Rozmowy o tym, że sztuczna inteligencja odbierze pracę młodym, stały się wręcz gatunkiem medialnym samym w sobie. Tymczasem jedno z ciekawszych spojrzeń na sytuację zawodową pokolenia Z wskazuje na zupełnie innego winowajcę: pracę zdalną.
Kluczowe fakty:
- Duolingo zebrało 10 000 aplikacji na jedno miejsce stażowe i zamknęło nabór tygodnie przed terminem, co pokazuje skalę inflacji aplikacji wywołanej przez AI.
- AI uderzyło najpierw w stanowiska początkowe jak copywriting, redakcja, badania i analityka marketingowa, a nie w pozycje techniczne jak powszechnie sądzono.
- Stanford stworzył platformę Extern, gdzie korporacje z listy Fortune 500 zlecają projekty studentom do realizacji z domu przy użyciu AI za darmo.
AI zepsuło rekrutację, ale nie to jest clou
Zacznijmy od tego, co widać gołym okiem. Absolwenci wchodzący dziś na rynek pracy korzystają z AI do pisania CV, filtrowania ogłoszeń i składania setek aplikacji. Firmy używają AI do sortowania tych samych CV. I tu pojawia się kuriozalny efekt: algorytmy rekrutacyjne faworyzują życiorysy napisane przez… AI. Pętla zamknięta.
Skutki są wymierne. Duolingo zebrało 10 000 aplikacji na jedno miejsce stażowe i zamknęło nabór na tygodnie przed terminem. TikTok podobno zatrudnia pierwszego dobrego kandydata, który wpłynie do systemu. Penelope Trunk, autorka popularnego bloga o karierze, porównuje to do eksplozji liczby podań na uczelnie, którą wywołała platforma Common App. Tylko że tu stawką jest pierwsza praca, nie wymarzona szkoła.
Ale sama inflacja aplikacji nie wyjaśnia, dlaczego wskaźnik bezrobocia wśród świeżo upieczonych absolwentów jest wyższy niż w ogólnej populacji pracujących.
Pierwsza fala ofiar AI to nie programiści
Wbrew narracji, którą znamy z konferencji i raportów, AI nie zaatakowało najpierw stanowisk technicznych. Uderzyło w te, od których zaczyna się każda kariera:
- copywriting i redakcja
- rola nauczyciela i asystenta edukacyjnego
- praca badawcza
- analityka marketingowa, niskopoziomowa księgowość, consulting entry-level
Za stanowiskami poszły staże, bo po co budować pipeline stażystów, gdy nie ma dla nich etatów na końcu?
Teraz wchodzi Extern, najgorętsza aplikacja wychowana przez Stanford: platforma, gdzie korporacje z listy Fortune 500 wrzucają projekty dla studentów do realizacji z domu, przy użyciu AI, za darmo. Trunk nazywa to apokaliptyczną wersją gig economy. Trudno nie przyznać jej racji.
Komentarz redakcji
Łatwo winić AI za wszystko, co złe na rynku pracy, i rozumiem tę narrację. Ale patrząc na to zjawisko z szerszej perspektywy, widzę coś bardziej złożonego. Praca zdalna była prezentem dla doświadczonych specjalistów, którzy mieli już zbudowaną sieć kontaktów, wiedzieli, jak funkcjonować w strukturze korporacyjnej, i potrzebowali tylko spokoju do pracy. Dla osoby, która dopiero wchodzi na rynek pracy, to może być pułapka. Nikt nie nauczy cię nieformalnych zasad gry przez Teams. Z drugiej strony warto zapytać: czy model biurowy, który znamy, był rzeczywiście tak inkluzywny i sprawiedliwy? Czy mentoring „przez zarażenie bliskością” nie sprzyjał przede wszystkim tym, którzy i tak mieli już lepszy start? To nie jest proste równanie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Praca zdalna i znikający mentoring
Tu dochodzimy do sedna tezy Trunk, i przyznam, że jest ona mocna. Przez dekady wczesna kariera wyglądała tak samo: przychodziłeś do biura, podsłuchiwałeś spotkania, zadawałeś głupie pytania, irytowałeś starszych kolegów, aż któryś z nich wziął cię pod opiekę. To był model terminatora. Nieoficjalny, czasem brutalny, ale działający.
Praca zdalna go zniszczyła. Nie ma zdalnej wersji mentoringu przez bliskość.
Autorka pisze wprost: „working from home is where careers go to stall / praca z domu to miejsce, gdzie kariery idą na mielizny” – bo cały model zdobywania kompetencji interpersonalnych opierał się na fizycznej obecności w konkretnej kulturze konkretnego biura.
Co warte odnotowania: generacja Z nie żąda rewolucji. Dorastała w pandemii, więc dobrze zna izolację. Według Trunk, młodzi ludzie chcą czegoś zaskakująco prostego – chcą wejść do biura, żeby ktoś im pokazał, jak ta praca w ogóle działa.
Personal branding, który stał się czymś innym
Jest w tym artykule jeden obraz, który zostaje w głowie. Trunk otrzymała e-mail od platformy Extern promujący ideę personal brandingu jako „przywiązywania się do nazwy dużej firmy”. Kiedyś personal branding oznaczał bycie rozpoznawanym za własne pomysły. Teraz oznacza pożyczoną wiarygodność od firmy, która cię nie zatrudniła.
Autorka sprawdziła profil LinkedIn osoby, która wysłała jej wiadomość. Dostała błąd 404. Zapytała syna, co sądzi o LinkedIn. Odpowiedź: „Mom, we hate LinkedIn. We do it because this is a crisis and we will play by any rules in order to be employed / Mamo, nienawidzimy LinkedIn. Robimy to, bo to kryzys i będziemy przestrzegać jakichkolwiek zasad, żeby być zatrudnionym.”
Trudno o bardziej dosadną diagnozę.
Generacja bez inicjacji
Prawdziwy problem nie brzmi „czy AI zabierze mi pracę”. Brzmi: kto mnie wprowadzi w to, jak praca naprawdę wygląda?
Dawniej odpowiedź była prosta: fizyczna bliskość i czas. Dziś rodzice zatrudniają coachów kariery, wyciągają znajomości dla dzieci i płacą za symulowane doświadczenia zawodowe, bo firmy przestały pełnić funkcję inicjacyjną.
Extern istnieje dokładnie dlatego, że ta luka jest realna i rośnie. Pytanie, które warto sobie postawić: czy to rozwiązanie problemu, czy jego komercjalizacja?
