estetyczny, tylko rynkowy. Wydawnictwo zakłada, że kupujący dopłaci za przedmiot zrobiony ludzkimi rękami.
Cox London, pracownia specjalizująca się w metaloplastyce artystycznej, uruchomiła własny program praktyk rok temu. W tym roku na dwa miejsca wpłynęło ponad 160 zgłoszeń. Nicola Cox, współzałożycielka firmy, tłumaczy to tak: „Jest coś odpornego na AI w sztuce tworzonej czyimiś rękami” / „There is AI-proofness about art that is made with someone’s hands.”
Lucky Emerson, praktykant w Cox London, mówi o „niepokojącym uczuciu”, że AI przejmuje świat twórczy, i dodaje: „Fizyczność faktycznego tworzenia rzeczy jest nieporównywalna, zwłaszcza gdy ludzie łakną oryginalności” / „The physicality of actually making things is incomparable, especially when people crave originality.”
Ciekawsze jest jednak stanowisko Nazify Tabassum, drugiej praktykantki w tej samej pracowni. Ona nie zakłada, że AI jej pracy nie dotknie. Zakłada, że ją zmieni, i chce używać technologii tam, gdzie coś wnosi, zachowując tę część roboty, której nie da się łatwo zautomatyzować. To dojrzalsze podejście niż większość publicystyki na ten temat.
Co konkretnie sprawia, że te zawody odstają od reszty rynku:
- rezultat jest fizycznym przedmiotem, a nie plikiem, więc nie da się go wygenerować i pobrać
- wiedza jest ucieleśniona, przekazywana w relacji mistrz i uczeń, a nie zapisana w dokumentacji, którą można wrzucić do modelu
- popyt rośnie właśnie dlatego, że treści generowane są tanie i wszędzie, co podnosi cenę tego, co ręczne
- podaż fachowców jest tak niska, że wejście do zawodu daje przewagę na dekady, a nie na jeden cykl technologiczny
- wycena opiera się na rzadkości i sygnale autentyczności, których automatyzacja nie odtwarza
Kibicuję tym ludziom, ale nie kupuję tezy, że rzemiosło jest schronieniem dla pokolenia wypchniętego z rynku przez AI. Ludlow ma mniej niż 50 konkurentów w całej Wielkiej Brytanii, Cox London przyjmuje dwie osoby rocznie, a National Theatre jedną. To nie jest skala, która wchłonie roczniki absolwentów wypadające z rekrutacji do księgowości, prawa i programowania. To jest nisza, i to nisza, w której zarobki przez pierwsze lata bywają brutalnie niskie.
Widzę tu za to coś innego i moim zdaniem ważniejszego. Rynek zaczyna wyceniać dowód ludzkiego autorstwa. Kolekcjonerska oprawa książki, kuta krata, rekwizyt zrobiony ręcznie: wszystkie te rzeczy są dziś warte więcej niż pięć lat temu, bo alternatywa stała się darmowa i nieskończenie powtarzalna. Jeśli ten mechanizm zadziała szerzej, to obejmie też zawody, których nikt nie nazwałby rzemiosłem.
Pytanie, które zostawiam otwarte: czy firmy, które dziś chwalą się rezygnacją z AI w procesie twórczym, utrzymają to stanowisko, gdy konkurencja zejdzie z ceny o czterdzieści procent? Bo deklaracja jest tania, a wybór między marżą a zasadą zawsze wypada trudniej w praktyce niż w wywiadzie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Dane Stanforda pokazują, gdzie naprawdę zamyka się furtka
Ucieczka do warsztatu nie bierze się z sentymentu. Sierpniowa aktualizacja pracy „Canaries in the Coal Mine?” zespołu Erika Brynjolfssona, Bharata Chandara i Ruyu Chen ze Stanforda pokazuje, że zatrudnienie osób w wieku 22 do 25 lat w zawodach najbardziej wystawionych na generatywną AI spadło o 13 procent po uwzględnieniu wstrząsów na poziomie samych firm. W porównaniu z rówieśnikami z branż mniej narażonych różnica sięga 19 procent. Pracownicy starsi i bardziej doświadczeni pozostają w tych samych zawodach nietknięci.
Mechanizm jest przy tym cichy. Nikogo się nie zwalnia, po prostu przestaje się zatrudniać. Dlatego zbiorcze wskaźniki wyglądają spokojnie, a problem widać dopiero po rozbiciu danych na roczniki. Pisałem o tym przy okazji kalifornijskiego systemu śledzenia wpływu AI na rynek pracy, gdzie wzorzec wyglądał identycznie.
Osobno warto spojrzeć na stan samych rzemiosł, do których ci ludzie uciekają. Organizacja Heritage Crafts w edycji Czerwonej Listy Zagrożonych Rzemiosł z 2025 roku przebadała 285 zawodów. Na liście znalazło się 165 z nich: 72 w kategorii krytycznie zagrożonych i 93 zagrożonych. W 2017 roku krytycznie zagrożonych było siedemnaście. To czterokrotny wzrost w osiem lat.
Rekrutacja do zawodów odpornych na AI tonie w zgłoszeniach generowanych przez AI
W National Theatre w Londynie praktyki obejmują wszystko, od informatyki po perukarstwo, kostiumografię, rekwizytorstwo i metaloplastykę. Kath Geraghty, szefowa kwalifikacji technicznych, mówi, że metaloplastycy w teatrze mają wszyscy powyżej pięćdziesiątki, a perukarstwo jako umiejętność wygasa.
I tu robi się absurdalnie. Kiedyś sto zgłoszeń oznaczało popularne praktyki. W ostatniej rekrutacji było inaczej: „mieliśmy 728 zgłoszeń na jeden etat” / „we had 728 applications for one role.” Geraghty przyznaje wprost, że teatr nie wypracował jeszcze sposobu na poradzenie sobie z tym, bo przeczytanie siedmiuset aplikacji z należytą uwagą nie mieści się w możliwościach zespołu.
Dokładnie ten sam problem zgłaszają firmy z branż, przed którymi kandydaci uciekają. Aplikacje pisane modelem językowym zalewają procesy rekrutacyjne również tam, gdzie praca polega na wyklepywaniu metalu. Sarah Ray-Dobson, 27-letnia praktykantka rekwizytorska w National Theatre, mówi, że na jej poziomie ostatnie dwa lata pracy AI w ogóle nie dotknęła. Ale drzwi do tej pracy są już zablokowane przez to samo narzędzie, przed którym ona się schroniła.
Czy w Polsce ta ucieczka też się zacznie
Polska ma tu inną strukturę wyjściową i moim zdaniem korzystniejszą. Brytyjski system praktyk rzemieślniczych rozsypał się w latach 80., u nas przetrwał. Związek Rzemiosła Polskiego prowadzi 43 branżowe szkoły rzemieślnicze z ponad 8 tysiącami uczniów, a łącznie w rzemiośle kształci się, jak mówił w lipcu tego roku prezes ZRP prof. Jan Klimek, około 75 tysięcy młodych ludzi. Relacja mistrz i uczeń nie jest u nas rekonstrukcją historyczną, tylko działającym modelem z minimum 60 procentami godzin praktycznych.
Presja po drugiej stronie też jest już policzalna. Z raportu No Fluff Jobs „Rynek pracy IT 2025/2026″ wynika, że do juniorów kierowanych jest 5,3 procent ogłoszeń, podczas gdy w 2022 roku było to około 15 procent. Sześćdziesiąt procent ofert idzie do seniorów. W pierwszym półroczu 2026 roku na jedną ofertę juniorską przypadało średnio 47 zgłoszeń, na midową 24, a na seniorską 19. Just Join IT w Barometrze za pierwszy kwartał 2026 podaje zbliżony odsetek stanowisk juniorskich. Poza IT spadki ofert dla początkujących były jeszcze głębsze, najmocniej w logistyce, sprzedaży i HR.
Różnica polega na tym, że polski absolwent nie musi szukać introligatorni w Shropshire. Cech stolarzy, elektryków czy fryzjerów działa w każdym większym mieście, a rzemiosło od lat narzeka na brak rąk do pracy, nie na nadmiar chętnych. Jeśli więc gdzieś w Europie mechanizm opisany przez Guardiana ma szansę zadziałać bez konieczności odbudowy całego systemu szkolenia, to raczej u nas niż na Wyspach. Pod jednym warunkiem: że przestaniemy traktować szkołę branżową jako plan awaryjny dla tych, którzy nie poradzili sobie w liceum.
Źródła i metodologia
Artykuł powstał na podstawie analizy redakcji AIPORT.pl oraz źródeł, w tym materiału The Guardian autorstwa Lauren Almeidy z dnia 27.08.2026 oraz komunikatu Heritage Crafts o Czerwonej Liście Zagrożonych Rzemiosł. Dane o rynku pracy pochodzą z pracy „Canaries in the Coal Mine? Six Facts about the Recent Employment Effects of Artificial Intelligence” Erika Brynjolfssona, Bharata Chandara i Ruyu Chen ze Stanford Digital Economy Lab w edycji z sierpnia 2026 roku oraz z raportów No Fluff Jobs i Just Join IT. Dane o polskim szkolnictwie rzemieślniczym pochodzą ze Związku Rzemiosła Polskiego. Cytaty Eryn Lawley, Paula Kidsona, Joanny Reynolds, Nicoli Cox, Lucky Emersona, Nazify Tabassum, Kath Geraghty i Sarah Ray-Dobson zostały zweryfikowane z oryginalnym anglojęzycznym materiałem źródłowym. Komentarz redakcyjny i ocena kontekstu branżowego: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl. Artykuł będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych danych o wpływie AI na zatrudnienie młodych pracowników i o kondycji zawodów rzemieślniczych.
