Donald Trump miał w czwartek podpisać rozporządzenie wykonawcze dotyczące sztucznej inteligencji. Ceremonia była zaplanowana, dyrektorzy zaproszeni. Nie doszła do skutku. Prezydent USA wycofał się, tłumacząc, że nie chce „blokować” amerykańskiej przewagi nad Chinami w wyścigu o AI. Nieoficjalnie wiadomo już, kto naprawdę podjął tę decyzję.
Kluczowe fakty:
- Donald Trump wycofał się z podpisania rozporządzenia wykonawczego dotyczącego sztucznej inteligencji po rozmowach z Elonem Muskiem, Markiem Zuckerbergiem i Davidem Sacksem.
- Prezydent argumentował, że nie chce "blokować" amerykańskiej przewagi nad Chinami w wyścigu o AI poprzez wprowadzanie regulacji.
- Odrzucone rozporządzenie przewidywało jedynie dobrowolny mechanizm współpracy producentów AI z agencjami federalnymi, bez obowiązkowych licencji czy blokad.
Jedna noc, trzy telefony
Według dziennikarzy Semafor, za kulisami rozegrał się intensywny lobbing. W środę wieczorem i czwartek rano z Trumpem rozmawiali kolejno: Elon Musk (szef xAI), Mark Zuckerberg (CEO Meta) oraz David Sacks, wentyl bezpieczeństwa Doliny Krzemowej w poprzedniej administracji Trumpa, czyli były „car AI i kryptowalut” Białego Domu. Formalnie Sacks odszedł ze swojej roli doradczej w marcu, ale najwyraźniej nie odszedł zbyt daleko.
Argument, który trafił do prezydenta, był klasycznie „akceleracjonistyczny”: regulacje, nawet dobrowolne, mogą spowalniać innowacje i oddawać pole Chinom. Trump przyznał to publicznie w Gabinecie Owalnym:
„We’re leading China, we’re leading everybody, and I don’t want to do anything that’s going to get in the way of that lead.” / „Prowadzimy przed Chinami, prowadzimy przed wszystkimi i nie chcę robić niczego, co mogłoby zagrozić tej przewadze.”
Nie wyjaśnił, które konkretnie zapisy rozporządzenia mu przeszkadzały. Powiedział jedynie, że „nie podobały mu się pewne aspekty.”
To nie było surowe prawo. To był formularz
Warto to zaznaczyć wyraźnie: odrzucone rozporządzenie nie było próbą nałożenia na branżę AI żadnych twardych obowiązków. Zakładało stworzenie dobrowolnego mechanizmu, w ramach którego producenci modeli AI mogliby współpracować z agencjami federalnymi i udostępniać im zaawansowane systemy do oceny bezpieczeństwa nawet do 90 dni przed premierą. Żadnych licencji. Żadnych obowiązkowych blokad. Dobrowolnie.
Nawet to okazało się zbyt dużo.
Szczerze mówiąc, ten przypadek niepokoi mnie bardziej niż samo rozporządzenie. Nie chodzi o to, czy konkretne zapisy były dobre czy złe – można dyskutować o szczegółach. Chodzi o mechanizm: kilka osób z Doliny Krzemowej, mających bezpośredni dostęp do prezydenta i jednocześnie ogromny interes finansowy w braku regulacji, skutecznie weto-uje każdą próbę nadzoru, zanim ta nabierze kształtu. Musk konkuruje z OpenAI i Anthropic. Zuckerberg stawia na open source. Obaj korzystają na próżni regulacyjnej. Czy to jest właściwy sposób kształtowania polityki technologicznej dla największej światowej gospodarki? Mam co do tego poważne wątpliwości. Z drugiej strony – jeśli regulacje naprawdę groziłyby oddaniem technologicznego prymatu Chinom, to może Trump miał rację wstrzymując się z podpisem. Problem w tym, że nie wiemy, czy tak faktycznie było – bo decyzja zapadła w jedną noc, bez żadnej publicznej debaty.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Pustka regulacyjna ma swoje koszty
Stany Zjednoczone nadal nie mają żadnego kompleksowego prawa regulującego AI. To, co istnieje, to zlepek rozporządzeń wykonawczych, wytycznych agencji i dobrowolnych porozumień. Wcześniej w maju federalne Centrum Standardów i Innowacji AI podpisało umowy ewaluacyjne z Google DeepMind, Microsoftem i xAI, pozwalające rządowi oceniać modele przed ich publicznym udostępnieniem. Ten program działa dalej niezależnie od czwartkowych wydarzeń.
Ale szerszy obraz jest niepokojący. Na początku marca administracja Trumpa opublikowała Narodowe Ramy Legislacyjne dla AI, wzywając Kongres do ujednolicenia prawa i wyprzedzenia regulacji stanowych, które „nakładają nadmierne obciążenia”. Kongres jak dotąd nie podjął żadnych działań.
Pekin nie stoi w miejscu
Kontrast z Chinami jest ostry i coraz trudniejszy do zignorowania. Rada Państwa Chińskiej Republiki Ludowej opublikowała w maju plany legislacyjne na 2026 rok, zakładające przyspieszenie prac nad kompleksową ustawą o AI. Ogólnochińskie Zgromadzenie Ludowe umieściło ustawodawstwo w zakresie AI w swoim harmonogramie prac już trzeci rok z rzędu. W kwietniu Pekin wprowadził nowe przepisy zobowiązujące firmy AI do tworzenia wewnętrznych komitetów ds. etyki.
Chiny piszą przepisy. Waszyngton odwołuje ceremonię podpisania.
Kto naprawdę decyduje o polityce AI w USA?
Czwartkowe wydarzenie odsłoniło coś, co było już widoczne od miesięcy. W obecnej administracji faktyczne prawo veta wobec regulacji AI spoczywa w rękach wąskiej grupy przedstawicieli branży, którzy mają bezpośredni dostęp do prezydenta.
Warto przyjrzeć się tej trójce:
- Elon Musk prowadzi xAI, bezpośredniego konkurenta OpenAI i Anthropic. Otwarte pole regulacyjne działa na jego korzyść.
- Mark Zuckerberg pozycjonuje Meta jako czempiona open-source’owego AI. Każda regulacja ograniczająca swobodę publikacji modeli uderzyłaby go bezpośrednio.
- David Sacks, mimo odejścia z roli doradczej, zachowuje wystarczające wpływy, by kształtować decyzje wykonawcze.
Osobny wątek: Semafor donosi, że OpenAI uzyskało popiercie Białego Domu dla własnej inicjatywy promowania regulacji AI na poziomie stanowym. To interesujący ruch, biorąc pod uwagę, że wcześniejsze rozporządzenie Trumpa groziło sankcjami wobec stanów, które wprowadzałyby własne przepisy sprzeczne z federalnymi preferencjami. Administracja zdaje się jednocześnie zniechęcać stany do działania i wspierać OpenAI w jego stanowych lobbingowych kampaniach. Spójność polityczna wyraźnie nie jest tu priorytetem.
Argument chiński działa w obie strony
Uzasadnienie Trumpa, czyli ochrona przewagi USA nad Chinami, to ten sam refren, który napędza każdą większą decyzję polityczną w zakresie AI od jego powrotu do władzy. Od restrykcji eksportowych na chipy Nvidii po program infrastrukturalny Stargate.
Ale Pekin obserwuje uważnie. Na szczycie Trump-Xi wcześniej w maju obaj przywódcy zgodzili się na uruchomienie dialogu międzyrządowego w sprawach AI. Chiny z pewnością odnotowały, że wewnętrzna debata Waszyngtonu o nawet dobrowolnym nadzorze nad AI rozstrzygnęła się nie wśród polityków, ale wśród firm, które najbardziej korzystają na braku jakichkolwiek reguł.
Lizzi C. Lee z Asia Society Policy Institute ujęła to trafnie: „I think a separate, potentially more important race is on governance and safety: not about who has the most advanced models, but who can govern powerful AI without choking off innovation.” / „Myślę, że toczy się osobny, potencjalnie ważniejszy wyścig – dotyczący zarządzania i bezpieczeństwa: nie o to, kto ma najbardziej zaawansowane modele, ale kto potrafi nimi zarządzać bez duszenia innowacji.”
Kyle Chan z Brookings Institution dodał podobnie: „AI safety and regulation can be done in a way that doesn’t compromise innovation.” / „Bezpieczeństwo AI i regulacje można wdrożyć w sposób, który nie szkodzi innowacjom.”
W czwartek żaden z tych argumentów nie wystarczył. Czy wystarczy następnym razem – jeśli w ogóle będzie następny raz – pozostaje otwartym pytaniem.
